REKLAMA

Maciej Frątczak od kuchni: Jadam jak typowy student

REKLAMA

Kuchenne rewolucje każdego studenta to temat niezwykle ciężki. Studenckie życie kojarzy się przecież z szybkim, często niezdrowym jedzeniem, będącym często koniecznością, a nie przyjemnością. A jak do tej kwestii podchodzi Maciej Frątczak, przewodniczący samorządu studentów PWSZ w Płocku, współorganizator Juwenaliów Płockich?

Bohaterem kolejnej odsłony naszej Płockiej Kuchni jest Maciej Frątczak, osoba znana przede wszystkim płockim studentom. To właśnie on stoi na czele samorządu studenckiego Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Jak przyznał w rozmowie z nami, praca z młodzieżą to powołanie, o czym świadczy mnogość aktywności, jakie podejmuje. Poza stanowiskiem przewodniczącego w RUSS i pracą, możemy spotkać go przy organizowaniu różnych przedsięwzięć, mających miejsce w Płocku i okolicach, ale też w całej Polsce. Jednym z nich jest festiwal Katorga, mający wyłonić najbardziej muzykalnych młodych ludzi, czy Juwenalia Płockie, będące tygodniowym świętem studentów. Przewodniczący RUSS nie tylko organizuje wydarzenia i imprezy dla studentów, ale także pracuje jako wychowawca dzieci i młodzieży, czy animator czasu wolnego.

Studenckie życie, które Maciej Frątczak dzieli z pracą, jest specyficzne i – jak zapewnił w rozmowie z nami – albo się je kocha, albo nienawidzi. – Codzienność studenta, szczególnie tak zabieganego jak ja, jest specyficzna i wiąże się swoimi prawami – powiedział. – Nie mam za dużo czasu na gotowanie, a i – jak każdy student – wolę nie przeznaczać na jedzenie całego swojego budżetu – śmieje się w rozmowie z nami. – Jednak lubię czasem wpaść do kuchni i nawet mi to wychodzi – dodał.

Smaki dzieciństwa – wiejska, domowa kuchnia

Nim jednak dojdziemy do kulinarnych umiejętnościach naszego bohatera, cofnijmy się nieco w czasie – do jego dzieciństwa. – To przyjemny czas, jeśli chodzi o kulinaria – powiedział Frątczak. – Smaki dzieciństwa są tradycyjne. Jestem chłopakiem ze wsi. Tam królowała woń świeżego mleka, chrupiącego chleba, pieczonych ziemniaków wyciągniętych wprost z wykopków – wspominał.

Frątczak przyznaje, że choć jego dzieciństwo to proste smaki, to teraz wręcz nie sposób je odtworzyć. – Wychowałem się na naturalnych rzeczach, niemodyfikowanych chemicznie – zapewniał w rozmowie z nami. – Potrawy gotowane przez moją babcię, choć proste, były jedyne w swoim rodzaju. Takich smaków próżno dziś szukać – przekonywał Frątczak.

Ze szczególnym sentymentem wspomina rosół z domowej kury. – Kiedy wracam do rodziców na niedzielny obiad, to mama, która przejęła schedę szefowej kuchni na gospodarstwie, wiernie go odtwarza – zdradził w rozmowie z nami. – Takiego rosołu w mieście nie przygotujemy – dodał.

Poza niedzielnym rosołem, Frątczak wspomina też sosy – do ryżu i ziemniaków. Oba autorstwa babć. – To były proste, acz wyjątkowe w swej prostocie sosy. W sosie do ziemniaków bazą była cebula i śmietana – wyśmienite połączenie – zachwalał. – Ten do ryżu, tzw. „Potrawka” który żartobliwie porównywaliśmy do sosu chińskiego, był słodko-kwaśny – wspominał

Królestwo za makarony!

Kuchnia dzieciństwa przewodniczącego studentów PWSZ to zatem smaki na wskroś tradycyjne. I choć nasz bohater wciąż tęskni za wiejskim jedzeniem, to teraz częściej sięga on po kuchnię włoską.

– Kocham makarony pod każdą postacią – wyznał. – Uwielbiam spaghetti bolognese, czy inne zapiekanki makaronowe. Niestety, teraz jem bardziej nieregularnie, niż za czasów młodości i z całą pewnością bardziej niezdrowo – powiedział Maciej Frątczak, przewodniczący studentów PWSZ.

Nasz bohater wpisuje się w nieco stereotypowy wzór studenta. – Niezbyt często gotuję – wyznał z żalem. – Przez pierwsze lata studiów moim popisowym daniem, które gotowałem bardzo często, były… parówki z wody lub mikrofali – śmieje się w rozmowie z nami. – Niestety, często w mojej diecie pojawiają się fast-foody, z czego dumny nie jestem – kontynuował.



Jak przekonuje Maciej Frątczak, nie jest on typem kulinarnego idola. – Nie jadam śniadań – moim śniadaniem jest poranny prysznic. Jem często niezdrowo, nie radzę brać ze mnie przykładu – śmieje się. – Jednak jeśli już jestem w kuchni, to moje potrawy jedzą niemałe tłumy – dodał po chwili.

Pomimo tak krytycznej opinii o sobie, przewodniczący studentów PWSZ często żywi innych. – Nie mogę przygotować niczego na zapas – skarży się w rozmowie z nami. – Jeśli przygotowuję jakiś makaron lub kurczaka, to zwykle ustawia się kolejka z talerzami – to naturalne, kiedy gotuje się wśród innych studentów – wyjaśnia.

Pomimo skromnej oceny swojego kulinarnego warsztatu, Frątczak nie tylko nie przypala wody na herbatę, ale także potrafi przygotować wyśmienicie doprawione dania. Przepisem na jedno z nich podzieli się z naszymi czytelnikami.

[tabs]
[tab title=”Makaron w sosem słodko-kwaśnym Macieja Frątczaka”]Składniki:

  • 2 piersi z kurczaka
  • 1 słoik gotowego sosu słodko-kwaśnego
  • 2 łyżki oleju
  • 1 opakowanie ziół prowansalskich
  • 0.5 opakowania przyprawy gyros
  • 0.5 opakowania przyprawy do kurczaka
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 opakowanie dowolnego makaronu
  • posiekana natka pietruszki (opcjonalnie)

Przygotowanie:
Pierś z kurczaka umyć i pokroić w kostkę, oprószyć ziołem prowansalskim, przyprawą gyros, przyprawą do kurczaka. Następnie tak przygotowanego kurczaka podsmażyć na niewielkiej ilości oleju. Smażyć tak długo, aż mięso zostanie zrumienione.

W międzyczasie ugotować makaron, tak, by pozostał al dente – a więc lekko twardy.

Następnie podgrzać sos i dodać wcześniej podsmażonego kurczaka.
Dokładnie wymieszać, doprawić do smaku.  Dołożyć makaron i wymieszać całość z sosem.

Życzymy smacznego![/tab]
[/tabs]

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Popularne Dyskusje

Reklama

Przeczytaj

REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU