Sesja jak grillowa impreza – list czytelnika

REKLAMA

„Radni w towarzystwie zaproszonych gości z płockich uczelni w postaci rektorów jak i mieszkańców Płocka, zachowywali się jak na pikniku. Jedni rozdawali czekoladki, inni częstowali się wodą, oczywiście we własnym gronie przy toczących się dyskusjach i głosowaniach nad ważnymi uchwałami” – pisze nasz czytelnik, który pierwszy raz brał udział w Sesji Rady Miasta Płocka. Jakie są jego spostrzeżenia?

29 października 2013 roku odbyło się 39. posiedzenie Rady Miasta Płocka. Udałem się na to posiedzenie jako wolny słuchacz, człowiek, który od zawsze marzył i marzy by znaleźć się w tym szacownym gronie wybrańców narodu. Polityka zawsze była bliska memu sercu, jednakże bardziej ta na szczeblu krajowym niż samorządowym. Moje uczestnictwo w Radzie Miasta to krok, by powoli wcielać marzenia w życie. By móc zrozumieć specyfikę tego jakże dystyngowanego zawodu, trzeba zacząć od samorządu. Dlatego poszedłem zobaczyć jak nasi lokalni politycy pracują, rządzą naszym miastem. O godzinie 10.05 Przewodniczący Rady Miasta rozpoczął posiedzenie. Zaczął od upamiętnienia minutą ciszy zmarłego premiera Tadeusza Mazowieckiego. Chwilę później rozpoczęła się merytoryczna część posiedzenia Rady Miasta.

PowiązaneTematy

Piknik, szkoła czy sesja?
Nie będę opisywał poszczególnych punktów programu posiedzenia, ponieważ moim celem jest opisanie odczuć i przemyśleń człowieka, dla którego Rada ta miała być inspiracją i natchnieniem do piastowania w przyszłości jednego z wielu stanowisk w strukturach samorządowych, jak i tych na szczeblu krajowym. Gdybym nie miał swoich marzeń, przekonań, wartości, mądrości wypływających z doświadczenia 34 lat życia na tym świecie, na pewno zrezygnowałbym z tego, o czym od zawsze marzyłem. Nasi lokalni politycy zachowywali się podczas posiedzenia Rady Miasta jak pierwszoklasiści przed pierwszym dzwonkiem w nowej szkole. Warto wspomnieć, że to już trzeci rok obradowania tej „ekipy”.

Radni w towarzystwie zaproszonych rektorów z płockich uczelni, jak i mieszkańców Płocka, zachowywali się jak na pikniku. Jedni rozdawali czekoladki, inni częstowali się wodą, oczywiście we własnym gronie, przy toczących się dyskusjach i głosowaniach nad ważnymi uchwałami. Przekrzykiwanie się i rozmawianie nie na temat w ławach to norma. Kilku z nich podczas głosowania, czyli wykonania formalnych procedur, jak podniesienie ręki i naciśnięcia przycisku, nie było w stanie tego uczynić, ponieważ akurat w tym momencie nie było ich na swoich miejscach. Na 21 obecnych radnych z 25 wybranych przez płocczan, nie wszyscy oddawali swój głos osobiście, jestem prawie pewien, że robili to ich koledzy, którzy siedzieli akurat obok.

Podczas głosowań niektórzy byli zajęci rozmowami na zupełnie inny temat, poza miejscem, w którym powinni być – w którym oddaje się osobiście głosy. Frekwencja podczas głosowań była niemalże stuprocentowa, nie taka jak na komisjach, gdzie – jak stwierdził Przewodniczący Rady Miasta – ciężko cokolwiek przegłosować, ponieważ przychodzą nieliczni. Jeden z radnych powiedział, że powinno dyscyplinować się naszych wybrańców karami pieniężnymi, tak jak odbywa się to w stolicy. Widać gołym okiem, że ci radni, którzy zasiadają od kilku kadencji w radzie, są zmęczeni i „pyszni” w tym co robią.

A gdzie szacunek do miejsca?
Moim zdaniem Sesja raz w miesiącu, bo tak spotyka się Rada, obliguje do najwyższych standardów zachowania, jak i merytorycznego pracowania nad problemami miasta i ich mieszkańców. Radni nie powinni personalnie odnosić się do siebie, jedynie do argumentów, które powinny być w sprawie. Ostentacyjne opuszczanie sali, kiedy przemawiają mieszkańcy Płocka czy adwersarze polityczni, dla mnie jest oznaką słabości, niedojrzałości do funkcji, jak i nie wykonywaniem swoich podstawowych obowiązków, za które Radni dostają pensje.

Ogólna konkluzja, jaką wysnułem z tego posiedzenia, które przypominało grillową imprezę w końcówce października, jest taka, że nie wszyscy mają taki stosunek do pełnienia funkcji jak nasza rada. Są ludzie, którym sprawy publiczne leżą na sercu, a pieniądze, które chcą brać za pełnienie tego dystyngowanego stanowiska, są tak samo szanowane jak w sektorze prywatnym.

Młodzi, którzy nie mają tyle dystansu do siebie i otoczenia, nie powinni bez przeczytania mojej wypowiedzi uczęszczać na posiedzenia Rady Miasta, ponieważ mogą nauczyć się złych rzeczy od nieodpowiednich ludzi, których tam spotkałem. Wiem, że nie wszyscy byli źli, ale wiem też, że ci nieodpowiedni zawładnęli posiedzeniem Rady Miasta. Naprawdę, nie było dzisiaj na kim się wzorować, a tym bardziej uczyć. Wszyscy, którzy przeczytają ten tekst niech wiedzą, że wzniesienie się ponad swoje atawizmy wymaga jakiegoś minimum, którego dzisiaj mi zabrakło. Jeżeli natomiast moją wypowiedź przeczyta któryś z Panów czy Pań Radnych to mam wielką nadzieję, że następna Rada, którą na pewno opiszę, będzie lepsza i godna polecenia mieszkańcom, jak i takim marzycielom jak ja.

MELEGIT