Ludzie z pasją: Waldemar Tylicki, hodowca węży

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Rozpoczęliśmy nowy cykl reportaży pod tytułem „Ludzie z pasją”. Przedstawiamy w nim płocczan, którzy swój wolny czas spędzają w sposób niecodzienny. Pokażemy prawdziwych pasjonatów, którzy zmieniają pojęcie słowa „hobby”. W drugiej części naszego cyklu poznamy Was z Waldemarem Tylickim, płocczaninem, którego największą pasją jest hodowla węży, a konkretnie – dusicieli.

Waldemar Tylicki gadami i terrarystyką zajmuje się od kilkudziesięciu lat. Jego specjalnością są węże. Hobby pana Waldemara rozpoczęło się dość niewinnie: od małych jaszczurek i żab. Później przerodziło się ono w pasję i sposób życia. Teraz pan Waldemar jest prezesem Płockiego Towarzystwa Terrarystycznego i może poszczycić się imponującą kolekcją czternastu gatunków węży, którego perłą jest mierzący niemalże sześć metrów dusiciel.

Nasz bohater zapewnia, że o fascynację gadami, płazami czy pająkami nie jest trudno. To bardzo kolorowe i efektowne stworzenia. Zwykle zamiłowanie do tych zmiennocieplnych istot zaczyna się niepozornie. – Ja z tą pasją żyję od 40 lat. Wszystko zaczęło się od zbierania polnych jaszczurek i zaskrońców – wspominał Waldemar Tylicki. – Rozmnażałem je i wypuszczałem w naturalnym środowisku. Wówczas bardzo pomógł mi ówczesny dyrektor płockiego Ogrodu Zoologicznego – dodał. – Gady interesowały mnie od zawsze. Często chodziłem na wagary do ZOO – kontynuował.

Jak zdradził pan Waldemar, szkoła była jednym z bodźców, które pomogły mu rozwinąć swoją pasję. – Dyrektor mojej szkoły zobaczył, że zamiast na lekcjach wolę przyglądać się gadom i złożył propozycję nie do odrzucenia: jeśli przyłożę się do nauki i zdam do następnej klasy, to dostanę węża – wspomina Waldemar Tylicki. – Cóż innego mogłem zrobić – śmiał się prezes Płockiego Towarzystwa Terrarystycznego.

Pierwszym wężem, który rozpoczął imponującą kolekcję pana Waldemara, był wąż amurski. Okaz tego gatunku wciąż znajduje się w kolekcji naszego bohatera – na honorowym miejscu w jednym z terrariów. – To już chyba jego tysięczne pokolenie – powiedział Tylicki. – Właśnie skończył trawić i za chwilę będzie pozował do pana obiektywu – żartował pan Waldemar. Rzeczone terraria zostały rozstawione w osobnym pomieszczeniu  – w specjalnie przystosowanej do tych celów piwnicy. – Węże trzeba było wyprowadzić z domu, potrzebują one bowiem przestrzeni oraz odpowiednich warunków niezbędnych do ich przeżycia – tłumaczył ich właściciel. Piwnica została całkowicie dostosowana pod te egzotyczne gady: pełno w niej akwariów, w których zachowana jest odpowiednia temperatura i wilgotność powietrza.

Równie ważna jest dieta. – Węże karmię myszami, szczurami, królikami, kiedyś największemu dusicielowi kupiłem też kozę – zdradził pan Waldemar. – Niektóre węże potrzebują żywych ofiar. Węże lubią polować – kontynuował. Jak przyznał Tylicki, sposób karmienia budzi największe emocje wśród sąsiadów. Lokatorzy kilkakrotnie oskarżali węże hodowcy o to, iż uciekają i polują na dzikie koty. Nasz bohater zaprzecza jednak wszystkim doniesieniom. – Pokarm dla dusicieli kupuję sam, co, niestety, najbardziej dotyka moją kieszeń – zapewnia Waldemar Tylicki. – Każdy z moich okazów ma dopasowaną do siebie dietę. Ani ja, ani moje węże nie polują na koty, są zbyt szybkie – żartuje.

Czemu akurat węże? Pan Waldemar nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. – Nie wiem czemu, ja je po prostu kocham – przyznał. – Wielu ludzi twierdzi, że węże to zło wcielone, że to szatan z Biblii, który w dodatku jest obślizgły i niemiły w dotyku. Nic bardziej mylnego – zapewnia.  – To bardzo wdzięczne i pierwotne stworzenia. Zaczynałem od akwarystyki, hodowałem ryby, wiele z moich gatunków, w tym piranie, trafiły do płockiego ZOO. Teraz jednak skupiłem się niemalże w stu procentach na dusicielach. Całe szczęście, żona też je lubi – kontynuował.

Niestety, współpraca z płockim Ogrodem Zoologicznym nie układa się po myśli pana Waldemara i Towarzystwa Terrarystycznego. Ta zakończyła się z chwilą, w której z ZOO zniknęły akwaria. – Mieliśmy piękną akwarystykę w Płocku, teraz pozostały wspomnienia – opowiada Tylicki. – Nie wiem skąd ta niechęć, lecz musimy sobie radzić sami. Dlatego założyliśmy Towarzystwo Terrarystyczne. Chcemy odbudować to, co kiedyś istniało w naszym mieście – dodał.

Pan Waldemar swoją pasją chce zarażać innych. Właśnie dlatego, wraz z Towarzystwem Terrrarystycznym organizuje wystawy gadów. Ostatnia z nich odbyła się w listopadzie w Spółdzielczym Domu Kultury. Kolejna, także w SDK-u, powinna odbyć się we wrześniu. Towarzystwo chce dzięki temu pokazać, że gady nie są takie straszne, jak je malują. Organizatorzy uczulają jednak, że węże to nie zabawki, a żywe istoty, które czują ból i potrzebują opieki – pomimo tego, że są zimnokrwiste i często pokazują swojemu właścicielowi język.

Podziel się:

Brak komentarzy

  1. Czy na tym jednym zdjęciu to nie jest czasami ANAKONDA??Jeśli sie nie myle to panie Waldku jest pan wielki.podziwiam.

  2. Sorry, ale to trzeba miec coś… Rozumiem koty, psy czy swinki morskie, ale węzze? Nawet za szyba akwarium w zoo nie wzbudzaja sympatii…

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji