Lucyna Trzczak – pechowa, ale waleczna! [FILM]

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Święta za pasem, ale uznaliśmy, że jeszcze teraz przedstawimy Wam kolejną zawodniczkę ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Płocku — Lucynę Trzczak. Lucyna, mimo młodego wieku, przeszła naprawdę bardzo dużo i szukając porównania, chyba tylko Adam Wiśniewski może zrozumieć tę młodą zawodniczkę, która mimo wielu przeciwności losu dalej robi swoje, czyli uprawia sport na całkiem wysokim poziomie. Umiejętności lewoskrzydłowej SMS-u są wysokie, a pech i kontuzje jak dotąd nie były w stanie przeszkodzić Lucynie. I oby tak dalej, tzn. już bez kontuzji. Zapraszamy na krótki, ale ciekawy wywiad.

Może na początek powiedz nam, skąd pochodzisz i jak trafiłaś do SMS-u?

– Pochodzę z niewielkiej miejscowości Reszel na Warmii i Mazurach. Przyjście do SMS zaproponował mi dyrektor szkoły w Gliwicach – Harald Tłuczykont, który zauważył mnie podczas Mistrzostw Polski w Dźwirzynie.

Czy w twoim rodzinnym mieście jest jakiś poważny klub, do którego mogłabyś powrócić po ukończeniu Szkoły Mistrzostwa Sportowego?

– Niestety nie, moja drużyna rozpadła się już 2 lata temu.

Jak oceniasz z perspektywy czasu ten etap życia, który spędziłaś w Płocku i właśnie w SMS-ie?

– Początek zapowiadał się bardzo dobrze, powrót na boisko po kontuzji i długiej rehabilitacji, kilka dobrych meczów i powrót do kadry. To nie trwało zbyt długo, jednak po 4 miesiącach przeszłam kolejny zabieg kolana. Po rehabilitacji i okresie przygotowawczym byłam gotowa do gry, lecz dzień przed pierwszym meczem poczułam silny ból w kolanie. Konieczny był kolejny zabieg… Mam nadzieje, że to był już ostatni tak poważny uraz.

No właśnie te twoje kontuzje nie były zbyt przyjemne. Czy możesz nam nieco więcej opowiedzieć o tym, jakie one były i jak do nich doszło?

– Na meczu w Czechach (jeszcze jako zawodniczka SMS Gliwice) wyskoczyłam do rzutu tak jak zwykle, upadłam i wtedy ”uciekło” mi kolano. Okazało się, że mam zerwane więzadła krzyżowe. Niestety, przekreśliło to moje dotychczasowe marzenia, jakimi było zagranie na Mistrzostwach Europy w Gdańsku i Gdyni. Po długiej i ciężkiej rehabilitacji wróciłam na boisko (już jako zawodniczka SMS Płock). Na kadrze w Płocku po raz kolejny „uciekło” mi kolano. Okazało się, że mam uszkodzoną łękotkę, przeszłam kolejny zabieg. Nowy sezon zapowiadał się dobrze, lecz na treningu, dzień przed meczem, ponownie poczułam silny ból w kolanie. Łękotkę, którą miałam wcześniej zszywaną, trzeba było usunąć. Mam nadzieje, że wyczerpałam już swój limit pecha, który był ze mną zbyt często.

Pech nieprawdopodobny… Jednak ty dalej mimo tego grasz i nie widać po tobie, byś się tym martwiła. Czy ty w ogóle rozpamiętujesz, co by było, gdyby nie te kontuzje?

– Czasami mam takie myśli, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. To wszystko musiało być po coś. Mimo wszystko, staram się nie patrzeć w przeszłość i żyć tym, co jest teraz.

Teraz widząc to, jak szybko powracasz do pełni formy, należy chwalić, ponieważ naprawdę mocno walczysz o swoje miejsce w zespole. Dzięki temu wraz z Gabrysią Urbaniak tworzycie super parę lewoskrzydłowych. Czy zatem Lucyna Trzczak już niebawem zagra w Superlidze?

– Na razie nic do końca nie jest mi wiadome. Niestety, przez kontuzję nie mogłam zaprezentować w pełni swoich możliwości, zostało kilka meczów i mam nadzieje, że swoją postawą na boisku pokażę, że jestem zawodniczką na miarę Superligi.

Wróćmy jeszcze do tego, co spotkało Cię w Płocku. Czy uważasz, że pod okiem takich fachowców jak Andrzej Marszałek,Bogdan Zajączkowski, Bogdan Janiszewski i Artur Piechota zrobiłaś wielki krok do przodu?

– Wiele zawdzięczam naszemu fizjoterapeucie Arturowi Dymitrukowi, który pracował ze mną po kontuzjach. Przez większość czasu, to właśnie Pan Artur się mną zajmował. Nie mogę pominąć też mojej klubowej trenerki Urszuli Bogdańskiej, to właśnie dzięki niej nie poddałam się i walczyłam po każdej kontuzji.

Bardzo fajnie, że miałaś kogoś, kto cię wspierał. Jednak twój czas w naszym mieście powoli dobiega końca. Jak będziesz wspominać ten okres? Czy coś cię zaskoczyło?

– Czas spędzony tutaj zaliczam jak najbardziej na plus. Wiele się tutaj nauczyłam. Gdybym miała podjąć jeszcze raz decyzję o swoim przyjściu do Płocka, nie zmieniłabym jej.

Czy poza halą i meczami także masz taką opinię?

Tak! Poznałam tutaj nowych znajomych, z którymi na pewno będę utrzymywać kontakt po odejściu ze szkoły.

Jakie stawiasz przed sobą cele na końcówkę sezonu?

– Obecnie skupiam się na swojej formie. Na pewno chciałabym zaprezentować swoje możliwości.

Czy łatwo wam jest pogodzić przygotowania do matury ze sporą ilością treningów? Przecież już za miesiąc egzamin dojrzałości, a ligowe rozgrywki wkraczają w decydującą fazę.

Nie jest łatwo, ale czego nie robi się dla swoich marzeń. Im więcej damy z siebie teraz, to więcej otrzymamy w przyszłości.

Czyli Lucyna Trzczak zrobi wszystko, by pozostawić po sobie jak najlepsze wrażenie w Płocku?

– Oczywiście, ale czy się uda, tego nie wiem. Zrobię wszystko, żeby tak było.

Zatem życzymy Ci spełnienia marzeń i mocno trzymamy kciuki za to, byś zdała maturę i znalazła dla siebie miejsce w Superlidze. Natomiast niech kontuzje omijają cię szerokim łukiem. Powodzenia.

– Dziękuję bardzo. Wsparcie na pewno się przyda.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji