Kontynuujemy temat ul. Boryszewskiej w Płocku, na której obecnie trwa remont. Jak przekonują mieszkańcy, inwestycja zamiast polepszyć ich warunki sprawi, że na teren działek będzie spływała woda. Do tego mają zapłacić za przyłączenie kanalizacji nie tylko od granicy nieruchomości, ale i od granicy jezdni.
Wioletta Kulpa: W czym mieszkańcy Boryszewskiej są gorsi?
Tematem mieszkańców ul. Boryszewskiej zajęła się płocka radna Wioletta Kulpa.
– Wczytując się w zapisy uchwały budżetowej na 2021 rok nie sposób oprzeć się dziwnemu podziałowi na inwestycje drogowe, które znalazły uznanie w Urzędzie Miasta Płocka, w ramach których zaplanowano realizację nie tylko nawierzchni i chodników na poszczególnych ulicach, ale także infrastrukturę – powiedziała, wymieniając kilka przykładów.
Jak podkreśliła, w przypadku ul. Boryszewskiej, inwestycja za blisko 3,4 mln zł realizowana przez Miejski Zarząd Dróg obejmuje odcinek pomiędzy ul. Urodzajną a skrzyżowaniem z ulicą Żyzną. Wodociągi Płockie będą współfinansować budowę kanalizacji sanitarnej i wodociągu.
Radna pytała, czym różnią się mieszkańcy ul. Boryszewskiej od pozostałych mieszkańców, którym miasto realizuje kanalizację? Mieszkańcy ul. Boryszewskiej są bowiem obciążani kosztami przyłącza kanalizacji.
– Zgodnie z informacjami udzielonymi przez mieszkańców, koszt realizacji przyłącza z drogi do granicy działki to ok. 5 tys. złotych, kolejne 5 tys. zł mieszkańcy muszą pokryć za wpięcie do kanalizacji od granicy działki do domu. Przy tej ulicy zamieszkują w większości osoby będące już na emeryturze. W jaki sposób mają wysupłać z budżetu domowego 10 tys. złotych, aby móc wpiąć się do kanalizacji? Odpowiedź skierowana do mieszkańców ze strony Skarbnika Miasta Płocka jest w mojej ocenie kuriozalna – nie muszą się wpinać do kanalizacji, jeśli nie chcą – czy takie powinno być stanowisko urzędnika i Urzędu Miasta Płocka? Przecież realizujemy inwestycje w Płocku, aby jak największa ilość mieszkańców mogła korzystać z infrastruktury – oburzała się radna.
Pytała, dlaczego w przypadku realizacji ul. Boryszewskiej zaplanowano wyłącznie budowę ulicy, a koszty przyłączy w drodze do granic działek zostały przerzucone na mieszkańców. Poruszyła też temat, o którym pisaliśmy w naszym artykule, dotyczący podniesienia poziomu ulicy w stosunku do ogrodzeń i posesji.
– Wysokość poziomu chodników i ulicy została znacznie podniesiona przez wykonawcę, przy niektórych nieruchomościach nawet do wysokości 70 cm w odniesieniu do ogrodzeń posesji. Tym samym, jeśli ostatecznie zostanie wykonanych chodnik i ulica na tym poziomie, to posesje mieszkańców będą zalewane przez wody opadowe. Mało tego, wykonawca dopiero teraz przekazał mieszkańcom oświadczenie o wyrażeniu zgody na odprowadzenie wody w kierunku posesji – zauważyła Wioletta Kulpa.
Pytała także, czy uczestnicy procesu budowlanego wystąpili do nadzoru autorskiego (projektanta) o rozwiązanie problemu. Jak tłumaczyła, według przepisów spadek podłużny ze zjazdów publicznych i prywatnych powinien być w pasie drogi w kierunku jezdni, poza pasem w kierunku działki.
– Czy w związku z tym przy realizacji inwestycji zawyżono rzędne jezdni? Spadki zjazdów i dojść do posesji są w kierunku działek prywatnych. Czy przewidziano odwodnienie? Jeśli nie przewidziano to znaczy, że z całą premedytacją założono, że działki prywatnych posesji będzie zalewała woda opadowa szczególnie przy ulewnych deszczach – podkreślała radna.
Wyjaśniała też, że nieruchomości znajdują się przy ul. Boryszewskiej od ponad 40-50 lat, w związku z czym rzędne powinny zostać dostosowane do stanu istniejącego, bowiem mieszkańcy nie mogą przecież podnieść teraz poziomu swoich działek o 50-70 cm w stosunku do poziomu wykonywanej jezdni i chodnika.
– Mieszkańcy ul. Boryszewskiej, którzy płacą podatki w Płocku, zamiast cieszyć się z faktu, że jest realizowana droga, przeżywają gehennę, a władze miasta Płocka nie podejmują z mieszkańcami rzeczowych rozmów, szczególnie w terenie, spotykając się na miejscu, aby wyraźnie zobaczyć w czym tkwi problem – podkreślała Wioletta Kulpa pytając, dlaczego ani inwestor, tj. MZD w imieniu Urzędu Miasta Płocka, ani sam wykonawca nie prowadził wcześniej rozmów z mieszkańcami, przedstawiając im problem powstały na etapie projektowania.
Jak stwierdziła, zaskoczeniem dla mieszkańców było rozpoczęcie prac nad realizacją tej inwestycji. Z informacji uzyskanych od mieszkańców wynika także, iż nie było też konsultowanych zjazdów do posesji lub działek niezabudowanych, a podczas innych realizowanych inwestycji w mieście Płocku najczęściej wykonawca kontaktował się wcześniej z właścicielami posesji, aby ustalać, w którym miejscu ma być wykonany zjazd do nieruchomości.

Radna tłumaczyła, że przy tak dużym podniesieniu wysokości poziomu ulicy i chodników nie poradzi sobie mieszkająca w tym domu kobieta, która jest emerytką.
– Jedynym źródłem ogrzewania nieruchomości jest piec węglowy, nie ma na tym etapie możliwości dowiezienia opału. Pokonanie codzienne wejścia i wyjścia z nieruchomości graniczy z cudem. Stanowiłoby trudność (idąc np. z zakupami) nawet dla osoby w średnim wieku, biorąc pod uwagę również warunki atmosferyczne, nagromadzony śnieg i lód. Kto odpowie za sytuację, w której osoby pokonujące te wysokie bariery architektoniczne złamią sobie nogę lub rękę, przewracając się na śliskiej powierzchni? Czy tak powinna wyglądać walka miasta Płocka z likwidacją barier architektonicznych? Podkreślę, że oprócz kosztów związanych z podłączeniem kanalizacji, mieszkańcy jeszcze muszą wydatkować dodatkowe środki na podwyższenie ogrodzeń i zmianę ogrodzeń są to koszty zakupu materiałów i wykonawstwa – argumentuje Wioletta Kulpa.
Zwróciła również uwagę, że mieszkańcy prowadzą przy tej ulicy działalność gospodarczą, m.in. sklep, do którego od 2,5 miesiąca jest zastawiony wjazd, w związku z czym właściciel musiał uruchomić inny. Sterta kostki brukowej została postawiona wprost na wjeździe do punktu prowadzenia działalności gospodarczej, a przecież nie jest problemem ustawienie palety z kostką w innym miejscu.
– Dlaczego przyjęto inny rodzaj rozliczania z mieszkańcami, niż w przypadku pozostałych inwestycji? Dlaczego nie chcecie spotkań z tymi ludźmi? Nikt się z nimi nie spotkał, by porozmawiać gdzie będą wykonane wjazdy. Nie było też w ogóle rozmów o tym, że mieszkańcy mają uiszczać kwotę do Wodociągów Płockich za przyłączenie łącza od granicy jezdni do granicy ich działki – podsumowała Wioletta Kulpa.
Wiceprezydent: Spotkania były co najmniej trzy
Radnej odpowiedział wiceprezydent Jacek Terebus.
– Oczywiście w tej wypowiedzi mija się pani z prawdą albo przynajmniej w jakiś sposób ją pani przekłamuje – stwierdził. – Jeśli chodzi o spotkania z mieszkańcami, to takie spotkania odbywały się przynajmniej trzy, z wszystkimi mieszkańcami. Mieszkańcy byli poinformowani, jak ta droga będzie wyglądała – podkreślał Jacek Terebus.
Zarzucił także radnej, iż nie widziała oświadczenia, jakie przedstawiano mieszkańcom.
– Sztuka budowlana i przepisy mówią o tym, że z pasa drogowego, a więc również z jedni, chodników, ścieżek rowerowych, woda jest odprowadzana do systemu kanalizacji deszczowej, który istnieje w drodze. Jeśli takiego systemu nie ma, to jest odprowadzana do rowu. Przepisy mówią wprost, że w miejscach, gdzie zaczyna się posesja, a zatem w już w części podjazdu, odprowadzenie wody następuje na stronę właściciela – wyjaśnił.
Jak stwierdził, jest tylko jeden przypadek przy tej ulicy, gdzie niweleta (czyli linia łącząca poszczególne punkty wysokości robót ziemnych oraz wysokości nawierzchni, występująca w przekroju podłużnym drogi) przed ogrodzeniem jest podniesiona o 20 cm, a w sumie o pół metra obniżona. Wiceprezydent tłumaczył, że podczas projektowania ulicy trzeba zachować tzw. łuki pionowe, które mają odpowiednie krzywe przejścia.
– Nie ma możliwości dostosowania krzywej przejścia w łuku pionowym do indywidualnych zjazdów, jeśli te zjazdy nie znajdują się w odległości 20 metrów od siebie – mówił Jacek Terebus. – W przypadku ul. Boryszewskiej, przy tej ilości zjazdów, jakie się przy tej ulicy znajdują, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której będziemy budować drogę z załamaniami, bo to nie będzie zgodne z przepisami – przekonywał.

Jak stwierdził, problem dotyczy jednego domu.
– Dla pojedynczych przypadków, proszę wybaczyć. Albo budujemy drogę, która jest bezpieczna, żeby poprawić sytuację w tym miejscu, albo tej drogi nie budujemy – stwierdził Jacek Terebus.
Ponownie też zaprzeczył, że nie odbyły się spotkania z mieszkańcami.
– Nie bardzo wiem, na jakiej podstawie pani twierdzi, że są tam błędy projektowe. Proszę też pamiętać, że Boryszewska to ulica, po której biegnie granica naszego miasta. Po jednej stronie mamy miasto Płock, po drugiej gminę Radzanowo – wyjaśnił wiceprezydent.
Jak dodał, miasto wystąpiło do gminy Radzanowo z propozycją wspólnej inwestycji, ale wójt gminy odmówił, ze względu na brak środków w budżecie.
– Realizujemy ją więc w takim standardzie, aby poprawić komfort wszystkich przy tej ulicy, ale nie jest tam budowana np. kanalizacja deszczowa, tylko odprowadzenie wody poprzez rów przydrożny, bo taka możliwość tam istnieje i nie ma potrzeby budowy bardzo kosztownej kanalizacji deszczowej – mówił podczas sesji Jacek Terebus.

Nie zgodziła się z jego wypowiedzią radna Wioletta Kulpa.
– Wypowiedź pana wiceprezydenta świadczy jedynie o tym, że nie zna tematu. Jeśli pan twierdzi, że to są tylko pojedyncze przypadki, to znaczy, że pan nie był na tej ulicy i nie widział, ilu nieruchomości dotyka podwyższenie poziomu drogi oraz jak wypadają zjazdy, krawężniki, chodniki. Studzienki telekomunikacyjne położone są w dole, około 30 cm poniżej poziomu drogi – punktowała radna Wioletta Kulpa.
Ja wyjaśniła, około 12 osób, mieszkańców tej ulicy po stronie Płocka, spotkało się z nią i nikt nie wspominał o spotkaniu z wiceprezydentem.
– Czego więc dotyczyły te spotkania? Gdzie się odbyły? – pytała radna.
Przypomniała też, że już były interwencje mieszkańców w podobnej sprawie, na ul. Cisowej i Harcerskiej. Wiceprezydent Terebus sprostował, że ul. Harcerska nie była modyfikowana w tym zakresie.
– Na ul. Boryszewskiej byłem kilkukrotnie, ostatni raz wczoraj. Widocznie pani spotkała się z innymi mieszkańcami, niż z tymi, z którymi spotykało się MZD. Spotkania odbywały się w terenie z firmą wykonawczą, z inspektorami i przedstawicielami Miejskiego Zarządu Dróg – stwierdził.
Przekonywał także, iż nie ma możliwości podczas budowy infrastruktury miejskiej, aby dostosować się do każdego zjazdu.
– Jeśli mielibyśmy dostosowywać ulicę do istniejących zjazdów, co jest bardzo trudne, każda budowa kończyłaby się rachunkiem pewnie trzykrotnie wyższym, z uwagi na konieczność przebudowy infrastruktury towarzyszącej, gazowniczej, telekomunikacyjnej itp. Budujemy w już uzbrojonym terenie – wyjaśniał Jacek Terebus.
Mieszkańcy: Nie widzieliśmy tu pana Terebusa, spotkanie z MZD było jedno, na nasz wniosek
Po sesji rady miasta, na której odbywała się dyskusja, skontaktowali się z nami mieszkańcy ul. Boryszewskiej, przekazując obszerne wyjaśnienia, zdjęcia i film z remontu tej ulicy. Przede wszystkim jednak złożyli protest przeciwko słowom wiceprezydenta Terebusa.
– Oświadczamy, że wiceprezydenta Terebusa przed rozpoczęciem budowy ul. Boryszewskiej, w trakcie budowy ul. Boryszewskiej oraz do odbycia się Sesji Rady Miasta Płocka w dn. 25.02.2021 r. nie było, nie organizował też żadnego spotkania z mieszkańcami – napisali w piśmie, pod którym podpisało się 30 (!) osób.
Przekazali nam również skargę, którą wysłali do przewodniczącego Rady Miasta Płocka na działania Miejskiego Zarządu Dróg.
– Od początku procesu inwestycyjnego MZD łamie nasze prawa, poprzez ograniczenie i uniemożliwienie swobodnego władania naszą własnością – piszą mieszkańcy. – Jako obywatele Płocka, podatnicy, traktowani jesteśmy jako osoby niższej kategorii, które na czas budowy ulicy zostały wyrzucone poza samorządową wspólnotę Płocka – tłumaczą emocjonalnie.
Jak wyjaśniają, ani urzędnicy, ani przedstawiciele MZD nie konsultowali z nimi inwestycji, pomimo, iż od początku musieli sobie zdawać sprawę z możliwych trudności i negatywnych konsekwencji dla mieszkańców.
– Twierdzenie zastępcy prezydenta miasta, wyrażone publicznie podczas sesji rady miasta, jakoby odbyło się kilka spotkań z mieszkańcami (co najmniej trzy) są absolutnie nieprawdziwe. Nikt nas o spotkaniach nie zawiadamiał. Spotkań z inicjatywy inwestora nie było – podkreślają.

Tłumaczą też, że owszem, odbyło się jedno spotkania z dyrektorem MZD, wyłącznie z inicjatywy mieszkańców, na początku lutego 2021 r., gdy prace budowlane już trwały i negatywne skutki tej inwestycji zaczęły być widoczne.
– Ten zły projekt, realizowany przez MZD, ogranicza w znacznym stopniu korzystanie z naszych nieruchomości, naraża je na zalanie, zmienia niekorzystnie ich parametry użytkowe. W projekcie nie uwzględniono ukształtowania terenu i układu urbanistycznego, który trwał nienaruszony co najmniej 60 lat. Chodnik został wyniesiony ponad dotychczasowy poziom ulicy w tak znacznym stopniu, że doszło do zabudowy ogrodzeń nawet na wysokość 70 cm, zabetonowania wjazdów i wejść na posesje – opisują mieszkańcy.
Wymieniają również, że od strony ulicy, chodnik w wielu miejscach ma wysokość uniemożliwiającą lub w znacznym stopniu utrudniającą możliwość wejścia i wyjścia z posesji, zwłaszcza dla osób starszych, chorych czy niepełnosprawnych.
– O wjeździe samochodu z opałem, szambiarki, karetki, straży pożarnej, nie ma nawet mowy. Od linii bramy lub furtki w stronę posesji tworzy się kilkudziesięciocentrymetrowy uskok, rodzaj skarpy lub progu skoczni narciarskiej. To niewątpliwy dowód na wątpliwe poczucie humoru projektanta i inwestora – kwitują z przekąsem mieszkańcy.
Kilkanaście podpisanych pod skargą osób wyjaśnia, że wykonawca w porozumieniu z MZD zaproponował pochyły zjazd na ich posesje – od linii bramy, w głąb działki.
– Poprzedzone ma to być podnoszeniem bram i furtek, obcinaniem ich tak, aby dostosować je do poziomu chodnika. Jest to uwarunkowane podpisaniem oświadczenia, iż zgadzamy się na to, aby wody opadowe spływały z ulicy na nasze posesje – zaznaczają mieszkańcy.
Smutno wnioskują, że mają do wyboru: albo zostaną zabetonowani, bez możliwości wyjścia i wyjazdu, albo będą zalewani.
– Nie rozumiemy, jak można było coś takiego zaprojektować i skierować do realizacji. Za pieniądze z naszych podatków. Nie trzeba być inżynierem, aby zrozumieć, że projekt zgodny z przepisami prawa budowlanego nie może rodzić złych skutków dla ludzi i ich mienia. Rujnować ich sposobu życia, zmuszać do zachowania sprzecznego z ich żywotnymi interesami. Ktokolwiek projektuje i realizuje inwestycję, powinien respektować prawa własności – podkreślają.

Stanowczo twierdzą też, że nie wyrazili zgody na ułożenie chodnika na zaprojektowanej wysokości.
– Protestowaliśmy przeciwko temu, nadal nie zgadzamy się z takim rozwiązaniem. Dyrektor MZD twierdzi jednak, że wszystko jest w porządku i szykuje się do obcinania bram… – piszą mieszkańcy ul. Boryszewskiej.
Przytaczają też sprawę przyłączy kanalizacyjnych, w których – jak twierdzą – zostali potraktowani gorzej od innych mieszkańców Płocka.
– Wykonawca żąda zapłaty (bardzo wysokiej) za wykonanie przyłącza od studzienki do granicy działki, zatem za prace w obrębie pasa drogowego, na gruncie należącym do Miasta Płocka. Skoro mieszkańcy innych ulic nie płacili za przyłącze do granicy nieruchomości, nie rozumiemy, dlaczego nas traktuje się gorzej. Jesteśmy mieszkańcami Płocka. Płacimy te same podatki. Żądamy równego traktowania i poszanowania naszych praw – podsumowali mieszkańcy ul. Boryszewskiej.
Pod skargą podpisało się 14 osób.
Jak się dowiedzieliśmy, mieszkańcy nie chcą podpisać przekazanego im przez wykonawcę oświadczenia, boją się też, że zostaną obarczeni kosztami podłączenia kanalizacji do granicy ich działki, nawet jeśli nie zdecydują się na przyłączenie do kanalizacji miejskiej.
Od redakcji
Patrząc na sytuację z boku, obecnie wygląda tak, że miasto zafundowało mieszkańcom drogę za 3,4 mln zł, narażając ich na ogromne koszty podłączenia kanalizacji (ok. 10 tys. zł) oraz utrudnienia w wydostaniu się z własnych nieruchomości. Jak widać na zdjęciach, nie jest możliwy nawet wyjazd samochodu z posesji, a wyjście z niej wymaga sporej sprawności fizycznej. Chcąc normalnie funkcjonować, mieszkańcy muszą więc na własny koszt dostosować wejścia na posesję i wyjazdy do nowej drogi.
Ciekawe, czy w tej sytuacji Urząd Miasta Płocka, w ramach kolejnego „prezentu” zdecyduje się na wprowadzenie dla mieszkańców opłaty adiacenckiej z tytułu wzrostu wartości nieruchomości… I czy kolejni mieszkańcy nie będą woleli jednak mieszkać przy zwykłej drodze gruntowej, bez kanalizacji, ale i bez ponoszenia dodatkowych kosztów…



![Wojsko w Płocku. Trwają Wojskowe Targi Służby i Pracy [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/wojsko_a-1-120x86.jpg)

![„Rozkminy przy kawie”. Subkultury: bunt, tożsamość i poszukiwanie „swoich” [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/rozkminy2-120x86.jpeg)







![Wojsko w Płocku. Trwają Wojskowe Targi Służby i Pracy [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/wojsko_a-1-360x180.jpg)





![Młodzież pomaga młodzieży. Trwa pilotaż wsparcia rówieśniczego [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/julita-360x180.jpeg)


![Kto zapłaci za zmiany w lokalnej edukacji? [LIST RODZICÓW]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/przedszkole_rodzice-360x180.jpg)


![Wolontariusze ORLENU posadzili las w Łącku [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/orlen_las-27-360x180.jpg)
![Zrobili film o płockim „Pałacu cudów”. Jak wygląda obecnie? [FILM]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/palac_cudow-360x180.jpg)







![Maraton życia i… książek. Tomasz Kominek o aktywności fizycznej i umysłowej [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/tomasz_kominek1-360x180.jpeg)





![PSL rozmawia o Polsce w Płocku. Kolej, S10, uniwersytet, wojsko… [FOTO]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/03/PSL_30032026-2-360x180.jpg)




