Ostatnie godziny płockiej nocy terroru

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Hitlerowcy wzmocnili na terenie miasta swe patrole, wymuszając na ludności podporządkowanie się okupacyjnym zarządzeniom, by zabezpieczyć wycofujące się wojska przed dywersją i odwetem, zatem każdy nieopatrzny ruch mógł zakończyć się tragedią. A jakże trudno było w tym czasie zachować zimną krew; 17 stycznia lotem błyskawicy Płock obiegła wiadomość o wyzwoleniu Warszawy, a już dzień później na niebie pojawiły się rosyjskie samoloty. Jednakże dramat miał się dopiero rozegrać…

Tak się jakoś złożyło, że od pewnego czasu zabieram Państwa w podróże w przeszłość i na podstawie zachowanych historycznych opisów, dokumentów, a nawet bezpośrednich relacji, przypominam o miejscach i ludziach niezwykle dla płocczan ważnych. Dlaczego? Z prostego powodu – nasza zbiorowa pamięć i świadomość dziejów, jakie już pozostawiliśmy za sobą, tworzy tożsamość nas – współczesnych. Tymczasem styczeń to dla naszego miasta szczególny miesiąc, nie tylko z powodu wybuchu powstania styczniowego, w którym to nasi przodkowie walnie brali udział. W tych właśnie dniach 72 lata temu kończyła się niemiecka okupacja…

Od jej samego początku Płock, a od maja 1941 Schröttersburg, wchodził w skład prowincji Prus Wschodnich, którą zarządzał Erich Koch. Miasto w krótkim czasie zmieniło się nie do poznania. Na wietrze powiewały rzędami hitlerowskie flagi, pojawiły się tablice z niemieckimi nazwami ulic i wszechobecny zakaz „Nur für Deutsche” – nad wejściami do kawiarni, restauracji, kin, a nawet miejskich parków – nawet Tumskie Wzgórze było tylko dla Niemców. W okazałej modernistycznej kamienicy, którą przed wojną płocczanie nazywali czule „naszą katedrą”, przy ulicy 1 Maja 3/5 rozlokowało się Gestapo i tam urządziło sobie swą katownię, a w Seminarium Duchownym stacjonowała formacja SS.

Nasze miasto miało dla okupanta znaczenie szczególne. Już wiosną 1940 roku z wizytacją przyjechał tu szef SS Heinrich Himmler. Krótko potem wzmogły się represje wobec mieszkańców Płocka. Na porządku dziennym były aresztowania, łapanki, prześladowania, egzekucje i mordy przeprowadzane z bezceremonialnym okrucieństwem. Nastała niezwykle długa, ponad pięcioletnia, hitlerowska noc terroru…

Jednakże w styczniu 1945 roku dni Trzeciej Rzeszy były już policzone. Już 15 stycznia wśród okupantów panowało wyraźne zdenerwowanie, a nawet pierwsze oznaki paniki. Okoliczne drogi i ulice miasta były zatłoczone tłumami niemieckiej ludności, ewakuującej się w popłochu przed zbliżającym się frontem, przemieszanymi z resztkami oddziałów Wehrmachtu, które pogubiły swe formacje w trakcie działań wojennych. Rannych żołnierzy układano, gdzie popadnie; w salach sądu, w gmachu Liceum Stanisława Małachowskiego, by za kilka dni wywieźć ich z miasta na tyły frontu. Jednocześnie trwała w tym czasie systematyczna ewakuacja niemieckich urzędów.

Obserwujący tę sytuację mieszkańcy Płocka z utęsknieniem wyczekiwali końca hitlerowskiej okupacji, nie byli jednakże świadomi, jak wiele jeszcze krwi przeleje się do tego czasu.

W ogólnie panującym stanie chaosu, najwięcej zimnej krwi zachowało miejscowe Gestapo. W tych ostatnich dniach terroru wykazywało się metodycznością i bezwzględnością w realizacji swych zbrodniczych zamierzeń. Hitlerowcy wzmocnili na terenie miasta swe patrole, wymuszając na ludności podporządkowanie się okupacyjnym zarządzeniom, by zabezpieczyć wycofujące się wojska przed dywersją i odwetem, zatem każdy nieopatrzny ruch mógł zakończyć się tragedią.

A jakże trudno było w tym czasie zachować zimną krew; 17 stycznia lotem błyskawicy Płock obiegła wiadomość o wyzwoleniu Warszawy, a już dzień później na niebie pojawiły się rosyjskie samoloty. Jednakże dramat miał się dopiero rozegrać…

Od początku 1945 roku Niemcy prowadzili systematyczną ewakuację płockiego więzienia. W czasie okupacji przetrzymywano w nim członków ruchu oporu, przedstawicieli płockiej inteligencji, działaczy społeczno-politycznych i osoby ujęte w trakcie ulicznych łapanek. Jeńców transportowano do innych jednostek i obozów zagłady.

Jeden z ostatnich aktów płockiej tragedii rozegrał się 18 stycznia. Hitlerowcy wywieźli z zakładu karnego dużą grupę 208 więźniów. Jeńcy byli przekonani, że jadą gdzieś daleko, w głąb Rzeszy, bowiem sowicie wyposażono ich w prowiant. Jak się okazało, był to jedynie przejaw hitlerowskiej perfidii. W pobliskich lasach brwileńskich więźniowie zostali bestialsko rozstrzelani seriami z karabinów maszynowych i pogrzebani w zbiorowej mogile. Ale dramat ostatnich chwil wojny jeszcze się nie dokonał…

W mroźny poranek, 19 stycznia, na stację kolejową w Płocku przybył transport 31 więźniów z aresztu w Przasnyszu. Skuci kajdankami po dwóch, pod ostrzałem rosyjskich samolotów, przeszli ulicami Dworcową, Kilińskiego, a następnie Sienkiewicza do płockiego więzienia. Tu dotychczasowa eskorta przekazała ich na dziedzińcu gestapowcom. Ci wyprowadzili jeńców na zewnątrz i skierowali ich w stronę ulicy Tumskiej, dołączając do nich po drodze przypadkowych ośmiu mieszkańców miasta, schwytanych w czasie przemarszu. Następnie wszystkich wprowadzono na podwórze opuszczonej przez Niemców kamienicy przy ulicy Sienkiewicza nr 28.

Tu hitlerowcy ustawili wszystkich „piątkami”, które wprowadzali kolejno do budynku. Kazano im kłaść się twarzą do podłogi na pozbawionych sienników metalowych łóżkach. Rozległy się pierwsze strzały. Na ciałach zamordowanych ginęły od strzałów kolejne „piątki”… Wkrótce z płockiego więzienia oprawcy doprowadzili jeszcze 45 jeńców. Wprowadzali do pomieszczeń kamienicy i metodycznie dokonywali mordu…

Tak dokładną relację z tego miejsca kaźni Polaków posiadamy dzięki nielicznym osobom, które z niej ocalały, takim jak Tadeusz Kuligowski, czy też Stanisław Zbyrowski. Hitlerowcy spieszyli się i już nie sprawdzali, czy ktoś przypadkowo nie przeżył. Po dokonaniu zbrodni, starając się zatrzeć jej ślady, wrzucili na koniec do kamienicy granaty zapalające. Ranni ludzie, którym nie udało się uciec z kamienicy, ginęli męczeńską śmiercią w płomieniach pożaru… Łącznie podczas tej egzekucji zginęło 79 Polaków.

20 stycznia pierwsze jednostki armii I Frontu Białoruskiego dotarły do Radziwia. Niemcy pospiesznie wysadzili mosty: drogowo-kolejowy i drewniany na Wiśle, a także magazyny przy dworcu autobusowym, dworzec kolejowy, koszary wojskowe, jednakże wcześniej planowali metodycznie unicestwić całe miasto. Na szczęście ocalił nas szybko zbliżający się front.

21 stycznia od strony Wyszogrodu do Płocka wjechały pierwsze czołgi 542 Dywizji Piechoty 70 Armii II Frontu Białoruskiego, a od strony Radziwia żołnierze 47 Armii I Frontu Białoruskiego i I Armii Ludowego Wojska Polskiego. Przyszła upragniona wolność i w tych dniach nikt nie patrzył, z czyjej ręki została ona podana. Zakończyła się okrutna noc terroru…

Tuż po hitlerowskiej okupacji przyszedł czas na liczenie strat, a były one dla Płocka niezwykle bolesne. W czasie wojny zginęło 11,5 tysiąca płocczan, czyli 34% ludności. Ze szczególnym okrucieństwem okupanci represjonowali Żydów, płocką inteligencję – prawników, lekarzy, urzędników oraz duchowieństwo. Jednakże bezmiar bólu po stracie najbliższych, krewnych, znajomych nie da się zakląć w cyferki…

A czy my współcześni pamiętamy o tych dniach, czy poświęcamy im uwagę, czy kultywujemy miejsca pamięci o kaźni Polaków? Wszystko na to wskazuje, że od jakiegoś czasu nie przywiązujemy do nich szczególnej wagi. Na ogrodzeniu obok kamienicy przy ulicy Sienkiewicza 28 co prawda jest umieszczona pamiątkowa tablica, ale do samego pomnika ku czci pomordowanych postawionego na miejscu kaźni nie można się dostać, ponieważ wejścia broni metalowa brama i solidna kłódka, a sam teren jest zaniedbany i popada w coraz większe zapomnienie. Tymczasem tuż obok z jednej strony sąsiaduje szkoła – I Liceum Plastyczne, a z drugiej prestiżowy hotel, do którego zjeżdżają polscy i zagraniczni goście – nie ma co, piękne wystawiamy sobie świadectwo!

W tym momencie nie ma dla mnie znaczenia, czy jest to objaw czyjejś małostkowości, sporów własnościowych, czy też przejaw zwykłego zaniedbania, a może nawet pisania historii „po nowemu”. Jestem w każdym razie przekonany, że ta przerażająca krótkowzroczność może skutkować tylko jednym, bowiem tak jak my traktujemy pamięć o ludziach, którzy złożyli najwyższą ofiarę – męczeństwa i krwi, tak o nas przyszłe pokolenia nawet się nie zająkną, nie poświęcą nam ani chwili swej egocentrycznej uwagi… Dobrze, że pomnik ku czci pomordowanych 79 Polaków jeszcze stoi – kamień znowu, jak się okazuje, jest trwalszy niż nasza krucha, ludzka pamięć…

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Artykuły sponsorowane w PetroNews.pl


Warto Przeczytać


Ostatnie Informacje

0
UDOSTĘPNIEŃ
Podziel się!
Dziękujemy za Twoje wsparcie!
Dziękujemy za odwiedziny!
Bądź z nami na bieżąco na Facebooku!
Nie pokazuj tego więcej - JESTEM już fanem!
×
Przeczytam Później
What is a Facebook Save Button?

The save button lets you save the current page to your private list on Facebook for a future use or consultation.
info | close