Piotr Gryszpanowicz od kuchni: Nie gotuję, ale grilluję

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Jaką kuchnię preferuje Piotr Gryszpanowicz? Jakie są ulubione potrawy byłego szefa Miejskiego Zarządu Dróg i kto sprawił, że uwielbia kartacze? Na te i wiele innych pytań odpowiadamy w kolejnej części naszego cyklu „Płocczanie od Kuchni”.

Tym razem wpraszamy się do kuchni Piotra Gryszpanowicza – byłego dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg, który obecnie prowadzi własną działalność – projektuje drogi, nadzoruje ich budowę a także kieruje ich budową w Płocku i okolicach. Studenci znają go w wykładów na Politechnice Warszawskiej, gdzie prowadzi zajęcia z budownictwa komunikacyjnego (uczy jak powinno się budować i projektować drogi itp.), a część płocczan z pomysłów do Budżetu Obywatelskiego – „Stop tirom” i „Kryte boisko dla dzieci”. Wkrótce poznamy jego książkę o przemianach układu komunikacyjnego Płocka od końca XVIII wieku do dziś.

Kuchnia Piotra Gryszpanowicza jest duża i przestronna. Tuż obok znajduje się taras, na którym cała rodzina – pan Piotr, jego żona Inez oraz córki Klaudia (Klaudysia, jak na nią mówią najbliżsi) oraz młodsza Ola – przy pięknej pogodzie jada wspólnie posiłki.

Babcia Zosia i jej kartacze

Jakie smaki preferuje pan Piotr? – Do dziś wspominam szczególnie jeden smak dzieciństwa – wyznaje z uśmiechem. – Chodzi tu o przepyszne kartacze przygotowywane przez wyjątkową, niestety, już nieżyjącą kobietę, Zofię Dereszkiewicz. Była to moja sąsiadka, która z uwagi na to, iż moi rodzice zawsze bardzo dużo pracowali, opiekowała się mną, gdy wracałem ze szkoły – wspomina Piotr Gryszpanowicz.

Jak się okazuje, powiedzenie „Przez żołądek do serca” nie jest bez pokrycia. – Była dla mnie jak trzecia babcia – wyznaje nasz rozmówca. – Potrawa przygotowywana przez nią była przepyszna i wyjątkowa, a jej zapach był wyczuwalny jeszcze zanim wszedłem do klatki swojego bloku – były dyrektor MZD przymyka oczy, a ja mam wrażenie, że widzi w tym momencie siebie, biegnącego jak najszybciej do mieszkania, z którego dochodziły tak smakowite zapachy. – Babcia Zosia pochodziła z okolic Wilna, w związku z tym w jej potrawach przeplatały się smaki z różnych kuchni, do dziś nie do podrobienia dla nikogo – kontynuuje po chwili pan Piotr. Jednak nie samymi kartaczami żył w dzieciństwie. Jego rodzice wspominają inną potrawę, którą mógł jeść właściwie cały czas. Potrawą numer jeden małego Piotrka zawsze były zapiekanki. – Być może dlatego, że była to potrawa szybka w przygotowaniu, gotowa w kilka minut – wyjaśnia swoje preferencje smakowe nasz rozmówca. – Jedyny problem, który wówczas występował, to brak urządzeń jakie są dostępne dzisiaj, znacznie ułatwiających gotowanie. Piekarniki był gazowe i nie za bardzo się nadawały do pieczenia, więc dobrą zapiekankę mogłem zjeść jedynie wychodząc z rodzicami na miasto. Wszystko zmieniło się, gdy rodzicom udało się gdzieś kupić mały zapiekacz. Od tej pory zapiekanki zaczęły królować w moim domu – Piotr Gryszpanowicz nie krył, że to miłe wspomnienie.

Obiady jadam rzadko

Jakie potrawy obecnie preferuje specjalista od projektowania dróg? – Nie mam szczególnych preferencji i jednej kuchni, którą lubię – pan Piotr zamyśla się na chwilę. – Choć, jeśli miałbym obowiązkowo jakąś wskazać, to wybrałbym kuchnię włoską – wyznaje. Jak się okazuje, w jego zawodzie niełatwo wyrobić sobie smak, ponieważ na jedzenie… brak czasu. – To, gdzie jadłem, ciągle się zmieniało – wspomina inżynier. – Wpływ na to ma mój zawód drogowca – wyznaje i opowiada: – Na początku mojej drogi zawodowej, pracując na budowie, praktycznie przez cały tydzień nie mając za dużo wolnego czasu, jadłem w trakcie pracy i nie było to nic szczególnego. Na budowie pozostawał cały sprzęt, którego należało pilnować, a poza tym, człowiek bez przebrania się i prysznica w ciągu dnia nie zostałby chyba wpuszczony do restauracji – porozumiewawczo mruga okiem. – Praca do późnych godzin powodowała, że do domu wracałem raczej na kolację niż obiad – mówi Piotr Gryszpanowicz. – Właściwie odkąd tylko pamiętam dużo pracuję i na jedzenie nie było szczególnie dużo czasu – w jego głosie nie słychać żalu, może jedynie odrobinę zmęczenia? Jednak nasz rozmówca nie pozwala sobie na użalanie się i rzeczowo wyjaśnia: – Młody człowiek na dorobku, chcący się usamodzielnić, musi dużo pracować, nie ma innego wyjścia. Dziś, gdy mam już żonę i dzieci, staram się chociaż okres posiłków spędzić przy wspólnym stole. Wyjścia do restauracji nam się zdarzają, choć nie jest to częste doświadczenie. Czasami w piątek lub sobotę uda nam się pojechać na dobrą rybę lub wyjść razem, najczęściej na pizzę.

Do kuchni lepiej mnie nie wpuszczać

Przy tak małej ilości czasu, Piotr Gryszpanowicz raczej nie gotuje, ale czy potrafi? – Jeśli chodzi o gotowanie, to, niestety, lepiej mnie nie wpuszczać do kuchni – wyznaje z uśmiechem. – Miałem to szczęście, że zawsze dla mnie ktoś coś dobrego ugotował i nie musiałem się tego uczyć, choć przyznaję, że gotować chciałbym umieć – stwierdza. Co wiec stało na przeszkodzie? – Pewnie gdybym studiował poza Płockiem lub musiał przebywać na długich delegacjach, posiadłbym te umiejętności. Ale tak się nie stało, więc teraz delektuję się kuchnią innych – pan Piotr sprawia wrażenie pogodzonego z tym faktem.

To nie oznacza jednak, że w kuchni nie potrafi zupełnie nic zrobić. – Pamiętam jedną historię, gdy wiele lat temu założyłem się z moją żoną, już nie pamiętam o co, i przegrałem. Nagrodą miało być przygotowanie super kolacji dla wygranego. Byłem pewien zwycięstwa i dlatego przystałem na te warunki, a jednak stało się inaczej i upsss… Musiałem coś ugotować. Wcześniej przyznałem się, że potrafię zrobić tylko zapiekanki, dlatego na kolację dla żony przygotowałem je najlepiej jak potrafiłem. Kupiłem specjalne długie bagietki i ser mozzarella, który był kiedyś mniej dostępny niż obecnie. Żona, opowiadając tę historię znajomym twierdzi, że była to najlepsza kolacja w jej życiu, jaką zrobiłem. Ja jednak zastanawiam się, czy chodzi jej o smak mojej potrawy, czy też o to, że była to jak do tej pory jedyna przygotowana przeze mnie kolacja – nasz rozmówca nie potrafi opanować śmiechu.

Czy naprawdę jest to jedyna rzecz, którą potrafi przygotować pan Piotr? Jego żona przypomina, że świetnie wychodzi mu jeszcze… grillowanie. – Faktycznie, idzie mi to całkiem nieźle, ale to pewnie dlatego, że przygotowywanie potraw na grillu nie wymaga specjalnych umiejętności – przyznaje Piotr Gryszpanowicz.

Czym kulinarnie można więc zaspokoić podniebienie naszego rozmówcy? – Dziś bardzo lubię spaghetti bolognese w wykonaniu mojej żony oraz kartacze, które po śmierci babci Zosi stara się robić najlepiej jak potrafi moja mama. Szczególnie mocno co roku czekam na wigilię, gdyż tego dnia mogę najeść się pysznej potrawy przygotowywanej przez babcię Irenę i ciocię Małgosię, a mianowicie ryby w specjalnym sosie, zapiekanej z serem. Palce lizać! – pan Piotr uśmiecha się i po chwili dodaje: – Dobrze, przyznam się… Pizzę też bardzo lubię.

Specjalnie dla naszych czytelników, Piotr Gryszpanowicz przygotował przepis na jego ulubioną potrawę z dzieciństwa, czyli kartacze z mięsem.

  • Składniki:
    – 2 kg ziemniaków (startych jak na placki ziemniaczane)
    – 500 g ugotowanych ziemniaków (przeciśniętych przez praskę)
    – 1,5 szklanki mąki pszennej
    – 0,5 szklanki mąki ziemniaczanej
    – sól
    Farsz:
    – 750 g mięsa mielonego na grubych oczkach
    – 2 jajka
    – ząbek czosnku
    – przesmażona cebula
    – sól
    – pieprz

    Surowe starte ziemniaki odciskamy przez ściereczkę, aby pozbyć się wody. Ugotowane i przeciśnięte przez praskę ziemniaki łączymy z surowymi, solimy, dodajemy mąkę, jajka i dokładnie wyrabiamy. Z ciasta formujemy na dłoni placki, na które nakładamy farsz i robimy owalne kartacze. Tak przygotowane wrzucamy do gotującej i osolonej wody. Gotujemy na małym ogniu około 20 minut. Ugotowane dekorujemy przesmażonym boczkiem. Dla smakoszy można podawać kartacze z surówką z kiszonej kapusty. Smacznego !

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji