Jeden z radnych: Mamy urządzić drugi Majdan? Burzliwa sesja w Gostyninie

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

W Gostyninie, po prawomocnym wyroku skazującym burmistrza Gostynina, Włodzimierza Śniecikowskiego, za jazdę pod wpływem alkoholu, w Urzędzie Miasta odbyła się pierwsza sesja, na której radni powinni wygasić mandat włodarza. Jednak tak się nie stało, a punkt dotyczący wygaszenia mandatu w ogóle nie został wprowadzony pod głosowanie.

Trochę historii, czyli burmistrz za kierownicą

Przypomnijmy – 17 stycznia tego roku burmistrz został skazany prawomocnym wyrokiem na karę dziewięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi – także na trzy lata. Ma również pokryć koszty opłat sądowych. Wyrok był efektem zdarzenia z 23 grudnia 2011 roku w podgostynińskiej Legardzie, gdzie podczas zdarzenia drogowego, w którym inne auto wylądowało w rowie, burmistrz, jadąc służbowym Volskvagenem Passatem, nie pojechał wyznaczonym przez stację paliw objazdem, tylko ominął blokadę i znalazł się w miejscu akcji tuż przed liną samochodu strażackiego, wyciągającego pojazd z rowu.

Burmistrzem zajęła się policja, gdyż istniało podejrzenie, że kierowca jest pod wpływem alkoholu. Ten jednak nie zdecydował się na zbadanie alkomatem, pobrano mu krew. Wynik, który podano po kilku dniach, był szokujący – 2,74 promila. Jednak cztery dni po zdarzeniu, do kierowania autem (nie w momencie zatrzymania, tylko od restauracji do momentu pozostawienia pojazdu w pobliżu akcji ratowniczej) przyznał się redaktor jednego z gostynińskich portali internetowych. Co robił w służbowym Passacie? Według jednej z wersji, został przywieziony przez swojego szefa, który nie skorzystał z zaproszenia do udziału w kolacji przez włodarza. Burmistrz zeznał, że nie kierował autem i że to zbieg nieszczęśliwych okoliczności spowodował, że znalazł się za kierownicą. Według niego, zaparkowany pojazd miał się zacząć staczać, w wyniku czego Włodzimierz Śniecikowski, ratując auto przed uderzeniem, „przegramolił się” – jak to powiedział podczas zeznań – na fotel kierowcy. Tak miało dojść do ominięcia blokady i zatrzymania Passata. Tej wersji nie dał wiary zarówno Sąd Rejonowy w Gostyninie, jak i Sąd Okręgowy w Płocku, do którego oskarżony się odwołał, wydając wyrok głównie w oparciu o zeznania obecnych na miejscu strażaków i przypadkowych świadków. Prokurator wobec części osób, które zeznawały, że burmistrz nie siedział za kierownicą, tylko inna osoba, zapowiedział wszczęcie postępowania karnego za krzywoprzysięstwo.

Odwołać, nie odwołać?

W związku z faktem, iż osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne, ścigane z oskarżenia publicznego, nie może sprawować funkcji publicznych, istnieje teraz konieczność wygaszenia mandatu uchwałą Rady Miejskiej. Powinno stać się to w ciągu 30 dni od zaistnienia okoliczności, czyli od dnia wydania prawomocnego wyroku. Jednak tak się nie stało, gdyż sesja w ogóle w tym czasie nie została zaplanowana. Wówczas wojewoda Jacek Kozłowski, nadzorujący prace rad gmin, wysłał ponaglenie o podjęcie tej uchwały.

Piątkowe posiedzenie było pierwszym, na którym radni spotkali się po wydaniu prawomocnego wyroku. I nie doprowadzili do podjęcia tej uchwały, gdyż otrzymali opinię, że przepis nakazujący wygaśnięcie mandatu dotyczy… skazanych na karę pozbawienia wolności, a nie skazanych w zawieszeniu!

Taką opinię wydał dr Waldemar Gontarski, radca prawny, dziekan Wydziału Prawa Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Londynie. Dał się poznać szerokiej opinii publicznej w 2009 roku jako prawnik, który przez trzy lata współpracował z Totalizatorem Sportowym i miał zostać ekspertem hazardowej komisji śledczej. Był też obrońcą posądzonego o współpracę z SB biskupa Stanisława Wielgusa.

W piątek dr Gontarski pojawił się w Gostyninie, aby osobiście bronić stanowiska zawartego w opinii, którą wydał. Spotkał się jednak z falą krytyki ze strony opozycyjnych pięciu radnych Rady Miejskiej w Gostyninie oraz zgromadzonej publiczności na obradach. – Jaki niezależny? – krzyczeli mieszkańcy. Radny klubu Porozumienie Ziemi Gostynińskiej, będący w opozycji do burmistrza Paweł Kalinowski pytał, na czyje zlecenie powstała opinia, bo nie było żadnej uchwały, aby prosiła o to rada. – Na moją prośbę – odpowiedziała Jolanta Syska-Szymczak, Przewodnicząca Rady Miejskiej w Gostyninie z klubu Gostynińska Wspólnota Samorządowa. GWS jest w koalicji z dwójką radnych SLD oraz częścią z pięciu radnych wspomnianego klubu PZG. – Kosztowała 10 tysięcy złotych – dodała, czym wywołała salwę śmiechu i oburzenia na sali. Jednak zanim to się stało, radny Andrzej Reder stwierdził: – Żyjemy w Rzeczpospolitej Polskiej, a nie gostynińskiej, i tutaj obowiązuje prawo polskie. Co zabrania procedować nad tą uchwałą? – pytał dr Gontarskiego. – Czy można budować tak szacunek do władz publicznych, parlamentarzystów wobec tych, którzy tutaj przyszli? Co Majdan mamy drugi urządzić? – dodał kilka chwil później.

– Czy można budować tak szacunek do władz publicznych, parlamentarzystów wobec tych, którzy tutaj przyszli? Co Majdan mamy drugi urządzić? – radny Andrzej Reder

Radca w zawiły sposób próbował wytłumaczyć to, że przepis powinien być inaczej sformułowany i poprosił ostatecznie o czas na ustosunkowanie się do pytań na piśmie. Co do poprawności przepisu nie miał za to wątpliwości przedstawiciel z biura wojewody Jacka Kozłowskiego, obecny na sesji oraz prawnik, który wydał opinię na zlecenie grupy radnych.

Wobec tak niejasnej sytuacji, koalicja rządząca w Radzie Miejskiej „Przymierze” (8 radnych GWS i SLD) wydała oświadczenie, że klub nie jest kompetentny oceniać wobec dwóch różnych opinii. A sam autor zamieszania – burmistrz – zapowiedział, że nie poda się do dymisji, gdyż nie chcieli tego mieszkańcy w referendum z 15 września 2013 roku, w którym nie było wymaganego progu do jego ważności. – Było referendum, mieszkańcy się wypowiedzieli – powiedział, uznając, że fakt nieprzekroczenia progu po jego wezwaniach do bojkotu referendum jest sygnałem poparcia jego rządów.

O włączenie punktu o wygaszenie mandatu burmistrza apelowała radna Agnieszka Korajczyk-Szyperska. – W przysiędze było mówione, że macie przestrzegać i stać na straży prawa, jest statut miasta, kodeks etyczny – mówiła w kierunku radnych koalicji radna z opozycji.
Ci jednak nie zagłosowali, mimo próśb opozycji, nawet za wprowadzeniem punktu o wygaszenie mandatu burmistrza do porządku pracy rady tego dnia. Za było pięciu radnych (Małgorzata Kostun-Sowa, Agnieszka Korajczyk-Szyperska, Andrzej Robacki, Andrzej Reder i Paweł Kalinowski). Przeciw było ośmiu radnych koalicji, z piętnastoosobowej rady nieobecnych na głosowaniu było dwóch – Lidia Pawikowska i Arkadiusz Szulczewski z PZG. Jedyna uchwała jaka przeszła, to za głosowaniem imiennym, tak by każdy wiedział, jak głosowali konkretni radni.

Wobec takiej sytuacji i braku wprowadzenia punktu do obrad, radny Kalinowski wniósł o odwołanie z funkcji przewodniczącej Jolanty Syskiej-Szymczak. I tutaj znów zderzył się ze „ścianą” radnych koalicyjnych. Wynik był jednak trochę inny – 7 przeciw, 5 za – gdyż sama zainteresowana nie brała udziału w głosowaniu. Potem padł wniosek kolejnej radnej opozycji, Kostun-Sowy, o odwołanie „prezydium rady”. Prawnik z Urzędu Miasta, Eliza Kacprzycka powiedziała, że nie ma takiego organu jak prezydium rady i nie można głosować nad jego odwołaniem. Potwierdzał to też wiceprzewodniczący Arkadiusz Górski. – Prezydium rady był 30 lat temu – dodał. Radna zapowiedziała jeszcze, że napisze prośbę do premiera Donalda Tuska o odwołanie gostynińskiej Rady Miejskiej i wprowadzenie zarządu komisarycznego, gdyż ta nie spełnia swoich zadań, do których została powołana, a więc pracy na rzecz lokalnej społeczności. – Nie zachowujmy się jak dzieci w przedszkolu, zróbmy coś – stwierdziła.

Teraz mandat burmistrza wygasić może wojewoda Jacek Kozłowski w drodze wydania zarządzenia zastępczego, od którego – jak od każdej decyzji administracyjnej – przysługuje odwołanie. Mandat, choć to bardzo mało prawdopodobne, mogą jeszcze wygasić radni, zwołując nadzwyczajną sesję w ciągu kilkunastu dni, jakie pozostały wyznaczone w ponagleniu wystawionym przez wojewodę i przegłosowując je.

Co z termami?

Ostra debata na temat wprowadzenia punktu o wygaszenie mandatu burmistrza trwała ponad dwie godziny. Po nim radni zaczęli zadawać pytania, wśród których znalazło się to o stan prac przy projekcie Termy Gostynińskie. – Miasto nic już nie buduje – odpowiedział burmistrz Śniecikowski, wskazując na adresata pytań „prywatnych inwestorów”, którzy realizują projekt. Niestety, na jednym z ostatnich punktów odpowiedzi na zapytania i interpelacje burmistrz się już nie pojawił, a zastępca Jadwiga Kaczor dziwnym trafem ominęła przy odpowiedziach ten punkt.

Ostatnia informacja, dotycząca realizacji Term, była przekazana w grudniu ubiegłego roku. Wówczas to spółka Termy Gostynińskie, która wygrała przetarg na zakup działek pod budowę inwestycji, miała założyć depozyt bankowy, a środki te miały w niedługim czasie trafić na konto miasta. Wśród mieszkańców pojawiły się nieoficjalne informacje, że pieniądze te trafiły już do kasy miasta, nie zostało to jednak potwierdzone.

Równocześnie przeciąga się sprawa w Prokuraturze Okręgowej w Płocku, gdzie trwają czynności sprawdzające, czy nie doszło do malwersacji publicznych pieniędzy przy realizacji tego projektu. Po analizie dokumentów otrzymanych niedawno z Urzędu Marszałkowskiego województwa mazowieckiego, prokuratura przedłuża śledztwo i przesłuchuje kolejne osoby.

Piotr Mrówka

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji