REKLAMA

Listy do M 2 – śmieszą, wzruszają, ale…

REKLAMA

Pierwsza część zachwyciła polską widownię. Jak jest z drugą? Z tym pytaniem udałam się do NovegoKina Przedwiośnie, w którym od tygodnia emitowany jest najnowszy film Macieja Dejczera „Listy do M 2”. I chociaż często słyszę opinie, że „Karolak to już z lodówki wychodzi”, tym razem po wyjściu z kina myślałam „Jak dobrze, że jest Karolak”…

Ten film naprawdę przyciąga polską widownię. Żeby znaleźć miejsce w niedzielę, musiałam zarezerwować bilety na późny wieczór, a i tak sala była prawie pełna.

PowiązaneTematy

[accordions]
[accordion title=”Zobacz również Płockie recenzje: Monika Brygier” load=”hide”]

Film pod tytułem „Listy do M. 2” zdecydowanie przerósł moje oczekiwania. Dawno nie było tak dobrej polskiej komedii. Byłam mile zaskoczona po obejrzeniu pierwszej części tego filmu, lecz ta bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

Były momenty, które rozbawiły mnie do łez ale również takie, które wzruszały. Świetna gra aktorska i dobry humor. Świetny film na rodzinny wypad do kina, ale również idealny na romantyczny wieczór dla dwojga.

Pozdrawiam
Monika Brygier[/accordion]
[/accordions]

Tym razem scenarzyści Marcin Baczyński i Mariusz Kuczewski do znanych nam już epizodów dorzucili kilka nowych historii, które pozornie nie wiążą się ze sobą, choć bohaterowie mijają się w różnych sceneriach świątecznej Warszawy. Mamy więc Macieja Stuhra, który prowadzi radiowe audycje i zastanawia się jak, czy i kiedy oświadczyć się Doris. Małżeństwo grane przez Piotra Adamczyka i Agnieszkę Dygant jest już po rozwodzie, ale… dziwnym zrządzeniem losu znów staje na swojej drodze, dosadnie okazując swoje uczucia. Jest i świetny Tomasz Karolak, który odnalazł się chyba w roli Mela – zdecydowanie przebranego i zupełnie nieświętego Mikołaja. Małżeństwo Małgorzaty i Wojtka, które najpiękniej pokazało w pierwszej części nastrój Świąt Bożego Narodzenia, adoptując Tosię, tym razem zmaga się z chorobą Małgorzaty.

[button link=”http://petronews.pl/wygrajbilety” target=”new” color=”#ec450e”]Napisz recenzję i wygraj bilety![/button]

Nowi bohaterowie w filmie to Redo (Maciej Zakościelny), narzeczony Moniki (Marta Żmuda-Trzebiatowska), który zakochuje się w Magdzie (Magdalena Lamparska), ganiającej przez Warszawę z udekorowaną owcą. Łzy wzruszenia wywołuje historia Kuby, chcącego popełnić samobójstwo, i jego brata Antosia, marzącego o „wilczarzu”. Ich mamę gra Małgorzata Kożuchowska, przypominająca tu nieco bardziej zatroskaną mamę z „Rodzinki.pl”.

A jak wrażenia? No cóż. Nie można odmówić reżyserowi podjęcia ponownej próby uświadomienia widzom, jak ogromne znaczenie w naszym życiu ma rodzina i miłość. Ten wątek widać najwyraźniej – on wzrusza, bawi, wywołuje emocje. Muszę przyznać, że ogromną rolę odgrywa tu gra Tomasza Karolaka, który przeżywa swoistą przemianę w walce o uczucia, ba, zwykłą rozpoznawalność jego jako ojca, u swojego synka. Maluch widzi go wyłącznie jako Mikołaja, bo jedynym ojcem jakiego zna jest nowy partner Betty. To właśnie w tę historię scenarzyści włożyli najwięcej serca i życiowego doświadczenia. Nikt nie chce podzielić losu Mela, który – siedząc na drzewie – obserwuje jak jego syn bawi się, śmieje i cieszy z prezentów, traktując innego mężczyznę jak ojca.

I choć drażni zbyt często powtarzany zwrot „psia dupa”, to trzeba docenić świetną grę Karolaka, który bez zbędnego patosu potrafi przekonać nas, że zmienił swoje podejście i zrozumiał, co jest ważne w życiu, jak zyskać szacunek syna i… swój.

Zdecydowanie zniesmaczona jestem natomiast wątkiem Małgorzaty, Wojciecha i Tosi. Owszem, historia wywołała u mnie i u córki łzy (takie już mamy genetyczne obciążenie nadmierną empatią i umiejscowieniem oczu w mokrym miejscu), jednak w moim odczuciu było to już „pojechanie po bandzie”, mówiąc współczesnym językiem. Z jednej strony mamy romantyczne historie bożonarodzeniowe, świąteczną atmosferę, swoisty humor, a z drugiej… ciężką chorobę i świadomość, że piękna kobieta, którą widzimy przy choince, tulącą córkę i męża, za chwilę pożegna się z życiem.

Ta myśl sprawiła, że z kina wychodziłam z ciężkim sercem, wzruszona, przepełniona uczuciem miłości do mojej rodziny, ale i smutna… A chyba nie o to chodzi w komedii romantycznej…

Mimo tych uczuć, film polecam – świetnie wprowadzi nas w świąteczną atmosferę.