Driftingowa wicemistrzyni Europy

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Mogłoby się wydawać, że motorsport to przestrzeń ściśle zarezerwowana dla mężczyzn. Nic bardziej mylnego.

Historia motoryzacji zna takie kobiety, jak Jutta Kleinschmidt, Danica Patrick czy Martyna Wojciechowska. Kobiety te były swojego rodzaju inspiracją dla pań, które chciałyby spróbować męskiego hobby. Jednak Jutta Kleinschmidt już nie jeździ, Martyna Wojciechowska zwiedza świat, a o Danice Patrick słyszymy stanowczo za mało, aby ją naśladować.

Za to Karolina Pilarczyk to kobieta z ikrą. Jeździ w kobiecej serii Driftingowych Mistrzostw Europy i ostatni sezon zakończyła na drugiej, bardzo mocnej pozycji. Gdy obserwujemy jak jeździ, płeć może zdradzać jedynie utrzymany w różowych barwach Nissan 200 SX. Nas zaciekawiło, co skłoniło Karolinę do zajęcia się driftingiem, który w Polsce, szczególnie w czasach początków jej kariery, był dyscypliną bardzo mało popularną? – Drift jest bardzo mało popularny, ale dopiero się rozwija – mówi Karolina Pilarczyk. – Jest jedną z najszybciej rozwijających się dyscyplin motorsportowych. Ja kocham drifting i kocham w nim to, że mamy dużą swobodę co do mocy i ustawień samochodu. Niewiele jest już dyscyplin motorsportowych, w których te auta brzmią i ryczą. Weźmy na przykład Formułę 1, która zawsze kojarzyła nam się z rykiem silnika, a teraz niekoniecznie – powiedziała driftingowa wicemistrzyni Europy.

Często bywa tak, że rodziny mają długoletnie tradycje jeśli chodzi o motorsport – ścigali się dziadkowie, ścigał się ojciec, więc i dzieci naturalnie wchodzą w ten sport. Przypadek Karoliny jest inny. – Ja jestem czarną owcą w rodzinie – mówi wicemistrzyni. – Nikt nie rozumie motorsportu z osób mi bliskich. Rodzice i mój brat często na to patrzą jak na jakąś moją fanaberię. Jak wsiadłam pierwszy raz do samochodu, to się w nim zakochałam i stwierdziłam, że to jest coś co chcę robić i konsekwentnie dążyłam do zbudowania auta moich marzeń – wyznaje Karolina.

W świecie pełnym mężczyzn kobieta musi być naprawdę odważna i musi mieć zdecydowanie wielkie… jajniki, tym bardziej odnosząc takie sukcesy. Ani w jeździe Karoliny, ani w stylu bycia nie widać pogardy dla mężczyzn, ale nie widać też, aby koledzy wywierali na niej presję. Czy jedyna kobieta w Polsce, która uprawia drifting na takim poziomie ma potrzebę pokazania facetom, że jest lepsza od nich? – Może nie chcę im czegoś udowodnić, ale zdecydowanie chcę pojechać dobrze – mówi Pilarczyk. – Jednak przez to, że jest mało kobiet w tym sporcie, ludzie nie wybaczają mi błędów. Jeżeli ja testuję auto, to od razu bardzo szeroko komentowany jest każdy błąd. Jeżeli kolega testuje samochód, wtedy mówią, że testował auto i miało prawo mu nie wyjść. Nauczyłam się jednak nabierać do tego dystansu – podsumowała.

Polska zawodniczka jest niesamowita, jeździ jak mało kto, a przy tym sprawia wrażenie najsympatyczniejszej osoby na świecie, z resztą większość drifterów taka jest. Pięknie wygląda, gdy spod kasku śmieją się umalowane oczy, a gdy zdejmuje rękawiczki, widzimy paznokcie w kolorze auta. Karolina Pilarczyk na pewno może być inspiracją dla wszystkich kobiet i nie tylko.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji