Okiem Robaka: Kraina gazu, mamutów i reniferów

REKLAMA

Płockie pożegnanie z „Zorzą”

14 marca w Domu Darmstadt nastąpiło uroczyste zakończenie Festiwalu Zorzy Polarnej, nie mniej spektakularne, niż sam projekt artystyczno-edukacyjny, realizowany i wspierany przez Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki, Prezydenta Płocka, ale również Polską Fundację Sportu i Kultury, ambasady Norwegii, Szwecji i Finlandii i Wydział Geografii Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego.

[dropcap]T[/dropcap]egoroczną edycję przebiegającą pod hasłem „Tropem renifera” podsumowało spotkanie z Magdaleną Skopek – autorką książki „Dobra krew”. Tym razem za sprawą barwnej opowieści pisarki mogliśmy się wybrać na koniec świata, czyli Ja-mał w narzeczu Nieńców, odwiecznych mieszkańców tego bardzo zimnego półwyspu, który przecina koło podbiegunowe.

PowiązaneTematy

Nam, Polakom, półwysep Jamalski najczęściej kojarzy się z rurociągiem, Gazpromem, ewentualnie wydobyciem ropy naftowej, gdzieś daleko na wschodzie lub północy. Najczęściej nie wiemy, gdzie dokładnie, a przede wszystkim, jak daleko… Okazuje się, że bardzo daleko, w azjatyckiej części Rosji, nad Morzem Karskim, w krainie wiecznej zmarzliny, gdzie każdy dzień jest żmudną walką o przetrwanie.

Jak tam dotrzeć? Różnymi środkami transportu – pociągiem, samolotem, statkiem, na koniec helikopterem, ale przede wszystkim z niezachwianą wytrwałością i pasją poznawania. Wielu z nas miało takie dziecięce marzenie, żeby wylądować gdzieś na bezludnej wyspie, wieść życie dzikiego, pierwotnego człowieka. Do tych właśnie dziecięcych imaginacji bardzo zbliżyła się Magdalena Skopek, spędzając kilka miesięcy z koczowniczym ludem Nieńców. Wyrwana z cywilizacji, bez powrotnego biletu, była zdana na łaskę i niełaskę tego plemienia.

Codzienne życie stało się niekończącą obserwacją i kanwą książki „Dobra krew”. My, „cywilizowani” najczęściej zapominamy, jak wiele trudu i poświęcenia kosztują czasem najbardziej elementarne czynności i potrzeby człowieka. „Tam” wszystko nabiera zupełnie innego kontekstu – żeby napić się herbaty, trzeba iść po wodę do odległego jeziora i zebrać ogromną ilość krzewiny na opał, żeby się ubrać, trzeba zabić renifera, wyprawić skórę, zszyć ją i ozdobić, żeby zjeść, trzeba upolować lub złowić, żeby spać, trzeba zbudować czum – stożkowaty namiot z żerdzi i naciągnąć pokrycie – „jeje”. Prąd? Owszem, czasem z psującego się wciąż generatora. Każdy ruch w przenikliwym chłodzie i wilgoci, bo przecież wszędzie tundra, czyli w zasadzie porośnięte rzadką roślinnością mokradło… W trakcie krótkiego lata życie uprzykrzają nieskończone roje meszek i komarów, przed którymi może ochronić tylko ciężkie, niewygodne, tradycyjne ubranie. Z kolei zima polarna dotyka ludzi pięćdziesięciostopniowymi mrozami i burzami śnieżnymi, w trakcie których człowiek, co już się zdarzało, może zabłądzić i nigdy się nie odnaleźć tuż za swym namiotem.

[pullquote]Oni się po prostu pomiędzy sobą w rodzinie dogadują, my toczymy ciężkie ideologiczne spory o gender – i kto tu jest bardziej „prymitywny”?[/pullquote]

Życie Nieńców… Czy jest jak widnokrąg, idealnie jednostajny, bez żadnego pagórka, przewyższenia, czegokolwiek na czym można by zaczepić oko? Tak wiele dzieje się w czumach, są zwyczaje, które kształtują życie starych i młodych. Kto, według Państwa, dba o dom – pewnie kobiety? Owszem, jeżeli się tak z mężem umówią, role nie są tu jasno podzielone. Oni się po prostu pomiędzy sobą w rodzinie dogadują, my toczymy ciężkie ideologiczne spory o gender – i kto tu jest bardziej „prymitywny”? Ale jednocześnie przy tej zadziwiającej formie równouprawnienia, kobiety mają swoje rytualne ograniczenia – nie wolno im chociażby obejść sań stojących za czumem, przejść nad jakimś przedmiotem – nożem, liną, oszczepem, czymkolwiek… Suszyć spodni i innej garderoby dolnych partii ciała wraz z innym ekwipunkiem… Po prostu taki zwyczaj.

Podstawą życia Nieńców są renifery, do których mają wielki szacunek, z żadnym wypadku nie można z nich żartować, ponieważ oddają życie po to, by mógł przeżyć człowiek. Są siłą pociągową i podstawowym pokarmem. Plemię ma swoistą księgę gatunków, żyjących na Ziemi – zwierzęta powietrza, zwierzęta ziemi, ludzie i renifery. Renifera zabija się tylko w określonej porze roku, dlatego, by można wykorzystać każdą jego część, na pożywienie, ubranie, budulec, przedmioty codziennego użytku. Zwierząt nie uśmierca się ostrym narzędziem, są duszone. To też rytuał, którego pewnie nikt z Nieńców nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. Tak trzeba, tak było od pokoleń. Plemię nie zna też tak abstrakcyjnego uczucia, jak litość dla zwierząt, które trzeba zabić. W tych ekstremalnie trudnych warunkach geograficznych i klimatycznych jest to po prostu cywilizacyjny wymysł ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że każdy dzień Nieńca jest żmudną, monotonną walką o przetrwanie. Jedno jest pewne – zwierzęta darowują człowiekowi życie, nikt zresztą nie zabija ich bez uzasadnionej potrzeby – z powodu rozrywki, hobby, gustów kulinarnych czy tym bardziej mody.

[pullquote]Spożywanie surowego mięsa przebiega w specyficzny sposób, a mianowicie chwyta się zębami kawałek i odcina nożem od dołu kęs, niewprawieni bardzo łatwo mogą przy tej czynności skaleczyć się w nos, ale zwykłe sztućce do takiego posiłku są po prostu nieprzydatne.[/pullquote]

Co stanowi podstawę koczowniczego menu Nieńców? Surowe mięso ryb i renifera oraz suchary, krótko w lecie jajka ptaków i grzyby. Nie ma potraw na gorąco, żeby nie stracić tak niezbędnych wartości odżywczych, dostępnych w tundrze „wiktuałów”. Spożywanie surowego mięsa przebiega w specyficzny sposób, a mianowicie chwyta się zębami kawałek i odcina nożem od dołu kęs, niewprawieni bardzo łatwo mogą przy tej czynności skaleczyć się w nos, ale zwykłe sztućce do takiego posiłku są po prostu nieprzydatne.

Czasami monotonię życia przerywa prehistoryczne znalezisko – tundra ni stąd, ni zowąd wynosi na powierzchnię kości przedpotopowych mamutów. Ich ogromne części kręgosłupa ledwo mieszczą się na nienieckich saniach. Starzy ludzie twierdzą, że mamutów nie wolno szukać, ponieważ przynosi to nieszczęście – jeżeli mamut zechce, to sam przyjdzie do człowieka. Według nich, te zwierzęta żyją sobie dalej spokojnie głęboko pod powierzchnią tundry.

Lud Nieńców stanowi około 4% ludności Jamału. Czy ma jakiekolwiek szanse na przetrwanie? Czas pokaże, być może uchronią swoją niepowtarzalną kulturę i tradycje, ocalą własną, narodową tożsamość, również dzięki takim kreatywnym projektom, jak „Festiwal zorzy polarnej”.