Czy płocka skarpa jest zagrożona? Pytania i dylematy w Towarzystwie Naukowym Płockim

REKLAMA

Najpiękniejsza i najbardziej znana wizytówka naszego miasta. Mówimy o niej niemal z czułością, bo wiemy, ile dla znaczy, jak buduje od tysiąclecia naszą lokalną tożsamość – płocka skarpa, Tumskie Wzgórze. Lecz czy zastanawiamy się jak długo jeszcze przetrwa, oprze się bezwzględnemu działaniu naturalnych procesów, a przede wszystkim, czy nieprzemyślaną ingerencją nie przyczyniamy się do jej degradacji?

Na te i nie mniej kontrowersyjne pytania starał się odpowiedzieć prof. dr hab. inż. Maciej Kordian Kumor swoim wykładem „Zagrożenia geotechniczne skarpy wiślanej w Płocku” wygłoszonym w czwartkowe popołudnie w Towarzystwie Naukowym Płockim. Nie opisując szczegółowo zasług i naukowych osiągnięć, krótko można podsumować, że nasz gość jest uznanym, światowym autorytetem z zakresu geotechniki, zaangażowanym również w kluczowe, polskie projekty. Co więcej, kilkakrotnie prowadził badania skarpy wiślanej w naszym mieście.

A zatem, czy coś nam zagraża, czy powinniśmy nieufnie obserwować najbliższe otoczenie, obawiać się weekendowego spaceru po Tumskim Wzgórzu? Oczywiście, nikt nie złoży takiej deklaracji, że Armagedon rozpocznie się w najbliższą niedzielę, ale siły natury działają z konsekwencją, bez emocji, ale też i nieuchronnie. Z badań wynika, że układ geologiczny warstw ziemi płockiego zbocza, złożonego w dużej mierze z gliny zwałowej, a przede wszystkim wyjątkowo stromy kąt nachylenia zupełnie nie sprzyja jego stabilizacji, a wręcz przeciwnie – powoduje ruchy ziemi, naturalne osuwiska.

PowiązaneTematy

Jak bardzo naturalne? Doskonale przecież wiemy, w jaki sposób zachowuje się glina. Kiedy jest sucha, jej konsystencja jest twarda i spękana, tworzy jednakże monolit, lecz w momencie, kiedy podda się ją działaniu wody, nasiąka, pęcznieje, a przede wszystkim staje się nadzwyczaj śliska… W takich, niepomyślnych dla nas warunkach, może dojść do nieprzewidywalnych w skutkach ruchów płockiej skarpy.

W latach 60. i 70. ubiegłego wieku badania Tumskiego Wzgórza na szeroką skalę, połączone z geologicznym monitoringiem, przeprowadził prof. dr hab. inż. Lech Wysokiński. On również zaprojektował przypory, czyli dolną, charakteryzującą się łagodnym spadkiem część płockiego zbocza. Została ona wykonana z geosyntetyków w latach 1982-1990, tworzących zbrojenie powstrzymujące w tym rejonie ruchy ziemi. Jedno z osuwisk miało wysokość 40 metrów i było w tym czasie najwyższym zboczem, zabezpieczonym tą metodą w skali światowej.

Niestety, dziś brakuje wciąż funduszy na kompleksowe badania, a cząstkowe ekspertyzy nie dadzą nam całościowego obrazu. Oczywiście, nie możemy się łudzić, że zabezpieczona w latach 90. skarpa nie ulega degradacji. Siły natury – grawitacyjna oraz hydrodynamiczna, naciskająca na masy ziemi w związku z przesiąkaniem wody gruntowej, krok po kroku dążą do spłaszczenia polodowcowej wysoczyzny. Tak właśnie powstają osuwiska.

Jednakże do degradacji zbocza może przyczynić się również człowiek. Szczególnie zagrożonym odcinkiem płockiej skarpy jest rejon przy ulicy Piekarskiej. Fachowcy ustalili, że aby zbocze było stabilne, współczynnik bezpieczeństwa przyjęty dla ekstremalnie niekorzystnych warunków powinien wynosić co najmniej 1,5, tymczasem na tym odcinku waha się on w przedziale od 1,08 do 1,49. Badania potwierdziły, że w odległości 15 metrów od spadku zbocza bezwzględnie nie powinno się lokować żadnych budowli, a strefa geologicznie obojętna, czyli prościej rzecz ujmując bezpieczna, jest położona w odległości 120 metrów od urwiska i przebiega mniej więcej w połowie Starego Rynku.

Jest zatem o co się martwić. Zachowaniu równowagi masywu nie przysłużą się również ciężkie, wielokondygnacyjne budowle, jak też charakteryzujące się wysokim natężeniem drgania, emitowane chociażby podczas imprez masowych organizowanych na płockiej plaży. Czynnikiem destabilizującym może okazać się ruch drogowy, w szczególności pojazdów o większym tonażu.

Ekspert tuż przed wykładem dokonał oceny aktualnego stanu płockiej skarpy; symptomy, które są skutkiem wyjątkowo suchej wiosny, są bardzo niepokojące. Otóż równolegle do krawędzi zbocza pojawiły się szczeliny, które, jak wiadomo z praktyki, sięgają w głąb nawet do 2,5 metra. W czasie ulewnych lub długotrwałych deszczy natychmiast wypełniają się wodą, a potem stanowią doskonałą płaszczyznę poślizgu dla powstających osuwisk.

Usychające kasztanowce również nie poprawiają sytuacji, ponieważ ich system korzeniowy, osadzony w suchej glinie, rozdrabnia strukturę gleby, która nasiąkając będzie powodować ekstremalne obciążenia zbocza.

Zjawisko powstawania podłużnych szczelin możemy zaobserwować w rejonie ulicy Piekarskiej, ale także obok spichlerzy. W pobliżu schodów przy zbiegu ulicy Okrzei i Kazimierza Wielkiego podmurówka bariery wisi niemal w powietrzu, tymczasem asfaltowy chodnik łamie się wzdłuż krawędzi urwiska, o czym świadczą choćby przeprowadzone naprawy. Skarpa zsuwa się od kilku lat w okolicy parku przy katedrze Mariawitów.

Nic zatem dziwnego, że tuż po wykładzie przystąpiono do ożywionej dyskusji; nie zabrakło także pytań dotyczących działań systemowych ze strony płockich radnych.

Sytuacja niewątpliwie wciąż wymaga kompleksowych rozwiązań i stałego monitoringu procesów geologicznych, które przebiegają w obrębie Tumskiego Wzgórza. Na pewno niczego nie wolno zaniedbać, nie można też sobie pozwolić na nieprzemyślane próby zagospodarowania tego terenu, wyjątkowo zagrożonego katastrofalnymi i nieprzewidywalnymi w skutkach ruchami zbocza. W wielu miastach, takich jak Kraków, Bydgoszcz, czy Toruń – takie strefy objęto restrykcyjnymi warunkami zabudowy, wyznaczono szczególne procedury postępowania związane z ponadstandardowym, a co się z tym również wiąże, niezwykle kosztownym zabezpieczeniem terenu.

Co zatem nam pozostaje? Jak ratować płocką skarpę? Przede wszystkim jej nie szkodzić i postępować z szacunkiem dla sił natury. Jako podsumowanie nasuwa się w tym miejscu kultowe powiedzenie z kabaretu „Dudek”: „Nie bądź Pan głąb, praw fizyki Pan nie zmienisz…”.