Eugeniusz Szelągowski jest doskonale znany płockiej publiczności, która właśnie wczoraj o tym dobitnie zaświadczyła, tłumnie przybywając na wernisaż malarstwa artysty do Płockiej Galerii Sztuki. Audytorium było tak liczne, że w pewnym momencie niezbyt pojemna szatnia pękała w szwach i zabrakło… wieszaków na płaszcze!

Jeżeli nic nie umknęło mojej uwadze, ostatni raz mogliśmy oglądać obrazy Eugeniusza Szelągowskiego w tej samej placówce w 2015 roku w trakcie zbiorowej wystawy „Natura rzeczy”. Nic zatem dziwnego, że spragnieni nowych, estetycznych wrażeń płoccy miłośnicy sztuk plastycznych tak gremialnie uhonorowali artystę.

Fot. Waldemar Robak

Eugeniusz Szelągowski urodził się w 1952 roku w Płocku. Edukację malarską podjął na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w pracowni prof. Mieczysława Wiśniewskiego, a w 1985 roku otrzymał dyplom. W swym artystycznym dorobku ma wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych, które odbyły się w Płockiej Galerii Sztuki, warszawskiej Zachęcie, kilku miastach Wielkopolski, Kazimierzu Dolnym, miastach Lotaryngii, a jego obrazy zdobią kolekcje w kraju i za granicą.

Twórczość malarza można podzielić na kilka okresów. Po ukończeniu studiów skierował się w stronę abstrakcji, która jednakże w mym przekonaniu nigdy nie straciła inspiracji naturą. Na naszej wystawie wśród innych ponad 150 obrazów pojawiło się również kilka dzieł z tego okresu. Przy odrobinie wyobraźni można powiedzieć, że są to raczej nadzwyczaj syntetycznie potraktowane pejzaże, a każdy z nich ma w sobie przestrzeń, swobodę, odnosi się wrażenie, że można głęboko nabrać powietrza w płuca…

Fot. Waldemar Robak

Obrazy nie są zamrożone w dwuwymiarze – jest w nich ruch przepływających cumulusów, zachodzącego słońca, podmuchu wiatru, torującej sobie bezpardonowo drogę rozgrzanej lawy… Tak zatem abstrakcja jest tu moim zdaniem tylko artystyczną konwencją, kanwą do ekspresji zachwytu nad pięknem natury. Zresztą sam Juan Miró powiedział: „Dla mnie forma nigdy nie jest abstrakcyjna, to jest zawsze człowiek, ptak, czy cokolwiek innego”.

Prace Eugeniusza Szelągowskiego z lat osiemdziesiątych charakteryzują się również poszukiwaniami artysty w zakresie niekonwencjonalnych zestawień kolorystycznych, a także faktur obrazów oraz wykorzystaniem różnych rodzajów farb i narzędzi malarskich.

Tymczasem początek lat dziewięćdziesiątych zaowocował skierowaniem się malarza w stronę realizmu. Obrazy z tego okresu utrzymane są w różnych tonacjach szarości, a ich tematami stają się portrety i miejskie pejzaże. Odnajdziemy tu jakże nam znane, skadrowane obrysem sfatygowanych bram płockie podwórka, jak też kamienne, wiekowe czynszówki i ulice włoskich miasteczek. W pozornej monochromatyczności czai się jednakże ekspresja. Prace przykuwają naszą uwagę, wciągają klimatem zapomnianego universum, które od wieków rządzi się swoimi prawami, gdzie urodziny przeplatają się ze śmiercią, gdzie kwilenie dziecka wplata się w przynoszący ulgę szloch, i tak od wieków mury stają się niemymi świadkami ludzkiego, jakże krótkotrwałego żywota…

Fot. Waldemar Robak

Kolejny przełom nastąpił w 1997 roku, kiedy to Eugeniusz Szelągowski osiedlił się w Słupnie. W takim momencie krytycy sztuki mówią, że paleta malarza znacznie się rozświetliła, tak też było tym razem. W obrazach Eugeniusza Szelągowskiego na dobre zagościł kolor i to zupełnie nie skrępowany, spontaniczny, kolor natury obserwowanej z bliska – o wschodzie i zachodzie, w pełnym słońcu i przy mglistym poranku. W tym czasie powstały liczne przedstawienia pól i łąk Słupna, a także okolic wykonane w plenerze, a potem dzięki zagranicznym eskapadom – pejzaże Włoch, Francji i Ukrainy.

Inklinacji tego okresu twórczości malarza z malarstwem impresjonistycznym nie sposób w tym miejscu pominąć, a jest ku temu kilka powodów. Przede wszystkim, o czym już wspomniałem niemal decydująca jest tu praca w plenerze, obserwacja natury o każdej porze dnia, bezpośredni kontakt z przyrodą, odczuwany każdą cząstką ciała i umysłu.

Fot. Waldemar Robak

Następną differentia specifica, świadczącą o zbliżeniu do tego gatunku malarskiego jest „wrażeniowy” zapis krajobrazu śmiałymi, bezkompromisowymi pociągnięciami pędzla, tak jak gdyby artysta obawiał się, że to co w tej chwili ma przed swymi oczami za chwilę bezpowrotnie umknie i już nie powróci. Zresztą wiele obrazów jest jakby… nie dokończonych – na ich obrzeżach widać podmalówkę, ale jest to oczywiście celowy zabieg, wzmagający jeszcze bardziej wrażenie szybkiego, malarskiego zapisu, ulotności, czystej, bezkompromisowej impresji. Nie da się również pominąć świetlistej palety barw, czasem niezwykle swawolnej, czasem nawet ekstrawaganckiej, ale przynoszącej zupełnie osobliwe poczucie spokoju i ukojenia. Oczywiście nie twierdzę, że nasz malarz stał się w ostatnim okresie impresjonistą, zbieżność wynika jedynie z metody pracy i twórczych konotacji.

Obrazy Eugeniusza Szelągowskiego wyróżnia jeszcze jeden atrybut – doskonały warsztat malarski. Tak jak my używamy długopisu, komputera, guzików przy ubraniu, klucza do drzwi, czy też telefonu – z taką samą łatwością malarz posługuje się pędzlem i utwierdza nas w przekonaniu, że już na samym początku powstawania pracy doskonale wie, jaki będzie jej końcowy efekt – trudno w tej sytuacji uciec od określenia „warsztatowe mistrzostwo”.

Fot. Waldemar Robak

Jednakże oprócz obrazów mamy jeszcze jeden bonus – rysunki malarza wykonane piórkiem i kredką wyeksponowane w „Galerii Kreski”. Lekkie pociągnięcia narzędzia konstytuują miejską przestrzeń, określają obszary światła i cienia, budzą naszą wyobraźnię, prowadzą do miejsc nam doskonale znanych, jak i takich których być może dane nam będzie zobaczyć…

Co można powiedzieć o wernisażu tylko w jednym zdaniu? To istna uczta dla oczu i dla naszej wyobraźni. A jeżeli ktoś z bliska nie obejrzał obrazów Moneta, Sisley’a, Pisarro, Renoira – niech się wybierze do Płockiej Galerii Sztuki, aby się dowiedzieć, jak powstawało pierwsze wrażenie, czyli impresja…

Podziel się:

Zostaw Komentarz