REKLAMA

Anna Klekowicka od kuchni: Nie jestem master chefem

REKLAMA

Czy „chomikowanie” pomaga w gotowaniu? Jakie skojarzenia budzą racuchy? Czemu naleśniki są bezkonkurencyjne o każdej porze dnia? Odpowiedzi na te pytania w kolejnym materiale z serii „Płocka Kuchnia”, w którym rozmawiamy z Anną Klekowicką, nauczycielką w jednej z płockich szkół specjalnych, prowadzącą program „Imperium Kobiet” w lokalnej telewizji PTV.

Matka, żona i pedagog z powołania, dziennikarka z pasji. Wychowuje dwójkę dzieci, a od kilkunastu lat jest nauczycielem w jednej z płockich szkół.

– Na co dzień zajmuję się młodzieżą niepełnosprawną – mówi Anna Klekowicka. – Przed praktyką pedagogiczną miałam kilkuletnie doświadczenie zawodowe w płockiej policji, gdzie zajmowałam się prewencją kryminalną. W tym też czasie miałam wielka przyjemność być rzecznikiem Komendanta Miejskiego w Płocku – wyjaśnia.

Od ponad dwóch lat pani Ania współpracuje z Płocką Telewizją PTV, gdzie prowadzi autorski program poświęcony kobietom o nazwie „Imperium Kobiet”.

PowiązaneTematy

W kuchni lubię poeksperymentować

Natłok zajęć sprawia, że gotowanie – choć ważne w codzienności – nie jest dla Anny Klekowickiej najistotniejsze. – Z całą pewnością nie jestem master chefem – śmieje się. – Czasem jednak lubię poeksperymentować, pokombinować na tyle, na ile pozwala mi moja lodówka czy też spiżarnia – zdradza.

Łączenie niecodziennych smaków, gotowanie „czegoś z niczego”, to specjalność redaktor Klekowickiej.

– Jestem typem „chomika”, więc zawsze mam coś w spiżarni. Mój jadłospis dzięki temu często ulega zmianie. Zmienia się on także wraz z dorastaniem moich dzieci, które narzuciły trochę trendy kulinarne w naszym domu – dodaje z uśmiechem.

Parę rzeczy pozostało jednak niezmiennych. Od lat na stole pani Ani króluje rosół i pomidorowa, które, wraz z białym barszczem, trafiają w podniebienia rodziny naszej rozmówczyni najtrafniej. – Często je gotuję, bo to zupy uwielbiane przez moje pociechy. A drugie dania? Tradycyjnie: kotlet schabowy, ziemniaki i mizeria. Choć kurczak też bywa satysfakcjonujący – śmieje się.

Fot. archiwum prywatne Anny Klekowickiej

Na codziennym stole często Anny Klekowickiej pojawiają się też słodkości. – Naleśniki są bezkonkurencyjne o każdej porze dnia. Czasem wygrywają też włoskie klimaty, a konkretniej spaghetti. Jednak to nie są te specjały, które rozpieszczają moje podniebienie – przyznaje.

Jak się okazuje, pani Ania woli ostrzejsze, orientalne smaki.

– Lubię ostre potrawy w nucie indyjskiej kuchni – wyznała. – Na takie pozwalam sobie wówczas, kiedy mam pakiet jedzeniowy dla dzieci. Poza tym, jestem fanką wszelkich sałat, najlepiej z podsmażanymi ziarnami, takimi jak słonecznik czy pestki dyni. Bardzo lubię też sushi zakąszane wasabi – wymienia.

Na szczycie listy kulinarnego „naj” znajdują się także desery – szczególnie zaś tort bezowy czy suflet czekoladowy. – Lubię je zawsze! – deklaruje pedagog. – Zresztą, tort bezowy czasem sama przygotowuję. Jednak takie ciasto wymaga większego nakładu czasu. Jeśli już na przygotowanie tortu się decyduję, to pracę rozkładam na dwa dni – tłumaczy.

Taki podział zadań i organizacji pracy pozwala na przygotowanie pysznego deseru i nie rujnuje czasu wolnego od pracy. – Jednego dnia piekę bezy, a drugiego przekładam masą z mascarpone i karmelem. Taki tort całkiem nieźle mi wychodzi, zwłaszcza, kiedy podany jest z owocami typu borówki, maliny oraz liśćmi mięty – opowiada.

Z patelnią i garnkiem jesteśmy pogodzone

Gotowanie nie jest pasją pani Ani, lecz z całą pewnością potrawy przez nią przygotowywane cieszą podniebienie. – Nie gniewam się na patelnię i garnek. Czasem lubię coś wyczarować.  I to dosłownie. Jestem ponoć niezła w organizowaniu jedzenia na szybko – przekonuje.

Idealnym daniem „na szybko” jest sałatka. – Składniki na nią znajdę zawsze. W nagłych sytuacjach zawsze podejmuję niespodziewanych gości carpaccio z buraka na rukoli z serem feta i pestkami słonecznika zarumienionymi na suchej patelni, całość posypana jest zaś kiełkami rzodkiewki – opisuje.

W lodówce naszej rozmówczyni zawsze znajdują się też świeże pomidory. – Są idealnym połączeniem z mozzarellą. Ostatnio polubiłam też ser burrata, który również fajnie komponuje się w propozycję sałat podawanych w moim domu – dodaje.

Jestem otwarta na różne smaki

Upodobania kulinarne Anny Klekowickiej zmieniały się na przestrzeni lat. W dzieciństwie na przykład kubki smakowe raczyła daniami typowo polskimi.

– Bardzo przyjemnie kojarzę racuchy mojej babci. Były zawsze doskonałe, podobnie jak placuszki z zsiadłego mleka – wspomina.

Ten smak należy zdecydowanie do czasów beztroskich. – Niestety, nie nauczyłam się ich robić tak perfekcyjnie jak moja babcia – wyznaje z żalem. – Co jeszcze? Przepyszny kurczak w potrawce z koperkiem mojej mamy. To danie też wywołuje same miłe wspomnienia – mówi pani Ania.



Teraz redaktor Klekowicka jest otwarta na różne smaki. – Czas podróży to zdecydowanie zwiększone możliwości eksperymentowania ze smakami, których na co dzień nie mam. Wakacje kojarzą mi się z dużą ilością owoców morza czy też baraniną – przyznaje.

Okres wakacyjnych wycieczek to też smaki i zapachy owoców. – Zawsze mam wrażenie, że zagraniczne owoce, jedzone gdzieś dalej niż w Polsce, smakują inaczej. Kilka lat temu z niechęcią zdecydowałam się też na zjedzenie dość dużej ośmiornicy zasmażanej w cieście. Smak zdecydowanie zrekompensował wątpliwości – dodaje na zakończenie rozmowy. A dla czytelników PetroNews mamy przepis na specjalną sałatkę pani Ani.

Sałatka Królewska Anny Klekowickiej

Składniki:

  • szpinak surowy,

  • jabłka rumiane 2 sztuki,

  • kulki mozzarelli – 1 paczka,

  • winogron bezpestkowy 30 dag,

  • żurawina suszona – 1 paczka,

  • brzoskwinia najlepiej surowa

  • pestki dyni (3 łyżki) przesmażone na suchej patelnią

  • sos winegret

  • 4 łyżki miodu

  • sos balsamiczny słodki na bazie octu balsamicznego z Modeny

Przygotowanie:

Umyty szpinak rozkładamy na dużej, raczej płaskiej misie, na to układamy przesmażone jabłko, wcześniej pokrojone w ósemki. Jabłko należy usmażyć na łyżce masła z dodatkiem miodu. Czas smażenia jabłka wymaga dużej koncentracji uwagi, gdyż łatwo je przypalić.

Dalej układamy pokrojoną w paski (a la makaron) brzoskwinię, kolejno żurawinę wcześniej sparzoną i odsączoną, winogrono, kulki sera, pestki dyni. Wszystko polewamy sosem winegret z dodatkiem łyżki miodu. Na koniec dekorujemy całość sosem balsamicznym, który bardzo fajnie podkręca smak.

Życzymy smacznego!