Paweł Pilichowicz od kuchni: Mam rękę do gotowania

REKLAMA

Jak zrobić doskonałe placki z cukinii? Dlaczego włoskie spaghetti jest lepsze od chińskiego tofu? Odpowiedzi na te i inne pytania w kolejnej „Płockiej Kuchni”. Dziś rozmawiamy z Pawłem Pilichowiczem, wokalistą, dyplomowanym nauczycielem muzyki, który po przygodzie z VoxSingers rozpoczyna karierę solową.

Paweł Pilichowicz to osoba związana z muzyką od zawsze. Wokalista, nauczyciel muzyki, lider Polskiego Stowarzyszenia Edukacji i Animacji Muzycznej w Płocku, dyrygent i pedagog śpiewu chóru „Solec” oraz radny powiatu gostynińskiego. Szerszej publiczności znany jest jako solista w chórze VoxSingers.

– Z VoxSingers wydaliśmy dwie płyty: „Jaki Piękny Świat” i „Magia Świąt”. Teraz postanowiłem zrobić coś swojego – mówi Pilichowicz. – 20 kwietnia ukazała się moja debiutancka płyta „Życia szczegół”. Po dwóch latach ciężkiej pracy i poświęcenia mnóstwa osób – jest – dodaje z dumą.

Album jest kompilacją pracy wielu utalentowanych muzykach. Obok pana Pawła, tekstami do płyty zajął się Krzysztof Cezary Burszman, a muzykę skomponował m.in. Krzysztof Misiak, Robert Majewski czy Ryszard Wolbach.

PowiązaneTematy

Mówią, że mam rękę do gotowania

Nasz rozmówca uwielbia zatem muzykę. Lubi ją komponować, śpiewać i przygotowywać. Identyczne zasady przygotowania występują też w kuchni, w której wokalista lubi przebywać. Czy nad garnkiem i patelnią? Niekoniecznie…

– Przede wszystkim uwielbiam jeść… z gotowaniem jest już gorzej – śmieje się. – Jeśli jednak ktoś przydzieli mi zadanie, że muszę zrobić coś w kuchni, to są to placki z cukinii i spaghetti. Obie te potrawy podobno jakoś mi wychodzą – dodaje skromnie.

Nie oznacza to jednak, że przebywanie w kuchni to dla pana Pawła przykry obowiązek. – Radzę sobie z garnkiem i patelnią – przekonuje Pilichowicz. – Nawet żona mówi, że mam do tego rękę. Jednakże muszę przyznać, że nie ciągnie mnie zbyt często do gotowania – wyznaje.

Nasz rozmówca gotuje rzadko, lecz z całą pewnością smacznie. Zupełnie inaczej jest jednak z konsumpcją. Pan Paweł uwielbia jeść. Co na przykład?

– Zjem praktycznie wszystko – śmieje się wokalista. – Jestem osobą mało wymagającą w kuchni. W zasadzie jedyny mój znienawidzony smak i zapach to chińskie tofu, które miałem nieprzyjemność skosztować. Było to podczas pobytu w Chinach z chórem VoxSingers – wspomina.

Fot. Archiwum prywatne Pawła Pilichowicza

Uraz do tofu jest tak duży, że na stałe wpisał się on na krótką listę nielubianych składników i dań. – To było w 2010 roku, a ja do dziś czuję ten smak – mówi zniesmaczony Paweł Pilichowicz. – To bardziej przerażający fetor. Co ciekawe, dla Chińczyków był to codzienny, smaczny posiłek – śmieje się.

Chińskie tofu otwiera i zamyka listę smaków „na nie”, a co znajduje się na tej drugiej z ulubionymi smakami? Tych pozycji jest bardzo dużo, ale tworzą je przede wszystkim smaki tradycyjnej, polskiej kuchni.

– Gości ona u mnie najczęściej na stole – zdradza w rozmowie z nami. – Nie boję się jednak eksperymentować. Czasem pozwolę sobie na owoce morza czy łączenie różnych nieoczywistych smaków – opowiada.

Pan Paweł jednym tchem może wymienić swoje ulubione, kojarzone z dzieciństwem potrawy. – Pamiętam pieczone bezpośrednio na kaflowej kuchni mojej babci placki, tzw. mace podawane z dżemem bądź zsiadłym mlekiem – wraca pamięcią.

Kulinarne podróżowanie

Nasz rozmówca przekonuje, iż nie boi się eksperymentować z kuchnią. To przejawia się przede wszystkim podczas podróży. – Kiedy śpiewałem w VoxSingers, zwiedziłem wiele krajów i kontynentów. Uwielbiałem próbować potraw regionalnych, a także tradycyjnych dla danego regionu świata – wspomina.

Pilichowicz chętnie raczył się miejscowymi specjałami. – W Chorwacji zachwycałem się grillowanymi kalmarami, a w Turcji jadłem ośmiornicę. Jednak to w Japonii skosztowałem najwięcej nowości. Tam zjadłem zupę z kraba i owoce morza, a także tajemniczą, toksyczną rybę Fugu, nie wspominając już o słynnej wołowinie krów z Kobe – wymienia.

To także podczas koncertowania z VoxSingers nasz rozmówca spróbował amerykańskich fast-foodów w Ameryce. – Odwiedziłem restaurację KFC w Kentuchy i McDonalds w Stanach Zjednoczonych – to inne restauracje, niż w Polsce – zdradza. – Także w trakcie podróży koncertowych spróbowałem niesamowitej kalifornijskiej zupy z owoców morza – zdradza.

Paweł Pilichowicz jest specjalistą od kilku potraw, lecz na szczycie tej listy są placki z cukinią. Jak je przygotować? Przepis poniżej!

Placki z marchewki i cukinii Pawła Pilichowicza

Składniki:

  • 2,3 średnie cukinie – ok. 750 g
  • 4 średnie marchewki – ok. 400 g
  • 6 czubatych łyżek mąki pszennej
  • 4 jajka
  • kilka gałązek szczypiorku
  • szczypta soli i pieprzu do smaku
  • olej rzepakowy do smażenia.

Przygotowanie:

Marchewkę umyć, osuszyć, obrać, odciąć końcówki. Zetrzeć na tarce o małych oczkach. Cukinie umyć, osuszyć, odciąć końcówki i bez obierania zetrzeć na tarce o średnich lub grubych oczkach. Lekko posolić i odstawić na ok. 10-20 minut, by cukinia puściła soki. Po tym czasie dokładnie odcisnąć z nadmiaru wody.

Cukinię i marchewkę wrzucić do jednej miski, wbić jajko, wsypać mąkę, posiekany szczypiorek. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Wymieszać.

Na patelni rozgrzać olej. Za pomocą łyżki nakładać niewielkie placuszki i smażyć z obu stron na małym ogniu do zrumienienia. Po usmażeniu odsączyć placuszki z nadmiaru tłuszczu na ręczniku papierowym.

Placki można jeść wedle uznania i na zimno i na ciepło… Mnie osobiście smakują najlepiej prosto z patelni z odrobiną kefiru bądź jogurtu naturalnego.

Życzymy smacznego!