W miniony weekend Płock wzbogacił się o nowy pomnik – na Wzgórzu Sieciecha stanął monument, upamiętniający powstanie w naszym mieście w 1812 roku teatru. W uroczystości odsłonięcia pomnika wzięli udział marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik i wiceprezydent miasta Roman Siemiątkowski. Nie mogło również zabraknąć jego inicjatora – dyrektora płockiego teatru Marka Mokrowieckiego.

To dzięki staraniom dyrektora płockiego teatru, władze miasta i regionu znalazły pieniądze na realizację tego przedsięwzięcia. Autorem projektu pomnika – repliki budynku – jest znany płocki artysta Stanisław Płóciennik. Plenerową uroczystość uświetnił koncert skrzypcowy w wykonaniu uczniów płockiej szkoły muzycznej. Fabularyzowany rys historyczny wprowadził zebranych w dość burzliwe dzieje dawnej, płockiej sceny, a na koniec tancerze z zespołu Wisła zatańczyli pięknego poloneza w strojach z epoki Księstwa Warszawskiego.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że czar Melpomeny zawładnął sercami płocczan wraz z powstaniem tej nieistniejącej już budowli nad Wisłą. Początki teatru w Płocku sięgają XVII wieku i wiążą się z działalnością edukacyjną zakonu Jezuitów, którzy w 1611 roku objęli Kolegiatę św. Michała, wraz ze znajdującą się przy niej szkołą – oczywiście naszą sławetną Małachowianką. Już rok później, przy pomocy uczniów, zorganizowali przez karnawałem pierwsze przedstawienie, a w 1686 roku generał zakonu oficjalnie zatwierdził i wyraził zgodę na funkcjonowanie szkolnego teatru… Do dziś zachowało się wiele programów z widowisk, które sukcesywnie były wystawiane w płockim kollegium.

Po likwidacji zakonu Jezuitów, teatr amatorski na tyle wrósł w życie kulturalne miasta, że z powodzeniem istniał dalej, dając przedstawienia dla mieszkańców aż do 1808 roku, kiedy to pod kierunkiem Teodora Bogusławskiego powstała pierwsza profesjonalna grupa aktorska.

Tak zatem przez niemal dwieście lat płocczanie czekali na powstanie świątyni Melpomeny z prawdziwego zdarzenia. Dopiero w 1811 roku, za sprawą zabiegów prefekta departamentu płockiego Rajmunda Rembielińskiego, poczyniono starania, aby na miejscu zdewastowanego przez Prusaków kościoła św. Trójcy, którzy wykorzystywali budowlę na magazyn – wznieść teatr. Pomysłowi temu sprzeciwiał się m.in. biskup płocki Ostaszewski, który uważał za niewłaściwe, aby ”miejsce sprawowaniu obrządków religijnych poświęcone, stało się miejscem teatralnych zabaw”. Wśród miejscowej ludności rozpuszczono nawet plotkę, że „teatr runie do Wisły, jeżeli w trakcie spektaklu zbierze się więcej widzów, niż wiernych na nabożeństwie”. Co ciekawe, plotka ta utrzymywała się wśród płockiej ludności niemal aż do wybuchu II wojny światowej.

A nie była to oczywiście jedyna przeszkoda – Rajmund Rembieliński, przystępując do prac rozbiórkowych starej świątyni miał zabezpieczoną jedynie dziesiątą niezbędną do realizacji tego projektu część środków finansowych. Tym niemniej, pragnienie zbudowana gmachu poświęconego Melpomenie w rekordowym tempie przezwyciężyło napotkane trudności i już w 1812 roku na Wzgórzu Sieciecha powstała wspaniała budowla, która na stałe zapełniła się miłośnikami tej dziedziny sztuki.

Stary Płock NAC (16)

fot. NAC

A scenę w swoje władanie objęli aktorzy – i ci zawodowi, jak też konkurujący z nimi o względy publiczności amatorzy. Tak też niebawem przedstawienia dawały, ku uciesze płocczan, kompanie aktorskie pod przewodnictwem Baura i Wyrwalskiego. Były to trupy wędrowne, które jeździły ze swymi repertuarami od miasta do miasta, od teatru do teatru przez cały rok, tak zatem w dobie, gdy kina i telewizji jeszcze nikt sobie nie wymarzył, świątynia Melpomeny cieszyła się w naszym grodzie niesłabnącą popularnością. W 1817 roku kompania aktorska pod dyrekcją Jana Milewskiego sięgnęła do miejscowego repertuaru, wystawiając sztukę Wincentego Hipolita Gawareckiego „Oblężenie Płocka – rycerskie drama w 3 aktach”.

Jak już wspomniałem, na płocką scenę wstępowali też amatorzy – w 1823 roku uczniowie szóstej klasy Szkoły Wojewódzkiej wystawili „Skąpca” Moliera, nie spodziewali się jednakże z jak silną konkurencją będą niebawem mieli do czynienia, ponieważ niedługo potem po raz pierwszy do Płocka zawitał protoplasta polskiego teatru – Wojciech Bogusławski z aktorami Teatru Narodowego, wystawiając „Cyda” P. Corneille. Słynny dyrektor sam tak komentował pierwszy spektakl na płockiej scenie: “Sztuka przyzwoicie i wybornie odegrana wzbudziła podziwienie i zapał”.

Oprócz „Cyda”, Wojciech Bogusławski w ciągu trzech tygodni pobytu wystawił w naszym mieście jeszcze kilkanaście innych dzieł teatralnych. Płocczanie jeszcze nie zdążyli po tym niespodziewanym nadmiarze wrażeń ochłonąć, gdy tymczasem na kolejnych kilka tygodni zagościł teatr krakowski pod dyrekcją Kazimierza Skibińskiego, wystawiając szereg oper.

Przyznacie Państwo, że intensywność życia kulturalnego tamtych czasów była wprost oszałamiająca! Rzadko kiedy i to tylko z nadzwyczajnych względów kurtyna w płockim, dawnym teatrze opadała na dłużej, w ciągu niemal 130 lat działalności na naszej scenie pojawiały się ówczesne sławy i legendy, takie jak Bolesław Leszczyński, Anastazy Trapsza, Gabriela Zapolska, czy Józef Jarema. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku z powodzeniem wystawiano sztuki autorstwa Jerzego Szaniawskiego.

Niestety, w 1940 roku nastąpił kres tak chlubnej działalności kulturalnej pod gościnnym dachem teatru na Wzgórzu Sieciecha. Władze hitlerowskie, zdając sobie doskonale sprawę, jak istotną rolę odgrywa on w życiu miasta, nakazały rozebranie budynku. Od tej pory na pustym placu podczas okupacji urządzano wojskowe parady. Tak zakończyła swój żywot budowla, ale nie sama idea.

Niedzielną uroczystość miały uświetnić premiery dwóch filmów Piotra Bały: „Nasz Teatr” i „ 74 posterunek – tajemnica Adelajdy”. Miały, ponieważ zostały zakłócone organizacyjną nonszalancją. Jak się okazało, w informatorach miejskich, na stronach internetowych i na sprzedanych biletach podawano różne godziny rozpoczęcia projekcji filmów (raz 18.00, a raz 19.00), co skutkowało tym, że wielu zainteresowanych obeszło się smakiem i, jak to się kolokwialnie mówi, „pocałowało klamkę”, tym razem nowego budynku teatru. Nie zamierzam w tym miejscu dociekać, kto był sprawcą tej organizacyjnej fuszerki, jedno jest pewne – w tej sytuacji gdzieś zagubiono dbałość o ludzi, którzy chcą aktywnie uczestniczyć w życiu kulturalnym miasta. Czyżby w trakcie uroczystej fety stali się nikomu niepotrzebnym „kwiatkiem do kożucha”?

Dawny teatr wciąż jest żywym wspomnieniem w pamięci najstarszych płocczan, oni też pamiętają o jego świetności i o tym, jak doskonale zaspokajał ich kulturalne aspiracje. Warto pamiętać o tym, że nigdy nie byliśmy przybyszami znikąd, za nami stoi przebogata historia miasta, a było ono zawsze niezwykle ważnym ośrodkiem administracyjnym, przemysłowym, ale przede wszystkim kulturalnym i zawsze skupiało ludzi światłych i inteligentnych. Od nas samych zależy, czy będziemy umieli z tego dorobku pokoleń skorzystać i stworzyć nową, niepowtarzalną wartość…

Podziel się.

Patronat i artykuły sponsorowane w PetroNews.pl