Najważniejsze, to nie przestawać marzyć…

REKLAMA

Mówi się, że Płock jest ciężkim miastem, że podcina skrzydła. Mówi się w samym Płocku, bo na zewnątrz postrzegani jesteśmy przez pryzmat bogatej firmy, pięknego nabrzeża, jeszcze piękniejszej starówki… Jak żyje się młodym, przedsiębiorczym płocczanom? Co napędza ich do aktywnego życia? Zapraszamy do obejrzenia Płocka oczami Piotra Koska, dyrektora płockiego oddziału AIP.

Piotr Kosek, dyrektor Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości w Płocku, jest jednym z najbardziej aktywnych ludzi, jakich poznaliśmy. Trudno umówić się z nim na konkretny termin, choć jednocześnie jest bardzo zorganizowany. Na spotkanie przyjeżdża nietypowo (jak na dyrektora), bo… na rowerze. W rozmowie konkretny, rzeczowy, imponuje jednocześnie wiedzą i szerokim horyzontem myślowym.

PowiązaneTematy

Jest pan młodym człowiekiem, pełniąc jednocześnie poważnie brzmiące stanowisko dyrektora Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości w Płocku. Prowadzi pan również własną firmę, działa w telewizji internetowej, fotografuje… Skąd bierze pan energię na tak aktywne życie?

Jeżdżę na rowerze górskim, kręcę filmy (bo te czynności ostatnio najbardziej), faktycznie sporo tego. Chciałoby się powiedzieć, że mam na to swój tajemniczy sposób, jak małyszowa bułka z bananem, albo że za dziecka niczym Obelix wpadłem do kociołka ze sterydami, jednak odpowiedź, jak zwykle z resztą, jest bardziej prozaiczna. Muszę dużo robić, żeby nie popadać w depresję, zwłaszcza w jesienno-zimowym okresie. Po prostu jeśli leżę i nic nie robię, to czuję się źle. Z drugiej jednak strony, czasami brakuje doby na samo spełnianie się i wtedy cierpi na tym sen. Nie polecam, bardzo szybko przekłada się na zdrowie fizyczne.

W AIP otacza pan opieką młodych przedsiębiorców, poniżej 30. roku życia. Jak ocenia pan ich zapał i pomysłowość w tworzeniu własnej firmy?

To nie jest do końca tak, że tylko poniżej 30. roku życia. Ostatnimi czasy inkubatory rozszerzyły swoje pole działania, obecnie nie ma limitu wiekowego. Do AIP przychodzą głównie ludzie zmotywowani, pełni zapału i gotowi startować ze swoimi pomysłami od zaraz. Czasami trzeba troszkę ten zapał może nie studzić, ale kierunkować, bo w biznesie zapał bez metodyki i systematyczności bardziej przeszkadza niż pomaga. Pomysły bywają różne, jedne bardziej, drugie mniej twardo stojące na ziemi, ale zasada jest jedna. Żaden pomysł nie jest głupi, jeśli można na nim zarobić.

Przytoczę tu przykład pewnego chłopaka, który zarabiać zaczął na krowim łajnie. Pakuje on zebrane wcześniej placki do hermetycznych opakowań i za opłatą może wysłać komuś w formie niechcianego lub zabawnego prezentu. Pomysł mógłby się wydawać wręcz absurdalny, a jednak chłopak zarobił na nim spore pieniądze. Podobnie w płockim AIP znajdziemy firmy, które prowadzą usługi np. tylko wirtualnie, ale i takie, jak np. szkoła języka hiszpańskiego, wynajmująca budynek w centrum miasta.

Co sądzi pan o płockich warunkach dla rozwoju przedsiębiorczości?

Rozumiem, że mówimy o przedsiębiorczości w postaci rozpoczynających swoją z nią przygodę młodych ludzi? Płock to miasto specyficzne, ciężko i powolnie reagujące na innowacje, a właśnie takimi biznesami najczęściej chcą zajmować się ludzie młodzi. Jeśli komuś wystarczy zapału i systematycznie będzie parł do przodu, to może odnieść sukces. Część firm w AIP upada mniej więcej po pierwszym półroczu działalności. Właściciel nie widzi przychodów i rezygnuje. Wynika to z braku wizji i prowadzenia firmy „na czuja”, a przecież początkujący takiego wyczucia mieć nie będzie.

Druga sprawa, to praca na etacie. Wielu młodych nie potrafi się sprzedać i przedstawia pewną roszczeniową postawę. Nie wiem, czy nie uczą tego w szkole, dawno w niej nie byłem, ale mogę stwierdzić to, czytając przesyłane do mnie i znajomych przedsiębiorców CV. Większość z nich niczym się nie różni, a przecież każdy z nas jest inny, wspaniały i niepowtarzalny. Uwierzcie, że punkt „zainteresowania” nie znalazł się tam przypadkowo, a ogólne rzeczowniki typu „muzyka, film, sport” nie mówią nic.

Inna sprawa, że jeśli ktoś chce znaleźć dobrą pracę, to prawie nigdy nie uda mu się to, jeśli nie włoży odpowiedniego wysiłku – i tu opadają mi ręce, kiedy przypominam sobie rozmowę z jedną moją koleżanką. Narzekała, że nikt nie odpowiada na jej CV. Zapytałem ją czy zanosiła je osobiście. Na to odpowiedziała z oburzeniem, że mamy XXI wiek i od tego są maile. To pokazuje potencjalnemu pracodawcy, jakie będzie podejście pracownika do wykonywanych obowiązków. Twory takie, jak Akademickie Inkubatory Przedsiebiorczości, Studenckie forum business centre club czy stowarzyszenie Academia Economica stworzone zostały właśnie po to, aby młodzi ludzie z głową pełną pomysłów mogli odnaleźć się i w takich warunkach, jakie oferuje Płock.

No właśnie, młodzi ludzie mają głowę pełną marzeń. Co podpowiedziałby im pan, aby nie zderzyli się zbyt gwałtownie z polską rzeczywistością?

Nie bójcie się swoich pomysłów, tak samo jak nie bójcie się porażek. Porażka to wspaniała lekcja, którą zapamiętujemy najlepiej. Oczywiście, trzeba unikać porażek na tym samym polu. Jest taka zasada, że w 80% przypadków wypala dopiero nasz trzeci pomysł na biznes i w moim przypadku też faktycznie tak było. Jednak dwa poprzednie dały mi niesamowite zaplecze, jeśli chodzi o doświadczenie. Wizualizujcie swój cel, miejcie go ciągle przed sobą, a zobaczycie, że wszystko ułoży się tak, jak tego sobie życzycie. Wiem, że wygląda to banalnie i większość powie, że to nie może być tak proste. Ale spróbowanie nic was nie będzie kosztować, a możecie tylko zyskać. Zacznijcie od czegoś prostego i podziwiajcie, jak dochodzicie do tego, a potem po prostu stawiajcie sobie coraz większe cele. Najważniejsze, to nie przestawać marzyć i stawiać sobie nowe cele, ale jednocześnie, tak jak wspominałem wcześniej, być w swoich dążeniach metodycznym i systematycznym. Oprócz marzeń, potrzebne jest jeszcze działanie i wtedy na tych pierwszych tylko się nie skończy.

Czego panu życzyć?

Żeby medycyna wymyśliła terapię przedłużania życia. Obecnie technologia gna do przodu w takim tempie, że prawie codziennie oglądamy kolejne jej cuda. Chciałoby się zobaczyć, jak to wszystko będzie wyglądało za 200 lat. A tak poważnie, to chyba ciekawego życia, tak, tego chciałbym najbardziej. Nudy bym nie zniósł.