Okiem Robaka: Płocczanie – kochajmy się!

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

We wtorkowy poranek w naszym mieście zawrzało! Otóż „Gazeta Wyborcza” w artykule „Wielkie żarcie i inne grzechy” nie pozostawiła na płocczanach suchej nitki – okazuje się, że przodujemy w Polsce w obżarstwie, pijaństwie i awanturach! Na domiar złego, lokujemy się na szarym końcu pod względem nieczystości, czyli prościej rzecz ujmując rozpusty. No tego to już za wiele!!!

Jako dotknięty do żywego Płocczanin z dziada – pradziada, mimo wszystko bardzo uważnie przeczytałem tekst Andrzeja Fedorowicza. I choć mam nieodparte wrażenie, że wnioski cechuje zbyt duża dziennikarska swoboda, to przecież mądrzy ludzie twierdzą, że nawet w plotce jest ziarenko prawdy. Tymczasem „Wyborcza” zebrała dane z różnych źródeł, więc tym bardziej sprawa stała się poważna, wręcz polityczna.

Jako osobnik, prawdopodobnie dotknięty grzechem obżarstwa i pijaństwa, krytycznie taksowałem siebie w lustrze – mięsień piwny w normie, sylwetka spokojnie mieści się w obramowaniu, gęba…? No, rzecz gustu, ale od rana ogolona i nie zapita, bez śladów walki. Pospiesznie wybiegłem z domu w poszukiwaniu dotkniętych grzesznymi nawykami. Poza nieliczną grupką smakoszy trunków wszelakich, krążących po Starym Mieście, nie napotkałem patologicznych grubasów okładających się w pijackim widzie po napęczniałych, czerwonych mordach. Po Jachowicza, Tysiąclecia i innych ulicach przechadzali się całkiem przeciętni rozmiarowo ludzie (lekko podwyższone „L”), ani za bardzo ospali, ani pobudzeni, ot, zwyczajny obrazek, jak w każdym innym polskim grodzie. A zatem chyba nie jest tak źle, może to jakiś metodologiczny błąd w obliczeniach?

Uspokojony co nieco, wróciłem do domu i zapadłem w ulubiony fotel, ale dręczące wątpliwości uwierały wciąż, jak gwóźdź w bucie. Podniosłem zmiętą nieco gazetę, przewertowałem dane – a jeżeli się nie mylą, tylko my, płocczanie tak przyzwyczailiśmy się do swoich grzechów, że już ich nie dostrzegamy…?

Żeby rozwiązać problem, trzeba go najpierw poznać od podszewki. Wygląda na to, że erotyczne uciechy nie specjalnie nas interesują, z rozkoszą oddajemy się natomiast jedzeniu i piciu. Co by na to powiedział wytrawny psycholog? Pewnie nie omieszkał by wskazać, że popęd erotyczny zastępujemy innym – konsumpcją spożywczą, na domiar złego, ta sytuacja strasznie nas frustruje i podwyższa nasz poziom agresji. A kto chciałby na oczach wszystkich Polaków zostać nie dość, że grubasem, to jeszcze impotentem?!

Nie czas płakać nad mlekiem, które już się rozlało – czas na zmiany. W kontekście zbliżających się świąt może jeszcze nie stawiajmy sobie zbyt wygórowanych wymagań, w końcu jest to tradycyjny czas rozkoszowania się kulinarnymi rarytasami bez kontroli i umiaru. Ale zaraz po świętach, Drodzy Płocczanie, wspólnie bierzemy się w karby. Pozytywne nastawienie zazwyczaj czyni cuda – jak ograniczymy naszą rozpasaną konsumpcję, zadziwimy niejedno miasto.

Bardziej jednak martwię się tymi kiepskimi wynikami w rozpuście. Czyżby dumnie sterczące kominy Orlenu w jakiś sposób nas onieśmieliły, pozbawiły chęci i radości z najnaturalniejszego w świecie „bzykania”?

Co prawda, to właśnie do interpretacji danych mam największe wątpliwości. Okazało się, że Płock jest w pierwszej piątce miast o najwyższym wskaźniku rozwodów, których immanentną przyczyną bywa również zdrada. Tymczasem wskaźnik rozpusty „Wyborcza” oparła o ilość agencji towarzyskich, funkcjonujących w mieście oraz liczbę ofert erotycznych zamieszczanych w mediach – tu rzeczywiście nie mamy się czym pochwalić. Cóż z tego wynika?

Po pierwsze – nam do seksu nie potrzeba gazety.

Po drugie – chyba nie jest z nami tak źle, ale zdradzamy w delegacji, „pracując” na dobre współczynniki mieszkańców innych miast…

Swoją drogą, inne dane rysują też całkiem pozytywny obraz płocczan – nie piszemy na siebie donosów, nie jesteśmy podejrzliwi, nie popełniamy przestępstw przeciwko mieniu. To już coś.

Tym niemniej, nie powinniśmy zasypywać gruszek w popiele. Jeżeli komuś przyjdzie ochota zrobić kiedyś równie wyczerpujące porównanie, jako dumni mieszkańcy tysiącletniego grodu musimy być przygotowani. A zatem logistyka przede wszystkim. Jak wynika z materiału, w Płocku, żeby osiągnąć satysfakcjonujący poziom miłości do bliźniego swego, dramatycznie brakuje agencji towarzyskich. I tu mam swój autorski pomysł – od wielu lat rozmawiamy o wymierającej ulicy Tumskiej i Grodzkiej… A gdyby tak wyposażyć je w czerwone latarnie i tajemnicze witrynki wzorem Hamburga, czy Amsterdamu? Gwarantuję, że natychmiast zatętniłyby wieczornym, a w zasadzie nocnym życiem. A i przed innymi miastami byłoby się potem czym pochwalić…

No pomysł może i głupi… Ale w ogóle pomysł. A na bezrybiu i rak ryba…

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji