REKLAMA

List czytelnika: Wstaliśmy – teraz trzeba ruszyć do przodu

REKLAMA

PowiązaneTematy

Wisła Płock zakończyła sezon remisem z Garbarnią Kraków i awansem do I ligi. Przeczytajcie artykuł, w którym nasz czytelnik dzieli się refleksją na temat drogi płockiej drużyny do aktualnego miejsca w tabeli.

Wisła Płock – trochę historii

Przez ten klub przewinęło się wielu porządnych piłkarzy, którzy w CV mogą sobie zapisać zarówno grę w Ekstraklasie, jak i nawet w reprezentacji. Mam tu na myśli nie tylko starych wyjadaczy jak Wasilewski, Mila, Jeleń czy Sobolewski z Saganowskim. Oprócz nich grali tu przecież jeszcze choćby Peszko i Mierzejewski. A warto jeszcze dodać, że trenowali tutaj również Matusiak czy Łobodziński, którzy w reprezentacji Polski swego czasu nieźle się zadomowili. Celowo ominąłem Rachwała czy Gevorgyana, bo ich reprezentantami Polski ciężko w sumie nazwać.

Kiedyś ta drużyna miała piękny okres w swojej historii. Czwarte miejsce w lidze, Puchar Polski, a na dokładkę Superpuchar… Potem było już jednak tylko gorzej. Spadek o szczebel niżej, następnie o jeszcze jeden, na krótko powrót do I Ligi i znów degradacja. W tym czasie PKN Orlen odwrócił się od Wisły i zaprzestał jej sponsorowania. W końcu, po wielu zawirowaniach, klub – będący w dużym dołku – przejął Jacek Kruszewski, czyli były prezes Stowarzyszenia Sympatyków Klubu Wisła Płock.

Nowy prezes i dobre zmiany

Kruszewski jest powszechnie lubianą osobą, która nie kryje swojej miłości do klubu – wręcz przeciwnie, okazuje ją na każdym kroku. Wszyscy ludzie związani z klubem byli zachwyceni, że to właśnie on przejął stery w Wiśle po nieudolnych poprzednikach. Wiedzieli bowiem, że zależy mu przede wszystkim na swojej ukochanej drużynie, a nie na przykład na pieniądzach. I mieli rację. Ten mężczyzna, wraz z całym zarządem Wisły, dołożył wszelkich starań, aby ten zespół znów wrócił na właściwe tory. I udało się. Świetnym posunięciem okazało się zatrudnienie Marcina Kaczmarka. Następnie wspólnie skompletowano sztab szkoleniowy, a potem dokonano dobrych transferów. Efekt? Awans do I Ligi, nie ponosząc ani jednej przegranej w rundzie rewanżowej. Wisła swój sezon zakończyła serią dziewiętnastu meczów bez porażki. Warto też dodać, że bilans bramek za ostatnie sześć meczów to osiemnaście goli strzelonych i pięć straconych. Kto się przyczynił do takich wyników?

Mistrzowie rundy wiosennej

Prawdziwym objawieniem rundy wiosennej był Daniel Szczepankiewicz. Chłopak został na dobrą sprawę sprowadzony w zimę jako opcja mocno rezerwowa, gdyż niepodważalną pozycję miał bramkarz Seweryn Kiełpin, a jego naturalnym zmiennikiem wydawał się sprowadzony Mateusz Struski. W kadrze był jeszcze dodatkowo Marcin Kwiatkowski. Gdy Seweryn złapał kontuzję, popularny „Boruc” wygrał jednak z nimi rywalizację i rozegrał wspaniałą rundę, ratując Wiśle parę punktów. Jego oponent, Seweryn Kiełpin, przez kontuzję stracił miejsce w podstawowym składzie w rundzie rewanżowej właśnie na rzecz Daniela, ale w moich oczach jest naprawdę porządnym golkiperem z dobrym refleksem.

Podstawowy blok obrony tworzyła stała czwórka: Nadolski, Magdoń, Radić i Mysona, która zmieniała się tylko w przypadku urazu któregoś z tych defensorów lub zawieszenia za kartki. Łukasz Nadolski to kapitan z krwi i kości, dobry duch zespołu. Nawet jeśli czasami braknie mu umiejętności czysto technicznych, to wszystko nadrabia charakterem. Paweł Magdoń, mimo kiepskiego początku sezonu, z czasem stał się prawdziwą ostoją naszej defensywy. Młodzi zawodnicy mogą się przy nim jeszcze sporo nauczyć. Trochę niedoceniany jest chyba Marko Radić – facet od początku swojego pobytu w Wiśle imponuje mi swoim opanowaniem i pewnością siebie. Potrafi świetnie przerzucić piłkę na drugą stronę, uruchomić kogoś długim podaniem bądź rozegrać piłkę, odciążając defensywnych pomocników. To jeden z nielicznych pozytywnych śladów, jakie pozostały po Liborze Pali.

Powiem szczerze, że Arkadiusz Mysona przez większość sezonu mnie do siebie w ogóle nie przekonywał. Końcówkę sezonu miał już lepszą, co dobrze prognozuje na następny sezon. Szkoda mi trochę Rafała Zembrowskiego, swego czasu czołowego zawodnika Młodej Polonii Warszawa, w której grali wówczas między innymi Pazio, Wszołek lub Teodorczyk. „Zembroś” jest niezłym zawodnikiem, w dodatku wciąż stosunkowo młodym, ale ciągle pozostaje tylko uniwersalnym rezerwowym. Wartym uwagi zawodnikiem jest na pewno siedemnastoletni Grzegorz Wawrzyński. Jest to utalentowany obrońca, który jednak mimo regularnych treningów z dorosłą drużyną nie zdołał zadebiutować jeszcze w pierwszej Wiśle. Często za to znajdował się już na ławce rezerwowych.