W Płocku jest blisko 60 placówek oświatowych, do których uczęszcza około 20 tys. uczniów. Pracuje w nich 2.568 nauczycieli, 340 pracowników administracji oraz 813 pracowników obsługi (w przeliczeniu na pełne etaty). I to właśnie w sprawie wynagrodzeń pracowników administracji i obsługi interweniowano podczas specjalnej sesji rady miasta, a także w interpelacjach i wystąpieniach radnych. Z jakiego powodu?

O problemach w płockiej oświacie rozmawialiśmy w audycji “Twarzą w twarz” z płockim radnym Markiem Krysztofiakiem, przewodniczący Międzyzakładowej Komisji Oświaty i Wychowania NSZZ “Solidarność” oraz Maciejem Krzemińskim, Dyrektorem Zarządu Jednostek Oświatowych w Płocku.

Nadzwyczajna sesja w wyniku petycji

Na początku listopada odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Miasta Płocka w sprawie wynagrodzeń pracowników administracji i obsługi. Wniosek o zwołanie sesji złożyli radni klubu Prawa i Sprawiedliwości. Z jakiego powodu?

– Co roku, od wielu lat, zawsze podczas konstruowania budżetu występuję o podwyżki dla pracowników administracji i obsługi, dodatków dla nauczycieli i dyrektorów, co jest w gestii miasta – wyjaśnił Marek Krysztofiak, radny z klubu Prawa i Sprawiedliwości. – W tym roku również we wrześniu taką interpelację złożyłem. Otrzymałem na nią klasyczną, już od trzech lat odpowiedź, że będzie ta sytuacja analizowana, a wspomnę, że od trzech lat po takiej analizie podwyżek nie było – tłumaczył radny.

Jak dodał, w tym czasie zgłosiły się do niego przedstawicielki administracji i obsługi jednej z placówek oświatowych, prosząc o pomoc. Złożyły petycję, w której opowiedziały o swojej trudnej sytuacji finansowej, o tym, że otrzymują płacę minimalną, bez premii, bez trzynastek. – Uzgodniliśmy wspólnie, że piszemy petycję i zbieramy pod nią podpisy. Łącznie 844 osoby podpisały się pod nią. Problem zgłosiłem również na październikowej sesji rady miasta. Ze względu na to, że nadal odpowiedź brzmiała “Przeanalizujemy”, w imieniu klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości złożyłem wniosek o zwołanie nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Płocka – wyjaśnił genezę radny Marek Krysztofiak.

Sesja została zwołana 2 listopada, prezydent Płocka przyszedł na nią z gotową propozycją – 180 zł podwyżki na osobę, co dawało kwot 5,5 mln zł zarezerwowanych w budżecie. Podwyżka miała obowiązywać od kwietnia.

To nie uzyskało akceptacji pracowników. – Oznaczało to, że średnio na miesiąc podwyżka będzie faktycznie 100 zł netto na etat, a przecież przy podziale środków dyrektorzy nie dzielą po równo – tłumaczył Marek Krysztofiak. Ostatecznie stanęło na tym, że radny złożył wniosek o podwyżkę 300 zł na etat od stycznia 2018.

Podwyżki i tak musiały być. To zabieg pr-owski?

Słusznie radny zauważył, że przez trzy lata nie było mowy o żadnych podwyżkach. Dlaczego akurat w tym roku podjęto temat?

– Trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, czy wpływ na to miała złożona petycja – powiedział Maciej Krzemiński. – Moim zdaniem, wpływ na to mogły mieć inne przyczyny, a mianowicie to, że w sierpniu Rada Ministrów przyjęła nowelizację rozporządzenia o wynagradzaniu pracowników samorządowych, w której ustalono nową tabelę wynagrodzeń minimalnych dla pracowników. Nowa tabela ma obowiązywać od stycznia 2018 r. Gdyby więc nie było podwyżek, to pewna liczba pracowników nie osiągnęłaby tego minimum – tłumaczył dyrektor Zarządu Jednostek Oświatowych w Płocku.

Jak dodał, wśród pracowników obsługi, stanowisku obsługi “sprzątaczka”, która jest najliczniejszą wśród pracowników obsługi, przypisano kategorię 3., a nie jak do tej pory 1. Stąd wszystkie panie zatrudnione na stanowisku sprzątaczki muszą zarabiać od 1 stycznia co najmniej 1740 zł w wynagrodzeniu zasadniczym. Obecnie około stu pań zarabia poniżej tej kwoty.

Dyrektor wyjaśnił, że dodatkowo, od 1 stycznia zmienia się kwota minimalnego wynagrodzenia, która będzie wynosiła 2100 zł brutto.

– Musimy więc spełnić dwa warunki – ten, wynikający z rozporządzenia Rady Ministrów o wynagradzaniu pracowników samorządowych, oraz dotyczący minimalnego wynagrodzenia – podsumował Maciej Krzemiński.

– Chciałbym jeszcze sprostować, że nie ma takiej możliwości, żeby pracownik nie otrzymywał kwoty minimalnej, która teraz wynosi 2 tys. zł – dodał dyrektor. – Ja nie mówiłem, że nie otrzymuje. Ale gdyby odjąć trzynastkę i premię, to minimalnej kwoty by nie było – zaoponował Marek Krysztofiak. – To są wszystko składniki wynagrodzenia – stwierdził Maciej Krzemiński. – Ale płaca minimalna powinna być liczona bez premii, bo ona jest uznaniowa – argumentował radny.

Wszystkie przepisy, które wymieniał dyrektor ZJO, mają wejść w życie od 1 stycznia 2018. Dlaczego więc w pierwszej propozycji prezydent Płocka mówił o podwyżkach od kwietnia? – Trudno mi na ten temat dyskutować. Myślę, że władze miasta analizowały sytuację wszystkich pracowników zatrudnionych w jednostkach oświatowych w Płocku. I prawdopodobnie z tych analiz wyszedł taki wniosek, że trzeba to zrobić już od 1 stycznia – powiedział Maciej Krzemiński.

– Pan dyrektor powiedział, że rozporządzenie jest z sierpnia, więc 2 listopada, podczas nadzwyczajnej sesji, było wiadomo, że takie rozporządzenie wchodzi w życie. Pan prezydent zrobił więc wybieg, proponując podwyżki od kwietnia, a teraz niby ustąpił, proponując 180 zł od stycznia, wiedząc, że i tak zgodnie z tym rozporządzeniem musi podwyżki wdrożyć od początku roku. Jest to typowy zabieg pr-owski – wyraził swoją opinię Marek Krysztofiak. – Do tego jest jeszcze rok wyborczy, więc ładnie to będzie wyglądało – dodał.
Radny stwierdził, że dodatkowo “kupuje się” pracowników, gdyż nagle znalazły się pieniądze na premie świąteczne, po 523 zł netto na każdy etat.

– Mogę jedynie powiedzieć, że w tym czasie, kiedy była podejmowana decyzja o podwyżkach, trwały jeszcze analizy – powiedział Maciej Krzemiński. – Rzeczywiście, mogło się zdarzyć tak, że władze miasta nie dysponowały jeszcze pełną informacją na temat poszczególnych pracowników. Jeśli chodzi o premię świąteczną – pewnie to jest również pokłosie analizy wynagrodzeń pracowników samorządowych w mieście – tłumaczył.

– I znowu muszę, niestety, nie zgodzić się z tym – wtrącił Marek Krysztofiak. – Skoro pracownicy we wrześniu informowali mnie, że nie osiągają tej płacy minimalnej bez premii i trzynastki, to nie sądzę, żeby Zarząd Jednostek Oświatowych, kierowany przez tyle lat przez pana dyrektora, nie miał tej wiedzy. Druga sprawa, podczas nadzwyczajnej sesji skarbnik i prezydent twierdzili, że miasta nie stać, żeby ta podwyżka była od stycznia, bo wtedy kwota łączna wzrastała do 7,5 mln zł – argumentował. – No i ona teraz wzrosła – potwierdził Maciej Krzemiński.

– Więc na początku listopada 5,5 mln zł to był szczyt marzeń, a teraz okazuje się, że łącznie z premiami świątecznymi będzie około 9 mln zł. I się znalazło – podliczył radny.

Dyrektor zwrócił uwagę, że podczas sesji rady skarbnik przekazał informację, iż w ostatnich miesiącach znacznie zwiększyły się wpływy z podatku CIT. – Miasto więc dysponuje większymi środkami, niż przypuszczano – stwierdził Maciej Krzemiński. – Dokładnie to samo mówiłem w listopadzie skarbnikowi, wtedy nie miało to znaczenia – zaoponował Marek Krysztofiak.

Mniejsza subwencja to obciążenie samorządu

Dyrektor ZJO zapowiedział, że zaplanowana podwyżka będzie wdrożona w taki sposób, aby oddzielne środki były na pracowników administracji, a oddzielne na pracowników obsługi. Ma to ograniczyć nierówne przyznawanie podwyżek przez dyrektorów placówek oświatowych. – Wszyscy powinni więc otrzymać kwotę zbliżoną do 180 zł – dodał.

Marek Krysztofiak zauważył, że nie ma możliwości nakazać dyrektorowi placówki, aby równo podzielił podwyżki. Stwierdził, że gdyby władze miasta przyznały wnioskowaną kwotę 300 zł na etat, byłoby łatwiej o zauważalną podwyżkę dla każdego pracownika.

Maciej Krzemiński wyraził opinię, że dobrze, iż jest chociaż kwota 180 zł na etat. – Nie zapominajmy jednak, że większość środków na utrzymanie oświaty pochodzi z budżetu państwa. Nie może być sytuacji, w której pracownicy samorządowi będą zarabiali bardzo dobrze, w przypadku, gdy finansowanie z budżetu państwa jest słabe. A takie właśnie było w tym roku – podkreślił dyrektor ZJO. Dodał, że tegoroczna subwencja była mniejsza, niż w 2016 roku. – Teoretycznie, co wynika z ustaw, subwencja powinna wystarczyć na pokrycie kosztów, natomiast zdecydowanie nie wystarcza i samorząd musi dokładać z własnych pieniędzy – stwierdził.

– Subwencja idzie za uczniem, a mamy mniej uczniów – wyjaśnił Marek Krysztofiak. – W roku przyszłym ma być ta kwota wyższa – dodał. – Jeżeli państwo raz nie da kwoty, wystarczającej na pokrycie kosztów, to ta kwota już zostanie. Minister edukacji zarządził podwyżkę nauczycieli o 1,3%, co oznacza ponad 2 mln zł dla budżetu miasta. W ślad za tą podwyżką nie poszły pieniądze z ministerstwa – tłumaczył Maciej Krzemiński.

Marek Krysztofiak przypomniał, że ostatnia podwyżka miała miejsce 2012 roku, więc tegoroczna podwyżka ministerialna to tylko inflacja. – Skoro waloryzacja wynosi 1,3% i podwyżka wynosi 1,3%, to nie jest to absolutnie podwyżka – podkreślił. – Ale niezależnie od tego, jak to nazwiemy, ktoś musi za to zapłacić – odpowiedział dyrektor.

Pracownicy w placówkach integracyjnych dostaną mniej?

W placówkach integracyjnych pracownicy obsługi mają dodatek 10% za zwiększony zakres obowiązków. Dlaczego ten dodatek jest wliczany do planowanych podwyżek płac od stycznia 2018 r.? W innych placówkach, gdzie nie ma tego dodatku, pracownicy otrzymają średnio 180 zł brutto na etat, a w przypadku placówek z integracją podwyżka będzie pomniejszona o ten dodatek.

– To wynika z nieporozumienia – podkreślił Maciej Krzemiński. – Pracownicy samorządowi mają skończoną liczbę składników wynagrodzenia. Jest to premia, którą dyrektor przyznaje tym pracownikom na zasadzie określonej w regulaminie, do czego ma prawo. Rolą dyrektora, jako pracodawcy, jest ustalenie takiej wysokości premii, żeby odpowiadała zaangażowaniu, kompetencjom pracownika, czy zadaniu, które on realizuje. Natomiast środki kalkulujemy na podwyżki standardowo dla wszystkich. Trzeba pamiętać, że w placówkach integracyjnych pracują tacy sami pracownicy, jak wszędzie – argumentował.

Nie da się jednak ukryć, że zakres ich obowiązków jest zdecydowanie większy. – Ci pracownicy są zatrudnieni wyłącznie w placówkach integracyjnych. Zostali specjalnie zatrudnieni w tych oddziałach, żeby wykonywać te obowiązki – tłumaczył dyrektor. Ale czy w związku z tym, mają wyższe wynagrodzenie? – To zależy od dyrektora – przyznał Maciej Krzemiński. – Ustawodawca nie przewidział żadnych dodatków dla pracowników obsługi za pracę w placówkach integracyjnych – dodał.

Wyjaśnił również, że premia w wysokości 10% jest utrwalona tradycją, co nigdy nie było kwestionowane przez Zarząd Jednostek Oświatowych.

Planowanie podwyżek? Jak za Milewskiego

W jaki sposób, według radnego, powinny być planowane podwyżki dla pracowników obsługi i administracji? Corocznie podczas sesji, czy może w stały sposób?

– Odpowiedź jest bardzo prosta. Podobnie jak za czasów prezydentury Mirosława Milewskiego, kiedy to co roku o 1% wzrastał dodatek motywacyjny – powiedział zdecydowanie Marek Krysztofiak. – Jeżeli chodzi o pracowników administracji i obsługi, co roku była podwyżka około 150-200 zł. Myślę, że powinno to być uzależnione od wielu czynników, ale można to ustalić np. na 5% powyżej planowanego wzrostu inflacji – stwierdził radny. Jak podkreślił, tak to funkcjonowało, dopóki prezydentury nie objął Andrzej Nowakowski.

Dodał również, że jeśli władza nie zmieni się w przyszłym roku, to prawdopodobnie na kolejne podwyżki będzie można liczyć dopiero w 2022 roku, czyli kolejnym wyborczym. – Obym był złym prorokiem – zastrzegł.

– Ja nie jestem przeciwny wysokim podwyżkom. Zawsze łatwiej jest pracować z ludźmi, którzy są dobrze wynagradzani. Chciałbym, żeby zarabiali jak najwięcej – przyznał Maciej Krzemiński. – To jako ciekawostkę powiem, że ponad 50 podpisów za podwyżką było właśnie z Zarządu Jednostek Oświatowych – wtrącił Marek Krysztofiak. – Zawsze działania, które dążą do podwyżek są dobre. Pod warunkiem, że mamy pieniądze na podwyżki – podsumował dyrektor ZJO.

Temat wynagrodzeń w oświacie jest bardziej gorący, niż przypuszczaliśmy – nie wyczerpaliśmy nawet połowy z listy pytań. – Sądziłem, że moim rozmówcą będzie wiceprezydent Siemiątkowski, więc przygotowałem pytania z różnego zakresu. Mam więc nadzieję, że prezydent Siemiątkowski zechce jednak przyjść i twarzą w twarz porozmawiać na ten temat – podkreślił radny Marek Krysztofiak.
My również bardzo sobie tego życzymy.

A na kolejny odcinek “Twarzą w twarz” zapraszamy już w nowym roku.

Podziel się:

1 komentarz

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji