Zarzuty byłych wolontariuszy, interwencje poselskie i kontrole instytucji publicznych – wokół Fundacji Pomocy Zwierzętom „Pomagamy Płockim Zwierzakom” z siedzibą w Koszelewie utworzył się poważny konflikt. Jedni mówią o dramatycznych warunkach i cierpieniu zwierząt, inni – o braku podstaw do stwierdzenia rażących zaniedbań.
„Smród, brud i brak opieki” – relacje wolontariuszy
O interwencję w tej sprawie poprosiła nas Pani Kasia, która była związana jakiś czas z fundacją, zarządzającą przytuliskiem w Koszelewie. Przekazała nam informacje, oświadczenia i zdjęcia od wielu osób, mających wiedzę w tej sprawie. Byłe wolontariuszki fundacji opisują sytuację w Koszelewie, jako skrajnie trudną. W ich relacjach powtarzają się zarzuty, dotyczące warunków bytowych zwierząt, opieki weterynaryjnej oraz organizacji pracy.
– Zbyt mała ilość kuwet, ich brak opróżniania, brak wody dla kotów, ogromny smród i brak wentylacji – wylicza pani Anna, która działała w fundacji od stycznia do czerwca 2024 roku.
Wskazuje również na poważniejsze problemy: brak leczenia, zamykanie chorych zwierząt w klatkach bez opieki czy wydawanie do adopcji kotów w złym stanie zdrowia.
Jeszcze ostrzej sytuację opisuje Monika, była wolontariuszka i kierowca fundacji:
– Przede wszystkim, prezes fundacji pani Jolanta Blejzon zajmuje się ok. 70 zwierzętami, sama, co fizycznie nie pozwala na zajęcie się nimi w odpowiedni sposób. W budynku fundacji panuje straszny bałagan, brud i smród. Kuwety nie są sprzątane przez kilka dni. Robią to najczęściej wolontariusze. Za mała ilość kuwet w stosunku do zwierząt powoduje, że załatwiają się na podłogę. Nieraz sprzątałyśmy z podłogi wymiociny, wysmarowaną flegmę, a nawet tasiemca. Chore zwierzęta mieszkają ze zdrowymi – wymienia w swoim oświadczeniu.
Jak podkreśla, sprzątanie fundacji polegało też na myciu misek, które były zatęchłe od starego i śmierdzącego mięsa, ale też obeschłe od wody. Dodaje, że część zwierząt była leczona metodami niemającymi potwierdzenia medycznego.
– Do picia podawane są dziwne substancje zwane Gans. To jakieś chemikalia dziwnego pochodzenia. Ale cóż, tam zwierzęta leczy się magicznym kółkiem i młodym jęczmieniem. Zwierzęta do adopcji są wydawane chore i zapchlone – zaznacza.
Podobne relacje przedstawia pani Joanna:
– Koty chore i zdrowe były razem, kuwety przepełnione, podłogi brudne. Były sytuacje, że znajdowałyśmy martwe zwierzęta – opisuje.
Adopcja i ukryte choroby
Niepokojące sygnały płyną również od osób, które adoptowały zwierzęta.
– Dopiero przy odbiorze kota dowiedziałam się, że jest chory. Leczyłam go dwa miesiące. Był wychudzony i przestraszony – relacjonuje jedna z adoptujących.
Kobieta wskazuje także na brak pełnej informacji o stanie zdrowia zwierzęcia oraz – jak twierdzi – możliwe nieprawidłowości w dokumentacji szczepień. Podkreśla też ogromny bałagan, wręcz „syf”, panujący w pomieszczeniach.
– W fundacji smród za każdym razem obrzydliwy. Sama chyba wytrzymałam dlatego, że nie był mi obcy smród w chlewni czy oborze. Podłogi wiecznie brudne, kuwety wiecznie zasrane, zresztą podłogi też, a do jedzenia mieszała surowe mięso z puszkami i suchą karmą. Ach, no i co do tej Żywej Wody – bo to przykuło moją uwagę. Pani Jola jest zafascynowana czarami, wróżbami i medycyną alternatywną, dosłownie najniższych lotów. (…) Opowiadała mi, że dodaje GANSY (fiolka na 5-litrowy baniak wody) i koty nie chorują i nie mają żadnych problemów. Gdyby przegrzebać jej profil na te dwa lata wstecz, to można by się dokopać do postów na ten temat, które udostępniała. Nigdy w to nie uwierzyłam, szczególnie że chwilę po tej pseudoreklamie pokazywała mi młodziutką kotkę z niewydolnością nerek. To chyba mówi samo za siebie – zaznacza.
„To jest dramat” – relacja z interwencji
Jeszcze bardziej dosadny obraz wyłania się z rozmowy z panią Kasią, która brała udział w interwencji Laluny w przytulisku w lutym br.
– Smród jest nie do opisania, to zapach amoniaku. Gryzie w oczy. Weterynarz mówił, że to niszczy zwierzętom płuca. Stan kotów jest makabryczny – słyszymy w relacji. – Koty umierają w męczarniach, a leczenie jest zaniedbywane – dodaje nasza rozmówczyni.
Z jej relacji wynika, że część zwierząt została w ostatnim czasie odebrana przez inne organizacje, w ciężkim stanie zdrowia.
– Rozmawiałam z sąsiadem fundacji, który mówi, że smród to jest taki, że po prostu przez płot czuć. Tam jest, nie wiem, pięćdziesiąt metrów do domu. U nich w domu czuć smród kociego moczu, chodzą szczury – opisuje pani Kasia.
Jak podkreśla, w trakcie lutowej interwencji, lekarz weterynarii stwierdził, że „to jest bagno w pyskach, w uszach chlupie”.
– Jest kot z bolącym brzuchem, który przy dotknięciu po prostu jęczał, ale nie zgodziła się go oddać…
Opisuje również akcje zakładania zbiórek na koty przez właścicielkę fundacji.
– Tam są zbiórki, i jest też zbiórka na takiego kota, bardzo charakterystycznego, biało-czarnego z czarnym nosem. A ten kot nie żyje. Ona go oddała dobrowolnie, kot został poddany eutanazji, a na niego jest założona zbiórka – zaznacza.
Interwencje poselskie i wnioski o kontrolę
Sprawą zajęła się poseł na Sejm RP Wioletta Kulpa, która skierowała wnioski o kontrole do odpowiednich instytucji.
W piśmie z sierpnia 2025 roku wskazywała m.in. na:
- brak leczenia zwierząt,
- brak dokumentacji weterynaryjnej i adopcyjnej,
- nieprawidłowości w utylizacji padłych zwierząt,
- możliwe zagrożenie sanitarne.
Podobne wątpliwości poseł zgłosiła także do sanepidu, wskazując na potencjalne naruszenia zasad higieny i bezpieczeństwa.
Kontrole: uchybienia są, ale bez „rażących zaniedbań”
Kontrole przeprowadzone przez instytucje publiczne przyniosły jednak inne wnioski.
Z dokumentu Powiatowego Lekarza Weterynarii wynika, że „nie stwierdzono rażących zaniedbań w opiece nad zwierzętami”, a zwierzęta miały zapewnione podstawowe potrzeby bytowe.
Jednocześnie wskazano na nieprawidłowości:
- brud i nieporządek w pomieszczeniach,
- nieprzyjemny zapach i słabą wentylację,
- odchody poza kuwetami,
- ogólny nieład wymagający uporządkowania.
Sanepid również nie stwierdził naruszeń w swoim zakresie kompetencji, m.in. w gospodarce odpadami czy dostępie do wody.
Kolejna interwencja
W marcu 2026 roku poseł Wioletta Kulpa ponownie zwróciła się o szczegółowe wyjaśnienia, wskazując na rozbieżności między wcześniejszymi wynikami kontroli a aktualną sytuacją.
– Sytuacja budzi poważne wątpliwości co do skuteczności nadzoru – podkreślono w piśmie.
W odpowiedzi z dnia 5 marca 2026 roku Powiatowy Lekarz Weterynarii w Płocku wyjaśnia, że od momentu interwencji poselskiej z września 2025 roku, nie przeprowadzono kontroli w miejscu przebywania zwierząt w Koszelewie. O interwencji w tym miejscu (przeprowadzonej m.in. przez Lalunę 26 lutego br.) Powiatowy Lekarz Weterynarii w Płocku dowiedział się z rozmowy telefonicznej z właścicielką fundacji.
Wówczas to policjanci z Komisariatu Policji w Gąbinie skierowali prośbę o wysłanie na miejsce lekarza weterynarii, który oceni stan zdrowia zwierząt, w tym dokona oceny czy istnieją przesłanki do interwencyjnego odbioru zwierząt.
– W omawianym przypadku, zarówno przedstawiciele policji, jak również lekarz weterynarii ocenili, że nie ma podstaw do interwencyjnego odbioru zwierząt – czytamy w piśmie.
Z odpowiedzi tej wynika także, iż właścicielka fundacji dobrowolnie oddała dziewięć kotów organizacji prozwierzęcej.
Kontrole prowadzone w latach ubiegłych wskazywały, że miejsce, w którym przebywają zwierzęta (a co najważniejsze, w którym żyje również właścicielka fundacji), wymaga poprawy w zakresie warunków sanitarnych, jak również uporządkowania.
Powiatowy Lekarz Weterynarii zaznacza także, iż nie można mówić o znęcaniu się nad zwierzętami, o ile „zapewnione są ich podstawowe potrzeby biologiczne i nie cierpią one z powodu głodu czy braku ruchu”. Informuje też, że po wydarzeniach w lutym br. właścicielka fundacji przekazała, iż zgłosiły się do niej osoby, chcące wesprzeć fundację w opiece nad zwierzętami.
Stanowisko fundacji
Redakcja PetroNews skontaktowała się z prezes fundacji. Początkowo zgodziła się na rozmowę telefoniczną, jednak ostatecznie ograniczyła się do krótkiego komentarza.
Przyznała, że w fundacji panuje bałagan, jednak – jak podkreśliła – pozostałe zarzuty są nieprawdziwe. Dodała również, że nie zamierza szerzej komentować sprawy.
Sprawa w toku
Na dziś sytuacja pozostaje nierozstrzygnięta. Z jednej strony są liczne – podkreślmy – spójne relacje byłych wolontariuszy i osób adoptujących zwierzęta. Z drugiej, wyniki kontroli, które nie potwierdziły najpoważniejszych zarzutów. Choć nasza rozmówczyni podkreśla, że kontrole były zapowiedziane, dzięki czemu fundacja mogła odpowiednio się przygotować. Wnioski z tej sprawy pozostawiamy do wyciągnięcia naszym czytelnikom.






































![Na Ranczowisku obudzili wiosnę. Tłumy mieszkańców bawiły się w Cekanowie [FOTO]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/ranczowisko2026-23-120x86.jpg)
![Doktorat to więcej niż nauka. O ambicji, stresie i drodze po tytuł naukowy [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/wystapienia-120x86.jpeg)










![Na Ranczowisku obudzili wiosnę. Tłumy mieszkańców bawiły się w Cekanowie [FOTO]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/ranczowisko2026-23-360x180.jpg)




![Pierwszy Światowy Zlot Śmigłowców w Płocku [ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2023/08/Aeroklub-Światowy-Zlot-Śmigłowców-Płock-2023-13-360x180.jpg)
![Doktorat to więcej niż nauka. O ambicji, stresie i drodze po tytuł naukowy [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/wystapienia-360x180.jpeg)
![Social media to szansa czy zagrożenie? Młodzież Staszica zabrała głos [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/staszic1-360x180.jpeg)


![Młodzież pomaga młodzieży. Trwa pilotaż wsparcia rówieśniczego [PODCAST]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/julita-360x180.jpeg)

![Wolontariusze ORLENU posadzili las w Łącku [FILM, ZDJĘCIA]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/orlen_las-27-360x180.jpg)
![Zrobili film o płockim „Pałacu cudów”. Jak wygląda obecnie? [FILM]](https://petronews.pl/wp-content/uploads/2026/04/palac_cudow-360x180.jpg)



















