Z okna Płockowiaków. Płockowiakowie zwiedzają…

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Tymczasem Przemek popadł w swego rodzaju amok. – Ateńczycy mieli jeszcze jeden, dość specyficzny zwyczaj. Co roku decydowali, czy któryś z polityków nie zagraża ich demokracji. Ta procedura nazywała się ostracyzmem, czyli sądem skorupkowym. Jeżeli po głosowaniu okazało się, że delikwent za bardzo garnął się do władzy, czekało go dziesięcioletnie wygnanie poza granice polis…

Niemiłosierny żar lał się z nieba wciskając się w każdy zakątek ateńskiej ulicy.
– Tak przeczuwałam! – narzekała Płockowiakowa. – W domu trzeba było zostać, a nie włóczyć się po obcym świecie. Na nasz polski upał da się jakoś zaradzić, a tu co mam zrobić, położyć się w fontannie? Cała jestem mokra!
– No cóż… To znów nie ja jestem sprawcą tego stanu… – zażartował Jurek, szybko zmieniając temat pod naporem świdrującego wzroku, wypisz, wymaluj – płockiej Gorgony. – Cóż tam upał! Jesteśmy przecież w kolebce cywilizacji, tu także rodziła się demokracja, a nawet można powiedzieć zręby jow-ów!
– Zaraz, zaraz, czy chcesz powiedzieć, że wybory bezpośrednie to jakaś zupełnie stara i oczywista starożytność, że jow-ów nie wymyślił Kukiz, a może też miał jakiegoś greckiego przodka? Dlaczego w takim razie ludzie tak się tym zachwycają? – w głowie Zośki myśli splątały się w iście gordyjski węzeł.
– To wynalazek stary jak świat. – wtrącił się do rozmowy Przemek. – Grecy stworzyli miasta – państwa, czyli polis. Obywatele wybierali swoich władców i urzędników, najwyższa rada – taki sejm, nazywała się areopagiem. Demokracja to po grecku rządy ludu, chociaż niektórzy badacze twierdzą, że to słówko oznacza ni mniej, ni więcej, tylko rządy motłochu.
– Noo, interesujące. A czy ten cały starożytny parlament nie leżał przypadkiem przy Wiejskiej? – zastanawiał się Jurek.

Tymczasem, nie zrażony dywagacjami ojca Przemek wyrzucał z siebie nagromadzoną w ponadprzeciętnych ilościach wiedzę. – Uprawnionych do głosowania było około 40 tysięcy osób na 120 tysięcy mieszkańców. Głosowali tylko dorośli mężczyźni, kobiety, dzieci i niewolnicy nie mieli prawa głosu.
– To jakaż to demokracja? To już wiadomo skąd powstał ten dziwny pogląd, że kobiety nie mają głowy do polityki. A ja przecież swój rozum mam, jak głosuję na tego przystojniejszego, to on zawsze wygrywa, a potem zawsze ma rację, jak chociażby w ostatnich wyborach! – podsumowała krytycznie i po swojemu zręby europejskiej demokracji Zośka.
– Kochanie, tyle razy Ci mówiłem, że „uroda rozumu nie doda”, popatrz zresztą chociażby na naszą córcię…
– Doda ma wszystko to, co trzeba i tam, gdzie trzeba! – niespodziewanie wtrącił z pasją i przekonaniem w głosie swoje „trzy grosze” dziadek.
– Taak…? – Płockowiakowa nie na żarty zaperzyła się na ślubnego. – To według Ciebie jestem tylko mądra, czy tylko piękna?
– Ty jesteś chlubnym wyjątkiem od reguły – Jurek z powodzeniem wybrnął z zupełnie niespodziewanego testu na refleks i orientację, tym niemniej postanowił na pewien czas porzucić swe dalsze dywagacje na temat konstrukcji damskiego ciała i umysłu.

Tymczasem Przemek popadł w swego rodzaju amok. – Ateńczycy mieli jeszcze jeden, dość specyficzny zwyczaj. Co roku decydowali, czy któryś z polityków nie zagraża ich demokracji. Ta procedura nazywała się ostracyzmem, czyli sądem skorupkowym. Jeżeli po głosowaniu okazało się, że delikwent za bardzo garnął się do władzy, czekało go dziesięcioletnie wygnanie poza granice polis.
– A to całkiem sprytna metoda, mnóstwo czasu na przemyślenia. Niewątpliwie lepszy sposób na uzdrowienie sytuacji politycznej, niż te całe jow-y. Chociaż u nas też się trafił taki, dobrowolny co prawda, wygnaniec, zapamiętany ze swej ostatniej kwestii: „Ludzie! Ratujcie! Niemcy mnie biją!”… Potem zniknął na wiele lat, może już więcej niż dziesięć…

Niebawem rodzinka stanęła w komplecie przed wzgórzem Akropolu.

– Jezu! – Płockowiakowa jęknęła w geście rozpaczy, widząc przed sobą niekończące się rzędy marmurowych schodów. – Za jakie grzechy? Nie mogli tego zbudować na jakimś bardziej płaskim? Dlaczego każde zwiedzanie musi wpływać na moje odciski? – mamrotała, wspinając się mozolnie stopień po stopniu. – A w zasadzie co to w ogóle jest? Biblioteka? Opera, a może pałac?
– To są świątynie – relacjonował Przemek. – Ta największa – Partenon – jest poświęcona Atenie dziewicy, która była patronką miasta. Sama budowla jest majstersztykiem starożytnej architektury i myśli inżynieryjnej.
– Chyba jednak tak nie do końca, bo coś im się rozsypał ten kościółek. A może ktoś tu podłożył jakąś fajną bombkę… – rozmarzył się dziadek.
– A to częściowo jest prawda. Partenon na przestrzeni wieków był wykorzystywany do różnych celów. W czasach wczesnego chrześcijaństwa zamieniono go w kościół, w połowie XV wieku stał się pod rządami Turków meczetem, później znajdował się tu magazyn prochu. Gdy w XVII wieku Wenecjanie szturmowali Akropol, jedna z kul armatnich trafiła w skład z amunicją.
– I było wielkie BUM!!! Taka spektakularna detonacja, szkoda, że mnie przy tym nie było – westchnął z rozrzewnieniem dziadek.
– Reszty w XIX wieku dopełnili Anglicy – kontynuował Przemek, nie zważając na pirotechniczne upodobania antenata. – Dużą część ocalałych fragmentów budowli i rzeźb wywieźli z Grecji i wystawili w British Museum w Londynie.

Tymczasem Zośce coś wciąż nie dawało spokoju. Z uwagą wpatrywała się w rzędy ocalałych posągów. – Wyjaśnij mi oświecony synu, czy dobrze rozumiem, że ta Atena była najważniejsza, bo ma największy kościół, znaczy się świątynię, czyli że co? Bóg była kobietą? To byłoby trochę tak, jak u nas w Trójcy – Ojciec i Syn i Matka Boska Częstochowska! – wypaliła bez namysłu, zadowolona ze swego procesu dedukcji.

W żarze tropików, wylewającym się wprost na marmurowe posadzki, nikt już nie próbował odnieść się do dramatycznie krytycznego poziomu wiedzy Płockowiakowej w kwestii wiary. Tylko niezmordowany Przemek dzielił się tym, co miał w głowie, cierpliwie odpowiadając na pytanie matki.

– Nie, to nie była jakaś tam seksmisja. W starożytnej Grecji wierzono w wielu bogów, było ich pewnie kilkadziesiąt. Najważniejszym z nich był Zeus, wraz ze swą żoną Herą sprawował władzę w siedzibie bogów na Olimpie.
– Hera – zachichotała pod nosem Maggie. – Wreszcie coś znajomo zabrzmiało!
– Bogowie byli odpowiedzialni za różne sfery ludzkiego życia. I tak chociażby Ares był bogiem wojny, Posejdon władcą mórz, Hades rządził światem zmarłych, Afrodyta była boginką miłości i piękna, a Hermes opiekował się podróżnymi, kupcami i złodziejami.
– A to ostatnie akurat zgadza się co do joty. Znali się ci Grecy na handlu – stwierdził z uznaniem Jurek, wspominając bezwiednie stan konta w banku po ostatnim wypadzie żony do centrum handlowego.
– Niby bogowie, ale chyba byli niemiłosiernie biedni – podzielił się swymi wrażeniami dziadek. – Albo są całkiem nadzy, albo mają na sobie jakieś mokre prześcieradła. Chociaż niektóre boginki, paluszki lizać, nic im nie brakuje, mają wszystko na swoim miejscu!
– To nie prześcieradła, tylko tradycyjny strój, tzw. himation. W ogóle Grecy przywiązywali dużą wagę do rozwoju fizycznego, jak i umysłowego. Nagość nie była dla nich niczym wstydliwym. W Olimpii zawodnicy podczas igrzysk występowali bez jakiegokolwiek stroju. Tym posągom, które tu widzimy, dopiero w czasach wczesnego chrześcijaństwa usunięto atrybuty męskości młotkiem.

Jurek na samą myśl aż się skulił, jakby właśnie w tej chwili otrzymał niespodziewany cios w „słabiznę”.
– Toż to barbarzyństwo, to nie można im było założyć jakichś slipek?
– Zresztą, niektóre z greckich obyczajów dziś mogą szokować – Przemek pominął milczeniem komentarz ojca. – Kobiety pozostawały w domach, opiekowały się gospodarstwem i rodziły dzieci. Mężczyźni tymczasem zarówno uczestniczyli w prokreacji, jak też niemniej chętnie oglądali się za pięknymi młodzieńcami… Miłość męska częstokroć była wyżej ceniona od heteroseksualnej.

Tym razem Jurek nerwowo rozglądając się wokół, bezwiednie ścisnął pośladki. – Co to znów za jakiś gender? – jęknął z przerażeniem i odrazą.
– No, jak opowiem naszym ultrasom z „Petry” – Koniowi, Łysemu, Ziołowi – co trzeba zrobić, żeby stać się mędrcem lub też politykiem, jak nic padną trupem! – skwitowała w jednym zdaniu zasób nowej wiedzy Maggie.
– Jezu! – wrzasnęła na cały Akropol Płockowiakowa, wznosząc ręce ku nieskazitelnie błękitnemu niebu. – Jurek, gdzieś Ty mnie przywiózł? Toż to jakaś istna jaskinia rozpusty! Krowy będą się źrebiły, kobyły cieliły, owieczki prosiły, chłop z chłopem spać będzie, baba z babą… Oszukaństwo, złodziejstwo, kurestwo, Sodoma, Gomora! Tak właśnie napisano w Biblii!
– Mamo znów się nie popisałaś, to nie Biblia, tylko „Konopielka”. A poza tym, to było ponad dwa tysiące lat temu. Świat się zmienił, a wraz z nim i Grecy. Wstąpili do Unii dużo wcześniej, niż my i choć teraz mają trudności, są nadzwyczaj zaradni, może nawet aż za bardzo… Czy wiecie, że aby zmusić Greków do płacenia podatków od domowych basenów, ichnia „skarbówka” zrobiła zdjęcia satelitarne i okazało się, że tylko jedna trzecia mieszkańców opłaca od nich należne podatki? No i tylko w Helladzie można przejść na emeryturę w wieku trzydziestu kilku lat – takie europejskie „dolce Vita” tyle, że nie w Italii, tylko w Grecji. Niektórzy po prostu potrafią się ustawić na długie lata…

W tej chwili, jakby na zawołanie, w komórce Zośki piknął sms od Mietka administratora.

„Zamówcie sałatkę, koniecznie po grecku. A potem spokojnie zostawcie rachunek… Niemcy i tak za nią zapłacą…”.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji