Wiejski klimat w środku miasta

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Do koła garncarskiego bez przerwy stała kolejka – można było samemu zasiąść do niego i utoczyć dzbanek, kielich czy inne naczynie. Obok było stoisko, na którym każdy mógł ozdobić „wyprodukowane” przez siebie rękodzieło. A potem posilić się chlebem ze smalcem lub pierogami z kapustą i grzybami.

To tylko kilka z wielu atrakcji, przygotowanych w niedzielne przedpołudnie w płockim ogrodzie zoologicznym. Była to druga edycja rodzinnej imprezy pod nazwą “Wiejskie klimaty”. Na kilka godzin w niedzielę, 20 lipca, można było się przenieść w czasie i wrócić na starą polską wieś, która tętniła życiem. Plac przy grzybku w ZOO, zamienił się w dobrze prosperujące gospodarstwo z XVII wieku. Atrakcja polegała na tym, że wiele czynności można było wykonywać samemu.

Ogromną popularnością cieszył się wyrób naczyń z gliny, ubijanie masła czy młócenie zboża cepami. Wiele osób przekonało się na własnej skórze, a raczej na mięśniach, że była to bardzo ciężka i żmudna praca. A, że pogoda była jak na żniwa przystało – upalna – to szybko niektórzy rezygnowali z młocki cepami, zalewani potem. Cierpliwości również brakowało tym, którzy odważnie zasiadali do wyplatania wiklinowych koszyków czy rzeźb z siana. Jak już ktoś bardzo zmęczył się podpatrywaniem wiejskiego życia, mógł usiąść w cieniu i rozsmakowywać się w daniach regionalnych staropolskiej kuchni. Było zsiadłe mleko z ziemniaczkami, pierogi z kapustą i grzybami z łąckich lasów czy wszechobecny chleb ze smalcem i małosolnym ogórkiem. A na smakoszy wiejskich wyrobów czekał kozi ser lub kiełbaska wędzona dymem z drzew liściastych.

– Bardzo nam się tu podoba, niektóre rzeczy pamiętam ze swojego dzieciństwa – mówiła nam pani Janina, która w ZOO gościła z wnukami. – Kiedyś, jak na wsi było świniobicie, to czekaliśmy z rodzeństwem aż tata zdejmie z kija taką uwędzoną kiełbasę czy boczek, teraz już nie ma tych smaków, za dużo chemii w tym wszystkim. Tutaj pojadłam sera, takiego jak robiła moja mama, no i nie mogłam się oprzeć kiełbasie, jest pyszna i faktycznie smakuje tak, jak za moich dziecinnych lat – wyznała.

Na tych zwiedzających, którzy wychowali się w mieście i nie znali gospodarskich zwierząt, również czekała niespodzianka. Można było dotknąć i z bliska obejrzeć owcę, kozę czy krowę. Albo obejrzeć dokładny proces podbierania miodu pszczołom, a nawet go posmakować.

– Pyszny jest proszę pani, my w domu to mamy tylko taki w słoiku, a na nalepce jest tylko taka kratka z pszczółką – tłumaczyła nam mała Patrycja, jedna z degustatorek miodu.

Jak na płockie zoo przystało, nie zabrakło też konkursów i atrakcji dla dzieci. “Wyrzeźbione” z bananów delfiny miało każde dziecko, dla rodziców też wystarczyło. Oprócz tego, cierpliwi instruktorzy uczyli jak rzeźbi się w owocach i warzywach, co może się przydać na prywatnych przyjęciach. Organizatorzy zadbali także o oprawę muzyczną i taneczną. Na scenie zagościły „Dzieci Płocka” w strojach ludowych, które zatańczyły przy dźwiękach folklorystycznych.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji