Tomasz Markowski od kuchni: Dla mnie jedzenie to paliwo

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Dlaczego warto zadbać o zdrowe śniadanie? Które potrawy gwarantują udany wieczór? Jakie jedzenie pozwoli przebiec 105-kilometrowy maraton? Odpowiedzi na to i wiele więcej pytań w kolejnej “Płockiej Kuchni”, w której rozmawiamy z Tomaszem Markowskim, współorganizatorem ultramaratonu Rykowisko.

Organizator Rykowiska, maratończyk, sportowiec, lecz przede wszystkim ojciec – oto nasz rozmówca. – Jestem mężem, synem, ojcem, pracownikiem rodzimej firmy, a od roku “Tatusiem” z rosnącymi od 4 lat Rykowiskowym rogami – śmieje się Tomasz Markowski. – Mam dwójkę wspaniałych dzieci: Pola lat 10 i Tobiasz lat 8. Jest żona Dominika, kocica Miłka i pies w drodze. Z ekipą brnę przez życie, realizując i wplątując ich w moje szalone pasje związane (o zgrozo) z biegami długodystansowymi – dopowiada.

Bieg to największa, poza rodziną, pasja naszego bohatera, z którym związany jest od 6 lat.

– Zacząłem, jak większość, od kółka wokół bloku, z każdym tygodniem dodawałem kilometry i tak wpadłem jak śliwka w kompot w długie dystanse: maraton, 64 km, 100 km, górna granica rośnie tak szybko, jak moje dzieci – śmieje się w rozmowie z nami. – Co rok dokładam kolejne kilometry. Obecnie zatrzymałem się na 160 km podczas etapowego biegu, który szczęśliwie skończyłem – to Iron Run podczas Festiwalu Biegowego w Krynicy – dopowiada pan Tomasz.

To bez wątpienia największy biegowy sukces Markowskiego, sukces, który w tym roku ma szansę być pokonany – jaki? Tego nie chce zdradzać. Nasz rozmówca z chęcią opowiada jednak o kolejnym dziecku – czterolatku imieniem Rykowisko.

– Wpadliśmy na pomysł zorganizowania biegu Ultra z moim kumplem, Maciejem z powodu… niemożności dostania się na legendarny Bieg Rzeźnika – wspomina. – Tam jest tylu chętnych, że obowiązuje losowanie, które przerosło nasze oczekiwania. Stąd pomysł na założenie Fundacji Rykowisko i zorganizowanie biegu Ultra w naszej okolicy – wyjaśnia.

Rykowisko to ultramaraton, który w tym roku odbędzie się po raz kolejny. W ubiegłorocznej edycji na starcie stanęło 400 śmiałków, którzy mogli pobiec w trzech dystansach – najdłuższy to aż 105 km.

Nasz rozmówca to także tatuś, który od roku działa w stowarzyszeniu “Tatusiowie”, promującym wspólne spędzanie czasu z dzieckiem. – Wszystko co robię i mam, zawdzięczam moim bliskim, to oni napędzają mnie do działania – przekonuje. – Wspierają mnie mocno i działają ze mną, cierpliwie znosząc kolejne pomysły, które przychodzą mi do głowy. W międzyczasie zdobywam koronę gór polskich z Tobiaszem. Razem układamy harmonogram wejść na sezon letni. Wysokie góry to chyba będzie nasza wspólna pasja – dodaje.

A czy pasją jest również gotowanie? Nie do końca…

Śniadania biorę na siebie

Fot. Archiwum prywatne Tomasza Markowskiego

Nasz rozmówca to bez wątpienia człowiek niezwykle aktywny, z wieloma zainteresowaniami i pasjami. Kuchnia do tego zbioru jednak nie należy. Nie oznacza to jednak, że w starciu z patelnią i garnkiem jest skazany na porażkę.

– W kuchni najczęściej można mnie spotkać rano, szykuję wtedy jedzonko dla całej rodziny – opowiada. – Schodzi mi z tym dość długo, ale to celowe. Z domu rodzinnego wyniosłem, że najważniejszym posiłkiem podczas całego dnia jest właśnie śniadanie i to ono napędza nam cały dzień – przekonuje w rozmowie z nami.

Ta zasada króluje także w domu pana Tomka. – Szykowanie śniadań biorę na siebie. Wstaję przed wszystkimi i mam chwilkę dla siebie i kuchni. Można powiedzieć, że to moje chwile sam na sam z tym pomieszczeniem – śmieje się.

Rodzinę naszego bohatera z całą pewnością nie można nazwać domatorami. To przekłada się na nawyki żywieniowe.

– Szykowania porannego jedzenia jest dużo – mówi Markowski. – Często wychodzimy o godz. 8, a wracamy po godz. 20. Do tego są moje treningi, zajęcia dzieci… Ilości jedzenia, jakie pakujemy do swoich toreb, zawsze budzą podziw wśród znajomych. Ja mam nawet specjalny plecak, bo aż głupio nosić siaty z jedzeniem – śmieje się.

Oczywiście bywają i spokojniejsze dni, spotkania z rodziną i czas, w którym maratończyk i zawodowy tatuś może przygotować coś specjalnego. – Chwile na jedzenie są krótkie, więc pod to dostosowuję gotowanie – wyjawił pan Tomek. – Na naszym stole królują makarony, zapiekanki, sałatki, owoce, koktajle. W każdej okazji sprawdzi się makaron z czerwonym sosem i do tego sałata z prażonym pestkami dyni i słonecznika, do tego ocen balsamiczny nieco sera oraz kieliszek wina, wtedy wieczór zawsze jest udany – przekonuje.

Skupiam się, by dostarczyć organizmowi dobrej jakości paliwo

Jak wspominaliśmy, kuchnia nie jest największą pasją Tomasza Markowskiego. Miłość do kulinariów i kuchcenia nie rozkwitła w przeszłości ani przez chwilę.

– Kiedy mieszkałem z rodzicami, to mama dbała o mój brzuch – wspomina. – Posiłki zawsze były na czas, do tego deser po obiedzie. Moja mama rozpieszczała nas w tym zakresie. Nie musiałem o nic się martwić. W dorosłym życiu jest nieco inaczej. Po prostu nie mam ani czasu, ani zdolności do tego, aby zakochać się w kuchni – przyznaje.

Nie oznacza to jednak, że organizator Rykowiska je, co popadnie. Wręcz przeciwnie, ważne jest, by to paliwo, jakim jedzenie jest dla organizmu, było wysokiej jakości. – Jem dużo, szybko i mam nadzieję, zdrowo. Skupiam się, aby dostarczyć do organizmu tyle paliwa, aby ten dojechał do końca dnia. Szaleństwa i realizowanie się w kuchni pozostawiam kobietom w moim domu, szczególnie babcie są w tym mistrzyniami. Kiedy tylko mam okazję, wpadam na obiadki czy to do mamusi, czy też do teściowej, nie odmawiam też “słoików” – przyznaje się z uśmiechem.

Lubię każdą kuchnię

Nasz rozmówca nie ma swojej ulubionej kuchni. Ze smakiem zjada to, co jest po prostu smaczne. – Tak samo lubię żurek i pierogi, jak owoce morza czy sushi – wymienia. – Nie ograniczam się w żadnym wypadku, zawsze staram się jeść specjały miejsc, w których akurat jestem, czy to w Polsce czy też za granicą – dodaje.

Ta zasada sprawiła, że Tomasz Markowski poznał kilka ciekawych kulinarnie kierunków. – Odnalazłem wiele ciekawych smaków, będąc w górach – przytacza przykład. – Poznałem kuchnię łemkowską czy też smaki Bieszczad. Hitem sprzed roku są zaś pierogi z kaszą gryczaną i kiszoną kapustą. Staram się próbować jak najwięcej regionalnych przysmaków, tak, aby kojarzyć później miejsca z potrawami – tłumaczy.

Na codziennym stole królują zatem potrawy szybkie, proste i… energetyczne. Szczególnie ten ostatni czynnik jest ważny.

–  To co jem, musi być wysokoenergetyczne, z uwagi na moje codzienne treningi oraz tony zajęć dodatkowych – wyjaśnia pan Tomek. – Muszę czerpać dużo energii, żeby na wszystko starczyło sił – dodaje.

Przepisem na takie wysokoenergetyczne danie Tomasz Markowski podzieli się z czytelnikami PetroNews. To – jakżeby inaczej – śniadanie, a konkretnie ULTRAowsianka.

  • Składniki:

    – garść płatków owianych żytnich
    – garść płatków ryżowych
    – garść siemienia lnianego
    – owoce i orzechy, wg uznania.

    Przygotowanie:

    Do miski wsypujemy płatki owsiane, ryżowe i siemię lniane. Mieszamy i zalewamy wodą lub mlekiem. Tak przygotowaną mieszaninę podgrzewamy i pozostawiamy, aż napęcznieje.

    Do owsianki dodajemy – wedle upodobań smakowych – naturalne polepszacze smaków. Kilka migdałów, kilka orzechów laskowych, kilka orzechów włoskich, pestki słonecznika czy dyni.

    Cenne są też owoce. Tu, w zależności od sezonu, zima: 2-3 suszone śliwki, tyle samo daktyli i żurawiny. W tym czasie świetnie sprawdzi się banan, gruszka, ananas lub brzoskwinia z puszki. Latem zaś do owsianki dodajemy truskawki, maliny, świeże śliwki i inne przysmaki, które są dostępne na rynku. Bez względu na sezon, powinniśmy dodać kilka łyżek jogurtu naturalnego i odrobinę miodu.

    Taka owsianka doda nam energii na cały poranek. Rano pan Tomasz proponuje też szklankę wody mineralnej z sokiem z cytryny.

    Życzymy smacznego!

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji