Ludzie z pasją: Mateusz Kołodziejski, pilot drona

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Rozpoczynamy nowy cykl reportaży pod tytułem „Ludzie z pasją”. Przedstawiamy w nim płocczan, którzy swój wolny czas spędzają w sposób niecodzienny. Pokażemy prawdziwych pasjonatów, którzy zmieniają pojęcie słowa „hobby”. W pierwszej części naszego cyklu poznamy Was z Mateuszem Kołodziejskim, płocczaninem, który w wolnej chwili lata nad miastem.

Mateusz, mieszkający na co dzień w Warszawie, nie pilotuje jednak samolotów, ani nie unosi się nad ziemią balonem. Prowadzi on zdalnie sterowaną maszynę, która lecąc filmuje świat. Mateusz w wolnych chwilach urządza przeloty dronem, a mówiąc precyzyjnie quadrocopterem, tworząc dzięki zamontowanej przy maszynie kamerze niesamowite filmy. Jego nagranie z „Godziny W” w centrum Warszawy obejrzało tysiące osób, a nagranie to trafiło na największe serwisy internetowe polskiej sieci. Mateusz swoją pasję traktuje jednak czysto hobbystycznie. – Oczywiście myślałem o tym, jak moją pasję skomercjalizować, lecz rynek ten jest bardzo mały – powiedział Mateusz. – Każdy może wykonać zdjęcia z lotu ptaka, nie trzeba wynajmować śmigłowca czy balona, wystarczy dron i umiejętności jego pilotażu. Dlatego też traktuję moje hobby czysto „zabawowo”. Jeśli kiedyś uda się na tym zarobić, to będę się cieszył. Niekomercyjne nagrywanie ma jednak swoje plusy: dzięki temu mogę pokazać i sfilmować co chcę – dodał.

Wszystko zaczęło się od pracy. – Piszę o grach wideo. W naszej redakcji postanowiliśmy zająć się tematem pojawiających się w grach dronów wojskowych – wspomina Mateusz Kołodziejski. – Jest on eksploatowany coraz częściej. Wynajęliśmy takie urządzenia, choć w wersji cywilnej, robiąc z tego ciekawy materiał, a ja się w dronie zakochałem. Odkąd zaliczyłem swój pierwszy lot wiedziałem, że chcę mieć swój prywatny egzemplarz.

Od tamtej chwili minęły dwa lata. W tym czasie Mateusz założył swój blog (reconesans.wordpress.com), a jego wideo obejrzało kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Skąd to zainteresowanie? Bo to pasja niecodzienna, a ludzi posiadających taki sprzęt w Polsce jest niezwykle mało. – Osoby, które zajmują się dronami można podzielić na dwie grupy: operatorów kamer, którzy wykorzystują je do nagrywania różnych scen, na przykład pościgów, oraz pasjonatów, w większości modelarzy. Takich osób w Polsce jest zaledwie kilkadziesiąt. Dołączam więc do ekipy wąskiej, ale silnie się rozwijającej.

Wąskie grono posiadaczy drona wzięło się, zdaniem Kołodziejskiego, z dwóch powodów: pierwszy to brak wiedzy i zainteresowań w tej dziedzinie oraz z ceny sprzętu. – Podstawowy dron to koszt rzędu 1,5 tysiąca złotych – wyjaśnił. – Taki sprzęt posłuży nam do nauki latania. Modele z wyższej półki są jednak droższe. Do tego dochodzi koszt kamerki – dodał. Cena sprzętu, z jakiego korzysta Mateusz, to około pięć tysięcy złotych, a to jedynie ułamek kwoty, którą przyjdzie zapłacić za w pełni profesjonalnego drona. Jest także sporo ukrytych kosztów. Należą do nich m.in. ukryte akumulatory (podstawowy  wystarcza na 15 minut lotu).

Lecz pasja Mateusza to nie tylko latanie kupionym i gotowym dronem. To też  jego udoskonalanie. – Najwięcej czasu posiedziałem przy śmigłach – wspomina Mateusz. – Ścierałem część pierwszego plastiku ze śmigieł, by każde z nich idealnie wyważyć. Założyłem też inny chwyt na kamerę, który uchroni ją przed upadkiem. Dodałem też kawałek filcu. Nie wygląda on dobrze, lecz dzięki niemu drgania, jakie wywołują śmigła, są redukowane i nie przenoszą się na kamerę. To taki własnoręczny tuning drona – kawałek filcu pożyczony od narzeczonej – śmieje się. Planowany jest też dalszy rozwój sprzętu. – Chcę zastąpić kawałek materiału włożony przeze mnie specjalnym uchwytem niwelującym trzęsący się obraz. Takie urządzenie pozwala dodatkowo na sterowanie kamerą niezależnie od lotu drona – powiedział Kołodziejski. – Chwyt ten kosztuje jednak tyle, co cały dron, więc to plany na przyszłość. Najpierw skupiam się, na opanowaniu drona w stu procentach – dodał.

Mateusz zapewnia, że sterowanie dronem nie jest tak trudne, na jakie z pozoru wygląda. To potwornie precyzyjne urządzenie, lecz można je opanować w kilka chwil. – Trzeba przyzwyczaić się do sterowania i gałek na pilocie – powiedział. – Jeśli jednak ktoś gra na konsoli, to proces ten opanuje momentalnie. Po kilku minutach można poczuć się dość pewnie. Ponadto, maszyna oferuje kilka sposobów sterowania. Oprogramowanie, jeśli tego sobie zażyczymy, też nam pomoże. Problemy zaczynają się podczas latania w pomieszczeniach. Wówczas, kiedy coś pójdzie nie tak, nie ma zmiłuj. Na małych przestrzeniach ani GPS, ani wbudowany komputer nie pomoże – tłumaczy Mateusz.

Niewątpliwym sukcesem pasji Mateusza był film przedstawiający warszawską godzinę „W”, lecz w jego planach jest także pokazanie Płocka. – Mieszkam w Warszawie, lecz staram się bywać w moim rodzinnym mieście regularnie – wyznał. – Mam ambitny plan, aby pokazać na moim blogu także Płock.

Podobny cel ma także redakcja PetroNews.pl. W naszych szeregach również gości dron, którego użyjemy, bo pokazać miasto z trochę innej niż zazwyczaj perspektywy. Pierwsze efekty pracy naszego latającego redaktora wkrótce!

Podziel się:

Brak komentarzy

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji