Trzy „Pokolenia”, różne obszary i ta sama sztuka – nowa wystawa w Muzeum Mazowieckim w Płocku

REKLAMA

Już kilka lat temu Muzeum Mazowieckie w Płocku podjęło współpracę wystawienniczą z Akademią Sztuk Pięknych w Warszawie. Projekt prezentacji artystycznych dokonań zarówno studentów, jak też kadry pedagogicznej zyskał swą kolejną odsłonę – od poniedziałku w siedzibie muzeum przy Tumskiej 8 można oglądać wystawę „Pokolenia”.

Tym razem różne obszary artystycznej wypowiedzi zaprezentowali profesorowie uczelni – Adam Myjak, Włodzimierz Szymański i Prot Jarnuszkiewicz.Rozpocznijmy według pierwszeństwa od Rektora warszawskiej uczelni.

PowiązaneTematy

Profesor Adam Myjak jest już znany płockiej publiczności; w 2013 roku jego rzeźby z cykli „Kolumny”, „Inspiracje”, „Figury”, „Maski”, „Nadzieja”, „Wspomnienie” były wystawiane w Płockiej Galerii Sztuki. Przedmiotem twórczego zainteresowania artysty jest kondycja ludzka. Monumentalne figury Adama Myjaka nieodmiennie przypominają mi pnie drzew z Tumskiego wzgórza; przez wiele lat chłostane wiatrem, deszczem i mrozem, przypiekane promieniami słońca przyjmują dramatycznie poskręcane formy, jednakże wciąż wczepiają swymi korzeniami w strome zbocze i trwają jak niemi świadkowie zdarzeń.

Podobnie jest z człowiekiem; przez całe swe banalnie krótkie życie zmaga się z losem i z samym sobą –  przezwycięża swe lęki, rozterki, słabości, czasem po doznanej porażce mozolnie podnosi się z kolan, rzadko kiedy definitywnie kapituluje. Rany, cięgi, traumatyczne doświadczenia paradoksalnie nas wzmacniają powiększając katalog doświadczeń i jednocześnie osłabiają pozbawiając witalności przed kolejną walką.

Adam Myjak zawiera w swych rzeźbach prawdę o ludzkiej egzystencji; jest to opowieść o życiu człowieka i jego dążeniu do zachowania godności i wolności. Dynamiczne, strzeliste postaci – zdeformowane, często zdekapitowane, ale dumne i szlachetne w swym wyrazie, wyrażają wciąż powszechnie niedocenianą prawdę; człowiek jest piękny nie poprzez swą fizyczność, powierzchowność, czy też idealne proporcje ciała, lecz dzięki wewnętrznej głębi.

Zupełnie w innym obszarze artystycznej wypowiedzi porusza się profesor Włodzimierz Szymański – kurator naszej wystawy. W warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych prowadzi Pracownię Alternatywnego Obrazowania. To właśnie on podjął przed kilkoma laty współpracę z Muzeum, dzięki czemu zrealizowano studenckie i doktoranckie wystawy „Tożsamość”, „Obszar pamięci” i „Powroty”. Sam z wystawą „Wschód jest czerwony” gościł w Płocku w marcu 2017 roku.

Polem twórczych poszukiwań profesora Włodzimierza Szymańskiego jest najogólniej rzecz ujmując sfera kultury. Poprzez podejmowanie różnorakich eksperymentów poszukuje odpowiedzi, na jakich zasadach działa symbol, szczególnie ten  zakorzeniony w religii. W tym celu odwołuje się do kodów, które wywodzą się z tradycji chrześcijańskiej i żydowskiej.

Te estetyczne eksploracje opierają się na koncepcji, że część obszaru kultury, rządzi się swego rodzaju niezależnością, pozostaje poza naszym jednostkowym udziałem i wpływem, nie dotyczy zatem bezpośrednio naszej ludzkiej egzystencji, jednocześnie wykorzystanie rozczytanego języka znaków może wprowadzić nas w stan transcendentalnego przeżycia.

Artysta nie ogranicza się w swych poszukiwaniach do jednej techniki, lecz wykorzystuje instalacje, obiekty, performance, czy też  zdjęcia. W trakcie wystawy w Muzeum Mazowieckim mamy okazję zapoznać się z takimi realizacjami Włodzimierza Szymańskiego, jak „Tablice”, cz też „OR Światło”.

Tymczasem Dziekana Wydziału Sztuki Mediów – profesora Prota Jarnuszkiewicza pochłonęła fotografia. Nie mieści się ona w żadnych konwencjonalnych kategoriach takich, jak portret, akt, pejzaż, reportaż, fotografia podróżnicza, czy też reklamowa.

Zdjęcia zaprezentowane na płockiej wystawie wymykają się konwencjonalnemu kadrowaniu, czasem wydaje się, że zostały wykonane niechcący, przez przypadek, zupełnie bez z góry powziętego planu, bez pozowania. I właśnie na tym polega potęga fotografii Prota Jarnuszkiewicza, bowiem wychwytuje rzeczywistość z pogranicza, chwile do których nie przywiązujemy żadnej wagi i ich najczęściej nie dostrzegamy, momenty pozostające na backstage’u naszego życia.

Na wystawie w muzeum zaprezentowano w przeważającej większości zdjęcia z cyklu „Perfectly happy people”; tu człowiek nie koncentruje naszej uwagi, stanowi cząstkę rozległego kadru, pozostającego w statycznej równowadze – jest to jeszcze jedna differentia specifica wyróżniająca ten sposób widzenia rzeczywistości. Zrównoważona kompozycja zdjęć wprowadza do nich element transcendentalny, doznajemy wrażenia, że drobina czasu została zamrożona w idealnie opisanej przestrzeni i nie wiadomo kiedy ruszy z miejsca. Sam autor odwołuje się do:

„… ogólnie uznanej zasady, że wszystko, co się tworzy jest formą autoportretu. Myślę o tych zdjęciach, jako o formie przedstawienia siebie w danym momencie. (…) Najłatwiej mi to nazwać autoportretem wewnętrznym opowiadanym przyrodą w przestrzeni, Nie nazywam tych fotografii pejzażami.”

I tak profesorowie warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych zaproponowali nam nad wyraz interesującą i ambitną wyprawę po złote runo; od humanistycznej zadumy nad ludzką kondycją poprzez rozczytywanie kulturowych symboli i archetypów aż do fotograficznej introspekcji. Wystawa będzie czynna do 6 maja br.