Podsumowanie transferów Nafciarzy

REKLAMA

Przy przeprowadzanej w obecnym sezonie, kolejnej już transferowej rewolucji w płockiej Wiśle, było wielu takich, których poczynione na rynku ruchy nie w pełni satysfakcjonowały.

Z klubu odeszły przecież filary zespołu. Marin Sego na długo przed zakończeniem sezonu związał swoją przyszłość z odwiecznym rywalem. Marcin Lijewski chciał zostać, ale w jego przypadku wiek stanowił główną przeszkodę. Petar Nenadić odstawał mentalnie od grupy. Muhamada Toromanovica nie chciał Manolo. Kibice zastanawiali się, czy można zawodników takiego kalibru zastąpić w krótkiej, letniej, 3-miesięcznej przerwie? Większość klubów o europejskiej renomie takie sprawy załatwia zaraz po rozgrywkach reprezentacyjnych (przełom stycznia-lutego), bądź ewentualnie później, jednak tak, by przed końcem trwającego sezonu mieć już skompletowaną kadrę na następny. A w Płocku? Nie wyglądało to kolorowo. Kibice mieli prawo czuć się zaniepokojeni.

PowiązaneTematy

Na ich szczęście na ławce trenerskiej siedział lek na ich bolączki – Manolo Cadenas. Skład trzeba było przemeblować. Hiszpański magik miał jednak solidne fundamenty pod budowę nowego teamu. Był to przede wszystkim Mariusz Jurkiewicz, bezapelacyjny lider obu formacji, defensywnej i ofensywnej. Zawodnik światowej klasy. Obok niego równą, wysoką formą błyszczał Valentin Ghionea, po drugiej stronie charakterni i niebywale doświadczeni – Ivan Nikcevic i kapitan zespołu, Adam Wiśniewski. Na bramce dwa pokolenia polskich specjalistów – Marcin Wichary i Adam Morawski, wulkany emocji. W tej układance brakowało jednak wielu klocków – wartościowego zamiennika dla Valiego i robiącego błyskawiczne postępy na kole Kamila Syprzaka. Na prawym rozegraniu też potrzebny był specjalista. Angel Montoro to raczej zawodnik zadaniowy, ale również i nie typ lidera zespołu. Na lewą połówkę wytchnienie dla harującego za dwóch Jurkiewicza. Jednak najpilniejszą, najbardziej palącą potrzebą była ta na środku rozegrania. Po odejściu Nikoli Eklemovica w zespole nie było reżysera gry. Trener Cadenas, mimo braków w klubowej kasie i nie najlepszemu momentowi do negocjowania z zawodnikami, dokonał jednak rzeczy niezwykłej. Sprawił, że dopiero co budowany zespół wieloma momentami prezentował się dużo lepiej, niż ten zeszłoroczny. Zasługa w tym kunsztu i doświadczenia.

1. RODRIGO CORRALES (PRZYSZEDŁ Z SD HUESCA)

Bądźmy szczerzy: kto dziś pamięta o Marinie Sego w biało-niebieskich barwach? Rodrigo przychodził do Płocka z opinią gracza perspektywicznego, solidnego, nie wierzono jednak, że zapełni w stu procentach lukę po notującym bardzo dobre (przynajmniej do czasu) występy w barwach Nafciarzy, ocierającym się o silną kadrę swojego kraju Chorwacie. Młody Hiszpan kompletnie zaskoczył fanów i specjalistów. Niemal z miejsca wywalczył sobie miejsce w pierwszej siódemce, na najmocniej obsadzonej pozycji w zespole. Imponuje spokojem, potrafi mądrze wykorzystywać swoje warunki fizyczne, jest przy tym bardzo sprawny. Moim zdaniem, już dziś jest lepszy od Jose Manuela Sierry i zasługuje na miejsce w hiszpańskiej kadrze. A ma dopiero 24 lata! Kolejny talent ze znakiem marki Manolo Cadenasa. Transfer na piątkę.

2. TIAGO ROCHA (FC PORTO)

W jego przypadku od razu można było mówić o wzmocnieniu zespołu. W sezonie poprzedzającym transfer do Wisły, prezentował się bardzo dobrze w barwach mistrza Portugalii, wyróżniał się w Lidze Mistrzów. Lepszy fizycznie od odchodzącego Toromanovica, kapitalny technicznie. Tiago potwierdził swoją klasę w nowym zespole. Nie zawodził w obronie, był skuteczny w ataku, radził sobie wyśmienicie na siódmym metrze. Kontuzja sprawiła, że skończył udany sportowo sezon przedwcześnie. Gdy się odbuduje, w perspektywie odejścia Kamila Syprzaka musi być pierwszym wyborem Manolo w kolejnych rozgrywkach. Zasłużył na to. Kolejny transfer na pięć.


3. MICHAŁ DASZEK (MMTS KWIDZYN)

Co było chyba oczywiste, Manolo na drugiego skrzydłowego wybrał zawodnika na dorobku, o sporym potencjale, który u boku profesora, jakim jest Ghionea, rozwinie swoje możliwości. Daszek był kolejnym strzałem w dziesiątkę. Choć rozpoczął niemrawo, to wobec kontuzji Dżonego, także po udanym czempionacie globu okraszonym medalem, przy większej ilości otrzymanych minut pokazał, na co go stać. W ostatnich meczach sezonu trafia nawet z drugiej linii jako playmaker. Jego progres to dowód, jak dużo znaczy w zwyżce formy pewność siebie. Mistrzostwa w Katarze pokazały przede wszystkim samemu zawodnikowi, że może być wiodącą postacią w klubowym zespole. Szybki w kontrze, niebywale skoordynowany. Z Michała będzie ogromny pożytek. Nie tylko w Płocku, gdzie jak wiemy zostanie co najmniej do 2018 roku, ale także w narodowych barwach. Ze względu na słabszą pierwszą część sezonu, nie można wystawić mu najwyższej noty. Ale to dalej bardzo dobre, perspektywiczne posunięcie transferowe Manolo. Cztery.

3. NEMANJA ZELENOVIĆ (CELJIE PIVOVARNA LASKO)

Przychodził do Wisły już jako bardzo dobry gracz, etatowy reprezentant Serbii. Z powodzeniem zastąpił legendę polskiego szczypiorniaka, Marcina Lijewskiego. W kilku meczach w pojedynkę ciągnął zespół. Mam jednak nieodparte wrażenie, że ten chłopak może dużo, dużo więcej. Ma niesamowity ciąg na bramkę, dobre wybicie, świetnie gra na zwodzie. To jest materiał na światowy top i to w niedalekiej przyszłości. W Wiśle jeszcze nie pokazał w pełni drzemiącego w nim potencjału. Ale na pewno bardzo ważny element w układance Cadenasa i gracz o klasę lepszy od Montera. Moja ocena – cztery i pół.

5. ALEKSANDER TIOUMIENTSEV (NATURHOUSE LONGORNO)

Opcja ekspresowa. Wobec fiaska negocjacji z węgierskim Balatonem, w związku z transferem młodego Baladzsa Szollosiego, hiszpański trener zdecydował się ściągnąć z ojczyzny Saszę. Wiekowy, o niezbyt imponujących warunkach fizycznych Hiszpan o kazachskich korzeniach był playmakerem awaryjnym. Na szczęście dla płockiego zespołu, jego forma rosła z każdym kolejnym meczem. Superszybki, o kapitalnym zwodzie, błyskotliwy zawodnik. Potrzeba mu było zgrania z zespołem by stał się jego ważnym ogniwem. Nieraz pokazał nietuzinkowe umiejętności indywidualne. Do tego ogromne serce do gry. Tym bardziej szkoda, że będzie trzeba się z nim po sezonie rozstać. Sądzę, że Wiśle potrzebny jest lepszy główny rozgrywający, ale Sasza byłby bardzo dobrym zmiennikiem. Ode mnie za cały sezon w Wiśle cztery i życzenia sukcesów oraz wielu minut na parkiecie w barwach białoruskiego Mieszkowa Brześć.

6. DAN EMIL RACOTEA (CSM BUCURESTI)

Magik ma nosa do mega talentów. Dan jeszcze nie ma na karku dwudziestki, a pod nieobecność Kaczki i Miljana Pusicy na jego barkach spoczywa ciężar gry na lewej połówce. Z tego zadania wywiązuje się przyzwoicie, ale biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenie Rumuna, należą mu się za ten sezon gromkie brawa. Idealne warunki fizyczne, mocarny rzut z drugiej linii i entuzjazm w grze, to jego cechy szczególne. Ma jeszcze wiele braków, ale jestem o niego spokojny. Ten sezon ma dobry, ale już następne może mieć kapitalne. Kolejny zawodnik o predyspozycjach do grania w najlepszych zespołach na kontynencie. Cieszmy się, że możemy go obserwować w barwach naszego klubu. Za kilka lat będzie grał na najwyższym poziomie. Za pierwszy sezon w wielkim szczypiorniaku moja nota to 3,5. O Racotei na pewno będzie jeszcze głośno.

7. MILJAN PUSICA (VOJDOWNIA NOVY SAD)

Wielka szkoda, że już w pierwszym sezonie w nowym klubie przytrafiła mu się tak poważna kontuzja. Dla młodego gracza to na pewno podwójnie deprymujące, by oglądać większość meczów swojej drużyny z perspektywy widza. Liczę jednak, że po wyleczeniu urazu Puszka z miejsca stanie się liderem płockiej defensywy i zdobędzie kilka ważnych bramek dla Nafciarzy. Potencjał na pewno ma. Przez kontuzję ucierpiały nieco fizyczne atrybuty zawodnika, nie ma wątpliwości jednak, że wróci do swojej optymalnej kondycji i pokaże, że zasługuje na grę w płockiej Wiśle.

Na osobny akapit zasługują także młodzi zawodnicy. Co prawda, grali jak na lekarstwo, dobry to znak, że hiszpański trener dostrzega też potencjał drzemiący w płockich wychowankach. Najwięcej szans dostał Mateusz Piechowski, wykorzystując je głównie w obronie. Szansę na debiut otrzymali także, w moim odczuciu, najlepsi zawodnicy rocznika ’96. Bardziej szansę wykorzystał Jakub Moryń, który bramki w półfinałowym starciu z Puławami rzucał przecież nie ze swojej nominalnej pozycji. Należy również docenić potencjał Macieja Skibińskiego. To materiał na reprezentacyjne prawe skrzydło w przyszłości. Treningi pod okiem wybitnego fachowca w gronie świetnych graczy na pewno pomogą całej trójce w doskonaleniu swoich umiejętności. Chciałoby się oglądać więcej takich przypadków.

Płocki klub w kolejnym sezonie, niestety, czeka kolejna, choć mniejsza, rewolucja w składzie. Biorąc jednak pod uwagę powyższe przykłady, można liczyć na to, że Manolo Cadenas załata powstające dziury wartościowymi graczami, a Wisła dalej będzie prezentowała solidny, europejski poziom. Przekonamy się o tym wkrótce.

Maciej Kobylski