Dylematy referendalne. Spytaliśmy o nie polityków

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Jesienią prawdopodobnie czekają nas dwa referenda. Weźmiecie w nich udział? Pytania, na które mają odpowiadać Polacy, wzbudziły polityczną i społeczną dyskusję. A jakie nastroje panują w Płocku? Spytaliśmy o to lokalnych polityków różnych ugrupowań.

Przypomnijmy, że w ubiegły piątek Prezydent RP Andrzej Duda zwrócił się do Senatu z wnioskiem, by w dniu wyborów, 25 października, pod ogólnokrajowe referendum poddać kwestie: zniesienia obowiązku szkolnego sześciolatków, obniżenia wieku emerytalnego i ochrony Lasów Państwowych. O tym, czy referendum to dojdzie do skutku, zadecydować ma Senat do 4 września.

Wcześniej, 6 września, zgodnie z inicjatywą byłego już Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, odbędzie się referendum, dotyczące kwestii jednomandatowych okręgów wyborczych, sposobu finansowania partii politycznych i wprowadzenia zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości, co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika.

Co o takim intensywnym przepytywaniu Polaków sądzą politycy związani z naszym miastem? Warto czy nie? W czym pomogą odpowiedzi Polaków? Zapytaliśmy.

Marek Martynowski – Senator, Prawo i Sprawiedliwość

martynowski

– Od samego początku byłem sceptycznie nastawiony do referendum 6 września, które zostało zarządzone przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego tylko “pod wybory prezydenckie”. Obecnie wszyscy senatorowie wybierani są w okręgach jednomandatowych. Rezultat jest taki, że Senat podzielony jest w zasadzie na izbę dwupartyjną: PO i PiS. Czy proponowana ordynacja wyborcza (JOW) coś by zmieniła? Wątpię. Mogę sobie natomiast wyobrazić, przynajmniej teoretycznie, że do Sejmu wejdzie 460 posłów „niezależnych” Stokłosów, którzy przy konstruowaniu budżetu będą proponowali „księżycowe” regionalne poprawki. Co wówczas?

Drugie pytanie, o finansowanie partii politycznych z budżetu państwa, jest nieprecyzyjne. Jeżeli ktoś jest za zwiększeniem środków, to będzie głosował tak samo, jak osoba, która jest przeciwko finansowaniu. Po drugie, jeżeli nie z budżetu państwa? To jak? Pod stołem, w restauracji “Sowa i Przyjaciele”? Nie chciałbym zależności: polityka-biznes, gdzie ustawy pisane byłyby na konkretne zamówienie.

Trzecie pytanie, o wątpliwości prawne rozstrzygane na korzyść podatnika, jest już nieaktualne. Ostatnio przyjęliśmy ustawę, która już to reguluje (5 sierpnia 2015 r. Sejm przyjął ustawę, na mocy której do Ordynacji podatkowej wprowadzono art. 2a, ustanawiający zasadę ‘in dubio pro tributario’ – czyli regułę rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika – przyp. red.).

Referendum 25 października to zaś wsłuchanie się w głos 6 mln obywateli oraz realizacja obietnic z kampanii. Referendum w dniu wyborów nie byłoby tak kosztowne, jak to 6 września. A pytania są fundamentalne. Pytań o wiek emerytalny i lasy państwowe chyba nie trzeba tłumaczyć. Jeżeli chodzi o sprawę sześciolatków to uważam, że szkoły nie są przygotowane na 6-letnie dzieci. Dowodem jest powszechna 2 i 3 zmianowość, przede wszystkim w dużych miastach. To ogromne utrudnienie dla rodziców. Część z nich musi odbierać dzieci o 19-tej. Świetlice są również skrajnie przepełnione. Rząd PO chce, by wychowawcą świetlicowym był telewizor. Trwa łączenie roczników w ramach klas I dzieci 6 i 7-letnich, w takim przypadku ktoś zawsze traci.

Sondaż IBE, na który powołują się politycy PO w sprawie 90% rodziców zadowolonych z posłania do szkoły 6-latków, to manipulacja. To badanie dotyczy lat 2012-2013, a nie aktualnej sytuacji. W 2012 do szkoły poszło zaledwie 18% 6-letnich dzieci. To badanie robiono tylko na tej 18-procentowej grupie i to z niej 90% rodziców było zadowolonych. Mówienie o 90% wyniku w skali kraju to kreowanie rzeczywistości.

Litosława Koper – Przewodnicząca Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Płocku

Fot: Sebastian Adamkiewicz

Fot.: Sebastian Adamkiewicz

– Każdy sposób poszukiwania odpowiedzi na ważne pytania wśród Polaków jest dla mnie niezwykle ważny, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obecne zamieszanie referendalne jest przede wszystkim narzędziem w kampanii wyborczej dla dwóch największych partii prawicowych. Referendum ma służyć wyrażeniu woli w sprawach o szczególnym znaczeniu dla naszego państwa. Zamiast tego, zafundowano nam plebiscyt.

Zbliżające się referenda nie są dobrze przygotowane, ponieważ nie zostały poprzedzone odpowiednimi konsultacjami społecznymi, które pozwoliłby zadać właściwe pytania. Skoro zadaje się nam pytanie o edukację najmłodszych, to czemu nie zapytamy Polaków o zdanie na temat finansowania lekcji religii z budżetu państwa? Przecież to są ogromne pieniądze, które można wykorzystać na wiele innych sposobów, również inwestując w rozwój edukacji. Nie przeprowadzono również odpowiedniej kampanii referendalnej, która pozwoliłaby Polakom poznać najważniejsze argumenty “za” i “przeciw” – mamy jedynie puste hasła.

W czym pomogą odpowiedzi zebrane w referendum? Obawiam się, że to całe zamieszanie niszczy idee referendum. Od samego początku dyskryminuje się liczne grupy społeczne, których głos od lat w Polsce jest niesłyszalny. Dlaczego nie zapytamy w referendum o legalizację konkubinatu? Choć wiemy, jak wiele par żyje i wychowuje dzieci bez ślubu. Dlaczego nikt w trakcie kampanii i tego referendum nie poruszy szczerze problemów tysięcy chorych, którym pomogłaby medyczna marihuana? Odpowiedź jest prosta. Nikogo z rządzących to nie interesuje. Ważniejsze dla tych polityków są słupki poparcia, a nie codzienne problemy rodaków. Zamiast tego, wspierają koncerny farmaceutyczne, którym przecież nie pasuje leczenie naturalnymi środkami, nawet z własnego ogródka.

Zapytajmy o temat imigrantów, bo jest to problem, który będzie w najbliższych latach narastał. Oczywiście, pomoc ludziom jest bliska mojej lewicowej duszy, jednak bliższe są mi problemy Polaków, którzy chcieliby wrócić do kraju, a zostali zmuszeni do wyjazdu przez rządy PO, a wcześniej PiS. Zadbajmy przede wszystkim o godne życie w Polsce i pomagajmy w miarę naszych możliwości.

Nie chciałabym ani zniechęcać, ani też namawiać do wzięcia udziału w referendum. Wierzę w mądrość Polaków, wiem, że to nasz przywilej, choć strasznie zniekształcony obecnie przez PiS i PO. Niestety, nie mam wielkich nadziei, jeśli chodzi o ostateczny bilans zysków i strat po jego przeprowadzeniu. Mocno jednak wierzę w to, że wszyscy wyciągniemy wnioski z obecnej sytuacji i po wyborach rząd będzie bardziej zwracał uwagę na społeczne bolączki, bo mimo licznych podróży liderów PiS i PO mam wrażenie, że i tak żyją w swoim świecie, który z rzeczywistymi problemami Polaków ma niewiele wspólnego.

Albert Kołodziejski – Pełnomocnik powiatowy PiS, Radny powiatu płockiego

Albert Kołodziejski

– Oczywiście, że wrześniowe i październikowe referenda powinny się odbyć. Na referenda patrzę przez pryzmat samorządu, w którym działam już od wielu lat. Zawsze twierdziłem, że to obywatele mają największe prawo decydowania o wszystkim, co dotyka ich samych. To my wybieramy, to my płacimy podatki, to my jesteśmy zwierzchnikami polityków i rządów. Jest tylko jeden problem – niektórym jest to trudno zrozumieć, że nic nie trwa wiecznie, a strach przed nieznanym nie zawsze bywa uzasadniony.

Osobiście na referendum patrzę z innej strony, niż pewnie większość naszych obywateli. Nie zastanawiam się nad tym, w czym pomogą odpowiedzi Polaków, gdyż nad rzeczami oczywistymi nie ma się co zastanawiać. Na referendum patrzę jako na wypełnienie pełnych moich praw, co do kształtowania naszego kraju, narzędzie demokracji, z której mam prawo czerpać „pełnymi garściami”. Referendum mogę porównać do jednej z najlepszych moim zdaniem ustaw, jaką udało się do tej pory uchwalić – czyli ustawy o dostępie do informacji publicznej, która daje przeciętnemu obywatelowi, jakim jestem, możliwość spełniania obywatelskiego obowiązku “patrzenia władzy na ręce”. Nikt nie zastanawia się nad tym, czy ta ustawa jest dobra czy zła, czy ingeruje w „prywatność” publicznych instytucji czy nie. Ustawa jest i koniec. A skoro jest, to trzeba z niej korzystać.

Nasz kraj mógłby szybko się zmieniać, gdyby politycy chcieli choć trochę słuchać wyborców. Jeżeli rząd i politycy nie chcą słuchać obywateli na co dzień, może posłuchają w referendum. Co do kosztów, związanych z przeprowadzeniem referendum – oczywiście, na referendum będzie przeznaczona duża suma środków, ale to pieniądze, które pochodzą od nas, z naszych podatków. Mamy prawo się wypowiedzieć za własne pieniądze. Oszczędności poszukałbym w ministerstwach i spółkach skarbu Państwa, w których to wynagrodzenia kadry zarządzającej są niedopuszczalnie wysokie albo w reformie samorządu. Jest wiele możliwości, tylko trzeba te możliwości dostrzegać i wprowadzać w życie. Słuchać i służyć, służyć i słuchać – ot, cała filozofia.

Piotr Zgorzelski – Poseł na Sejm RP, Polskie Stronnictwo Ludowe

Zgorzelski– Planowane na wrzesień i październik referenda zdecydowanie nie powinny się odbyć. Zgodnie z art. 125 Konstytucji RP, referendum powinno być przeprowadzane w sprawach zasadniczych dla państwa. W tym wypadku powaga tego jednego z najważniejszych narzędzi demokracji przeobraża się w farsę i oręż wyborczy. Proszę wierzyć, mamy o wiele bardziej istotne sprawy w państwie niż kosztowna zabawa demokracją. Jeśli już ktoś chce koniecznie wydać te kilkaset milionów złotych, bo tyle będą kosztować referenda, to niech przeznaczy je na pomoc dla rolników dotkniętych suszą albo chociażby na pomoc dla głodujących dzieci, o których tak dużo mówi pan Prezydent Duda. Niestety, najwidoczniej w tym wypadku współczucie współczuciem, ale polityka dla pana Prezydenta jest jednak ważniejsza.

Jak oceniam pytania referendalne? Dzięki inicjatywie ustawodawczej PSL, rozstrzyganie wątpliwości podatkowych na korzyść podatnika jest już faktem, zatem to pytanie jest już na starcie nieaktualne. Pytanie o dotychczasowe finansowanie partii politycznych może oznaczać jednocześnie zlikwidowanie finansowania, zmniejszenie finansowania, ale także zwiększenie finansowania, zatem to pytanie niczego nie rozwiązuje, w niczym nie pomaga, a tylko wprowadza wyborcę w błąd.

Odnośnie JOW-ów należałoby najpierw przeprowadzić akcję edukacyjną, co tak naprawdę one oznaczają, bowiem niewiele osób na przykład wie, że w pewien sposób ograniczą one demokratyczne przywileje wyborców, to jest zabetonują naszą scenę polityczną tak, że będziemy mieli w efekcie tylko dwie partie – PO i PIS. Inaczej rzecz biorąc, około 20-30% społeczeństwa, która nie popiera ani PO, ani PiS, nie będzie reprezentowana w organach państwa.

Prywatyzacja lasów państwowych jest mrzonką, wymyśloną na potrzeby kampanii, bowiem w obecnym rządzie nikt nie chciał prywatyzować lasów. Taki pomysł miał obecny polityk PiS Jan Szyszko, kiedy był Ministrem Ochrony Środowiska w rządzie Jerzego Buzka, ale na szczęście dla Polski go nie zrealizował. PSL był i jest przeciwny prywatyzowaniu lasów państwowych. PiS, jak widać, w zależności od okoliczności.

W sprawie wieku emerytalnego chcielibyśmy dać wyborcy wolną rękę, punktem wyjściowym byłby staż 40 lat pracy, decyzja co do dalszej aktywności zawodowej spoczywałaby w ręku zainteresowanego. Obowiązek szkolny dla 6-latków to sprawa, która była omawiana już wielokrotnie. Jest to przykład kolejnej kwestii odgrzebanej i podsycanej tylko i wyłącznie na potrzeby kampanii. Polityka nie opiera się wyłącznie na bezmyślnym składaniu irracjonalnych obietnic, ale także należy się z nich wywiązywać, niestety, wielu polityków PiS o tym zapomina. Szkoda, że wiele osób już nie pamięta lat 2005-2007 i epoki rządów PiS z Samoobroną i LPR-em, kiedy skandal gonił skandal, a realizacja wyborczych obietnic zakończyła się przedterminowymi wyborami i odsunięciem tej ekipy od władzy aż na 8 lat. Niestety, czas zaciera pamięć.

Stosunek kosztów do zysku z referendum? Koszty referendum będą ogromne, a pożytek będzie z tego nikły. Jak już mówiłem, z referendum zrobiono farsę wyborczą. Niektóre siły polityczne specjalnie podsycają emocje, bo widzą, że mogą zyskać na tym głosy. Niestety, za tym wszystkim stoją publiczne pieniądze, które w tym wypadku będą wysypane w błoto. Polityka ma swoje granice przyzwoitości, a w tym wypadku, moim zdaniem, są one mocno przekraczane.

Elżbieta Gapińska – Posłanka na Sejm RP, Platforma Obywatelska

gapinska– Referendum zaplanowane na 6 września odbędzie się, natomiast czy propozycja drugiego referendum zostanie zatwierdzona przez Senat, dowiemy się dopiero 2 września. Jeżeli chodzi o referendum, które ma być przeprowadzone 6 września to jestem za tym, aby partie polityczne nie były finansowane z budżetu państwa i aby wprowadzono jednomandatowe okręgi wyborcze.

Co do pytań wskazanych przez Prezydenta Dudę uważam, że są mało precyzyjne w kwestii przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego. W tej kwestii pytanie powinno brzmieć np.: Czy jesteś za przywróceniem poprzedniego wieku emerytalnego wiedząc, że to skutkować będzie znacznym obniżeniem emerytury?
Jeżeli chodzi o sześciolatki w szkołach, to przypomnę, że w większości krajów europejskich (poza Finlandią) dzieci sześcioletnie lub młodsze idą do szkoły. Podobnie jest na świecie. Badania przeprowadzone po ukończeniu klasy III i VI wskazują, że te dzieci, które poszły do szkoły w wieku 6 lat, uzyskują lepsze wyniki w nauce niż ich koledzy, którzy rozpoczęli naukę w wieku 7 lat. Blisko 80% rodziców, którzy posłali swoje dzieci do I klasy w wieku 6 lat, jest zadowolonych z tej decyzji. W przypadku, gdy rodzic ma wątpliwości, może odroczyć dziecko, gdy taką decyzję po badaniach podejmie poradnia psychologiczno- pedagogiczna.

Natomiast zupełnie nie rozumiem pytania o lasy państwowe. Nikt nigdy nie zgłaszał pomysłu prywatyzacji lasów, wręcz przeciwnie. Rząd chciał zapisać w konstytucji zakaz prywatyzacji lasów i na taki zapis nie zgodzili się posłowie PIS-u podczas głosowania w Sejmie.

Waldemar Pawlak – były premier, poseł PSL

Fot. Adek Jasiński

Fot. Adek Jasiński

– Referendum w demokracji pełni niezwykle istotną funkcję. Powinno być wykorzystywane tylko w kluczowych momentach dla kierunku rozwoju Polski. Żadne z sześciu pytań, przed którymi pomysłodawcy obu referendów chcą postawić obywateli, nie spełnia tego kryterium. Dlatego referenda nie powinny się odbyć. Moim zdaniem, mamy obecnie sytuację degradacji i ośmieszania instytucji referendum. Nierozsądni politycy grają dla doraźnego zysku bardzo poważnym instrumentem demokratycznym. Boję się, że z instytucją referendum stanie się to, co stało się z instytucją sejmowej komisji śledczej. Nadmierne z niej korzystanie w sytuacjach, które nie wymagały aż tak poważnego instrumentu, doprowadziło komisje śledcze do formy karykaturalnej. Teraz nikt już do niej nie podchodzi poważnie. Oby z referendum nie zrobiono tego samego.

Co do JOW-ów, mamy je przy wyborach do Senatu. Do Sejmu mamy ordynację proporcjonalną. Uważam, że taki pluralizm w ordynacjach jest zdrowy i powinien być zachowany.

Są na świecie kraje, w których partie finansuje się z budżetu państwa tak jak w Polsce, bo uważa się, że partia polityczna to część struktury państwa. Są też kraje, w których takiego finansowania nie ma, a partie polityczne w nich funkcjonują. To kwestia zasad, jakie przyjmiemy. Partia polityczna bez pieniędzy nie może działać. Pytanie czy chcemy, żeby brała je z budżetu, czy też od biznesu. Każde z rozwiązań ma swoje plusy i minusy.

Sprawa z pójściem 6-latków do szkoły została sztucznie zaogniona przez biurokratów, którzy nadinterpretowali przepisy. O momencie posłania dzieci do szkoły powinni decydować rodzice. Problem pojawił się, gdy w jednej klasie były sześciolatki i siedmiolatki. Rok różnicy w tym wieku to naprawdę dużo. Rzeczywiście, dla niektórych dzieci mogło być problemem, żeby nadążyć za programem edukacji. Jednak teraz  sześciolatki mamy we wszystkich klasach pierwszych. Szanse edukacyjne są te same, więc problem nie jest już tak aktualny. Jednak zgadzam się, że to rodzic powinien w tej sprawie mieć głos decydujący.

Jeśli zaś chodzi o lasy – nikt nie chce ich sprzedawać. Gdyby PiS-owi rzeczywiście zależało na ochronie lasów, to by zagłosował za wpisaniem tego do Konstytucji RP. PSL i inne kluby były za. PiS zagłosował na nie.

Ja jestem za zniesieniem w ogóle wieku emerytalnego. Chcesz iść wcześniej na emeryturę kosztem niższych świadczeń, proszę bardzo. Chcesz mieć wyższą emeryturę, pracujesz dłużej. Polski jednak nie stać na to, żeby ludzie przechodzili wcześniej na emerytury i dostawali duże pieniądze. Żadne referendum tego nie zmieni. Równie dobrze zamiast tego pytania, mogłoby się znaleźć takie: Czy chcesz być młodym, pięknym i bogatym? Nawet gdyby 100 proc. obywateli odpowiedziało tak, rzeczywistości by to nie zmieniło.

Jakie jest moje zdanie co do kosztów i zysków z referendum? Koszty są ogromne. Niektóre wyliczenia mówią nawet o 180 mln złotych. Szanse na to, że frekwencja przekroczy 50 proc., bo tylko wtedy ich wyniki będą wiążące, są bliskie zeru. Zatem wygląda na to, że Polska  zmarnuje te miliony złotych. Za 180 mln złotych ponad 100 tysięcy polskich dzieci miałoby przez rok darmowe obiady w szkołach. Wolałbym, żeby te pieniądze poszły na ten cel, a nie na referendum.

A co Wy sądzicie na temat referendum? Będziecie głosować? Piszcie na nasz KONTAKT.

Podziel się:

1 komentarz

  1. Prezentują komentarze jak partie z których pochodzą. Wcale nie trzeba ich czytać żeby znać ich stanowisko. Obrońcy systemu magdalenkowego!

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji