Wonderland, czyli Parlament, jakiego nie znamy

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

4 kwietnia w Rock 69 odbyło się spotkanie z dziennikarzem i fotografem Wiktorem Dąbkowskim, który pokazał świat, jakiego nie znamy. To świat dziwny, pełen piękna i brzydoty, ukrytej za wystylizowaną fasadą.

W Brukseli Wiktor znalazł się, chcąc zmienić swoje życie. Postanowił wrócić do swojej pasji – fotografowania – i zostać pierwszym polskim fotografem w Parlamencie Europejskim. – To był zbieg okoliczności, ponieważ pracowałem wówczas dla małej agencji “Reporter”, a przyjęto, że jestem z dużej agencji “Reporters” – z uśmiechem opowiadał fotograf.

W tej instytucji nie brakuje wydarzeń, które odbywają się każdego dnia, więc pracy jest mnóstwo. Trzeba wybierać, na które się udać, żeby zrobić dobre zdjęcia. – Pierwsze moje zdjęcie na okładce pojawiło się, gdy w pobliżu Brukseli odbywało się spotkanie Trójkąta Weimarskiego, na którym był m.in. prezydent Kaczyński – odpowiedział Wiktor na pytanie prowadzącego rozmowę Michała Kublika. – Zrobiłem fotografię, na której wyglądało jakby Schroeder wypychał Kaczyńskiego przez okno. Miałem szczęście, bo nikt inny tego nie zauważył. W ten sposób moje zdjęcie pojawiło się w polskiej prasie, w tym na okładce “Polityki”.

Potem fotograf zaczął wysyłać swoje prace do innych agencji, również zagranicznych. Po krótkim czasie miał już podpisane umowy z sześcioma agencjami, które reprezentują cały świat. – Czasami zdarza się, że robię tysiąc fotografii jednego dnia – wyjaśniał autor wystawy. – Praca jest tu bardzo intensywna – dodał.

Płocczanin nie poprzestał na pracy dla agencji. Wymyślił projekt, który miał w założeniu obrazować budynki Parlamentu, ale nie te piękne, znane z pierwszych stron gazet, lecz “od zaplecza”, niekoniecznie urodziwego, czasem obrazującego piękną fasadę i tył, będący zupełnym przeciwieństwem.

Wonderland to asystenci europosłów, bez twarzy, nie wyróżniający się wyglądem, za to ogromnie pracowici i… kiepsko opłacani. To historia stosunku ludzi i autora zdjęć do wnętrz Parlamentu Europejskiego, Komisji Europejskiej czy Rady Europejskiej. – Jest to opowieść o człowieku i biurokracji, o systemie – tłumaczył Wiktor Dąbkowski. – Myślę, że podobne zdjęcia można zrobić w każdym miejscu, w którym rządzi biurokracja.

Widzimy więc i filiżanki po kawie, przeznaczonej wyłącznie dla europosłów i ich gości, a także te, których używają asystenci. Widzimy poplamiony fotel, który służy do relaksu w maleńkim pokoju z ogromnym oknem i widokiem na piękny krajobraz brukselski. Zadziwia opowieść o dywanach w dwóch kolorach – niebieskim i czerwonym – które codziennie są zwijane i rozwijane przy pomocy specjalnej maszyny. Nieco śmieszy klimatyzacja, skonstruowana przy pomocy masztu flagowego i krzeseł, której wylot umiejscowiony jest we wnętrzu pokoju, zamiast na zewnątrz, i powoduje jeszcze większą duchotę. Ciekawostką jest kaplica, w której znajdują się akcesoria różnych religii, a msze odbywają się w różnych obrządkach, w zależności od kapłana, który tę mszę prowadzi.

Opowieść fotografa wciągała, ukazywała nam zupełnie inną perspektywę funkcjonowania Parlamentu, w którym codziennie odbywają się bankiety, z darmowym jedzeniem (oczywiście z kieszeni podatnika). – Znam osoby, które dzięki temu oszczędzają, stołując się na tych bankietach – opowiadał Wiktor. – Tu zjedzą kanapkę, tam napiją się wina czy szampana i tak żyją.

Smutnym symbolem tej instytucji jest zdjęcie dwóch metalowych foteli, które stoją na zewnątrz budynku. – Fotele są źle skonstruowane, na zgięciu zatrzymuje się woda, która potem spływa jako okropna maź, powodując rdzewienie tych siedzeń. Mówią trochę o stanie Unii – psują się od spodu – podsumował autor wystawy.

Zdjęcia polskiego fotografa z Brukseli, Luksemburga i Strasburga będzie można również zobaczyć w książce, która prawdopodobnie będzie wydana już w maju.

Podziel się:

Brak komentarzy

  1. to musiało być ciekawe spotkanie…świetne,że są ludzie, którzy chcą nam pokazać ‘wielki świat’ z nieco innej strony

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji