Okiem Robaka – Kolejowa epopeja

REKLAMA

W „Przewodniku po Płocku”, wydanym w latach dwudziestych ubiegłego stulecia nakładem Towarzystwa Naukowego Płockiego, czytamy: „(…)Gdy niema komunikacji parostatkowej, podróż do Płocka odbywać trzeba koleją do Kutna, a stamtąd przez Gostynin do Płocka (45 wiorst) końmi. Normalna cena powozu parokonnego 4-5 rubli. Gdy furman bierze do powozu więcej niż jedną osobę – cena powinna być odpowiednio niższą na osobę. Nie dawać się wyzyskiwać! (…) Gdy zimową porą most jest zdjęty, a przeprawa odbywa się statkiem, jest ona bezpieczną i tanią. Gdy zaś idzie gęsta kra albo lód jest słaby, wtedy podróżnych przewożą na łodziach Radziwiacy, biorąc za to, ile zechcą.” (pisownia oryginalna).

[dropcap]T[/dropcap]ak właśnie podróżowało się do Płocka niecałe sto lat temu. Już wtedy kolei żelaznej nie było po drodze do tysiącletniego miasta. W latach trzydziestych sapiąc i groźnie „pufając” gorące, ziejące parą i czarnym dymem potwory wprowadziły naszych dziadów w wiek dwudziesty, a w 1938 roku zbudowano przez Wisłę stalowy most kolejowo-drogowy, którego wojna, niestety, nie oszczędzała. Po wojennej zawierusze most odbudowano, ale czas w Płocku jakby się zatrzymał. Płock uzyskał pośrednio połączenie kolejowe ze stolicą, jednakże małe prowincjonalne miasteczko tętniło własnym życiem z dala od światowych burz.

PowiązaneTematy

Tymczasem przyszły lata sześćdziesiąte i niespodziewanie na jego przedmieściach powstało drugie, o wiele potężniejsze – Mazowieckie Zakłady Rafineryjne i Petrochemiczne. Tym samym i porządna, wielotorowa żelazna droga wydawała się być bezwzględną koniecznością. Niestety, nic bardziej mylnego! O dziwo, znów miasto zostało potraktowane po macoszemu, nie powstał tu duży węzeł komunikacyjny, wciąż wisieliśmy na mapie naszego kraju na cienkiej, pojedynczej, czarnej nitce pomiędzy Sierpcem a Kutnem. Przez cały czas Polskim Kolejom Państwowym brakowało tu rozmachu i wizjonerskiego podejścia do rzeczy.

W zakresie rozwiązań infrastrukturalnych nie zmieniło się do chwili obecnej zupełnie nic od czasu położenia w Płocku pierwszych szyn – PKP nadal korzysta z torowisk zbudowanych pierwotnie, przed II wojną światową.

W zakresie rozwiązań infrastrukturalnych nie zmieniło się do chwili obecnej zupełnie nic od czasu położenia w Płocku pierwszych szyn – PKP nadal korzysta z torowisk zbudowanych pierwotnie, przed II wojną światową.
Tymczasem zmieniło się samo miasto i poprzez dynamiczny rozwój, związany z powstaniem dużych zakładów przemysłowych, oplotło ciągi kolejowe gęstą siecią osiedli mieszkalnych i samochodowych arterii komunikacyjnych. W Płocku nawet dziecko wie, że setki cystern przetaczających się codziennie przez miasto nie transportują mleka, tylko materiały i substancje niebezpieczne, będące naprawdę realnym zagrożeniem dla środowiska i ludzi.

Czy polska kolej kompletnie zapomniała o Płocku i nie ma już dla nas żadnej nadziei?

[dropcap]J[/dropcap]edną z jaskółek, zapowiadających rozwiązanie tego problemu, jest koncepcja Urzędu Marszałkowskiego polegająca na budowie nowej linii kolejowej z Płocka przez Modlin do Warszawy. Według założeń, byłaby ona przeznaczona dla pociągów typu „Regio”. Opracowano nawet wstępne studium wykonalności. Założenia kosztorysowe projektu opiewają na gigantyczną sumę 3 miliardów złotych. Niestety, obecnie, przy znacznym ograniczeniu unijnych środków na rozwój infrastruktury w latach 2014-2020 w stosunku do dotychczasowych funduszy, o realizację projektu może być niezwykle trudno.

Tymczasem podmiot, który – wydawałoby się – powinien być najbardziej zainteresowany problemem, czyli Polskie Koleje Państwowe, na razie „udaje Greka” (O! Jakie to na czasie!) i czeka , kto pierwszy „pęknie” i wyłoży pieniądze.

I tak już właśnie się dzieje. Nasz senny koszmar – dworzec kolejowy, wyglądający jak scenografia do „Małej Apokalipsy” Tadeusza Konwickiego, wkrótce (planuje się, że już w 2014 roku) diametralnie zmieni swój entourage. Rad nie rad, władze miasta podjęły się modernizacji dworca kolejowego, który jednocześnie, jak wiemy, pełni też rolę dworca autobusowego. Już same wizualizacje napawają serca radością. Inwestycję za około 15 milionów złotych będzie realizowała spółka „Rynex”.

Jednakże tuż przed nami kolejna inwestycja – w tym roku planowane jest także rozpoczęcie budowy wiaduktu nad aleją Piłsudskiego w miejsce istniejącego przejazdu kolejowego. Niewątpliwie obydwie inwestycje są Płockowi potrzebne, ułatwią mieszkańcom życie i poprawią jego komfort. Mam tylko nadzieję, że nie są to rozwiązania ostateczne, na kolejne kilkadziesiąt lat. Bo przewrotnie zadam tu pytanie: Czy konkretnie nam, mieszkańcom potrzebna jest obecnie w Płocku kolej do przewozów osobowych? Myślę, że większość z Państwa odpowie, że w zasadzie nie, bowiem przewozy autobusowe doskonale zapewniłyby tę lukę. Dlatego też priorytetem dla miasta powinno być dążenie do wyprowadzenia linii kolejowych, używanych do przewozu ładunków, najkrótszą drogą poza tereny zamieszkałe przez ludzi.

Niewątpliwie konieczny jest wspólny wysiłek władz miejskich i samorządowych, w tym również wojewódzkich, w kwestii zmobilizowania dwóch gospodarczych gigantów, jakimi są PKN Orlen i PKP do zaangażowania środków finansowych w budowę infrastruktury kolejowej na miarę XXI wieku, bo przecież to właśnie one korzystają z istniejącego stanu rzeczy. A może włączyć do realizacji tych celów opisaną wyżej koncepcję Urzędu Marszałkowskiego, odpowiednio ją modyfikując i w ramach obywatelskiego budżetu w zamienić ją w projekt „Stop Cysternom w Płocku”?

Oczywiście, może to być zadanie na lata, jednakże nie wolno bagatelizować tego problemu, odkładać go na później, tracić go choćby na moment w perspektywie długoterminowej rozwoju miasta i regionu, bo może okazać się, iż jest to taktyka niezwykle krótkowzroczna…

Waldemar Robak