Okiem Robaka: O czym szumią media

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Same zwycięskie remisy…

Wszystko zaczęło się ni stąd, ni zowąd, w pewien marcowy wieczór u schyłku miesiąca. Znowu nadzieje całych rzesz kibiców w kraju i za granicą rozpaliły buńczuczne zapowiedzi ze wszech stron płynące o tym, jak to futboliści spod znaku białego orła przepłyną morza i zdobędą dla nas zieloną Irlandię.

Trzeba przyznać, że prawie im to się udało i, gdyby nie ich gapiostwo i święte przekonanie, że w ostatnich minutach meczu gola zdobyć nie można, a nawet nie wypada robić tego swym gościom, byłaby spektakularna victoria, a tak musieliśmy się pocieszyć zwycięskim remisem. Dlaczego był zwycięski i czy w ogóle taki może być? Oczywiście, że może, choć tylko u nas, a mimo, że na punkty nie wygraliśmy i skończyło się rutynowym podziałem punktów… Byliśmy normalnie lepsi i w ogóle byliśmy „bardziej”!

W takich to okolicznościach narodziła się przedziwna figura logiczna, nie opisana jeszcze dotąd przez naukę, ale – jak się niedługo potem okazało – niemal natychmiast weszła do powszechnego zastosowania.

Legalne bilety, wielkanocna pogoda i nieużytkowa hala
Czy ten nowy układ na pewno działa, już na miejscu, czyli w Dublinie przed stadionem, a w zasadzie, jak twierdzą naoczni świadkowie przed śmietnikiem, sprawdzał Kazimierz Greń – wynagradzany głodową pensją działacz PZPN. Mimo, że domniemany spekulant powrócił do kraju, to nie można powiedzieć, że do końca szczęśliwie, biorąc pod uwagę niezaplanowaną wycieczkę do aresztu i słoną grzywnę. Tym razem uczciwie trzeba przyznać zwycięski remis Irlandzkim stróżom prawa. Choć z drugiej strony, nie każdy może stać się gwiazdą YouTube’a i jednocześnie adresatem tak namiętnych komentarzy…

Zaraz potem, już przed samymi świętami, pogrywała z nami pogoda. Miało być tak bajecznie, wiosennie, zielono, słonecznie. Było zdecydowanie inaczej… Przez Dolny Śląsk i Wielkopolskę przetoczyły się trąby powietrzne i huragany, porywało dachy, drzewa z korzeniami i krowy z kopytami, no… może racicami. W zimnych podmuchach wiatru, okraszonych deszczem ze śniegiem, obchodziliśmy święta, kojarzące się nam zazwyczaj z budzącą się do życia przyrodą. Ale jak wiadomo, Polak nie da się tak łatwo zastraszyć. Gdy okazało się jasne, że nie ma szans na choćby mały spacer w godziwych warunkach atmosferycznych, ramię w ramię, przy wielkanocnych stołach podtrzymywaliśmy dobry nastrój i na wszelkie sposoby i jak się tylko dało. To fakt, że ponieśliśmy również ciężkie straty, biorąc pod uwagę ponadprogramową i nie zakontraktowaną przez NFZ ilość wezwań karetek pogotowia do kolek brzucha, ataków wątroby, wzdęć i zaparć z przepicia lub przejedzenia, albo też zbiegu obydwóch tych przyczyn… Jednakże to był bój na śmierć i życie, a sytuacja panująca w ziemskiej atmosferze bezwzględnie wymagała ofiar. I tak po raz kolejny w krótkim okresie czasu zwycięsko zremisowaliśmy, tym razem w zmaganiach z przyrodą.

Ale na tym nie koniec. W codziennych newsach aż kipi od doniesień o naszych następnych sukcesach. Chociażby w Jeleniej Górze za cztery miliony złotych oddano do użytku nowoczesną halę sportową do gry w piłkę… byle nie nożną i ręczną! Obiekt, jak się okazuje, został wyłożony w środku płytami gipsowo-kartonowymi, które pod naporem piłek przemieszczających się w przestrzeni po trajektoriach horyzontalnych, mogą łatwo ulec uszkodzeniu. Tę jeleniogórską „perełkę” szybko okrzyknięto przykładem urzędniczego absurdu, w moim przekonaniu zbyt pochopnie. Jakże mamy wychować następców Roberta Lewandowskiego, Łukasza Piszczka, czy też Karola Bieleckiego i Kamila Syprzaka, jeśli pozwala się młodzieży walić piłką po ścianach, zamiast trafiać nią w tzw. „światło bramki”? Tymczasem unikalna metoda pedagogiczna powinna przynieść rewolucyjne efekty tym bardziej, jeżeli w razie niezgodnego z przeznaczeniem użycia ściany małoletni wandal usłyszy:
– Jutro do szkoły przyjdziesz z ojcem, a ten niech ze sobą przyniesie płytę!
Proste, a jakże genialne, nieprawdaż?

Podsłuch nie jest podsłuchem bez podsłuchania?
O zwycięski remis pokusił się również rząd, a konkretnie minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Nasz spec od sił zbrojnych w swym oświadczeniu stwierdził, że założenie podsłuchu w knajpie, gdzie miał się ugadywać z ministrem z Niderlandów, przestępstwem nie jest, bo nikt nie został podsłuchany. Tym samym nad szpiegami, szantażystami, terrorystami oraz różnymi, innymi szumowinami wszelkiej maści z krajów bliskich i dalekich odnieśliśmy spektakularne i wiekopomne zwycięstwo, tym cenniejsze, że wygraliśmy z nimi niczym innym, jak moralnością. Żeby tylko nie okazało się, że moralność i prostolinijność stały się międzynarodowym synonimem dupowatości…

Próbuję sobie jakoś tę logiczno-prawną woltę przełożyć na jakieś przykłady i kombinuję sobie tak…
Od jakiegoś czasu nie znoszę mojego sąsiada, taki bezczelny i nieznośny typ. Ciągle urządza jakieś imprezy, sprasza panienki, a na klatce schodowej najczęściej robi mnóstwo hałasu skacząc, jak to ma w zwyczaju, po trzy stopnie. Nawiązując do logiki ministra Siemoniaka, spokojnie na korytarzu mogę rozpiąć cienką linkę, w końcu nic mi nie zrobią, bo nie ma przestępstwa, no, może dopóki się o nią nie potknie… A jeżeli już się potknie, to linkę się zwinie, w końcu nigdy nie przestrzegał przepisów BHP i używał „ciągów komunikacyjnych niezgodnie z ich przeznaczeniem i specyfikacją…”.

Przebiegając oczami nagłówki kolejnych newsów w poszukiwaniu zwycięskich remisów, zupełnie niespodziewanie zaskoczyli mnie Grecy. Otóż minister finansów tego bankruta, wiszącego nad europejską przepaścią, właśnie oświadczył, że Niemcy są winni Helladzie coś około 280 miliardów euro z tytułu odszkodowań wojennych! Dla ścisłości, chodzi tu o drugą wojnę światową, w bardziej zamierzchłą przeszłość łebski minister się nie posunął. Tym niemniej, zgodnie z tą logiką Europa i reszta świata powinna dalej i to bez zmrużenia oka sponsorować sprytnych mieszkańców kraju wina i oliwek, ponieważ oni ponieśli już swoje ofiary. No, szacun pełen! Wydawać by się mogło, że tacy nie kumaci w rachunkach, szczególnie przy spłacaniu kredytów, a tu proszę! Nie na wycieczki i wczasy będziemy niedługo do Grecji jeździć, tylko na uniwersytety, żeby się douczyć, jak spektakularną katastrofę przekuć w zwycięską porażkę.

Tu nas Helleni wyraźnie uprzedzili, podpiłowali gałąź teorii, którą właśnie zamierzałem opisać. Przecież to my potrafimy powiedzieć, że białe wygląda jak czarne, worek na kobiecie wygląda jak suknia, a szpieg nie szpieguje, tylko w nieuprawniony sposób korzysta z niejawnych informacji… Miałem taką nadzieję, że również zwycięska porażka będzie naszym dziełem narodowym, wisienką na torcie, czarną perłą, takim cudem cudów…

Chociaż może to już było? Czy nie nazywało się to przypadkiem pyrrusowe zwycięstwo?…

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji