REKLAMA

Z pożółkłych szpalt Korespondenta Płockiego

REKLAMA

Tak już się utarło, że najczęściej przeglądając karty Korespondenta poszukujemy analogii pomiędzy współczesnością, a tym co absorbowało płocczan 140 lat temu… Jednakże nie tym razem, bowiem w sierpniowych doniesieniach wiekowej gazety nie dopatrzymy się wzmianki, iż nasi przodkowie zauważyli, kiedy zaczęły pękać kasztany, że lato dobiega swego schyłku, a uczniowie wrócili do szkół. Bieżące wiadomości tylko z rzadka traktowały o sprawach codziennych, tymczasem rubryki policyjne i sądowe pękały aż w szwach – najwyraźniej w Płocku w tym czasie zalęgło się zło!

Rozpocznijmy od wydawałoby się niezwykle chwalebnej notatki z dziedziny kultury, z pozoru tylko nie zapowiadającej żadnej makabry, a dotyczącej poety i zapalonego bibliofila, którego niezwykle cenny księgozbiór pozwolił na reaktywację w 1907 roku biblioteki Towarzystwa Naukowego Płockiego:

„Dobra wiadomość dla piśmiennictwa polskiego – najznakomitszy z żyjących Płocczanin Gustaw Zieliński – autor „Kirgiza” po długim milczeniu, które jednak nie było odpoczynkiem, ale przygotowaniem do ważnej a nieukończonej jeszcze pracy dziejowej, wkrótce nowym obdarzy nas poematem p.t. „Samobójca”. Utwór ten drukujący się już w Toruniu w tłoczni Buczyńskiego – znany jest z drukowanych dotąd ustępów, których piękność prawdziwa, dziś już niespotykana sprawia, że tem niecierpliwiej oczekujemy ukazania się całości.”

Mądrzy ludzie powiadają, że „jak się kracze, to się i coś wykracze”, a czasem zaprawdę niewiele potrzeba, żeby nieszczęście pojawiło się i to całymi seriami. Prześledźmy zatem wiadomość, która ukazała się następnego dnia. Przypadek…? Nie sądzę:

PowiązaneTematy

„Wypadki utonięcia powtarzają się. W piątek po północy August Tyll właściciel berlinki, stojącej wówczas na kotwicy pod Płockiem, człowiek 33 letni, pozbawił się życia przez utopienie. Skoczył on do wody na głębinie w nocy, podczas gdy załoga cała pogrążona we śnie była. W samobójcy tak silne było postanowienie pozbawienia się życia, że pomimo iż pływać dobrze umiał i był rozebrany, w chwili największego niebezpieczeństwa nie usiłował ratować się. Pozostawił żonę i troje dzieci, pochodził z Gdańska, ciało jego dopiero w sobotę odnalezione zostało.”

Tak zatem stało się jasne, że na kolejne nieszczęście nie trzeba będzie długo czekać. Już dwa dni później miasto obiegła nie mniej wstrząsająca wieść:

„Dziś rano o godzinie 8 ej młody druciarz 18 letni, kąpiąc się sam na bystrej wodzie od strony Radziwia, przy brzegu piasków tworzących kępę na środku Wisły, utonął i ciało jego dotąd znalezionym nie zostało. Nieszczęśliwa ofiara zdradzieckich nurtów Wisły był Słowakiem z doliny Spiżu; nazywał się Medwedyk Pesko Johan.”

Jeśliby ktokolwiek naiwnie sądził, że plagi wszelkie skoncentrowały się jedynie w pobliżu Wisły i tylko tam antychryst, naigrawając się z biednych ludzi, wystawiał czarci ogon – to niewątpliwie był w wielkim błędzie. Nikczemność, jak cuchnąca maź piekielna, rozlała się również po płockich ulicach, zaułkach i jarmarkach, a na dowody tegoż stanu nie trzeba było długo czekać:

„Zamachy na zdrowie publiczne ze strony fałszerzy wiktuałów i niesumiennych przekupniów są rzeczą nader często trafiającą się na naszych targach, pomimo całej czujności policyi. Z ostatnich dni kilku mamy do zaznaczenia nowe konfiskaty szkodliwych produktów spożywczych i sprawy z tego powodu przed Sąd wytoczone. Adam i Maryanna Świerczyńscy za sprzedaż mięsa nieświeżego skazani zostali; ona na rubli 75 lub cztery tygodnie aresztu, on na dni dwadzieścia więzienia. W przeszły wtorek oprócz skonfiskowania pół wieprza, z powodu iż mięso nie było świeże, wylano nadto kilka garncy mleka, sprawdziwszy w nim znaczną ilość dolanej wody. Spodziewać się należy, iż obecna czujność policyi położy nareszcie kres zamachom na zdrowie i kieszeń publiczności.”

Jak Państwo sądzicie, czy nasi pradziadowie posługiwali się tak pokrętnym, prawniczym potworkiem, jakim jest RODO? Oczywiście pytanie jest retoryczne, jednakże mam takie wrażenie, że przysłowiowy Kowalski z sąsiedniego podwórka tylko raz pokusiłby się o zwiększenie zysku „modyfikując” mleczko „prosto od krowy” z dwóch powodów; po pierwsze – było by mu wstyd przez znajomymi, a po drugie – pewnie nikt by już od niego tych wątpliwej jakości smakołyków nie kupił… Ot, siła społecznego ostracyzmu jest po prostu w dzisiejszych czasach zupełnie nie doceniana, a nawet więcej, poprzez absurdalne przepisy, przesadnie chroniące ludzką prywatność, zdecydowanie poszła do lamusa. Kończąc tę dygresję zajrzyjmy, o czym jeszcze donosiła nasza sędziwa gazeta. Dotąd wiadomo nam było, że nikczemne występki są domeną człowieka, ale któż słyszał żeby na ludzi rzucił się mebel?

„W ulicy Szerokiej przy jednym z kramików ulicznych stała szafa na sprzedaż wystawiona. W niedzielę o godzinie 2 ej po południu, koło miejsca tego dwóch włościan wózkiem przejeżdżało; nie widząc nikogo przy szafie zabierają jak swoją, ładują na wóz i dalejże wyciągniętym truchtem do Radziwia. Ale łatwo nabytym sprzętem długo się nie cieszyli przywłaszczyciele, gdyż policya natychmiast powiadomiona, dając dowód nadzwyczajnej szybkości w działaniu, przytrzymała ich na moście. Kmiotkowie podobno tłumaczyć się mają, iż szafa stała na drodze, że minąć jej nie mogli i stąd zawadzili o nią – skutkiem czego niepostrzeżenie dla nich – uczepiła się wózka itd. Jak to jest niebezpiecznie – jeździć nieuważnym ludziom po ulicach naszego grodu!”

Śledząc uważnie redakcyjne komentarze bieżących wypadków nietrudno zauważyć, że od pewnego czasu płocka policja zbierała nadzwyczaj pochlebne recenzje; być może karząca ręka sprawiedliwości w swym działaniu osiągnęła skuteczność satysfakcjonującą większość obywateli, a może… redaktor naszego pisma odsłonił swą ciemną stronę ludzkiej natury i jakimś postępkiem podpadł władzy! Tego już się pewnie nie dowiemy, jedno jest pewne – zło zataczało coraz szersze kręgi, pochłaniało kolejne, nawet młodociane ofiary:

„Banda młodych rzezimieszków – której niebezpieczni członkowie zgłaszając się do mieszkań, a szczególniej do kuchen, kradli co pod rękę wpadło, została wczoraj przez policyę wykrytą. W związku z tą bandą znajduje się pewna kobieta – Izraelitka, która będąc rodzajem impresarya tego towarzystwa, przechowywała i handel prowadziła temi skradzionemi przez chłopców przedmiotami, a do niej znoszonemi. Ujęta banda do dyspozycyi Sądów oddaną została.”

Nie dość, że ciemna strona mocy rekrutowała swych adeptów niemal w przedszkolach, to również wyciągała swe macki nawet w kierunku tak zwanych wyższych sfer. Oto, co przytrafiło się pewnemu jubilerowi:

„W przeszłym tygodniu do sklepu przedmiotów złotniczych przy Grodzkiej ulicy, weszła nieznajoma dama. Ubiór jej i cała powierzchowność nie tylko budziła zaufanie w kupcu, ale także napełniła duszę jego słodką nadzieją znacznej i korzystnej sprzedaży. Dama prosiła o pokazanie sobie najpiękniejszych i najkosztowniejszych pierścieni; po przerzuceniu kilkudziesięciu zwrócił jej uwagę pierścionek męski z kosztownym turkusem okolonym perełkami, który zaceniony został na rubli 18. Dama nieznajoma na tę cenę przystać nie chciała i po przerzuceniu kilku biżuteryj wyszła ze sklepu. Po jej odejściu kupiec porządkując kosztowności z przerażeniem dostrzegł, że ów turkusowy pierścień zniknął… wraz z damą! Nie tracąc czasu kupiec sklep zamyka i bieży w tę stronę, w którą dama się udała; przebiega więc ulicę Grodzką, dalej Warszawską, wpada na Plac i tu spostrzega sunącą z wdziękiem nieznajomą swoją. Zbliża się do nieznajomej i z całą grzecznością prosi o zwrot pierścienia. Dama spojrzała na kupca wzrokiem spłoszonej gazeli i zaraz dalej płacąc uprzejmością za grzeczność, oddała mu go z ujmującym wdziękiem, po czym krokiem lekkim a posuwistym zwróciła się ku Więziennej ulicy. Widzowie przypatrujący się z dali tej scenie mogli posądzić kupca o schadzkę tajemną, a damę o obdarowanie go drogą pamiątką; nigdy zaś nie przypuścili by, że epizod ten był prostem odzyskaniem skradzionego przedmiotu.”

Na szczęście zdarzały się również przypadki mniejszego kalibru, tym niemniej złodziejska brać „pracowała” z zapałem i w dzień i w nocy:

„Panu W. jadącego z Kutna omnibusem, skradziono w Płocku na ulicy Mostowej około 1 ej po północy dwie walizy leżące na omnibusie. Kradzieży dokonano, gdy omnibus jechał, za plecami furmana i podczas ożywionej rozmowy toczącej się wewnątrz wehikułu. Nad ranem znaleziono na ulicy Warszawskiej rozerżniętą jedną z waliz z zostawionym wspaniałomyślnie szapoklakiem. Widocznie złodziej jest zwolennikiem czapki. Policya dzięki energicznemu działaniu sprawców już wykryła.”

Wycieńczona skomasowanym atakiem nieprawości ludność czasem chciała odetchnąć, zabawić się, przeżyć choćby chwilę beztroski. Tu z pomocą przyszło pewne, całkiem inteligentne zwierzę, jednakże cóż z tego, skoro dalej nie można było stracić do końca czujności. Tym razem, mimo wysiłków darwinowskiego pobratymca, ucierpiały gapowate służące:

„Osobliwość w tych dniach się ukazała na ulicach naszego miasta. Jest nią mała małpka żywiąca dwóch dorodnych i spasłych synów błogosławionej Italii. Małpka zachęcana głosem katarynki i zrozumiałemi widać dla niej przemowami Włochów skacze, wykrzywia się pociesznie i kłania zgromadzonej gawiedzi, która za to widowisko sypie grosze do kieszeni impresaryów. Widowisko to niekiedy drogo przypatrujących się kosztuje, rzezimieszkowie bowiem korzystają z cisnącego się tłumu i z kieszeni zachwyconych małpką widzów, co się trafi wyciągają. W ten sposób kilka już służących, wysłanych za sprawunkami na miasto, okradzionych już zostało.”

Wszyscy jesteśmy ciekawi, jak długo jeszcze złe moce nękały nasz Płock, czy nie uczyniły z niego przypadkiem przeklętej góry, gdzie demony wyprawiają co noc szatańskie harce… Być może tak było, jednakże o tym dowiemy się dokładniej już za miesiąc…