Płocczanie u Samów, czyli Festiwal Wielkanocny w Norwegii

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Festiwal Wielkanocny Samów (Samisk Påskefestival) odbywa się corocznie w norweskim Kautokeino. Miejscowość ta położona jest ok. 500 km na północ od koła podbiegunowego, w regionie Finnmark, uchodzącym za tradycyjne ziemie Saamów. Dotarli tam płocczanie, którzy w naszym mieście organizują Festiwal Zorzy Polarnej.

Samowie, czyli słowo wyjaśnienia

Samowie (inaczej Saami lub Sámi, a popularnie, choć niezbyt zręcznie – Lapończycy) to lud rdzenny zamieszkujący Laponię – krainę historyczno-geograficzną w Europie Północnej, obejmującą północne krańce Norwegii, Finlandii, Szwecji oraz Rosji (Płw. Kolski), nazywaną przez nich Sápmi. Ich liczebność szacuje się na 70 tys. osób, najwięcej w Norwegii. Samowie zawsze żyli w zgodzie z naturą. Mieszkali w namiotach lub torfowych chatach, gdy podążali za reniferami. Hodowla reniferów nadal jest ich głównym zajęciem, ma kluczowe znaczenie dla ich funkcjonowania oraz tożsamości kulturowej.

Od wielu lat chcieliśmy zobaczyć atrakcje festiwalowe i w tym roku wreszcie zrealizowaliśmy to marzenie. Tym samym Festiwal Zorzy Polarnej – nasz płocki, autorski projekt edukacyjno-artystyczny, zaznaczył swoją obecność w północnej Skandynawii, dzięki udziale jego twórców i realizatorów. Mimo kalendarzowej wiosny i dość późno przypadającej Wielkanocy (20 kwietnia), panowały tam jeszcze zimowe warunki, o czym przypominały potężne zwały śniegu wokół domów i na poboczach. Nie oznacza to jednak nieprzejezdnych dróg czy braku możliwości dojazdu do siedlisk. Śnieg jest tylko nieodłącznym elementem krajobrazu. Dla turysty to zadziwiający widok i ogromny przeskok, od kwitnących w Polsce forsycji i tulipanów do gór białego puchu.

Kautokeino/Guovdageaidnu jest najbardziej wysuniętą na południe gminą Finnmark. Graniczy z gminami: Alta – na północy, Karasjok (Kárášjohka) – na wschodzie, Nordreisa i Kvænangen (w okręgu Troms) – na zachodzie oraz Entokeino (w Finlandii) – na południu.
Choć ma największą w Norwegii powierzchnię, mieszka tam zaledwie 1500 osób, do których należy blisko 100 000 reniferów. Nieprzypadkowo podajemy ich liczebność, bowiem hodowla reniferów jest najważniejszym źródłem dochodu i utrzymania.
Wielkanoc tradycyjnie była okresem zgromadzeń Samów w Kautokeino. Począwszy od XVII w. świętowano tam koniec zimy, organizowano uroczystości weselne, spotkania towarzyskie, zawody w powożeniu zaprzęgami reniferów, a więc uciechy, na które nie ma czasu w sezonie letnim. Dzięki temu miasto zyskało dużą popularność, a jego wybór nie był przypadkowy – dogodne położenie w dolinie umożliwiało łatwy dojazd, transport jedzenia i spęd reniferów.

Festiwal (nie) dla turystów

Festiwal Wielkanocny, w zbliżonej do dzisiejszej formie, po raz pierwszy odbył się w 1974 r. Jego patronem i inicjatorem był promotor kultury ludu Sámi, Nils – Aslak Valkeapää, znany jako Áillohaš, poeta i muzyk wykonujący tradycyjny joik.

Joik to rodzaj ludowego śpiewu Samów. Jest ważnym elementem kultury oralnej tego narodu, sięgającej czasów przedchrześcijańskich. Joiki mogą opowiadać o miłości, o pochodzeniu i życiu ludu Sámi oraz o walce dobrych (białych) i złych (czarnych) szamanów noaide. Teksty joików różnią się od typowych piosenek – mają budowę cykliczną, bez wyraźnego początku i końca, krótka fraza jest powtarzana, z niewielkimi zmianami, wielokrotnie. Długość takiej frazy waha się od jednosylabowej onomatopei do epickiego poematu. Melodia jest prosta, śpiewana przy bardzo napiętych strunach głosowych, oparta na skali pięciotonowej. Funkcją joika jest wyrażenie tożsamości osoby, miejsca lub zwierzęcia oraz identyfikacja przynależności klanowej.

Mimo swej nazwy, obecnie jest to raczej impreza świecka, służąca prezentacji i czynnemu odbiorowi bogatej kultury Samów. Są jednak również aspekty religijne, zwłaszcza msze, na których zbierają się przeważnie starsi Samowie. Festiwal jest współfinansowany przez norweski Parlament Samów w Karasjok (instytucje takie funkcjonują również w szwedzkiej Kirunie i – od niedawna – w fińskim Inari). Oczywiście, organizatorzy zmuszeni są korzystać również ze wsparcia wielu sponsorów.

Nie dziwmy się np., że nie wiadomo co robić w trakcie kilkugodzinnych przerw miedzy koncertami, kiedy wszystko w mieście jest zamknięte (oprócz stacji benzynowej Statoil). Saamowie jadą wtedy do domów lub do znajomych, a przybysze – no cóż…

Turysta, który zawita w te szczególne rejony, będzie miał ucztę dla oka i ducha. Widoki ośnieżonych gór i tundrowej przyrody w pełni wynagrodzą słabą informację o Festiwalu, trudności ze znalezieniem jego kolejnych atrakcji, czy zaskakujące zmiany programu. Problemy te zapewne wynikają z faktu, że jest to tak naprawdę wydarzenie adresowane do Samów – raczej ich święto, niż impreza dla turystów. Zdecydowanie różni się tym samym od bardziej znanego jarmarku w Jokkmokk (płn. Szwecja, zaraz za kołem podbiegunowym), który jest przedsięwzięciem przede wszystkim komercyjnym. Nie oczekujmy więc zbyt wiele i pozwólmy się zaskakiwać. Nie dziwmy się np., że nie wiadomo co robić w trakcie kilkugodzinnych przerw miedzy koncertami, kiedy wszystko w mieście jest zamknięte (oprócz stacji benzynowej Statoil). Saamowie jadą wtedy do domów lub do znajomych, a przybysze – no cóż…

By być pewnym, że nie zabraknie dla nas biletów, przed przyjazdem kupiliśmy karnety festiwalowe (900 NOK od osoby). Jednak nasze obawy były płonne, wolnych miejsc nie brakowało, a już w Norwegii okazało się, że karnet uprawnia do wstępu nie na wszystkie, a jedynie na wybrane atrakcje. Oznacza to, że by móc w nich uczestniczyć, należy liczyć się z dużo większymi wydatkami.

Rozpoczynamy przygodę w Norwegii

Naszą przygodę z Festiwalem Wielkanocnym rozpoczęliśmy 17 kwietnia 2014 r. w Wielki Czwartek. Przywitał nas deszcz, a później śnieg, choć okolice Kautokeino słyną z suchego klimatu. Średnia opadów wynosi 360 mm rocznie, co stanowi jedną z najniższych wartości w kraju. Twierdzi się również, że rejon jest porównywalny do części Sahary, z tą różnicą, że przy niższych temperaturach i bujniejszej roślinności, Kautokeino nie wysycha tak szybko.

Tego dnia, w budynku zwanym Báktehárji, w godzinach (teoretycznie, zwłaszcza jeśli chodzi o rozpoczęcie) 22.45-3, odbył się koncert laureatów ubiegłorocznego Sámi Grand Prix (wstęp 350 NOK od osoby). Występowali następujący artyści samscy:
– Per Bueng z zespołem doświadczonych muzyków, śpiewający joik tradycyjny,
– Melina Kuhmunen i Johan Kitti Band, wykonująca muzykę dla młodzieży inspirowaną tutejszym folklorem,
– Maxida Märak z zespołem Downhill Bluegrass, prezentująca elementy projektu muzycznego, który stanowił połączenie bluegrass i tradycyjnej muzyki Sámi. Maxida Marak pochodzi z Jokkmokk (Szwecja). Uznawana jest za wszechstronnie uzdolnioną artystkę. Maluje, projektuje kostiumy, instrumenty i dekoracje, wykonuje tradycyjny joik. W wolnym czasie produkuje noże i inne przedmioty z drewna i rogu. Jest zaangażowana polityczne w protesty przeciwko budowie nowej kopalni rudy żelaza w okolicach Jokkmokk.

Na koncert przybyło wielu Samów w różnym wieku, zarówno z Kautokeino, jak i z pobliskiego Entokeino (Finlandia). Stał się on pretekstem do spotkań, rozmów i zawiązywania nowych znajomości. Panny, ubrane w chabrowe sukienki obszyte kolorowymi taśmami, czerwone czapki i ciężką biżuterię, chętnie spoglądały na kawalerów w niebieskich tunikach, przepasanych pasami ozdobionymi srebrnymi i złotymi elementami, w spodniach ze skóry reniferów. Co prawda, panie nie muszą bać się braku powodzenia, bo na 86 kobiet przypada tu aż 100 mężczyzn, ale lepiej wybrać tego najlepszego i najmajętniejszego.

18 kwietnia, w Wielki Piątek, uczestniczyliśmy w uroczystej mszy świętej w ewangelickim kościele w Kautokeino. Kościół Norwegii ma jedną parafię w gminie Kautokeino. Jest ona częścią dekanatu Indre Finnmark w diecezji Nord – Hålogaland. Kościół powstał w 1958 roku na miejscu starego kościoła Kautokeino, spalonego przez Niemców w 1944 r. Obok kaplicy prawosławnej Św. Jerzego w Neiden (płw. Varanger), pochodzącej z 1565 r., była to najstarsza budowla sakralna w Finnmark (1701 r.). Współczesny ołtarz, autorstwa Jørga Mind, przedstawia Jezusa, jako Dobrego Pasterza.

W pewnym momencie wszyscy wstali i skierowali się w stronę ołtarza. Stała tam drewniana miska, do której wrzucano ofiary, a następnie przechodzono za ołtarz, by wyjść z drugiej strony i wrócić na swoje miejsce.

Msza rozpoczęła się o godzinie 11 i trwała dwie godziny. Celebrowana była w dwóch językach: Sámi i norweskim. W jej trakcie mogliśmy wysłuchać również Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa Według Świętego Jana (85-90% populacji w gminie to przedstawiciele ludu Sámi. Sámi i norweski są tam językami urzędowymi).
Kościół był wypełniony po brzegi, w większości przez starsze samskie kobiety, ubrane w tradycyjne stroje. Wyglądały bardzo malowniczo, siedząc obok siebie w jednakowych, czerwonych czapkach. Mężczyźni i młodzież prawdopodobnie regenerowali siły po atrakcjach festiwalowych dnia poprzedniego. Oprócz Samów, na mszę przybyło niewielu wiernych. Norwegowie spędzają bowiem święta na świeżym powietrzu, czytając kryminały i spotykając się ze znajomymi. Na północy, co mogliśmy sami zaobserwować, wyruszają kamperami w góry, by pojeździć na skuterach śnieżnych. Tradycja uczestnictwa w obrzędach religijnych stopniowo tam zanika. Dość zaskakujący dla katolików był sposób zbierania ofiar. W pewnym momencie wszyscy wstali i skierowali się w stronę ołtarza. Stała tam drewniana miska, do której wrzucano ofiary, a następnie przechodzono za ołtarz, by wyjść z drugiej strony i wrócić na swoje miejsce.

Wielki Piątek w kościele ewangelickim jest najważniejszym i bardzo podniosłym świętem. Nawet w Norwegii są wtedy zamknięte sklepy i urzędy. Tylko nieliczne bary i restauracje są otwarte (a wszystkie w mieście można policzyć na palcach jednej ręki). Dobrze więc zabrać ze sobą termos z kawą i kanapki. My tak zrobiliśmy i dzięki temu urządziliśmy piknik na parkingu pod Ratuszem – Kommune Kautokeino. Sam Ratusz nie zachwyca swoim wyglądem. Jest typowym budynkiem administracyjnym. Na ścianie bocznej, obok nazwy miasta, widnieje herb Kautokeino – lavvu (namiot) w kolorze złotym na niebieskim tle. Lavvu, nadal używany przez pasterzy reniferów, został wybrany na symbol gminy i zatwierdzony 4 września 1987 r.

Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej. Trafiliśmy do Beaivváš Sámi Našunálateáhter (Narodowego Teatru Ludu Sámi w Norwegii), gdzie w ramach Festiwalu odbywała się wystawa strojów teatralnych. Mimo, że pochodziły one z klasycznych spektakli (Faust, Hamlet, itp.), wszystkie inspirowane były kulturą Samów. W budynku o dość niecodziennej architekturze mieści się teatr, wyższa uczelnia (University College Sámi) oraz dom kultury.

Beaivváš Sámi Našunálateáhter to pierwszy teatr samski w Norwegii, otwarty w 1981 r. spektaklem „Nasze Góry”, będącym muzyczną satyrą osadzoną w czasach budowy tamy na rzece Alta i bezskutecznych protestach Samów. Nazwa teatru „Beaivváš” oznacza zarówno „dzień”, jak i „słońce”, symbolizujące dwie potęgi: słońce – dające życie i dzień – umożliwiający prezentację tożsamości odrębności kulturowej Samów.

Teatr ten wykorzystuje zarówno nowoczesne, jak i tradycyjne środki wyrazu, nawiązujące do kultury czasów przedchrześcijanskich, a także tradycyjną muzykę samską, nazywana „joik”. Aktorzy to prężnie rozwijający się zespół, wielokrotnie wystawiający spektakle w całej Norwegii. Mając status Narodowego Teatru Ludu Sámi w Norwegii, instytucja finansowana jest w całości przez rząd norweski.

Dużą widownię zgromadziły zawody skuterów śnieżnych, które odbyły się na miejskim stadionie. Szybka jazda i ryk silników budziły emocje nie tylko u męskiej części publiczności. Uczestnikami byli przede wszystkim przyjezdni Norwegowie, tęskniący za dużą dawką adrenaliny w tym spokojnym i stabilnym państwie.

Żaden Festiwal nie może odbyć się bez sprzedaży pamiątek. Na rynku, obok Ratusza, rozstawiono stoiska z rękodziełem Samów. Bardzo skromna oferta oraz ceny, i tak dość wysokie, a dodatkowo windowane z racji okresu festiwalowego, sprawiły, że kupujących było niewielu. Transakcje utrudniał również fakt, iż większość kupców porozumiewała się jedynie w języku samskim.

Wielka Sobota to kulminacja Festiwalu, przez co wiele imprez odbywa się wtedy równocześnie. W tym roku wyjątkowo nie było wyścigów reniferów, mimo, że ujęto je w programie na godz. 12. Zamiast tego podziwialiśmy zawody turystów, którzy chcieli przejechać się (oczywiście odpłatnie) zaprzęgiem reniferów. Chętnych nie brakowało. Pierwotnie wyścigi służyły prezentacji najlepszych okazów zwierząt, a jednocześnie statusu materialnego ich właścicieli. Nikt przecież nie zapyta Sama o to, jak duże jest jego stado, gdyż uważane jest to za duży nietakt i brak szacunku.

W ubiegłych latach Festiwalowi Muzycznemu towarzyszył Przegląd Filmowy w kinie, zbudowanym z lodowych bloków na wolnym powietrzu obok Hotelu Thon. W tym roku odbyła się premiera tylko jednego filmu – „Sound of the Sami plains”. Niestety, nie byliśmy na projekcji, ponieważ jej koniec zbiegał się z początkiem koncertu Sámi Grand Prix, a i cena była wysoka – 100 NOK od osoby plus całoroczny karnet kinowy (60 NOK), bez którego nie można kupić biletu. Wprawdzie nie obejrzeliśmy filmu, lecz zwiedziliśmy (gratis!) lodowy labirynt, czyli zmrożone korytarze, w których można pograć w golfa, posłuchać joikowania czy wypić drinka (oczywiście z lodem). Po pobliskiej zagrodzie przechadzały się cztery renifery, które fotografują turyści.

Nie skorzystaliśmy z drinków w hotelu, ani z możliwości zjedzenia tam lanczu. Wybraliśmy mniej ekskluzywne miejsce – Grill Bar, który z zewnątrz wyglądał na zamknięty. Po wejściu zdziwił nas jednak panujący tam gwar i bogate menu. Może mniej wykwintne, jak w Thonie, ale równie smaczne. Zaskoczyły nas też ceny – wersja festiwalowa, czyli drożej, niż dnia poprzedniego.

Najważniejszym wydarzeniem Festiwalu był konkursowy koncert Sámi Grand Prix 2014 w sali Báktehárji, będący samskim odpowiednikiem konkursu Eurowizji (bilet 300 NOK). Mimo, że koncerty organizowano na festiwalu od 1974 r., to Grand Prix wystartowało dopiero w 1990 r. Na tegoroczną edycję przybyło około 1500 widzów, prawie wyłącznie Samów z Norwegii, Finlandii i Szwecji, ubranych w tradycyjne stroje. Nasze zainteresowanie szczególnie budziły małe dzieci, które – tak jak ich rodzice – z dumą podkreślały swoją tożsamość kulturową. Po raz pierwszy impreza była transmitowana na żywo przez norweską telewizję NRK, co sprawiło, że lokalny folklor zaprezentowano szerokiej publiczności w krajach nordyckich. Pewnie z racji wymogów transmisji, timing koncertu pozytywnie nas zaskoczył z perspektywy kilku dni pobytu w Kautokeino. Jak przystało na poważny konkurs, w Jury zasiadali przedstawiciele wszystkich państw, gdzie mieszają Samowie. A i nagrody były znaczące. Zwycięzca otrzymywał 20 tys. NOK i roczne stypendium w wysokości 50 tys. NOK wraz z zobowiązaniem do zorganizowania jednego koncertu. Klement Ander Buls (producent Sámi Grand Prix) w wywiadzie z nami stwierdził, iż wysokość nagród jest bardzo motywująca i daje laureatom możliwość zrobienia prawdziwej kariery. Przykładem tego jest choćby historia Sofii Jannok.

Konkurs składał się z dwóch części. W pierwszej wystąpiło dziesięciu artystów wykonujących joik tradycyjny. I miejsce zdobył Jørgen Stenberg ze Szwecji. Zapowiadający przedstawili go jako joikera, ale i podróżnika. Po koncercie poprosiliśmy o go kilka słów dla czytelników PetroNews.

– Zapowiedziano Cię jako podróżnika. Dokąd wyjeżdżasz, i czy są to wyjazdy związane z muzyką i śpiewem?
– Wyjeżdżam w różne części świata. Za kilka dni jadę na karnawał na Seszele, na którym będę śpiewał joik.
[To dość zaskakujące, joik na Seszelach. W życiu codziennym jest hodowcą reniferów i oczywiście muzykiem – przyp. redakcji]
– Co robią teraz Twoje renifery?
– Są już na pastwiskach w górach, więc mogę spokojnie podróżować.

Druga część konkursu to występ muzyków, dla których joik był inspiracją do tworzenia form bardziej współczesnych. Usłyszeliśmy szerokie spektrum muzyczne: hip hop, tzw. lekki metal (lekki za sprawą wokalu), joik z elementami muzyki wschodu i joik – pop. Wszystkim artystom towarzyszył profesjonalny zespół. Pierwsze miejsce zdobył duet z Finlandii – Heli Aikio/ Aila, który wykonywał swój utwór przy akompaniamencie własnoręcznie wykonanych instrumentów. Muzyka była niesamowita, a nagroda w pełni zasłużona.
W przerwie koncertu wręczono nagrodę im. Nilsa-Aslaka Valkeapää (Áillohaš), którą przyznano Sofii Jannok, szwedzkiej wokalistce, lecz również właścicielce stada reniferów w Gällivare. Wydała ona już kilka płyt i singli z muzyką tradycyjną i stylizowaną joikiem. Jest dwukrotną zdobywczynią Sámi Grand Prix (2001, 2003). Cieszy się ogromną popularnością wśród Samów i jest w branży muzycznej wielką gwiazdą (zaraz po Mari Boine).

Nils-Aslak Valkeapää, znany jako Áillohaš (23 marca 1943 – 26 listopada 2001), był pochodzącym z Finlandii samskim pisarzem, muzykiem i artystą, prezentującym kulturę Samów szerokiej publiczności. Zadebiutował podczas ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Lillehammer w 1994 r.

W tym roku do konkursu po raz pierwszy zaproszono Samów z płw. Kolskiego w Rosji: Valentinę Kirillovą i Wasilija Maminova. Ich stroje znacznie się różniły od ubrań skandynawskich Samów, choć wiele elementów było spójnych, np. torebka ze skóry renifera, czy kolory stroju męskiego. W ubraniu damskim tożsamość kulturową podkreślał haft wykonany maleńkimi koralikami. Niestety, różnice dotyczą nie tylko strojów. W Rosji występują bowiem bardzo duże problemy, jeśli chodzi o możliwości kultywowaniem tradycji. Działania państwa zmierzają do stopniowego ograniczania ich odrębności etnicznej.

Koncert zakończył się punktualnie o godzinie 20. Od 23 do 3 trwał koncert podsumowujący Wielkanocny Festiwal (bilet – 400 NOK). W programie przeważały utwory prezentowane na koncercie galowym. Ta ostatnia impreza była przeznaczona już wyłącznie dla Samów. Widoczne było również dla nas, że to ich święto, ich spotkanie i ich radość.

I tak nasz pobyt w Kautokeino /Guovdageaidnu, którego nazwa oznacza „w połowie drogi”. dobiegł końca. Były to niezapomniane, ale i bardzo intensywnie spędzone dni.

Emilia i Dariusz Schmidt, Festiwal Zorzy Polarnej

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji