REKLAMA

Kobieta – Kot w Towarzystwie Naukowym Płockim. Frenetyczna wystawa malarstwa Kingi Cichockiej

REKLAMA

W tym samym czasie, kiedy narodowa kadra piłkarska wiązała nerwowo sznurówki przed meczem z Ukrainą, płocczanie tuż przed pierwszym gwizdkiem mogli uczestniczyć w emocjach, cóż tu owijać w bawełnę, dużo wyższej kategorii, bo właśnie wtedy odbył się wernisaż Kingi Cichockiej w sali wystawienniczej Towarzystwa Naukowego Płockiego.

Artystka dorastała się w naszym mieście. Ukończyła Liceum Plastyczne w Płocku, co nieco wbrew woli swoich rodziców, którzy jak to zwykle bywa, trochę inaczej wyobrażali sobie karierę i życiowe wybory swojej latorośli. Jednakże, kiedy już dziecko dorasta i jak starzy ludzie powiadają, ma swój rozum, to zupełnie inaczej patrzy na życie, podąża własnymi ścieżkami… Ostrzegam – to ostatnie słowo pojawi się w tym artykule jeszcze nie jeden raz i to w kontekście jak najbardziej uzasadnionym.

PowiązaneTematy

Malarka pełni funkcję pracownika naukowego Studiów Podyplomowych Szkoły im. Pawła Włodkowica w Płocku, jest historykiem sztuki i artystą technik sztuk plastycznych. Od kilkunastu lat prowadzi zajęcia edukacyjne, ale to jej zupełnie nie wystarcza. Dopełniając swoją kreatywność tworzy niesamowite kompozycje używając kolażu, tuszu japońskiego, akrylu, a nawet… biurowego datownika!

Jak sama wyznaje, wpływ na jej twórczość miało wielu płockich mistrzów pędzla i kreski – Maria Wojnarowska, Jerzy Mazuś, czy też Zofia Zaremba, ale ja w pracach Kingi Cichockiej widzę przede wszystkim niesamowitą jakość i siłę, jaką daje dobrze wykorzystany i przetransponowany na własne, niepowtarzalne środki wyrazu zbiór artefaktów secesji zgromadzony w Muzeum Mazowieckim w Płocku. Art nouveau w nowym wydaniu jest tak samo pociągające, jak niemalże sto lat temu, bo przecież tak na dobrą sprawę twórcze inspiracje nie mają tu znaczenia, jeżeli w grę wchodzi zupełnie nowy, zupełnie autorski opis rzeczywistości, uczuć i emocji.

Wystawa „Portrety, postacie, akty” jest w swym wyrazie bardzo osobista, obrazuje własny opis świata, ale także prowokuje do refleksji. Motyw kota pojawiający się wielokrotnie w tle (a może z tego pozornego backstage’u staje się light motiv’em) nie jest tu bez znaczenia. To nie tylko przyjemna oku widza dekoracja, tylko swego rodzaju niezwykle wnikliwa introspekcja.

Kinga Cichocka jest przekonana, ze kot jest symbolem kobiety, bo przecież jest to zwierzę nadzwyczaj przemyślne, trochę przewrotne, inteligentne, czasem wyrachowane, zdolne do ujawnienia ekstremalnych emocji, ale tylko wtedy, jeśli ostatkiem sił panuje nad sytuacją, a przede wszystkim podążające własnymi ścieżkami…

Wielu widzów zastanawiało użycie tak niekonwencjonalnego środka wyrazu, jakim jest biurowy datownik. Dopytałem zatem artystkę o metodę powstawania jej intrygujących obrazów. Nie jest to na pewno data, którą można zapisać w kalendarzu, zaplanować na kilka miesięcy do przodu – datownik służy uwiecznieniu tego niepowtarzalnego momentu, kiedy spotykamy się z natchnieniem, sprawczą kreatywnością, spełnieniem wizji, która w nas tkwiła od jakiegoś czasu, a właśnie teraz znalazła swą właściwą manifestację.

A dlaczego prawdziwej kobiecie – kotu potrzebna jest mysz? Nie po to, żeby ją bezpardonowo, bezceremonialnie zjeść, to byłoby pewnie nazbyt pretensjonalne… Po obejrzeniu tej wystawy wydaje mi się (chodzę pewnie innymi ścieżkami), że po to, aby podziwiać i udowodnić własną zręczność…