Dlaczego w DPS „Przyjaznych Serc” tak wcześnie wykonano testy diagnozujące obecność koronawirusa? W jaki sposób przygotowano pracowników i podopiecznych na nadejście epidemii? Czy w placówce panuje dezorganizacja? Dyrektor DPS odpowiada, a pracownicy przedstawiają konkretne zarzuty.
Przypomnijmy – w piątek, 25 września, potwierdzono pozytywny wynik zakażenia koronawirusem u pacjentki płockiego DPS, która od czwartku była hospitalizowana w szpitalu. Już nazajutrz, w sobotę, pracownikom i pensjonariuszom pobrano wymazy pod kątem obecności Sars CoV-2. To nietypowe, bowiem zalecenia mówią o wykonaniu testów po 7 dnia od ostatniego kontaktu z osobą zakażoną – to wówczas wynik jest najbardziej wiarygodny.
Zapytaliśmy dyrektor DPS „Przyjaznych Serc”, Annę Olszewską-Lewandowską, o przyczyny tak szybkiego przeprowadzenia testów oraz zarzuty, które pojawiły się ze strony pracowników placówki.
Dyrektor: Testy wynikały z troski. Pracownicy: Osoby zdrowe okazały się zakażone
Na czyje zlecenie i z jakiego powodu wykonano pracownikom i podopiecznym testy już w sobotę, 26 września, skoro w czwartek wieczorem (24 września) zakażona podopieczna pojechała do szpitala, a w piątek przyszedł pozytywny test – nie minęło więc 7 dni od ostatniego kontaktu?
– Testy zostały wykonane z inicjatywy dyrektor DPS, po uzgodnieniu z organem prowadzącym – przesłał nam odpowiedź zespół ds. medialnych płockiego urzędu miasta. – Powód wykonania testów jest oczywisty – ochrona zdrowia i życia mieszkańców domu oraz pracowników. Sanepid nie zakwestionował testów, natomiast ich wykonanie pozwoliło na odizolowanie osób zakażonych i natychmiastowe zaprzestanie rozprzestrzeniania się wirusa – wyjaśniają urzędnicy.
Jak precyzuje pani dyrektor, objawy choroby wystąpiły u zarażonej osoby znacznie wcześniej, bo 19 września.
– Zapisane przez lekarza pierwszego kontaktu leki okazały się wtedy nieskuteczne. Po kolejnej konsultacji, lekarz POZ skierował pacjentkę do szpitala. Test wykonany 24 września potwierdził u pensjonariuszki DPS obecność koronawirusa. Natomiast pracownicy zostali przebadani 26 września, czyli 7 dni od momentu wystąpienia pierwszych objawów, których przyczyną okazał się ostatecznie koronawirus. Zasadności wykonania badań i ich wyników nie kwestionuje Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Płocku, cytowany w artykule – przekonuje Anna Olszewska-Lewandowska.
Sprostujmy jednak, że cytowany przez nas dyrektor płockiego sanepidu nie odnosił się do zasadności przeprowadzenia badań, a wyłącznie do ich wyników. „Ja szanuję te badania, bo takie są. Nie mam prawa ich podważać” – to słowa Romualda Ostrowskiego, Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Płocku.
Według wszelkich wytycznych, test metodą Real-Time PCR powinny wykonać osoby, które posiadają objawy charakterystyczne dla koronawirusa lub miały kontakt z osobą zakażoną. Co ważne, test największą czułość wykazuje dzień po wystąpieniu objawów klinicznych lub 7 do 9 dni od kontaktu z osobą zakażoną. To właśnie dlatego wykonuje się go tydzień po ostatnim kontakcie z osobą zakażoną. Zaznaczmy przy tym, że wśród pracowników były osoby, które jedyny kontakt z osobą zakażoną miały w dniu jej przewiezienia do szpitala, a więc 23 września.
Zasadność wykonania tak szybko testów podważają sami pracownicy.
– Mieszkaniec grupy, na której doszło do potwierdzenia pierwszego przypadku, tydzień później uzyskał inny wynik, niż za pierwszym razem, pozytywny. Pacjent ten zagorączkował w czwartek, 1 października, i w piątek uzyskano wynik pozytywny. Podobna sytuacja dotyczy pracownika, który po 7 dniach od badania zaczął kasłać, mieć podwyższoną temperaturę, utratę smaku oraz węchu – mówią nam pracownicy DPS w Płocku.
Ile kosztowały testy?
W związku z wątpliwościami, zapytaliśmy dyrektor DPS jaki był łączny koszt wykonania testów przez firmę Alab w dn. 26 września br. oraz z czyjego budżetu zapłacono za testy – DPS, MOPS czy Urzędu Miasta Płocka?
– Łączny koszt wykonania testów przez firmę Alab będzie znany po zakończeniu kolejnej serii testów. Chodzi o testy, dotyczące osób z wynikiem niemiarodajnym, niejednoznacznym, które zostały powtórzone. Koszty wykonania testów zostaną pokryte z budżetu Miasta Płocka – czytamy w odpowiedzi z zespołu ds. medialnych ratusza.
Jak wyjaśniają urzędnicy, obecnie, po zmianie przepisów prawa, testy przesiewowe wykonywane są na koszt zlecającego, w tym przypadku DPS, czyli de facto z budżetu miasta. Ale zaznaczmy – w praktyce za badania wykonane dzień po potwierdzeniu zakażenia u pacjentki, przelew wykona Dom Pomocy Społecznej.
Próbując oszacować przybliżony koszt tego badania, zapytaliśmy ilu pracownikom oraz ilu podopiecznym wykonano test? Czy wykonano go wszystkim pracownikom i podopiecznym?
– Test na obecność koronawirusa nie został wykonany pracownikom Domu, którzy przebywają na długoterminowych zwolnieniach lekarskich i urlopach macierzyńskich oraz mieszkańcom poddanym testom w szpitalu na Winiarach. W DPS w stosunku pracy są 63 osoby. Dom jest przeznaczony dla 80 osób (w dniu testów przebywało w nim 78 podopiecznych). We wskazanym terminie pobrano 133 testy – wyjaśnia urząd miasta.
Na stronie firmy Alab znaleźliśmy informację, że cena jednego badania to koszt 480 zł + 23 zł usługa pobrania. Koszt tylko sobotnich badań wyniósł więc (jeśli przyjmiemy ceny indywidualne) około 67 tys. zł.
Nie żyje pacjentka „0” z płockiego DPS. Kolejne osoby z potwierdzonym zakażeniem
Dyrektor: Nikt nie straszył pracowników niższą pensją. To wiedza powszechna
Anna Olszewska-Lewandowska wyjaśniła w odpowiedzi na zarzuty pracowników zawarte w naszym artykule, że pracownicy DPS jadący do pracy w piątek, 25 września, nie wiedzieli o wykryciu wirusa u podopiecznej, ponieważ informacja o wyniku testu dotarła do DPS po godzinie 18.
– Fakt potwierdzenia zakażenia koronawirusem u mieszkańca domu nie zwalnia pracowników z obowiązku świadczenia pracy. Pracownik, który stawia się do pracy, jest informowany o stanie zdrowia mieszkańców – podkreśla dyrektor DPS.
Odnosi się także do chaosu, który opisywali pracownicy w związku z brakiem przygotowanej odzieży ochronnej, dopasowanej do ich rozmiarów.
– Dyrekcja DPS zabezpieczyła wystarczającą ilość środków ochrony. Odzież ochronna była ułożona rozmiarami jak w sklepie: „S”, „M”, „L”, „X” i „XL”. Znając swój rozmiar, łatwo można dobrać odpowiedni dla siebie – tłumaczy dyrektor.
Podkreśla, że nikt nie straszył pracowników informacją o tym, że otrzymają niższą pensję, jeśli pójdą na zwolnienie lekarskie.
– Jest to wiedza powszechna: idąc na zwolnienie lekarskie, wszyscy otrzymujemy wynagrodzenia niższe o 20 proc. Również dodatkowe wynagrodzenie dla pracowników DPS, na które pozyskaliśmy środki w wysokości 129 tys. zł w formie grantu, przysługuje zgodnie z regulaminem wynagradzania, za okres efektywnie przepracowany. Zapewne stąd dylematy pracowników – uważa Anna Olszewska-Lewandowska.
Jednak pracownicy, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzają swoje poprzednie słowa. – Pani dyrektor straszyła nas, że każdy kto pójdzie na zwolnienie lekarskie, nie otrzyma pieniędzy. Do pracy przychodzili więc pracownicy, którzy byli przeziębieni – tłumaczą. – Ubrania natomiast były wydawane nam przez pracownika magazynu, nie braliśmy ich sami – dodają.
Jakie zabezpieczenia w DPS?
W związku z tymi informacjami, zapytaliśmy w jaki sposób pracownicy zostali przygotowani na epidemię koronawirusa w ciągu ostatnich 4 miesięcy? Czy była przeprowadzona symulacja działania? Czy są utworzone miejsca do izolacji chorych? Czy pracownicy mają zabezpieczoną odzież ochronną dostosowaną do ich rozmiaru?
– Wirus zwany Sars-CoV-2 pojawił się w Polsce 2 marca 2020 r. Od 20 marca 2020 r. ówczesny Minister Zdrowia Łukasz Szumowski ogłosił stan epidemii. Pracownicy DPS otrzymali w marcu i kwietniu br. szczegółową procedurę i zarządzenia, opracowane jeszcze przez poprzedniego dyrektora – informuje Urząd Miasta Płocka.
Jak zapewnia, w ciągu ostatnich 4 miesięcy procedura ta została dostosowana do aktualnej sytuacji epidemiologicznej, wytycznych Wojewody Mazowieckiego oraz Głównego Inspektora Sanitarnego.
– W omawianym okresie została opracowana instrukcja postępowania na potencjalne przypadki pojawienia się osób z podejrzeniem zachorowania lub osób chorych. W instrukcji zostały wskazane miejsca, w których będą przebywać osoby na czas choroby lub kwarantanny, a także strefy zakażone w wyznaczonej części budynku.
Personel ma zabezpieczoną odzież ochronną w każdym rozmiarze. DPS w Płocku otrzymał w tym zakresie zarówno pomoc rzeczową, jak i środki finansowe na ten cel. Nie ma raczej w Polsce instytucji, która trenowała „symulację działania” w związku ze stanem epidemii Sars-Cov2 – wyjaśniają urzędnicy.
Dyrektor placówki dodaje, że podopieczni DPS są podzieleni na trzy grupy.
– Podział taki wprowadził poprzedni dyrektor placówki ze względów organizacyjnych i można go określić różnymi terminami: grupa, sekcja, sektor. Grupy te przebywają w pomieszczeniach na różnych kondygnacjach i są aktualnie odizolowane, by zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa. Koronawirus został wykryty w grupie podopiecznych, z których trzy to osoby leżące, dwie kolejne to osoby o ograniczonej aktywności – tłumaczy Anna Olszewska-Lewandowska.
Zapewnia również, że w DPS „Przyjaznych Serc” obowiązują procedury, o których wspomina w odpowiedzi również urząd miasta, a wszyscy pracownicy są zobowiązani do ich przestrzegania. Zapoznanie się z nimi pracownicy potwierdzili własnoręcznym podpisem.
Ci jednak nie zgadzają się z tym stwierdzeniem.
– W związku z wypowiedziami medialnymi wicedyrektora MOPS Cezarego Dusio, chcielibyśmy dowiedzieć się, jakie konkretnie procedury wprowadziła dyrektor Anna Olszewska-Lewandowska w ciągu ostatnich czterech miesięcy, a szczególnie we wrześniu, kiedy było wiadomo, że zbliża się nowa fala Covid-19. Wprowadzono bowiem tylko regulamin szatni. Ze względu na to, że nie mamy w szatni zamykanych szafek, w których moglibyśmy zamknąć nasze wartościowe rzeczy, jak portfel czy telefony komórkowe, zarządzenie to nie przekłada się na nasze codzienne funkcjonowanie i w praktyce jest fikcją – podkreślają pracownicy.
Dodają, że procedura ta dotyczy wyłącznie opiekunek, pokojowych oraz pielęgniarek korzystających z szatni, a nie wszystkich osób, które wchodzą na grupy (np. pracowników terapii, psychologa, pracowników rehabilitacji). Nie potwierdzają także, iż z procedurami zapoznali się wszyscy pracownicy.
– Nie wszyscy podpisali się pod nią, ponieważ nie była precyzyjna i pomimo naszych pytań, co oznacza sformułowanie „rzeczy osobiste”, nadal tego nie wiadomo. Pan Dusio twierdzi, że klucze, telefony czy portfele, a przecież ludzie biorą leki, kobiety mają własne podpaski, osoby mają prywatne jedzenie – wymieniają.
Podkreślają także, iż zostało wyznaczone tylko jedno miejsce w DPS dla osób zakażonych i nie jest to izolatka.
– To miejsce, w którym przebywali mieszkańcy powracający z przepustek, oczekujący na wynik testów. Jest to więc pomieszczenie, w którym muszą przebywać osoby z podejrzeniem zakażenia oraz te, które już mają pozytywny wynik. Dodajmy, że w grupie, w której jest ognisko zakażenia, sala gdzie izolowano jednego z mieszkańców nie jest do tego dostosowana, ponieważ nie posiada oddzielnej łazienki, ani nie ogranicza kontaktów potencjalnie zdrowych i potencjalnie zakażonych osób – wyjaśniają pracownicy.
Dyrektor DPS odniosła się w swojej odpowiedzi do informacji poruszonych w naszym poprzednim artykule. Tłumaczy, że w placówce zostały ograniczone odwiedziny osób z zewnątrz, jednak w okresie zmniejszonej zachorowalności dyrektor dopuściła odwiedziny mieszkańców.
– Podjęcie decyzji o wyrażeniu zgody lub odmowie na odwiedziny każdorazowo były poprzedzone dokładną analizą zagrożenia oraz sposobu i miejsca odwiedzin. Mieszkańcom staramy się zapewnić jak najlepsze warunki i właściwie organizować życie w placówce. Na wspomnianych imprezach obecni byli tylko pensjonariusze DPS i ich opiekunowie, więc osoby, które na co dzień ze sobą przebywają – zapewnia Anna Olszewska-Lewandowska.
To jednak stoi w sprzeczności z informacją, że pensjonariusze nie mieli kontaktu z osobami spoza swoich grup, a przypomnijmy, że takie imprezy odbywały się jeszcze we wrześniu, na tydzień przed potwierdzeniem pierwszego zakażenia.
Skąd ten konflikt i co dalej?
Zgodnie z ostatnią informacją zamieszczoną na stronie DPS „Przyjaznych Serc”, z 2 października br., potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem SARS CoV-2 jest łącznie 17, w tym 10 mieszkańców oraz 7 pracowników. Ci ostatni pozostają w izolacji domowej, natomiast pierwsza pensjonariuszka, u której potwierdzono obecność koronawirusa, zmarła 30 września. Kobieta w starszym wieku miała chorobę współistniejącą – schorzenia kardiologiczne.
Izolacja domowa oraz kwarantanna pracowników spowodowała w DPS problemy kadrowe.
– W sytuacji kryzysowej, w jakiej znalazła się placówka, kiedy wielu pracowników przebywa na zwolnieniu lekarskim lub kwarantannie, każda para rąk jest pomocna – tłumaczy dyrektor decyzję o przekazaniu opieki nad podopiecznymi m.in. pokojowej. – Obecnie DPS wspomaga personel skierowany do pracy przez Wojewodę Mazowieckiego, personel tymczasowy oraz wolontariusze Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Płocku.
Natomiast decyzję o skierowaniu podopiecznych z dodatnim wynikiem testu do szpitala jednoimiennego w Siedlcach podjął lekarz. Niezrozumiałe są głosy oburzenia, że pacjenci będą tam pozbawieni opieki – podsumowuje Anna Olszewska-Lewandowska.
Urząd miasta uzupełnia, że do placówki skierowanych zostało 4 pracowników na stanowisko opiekun (pracowników MOPS), pracownicy tymczasowi, a wsparcie wolontariuszy MOPS placówka otrzymała od 1 października.
Pracownicy powtarzają, że w placówce panuje chaos.
– Brakuje osoby realnie zarządzającej instytucją w tak trudnym okresie epidemicznym. Chcielibyśmy dowiedzieć się, jakie wykształcenie i doświadczenie zawodowe ma pani Anna Olszewska-Lewandowska, szczególnie w zakresie zarządzania zespołem większym, niż 3-5 osób. Jakie ma doświadczenie w zarządzaniu placówką w kryzysie? – pytają.
W wypowiedziach pracowników powtarza się zarzut o brak decyzyjności i przerzucanie winy na pracowników.
– Cały czas jest szukanie winy w innych. Pani dyrektor nie widzi w ogóle swojej winy, a przecież sama do tego doprowadziła. Chcieliśmy się dostosować, zadawaliśmy jej mnóstwo pytań, bo mieliśmy dużo wątpliwości, ale ona cały czas zostawiała nas wszystkich z problemem, bo sama nie chciała o niczym zdecydować. Kiedy pytaliśmy na przykład jak sobie wyobraża opiekę nad mieszkańcem palącym, który będzie w izolacji, gdzie go mamy umieścić, kto ma się nim opiekować – czy jeden pracownik, czy wymiennie kilku, to odpowiadała, że przecież wiemy, że u nas nie ma takich możliwości i kazała nam myśleć. Na jednym z zebrań z pracownikami dyrektor powiedziała wprost, że u nas Covid-19 nie będzie, bo ma nie być i koniec – denerwują się pracownicy.
Oburzają się też na sytuację, która miała miejsce w dniu pobierania wymazów, 26 września.
– Zabrakło czynnika ludzkiego. Staliśmy jak barany przy busie Alabu, a dyrektor DPS nawet do nas nie wyszła, choć była w budynku. Nie otrzymaliśmy żadnego wsparcia, nie mówiąc już o mieszkańcach z grupy, w której wystąpiło zarażenie. Nie tak zachowuje się dyrektor placówki – podkreślają nasi rozmówcy.
Jakie dalsze działania zaplanowano w związku z ogniskiem koronawirusa w DPS „Przyjaznych Serc”?
– Działania są dostosowywane do zmieniającej się sytuacji i uzależnione od wyników kolejnych testów – przekazał nam lakoniczną informację zespół ds. medialnych płockiego urzędu miasta.













































