Kim są patroni płockich ulic? Bolesław III Krzywousty

REKLAMA

Nasz cykl poświęcony wybitnym płocczanom rozpoczęliśmy z wysokiego „C”, a może raczej „H” czyli od księcia Władysława Hermana, tak zatem naturalnie wydaje się, że nie sensu szatkować płockiej historii i błądzić w zaułkach naszych ulic, tylko potraktować rzecz chronologicznie, a nawet i topograficznie.

Powróćmy zatem na osiedle Tysiąclecia – kolejną uliczkę, rozpoczynającą swój bieg – nomen omen, niczym drzewo genealogiczne – od ulicy Władysława Hermana, nazwano mianem nie mniej zasłużonego, polskiego władcy – Bolesława Krzywoustego. Asfalt drogi kieruje nas na południe, a potem, za murami popularnego „Marynarza”, kończy swój bieg przed aleją Pawła Nowaka. Kim był patron tej ulicy?

PowiązaneTematy

Na pewno nietuzinkową postacią, która przebojem zapisała się na kartach polskich i europejskich dziejów. Bolesław III Krzywousty, według większości historyków, urodził się 20 sierpnia 1086 roku. Książęca para Władysław I Herman i Judyta czeska nieźle musiała się o swego pierwszego potomka postarać; zgodnie z przekazem Galla Anonima, rodzice za radą biskupa poznańskiego Franka wysłali w intencji poczęcia dziedzica specjalne, uroczyste poselstwo z darami wotywnymi (wśród których znajdował się także złoty posążek wielkości dziecka) do sanktuarium św. Idziego w Saint – Gilles w Prowansji, prawdopodobnie gdzieś pod koniec 1084 roku.

Nie wiadomo, jak wiele przychylności zaskarbili sobie u świętego, tym niemniej faktem jest, że niedługo potem rodzice cieszyli się z narodzin dziecka. Szybko nadano mu na książęcym dworze przezwisko „Krzywousty”; jak twierdzi Jan Długosz, z powodu grymasu ust powstałego na skutek źle zaleczonego wrzodu. Tymczasem przeprowadzone w 1974 roku badania archeologiczne czaszki znalezionej w płockiej katedrze (o ile jest autentyczna) wskazują na częściowe zniekształcenie żuchwy powstałe po ciężkim porodzie.

Bolesław nie był pierwszym potomkiem Władysława Hermana; jego pierwszy syn, Zbigniew, pochodził z wcześniejszego, pogańskiego małżeństwa władcy z Przecławą z mazowszańskiego, zacnego rodu Prawdziców, dlatego też zgodnie ze zwyczajem nie mógł on być prawowitym sukcesorem. Wkrótce po narodzinach Bolesława Zbigniew został odesłany do benedyktyńskiego klasztoru w Krakowie, a następnie do klasztoru w Saksonii.

Czy wiemy cokolwiek, jak w XI wieku wyglądało dzieciństwo książęcego dziecka według ówczesnych obyczajów? Do siódmego roku życia chłopcem opiekowały się niewiasty, potem wprowadzano go w „męskie sprawy” – wychowywano na rycerza. Obrzęd, symbolizujący przejście spod ręki opiekunek do świata mężczyzn, nazywano postrzyżynami. Tak zatem i Bolesław opuścił komnaty niewiast, by z radością pod okiem palatyna Sieciecha rozpocząć naukę rycerskiego rzemiosła.

Czy w tych czasach zatrudniano i wykorzystywano małoletnich wbrew ich woli? Nikt ich wtedy do tego nie zmuszał – sami rwali się do jazdy konnej, łowów i nauki fechtunku. Dzięki Gallowi Anonimowi wiemy, że Bolesław Krzywousty wyruszył na swą pierwszą wojenną wyprawę już w 1092 roku, nie ukończywszy nawet dziesięciu lat! Przy boku palatyna uczestniczył w najeździe na Morawy, a kronikarz chwali jego rycerskie postępki, nazywając „dziecięciem Marsa”. Pewnie jeszcze wtedy nie utrzymał w rękach miecza „przepisowej” długości, ale obrazy i okrucieństwa wojny, które nie mieszczą się w obecnych standardach humanitaryzmu, bez dwóch zdań wykuwały rycerskie charaktery i hart ducha.

Zresztą, nie tylko wojaczki musiał się Bolesław w swym dzieciństwie imać; już wkrótce wkroczył w świat wielkiej polityki. Czasy, w których przyszło żyć naszemu płocczaninowi, były nadzwyczaj niespokojne; krajem wciąż wstrząsały konflikty o władzę, o terytorialne zdobycze, o łupy i niewolników, a także o sukcesję. Palatyn Sieciech w imieniu Władysława Hermana rządził krajem twardą ręką, a ze swymi przeciwnikami postępował krwawo i bezwzględnie – sprzedawanie w niewolę, usuwanie z urzędów, wyroki, wygnania oponentów to tylko nieliczne środki perswazji z arsenału palatyna.

Ten stan rzeczy kilkakrotnie doprowadzał do buntów możnowładców, którzy na czele jednego z nich, w 1093 roku, postawili pierworodnego syna Władysława – Zbigniewa. Wkrótce doszło do iście rodzinnego starcia… W ostatnich latach XI wieku bracia zawarli pomiędzy sobą przymierze i przy poparciu możnych obalili tyranię Sieciecha; do decydującej bitwy, w której po stronie palatyna stanął zbrojnie przeciwko swym synom Władysław Herman, doszło w okolicach Płocka około 1099/1100 roku.

Książęta wymogli na ojcu definitywne wypędzenie Sieciecha z kraju oraz podział państwa na dzielnice; Zbigniew otrzymał Wielkopolskę, Kujawy i ziemię sieradzko-łęczycką, natomiast Bolesław przejął Małopolskę i Śląsk. Trapiony licznymi schorzeniami i zniedołężniały Władysław I Herman, zatrzymał Mazowsze wraz z władzą zwierzchnią nad wszystkimi ziemiami – tzw. dominium.

Cóż wydarzyło się potem? Oczywiście w 1100 roku Bolesław Krzywousty został pasowany na rycerza, być może w książęcym palatium, być może w pobliskiej, płockiej katedrze, w uznaniu jego zasług w bojach z Pomorzanami… Jeżeli dobrze policzymy, to młody książę miał wtedy około 14 lat…

Wkrótce też, w roku 1102, zmarł Władysław I Herman. Polska została podzielona pomiędzy braci na dwa organizmy państwowe, które prowadziły oddzielną politykę zewnętrzną i wewnętrzną, często sprzeczną wobec siebie – kiedy Zbigniew kumał się z Czechami, Bolesław szukał popleczników na Węgrzech i Rusi; właśnie dlatego w 1103 roku ożenił się z księżniczką ruską Zbysławą Światopełkówną. Paradny ślub trwał aż trzy tygodnie, jednakże szwagier nie wzniósł kielicha za szczęście oblubienicy i młodej pary, bowiem przyjazdu na tę uroczystość odmówił.

Z każdym rokiem pojawiało się pomiędzy książętami coraz więcej punktów zapalnych, wśród nich chyba najważniejszą była sprawa Pomorza. Te ziemie Bolesław chciał podbić i systematycznie najeżdżał je i łupił, tymczasem Zbigniew dążył do utrzymania ze swymi sąsiadami poprawnych stosunków, jednakże pewnym momencie, jak mawiali Rzymianie – „sprawa doszła do trzeciego szeregu”. W 1106 roku rozpoczęła się wojna domowa. Bolesław wspierany przez wojska ruskie i węgierskie zaatakował terytoria Zbigniewa, po czym na mocy ugody w Łęczycy uzyskał władzę zwierzchnią nad całą Polską. Na tym jednakże nie koniec.

Zimą następnego roku na Mazowsze ruszyła kolejna wyprawa; tym razem pretekstem było nieposłuszeństwo Zbigniewa, który nie wsparł swym wojskiem kolejnej, bolesławowej wyprawy na Pomorze. Krzywousty zmusił swego brata do kapitulacji i wygnał go z Polski; ten na jakiś czas znalazł schronienie w czeskiej Pradze.

Żywot Bolesława Krzywoustego to nieustający film akcji; każdego roku coś się działo – po kilka kampanii wojennych, niejednokrotnie toczonych równocześnie, zrywane i zawierane sojusze, intrygi i zagraniczne interwencje; wydaje się, że nasz płocczanin w ogóle nie zsiadał z konia. Granicom naszego państwa wciąż zagrażali Rusini, Pomorzanie i Prusowie; Czesi systematycznie najeżdżali Śląsk, a królowie niemieccy również nie chcieli być gorsi. W 1109 roku Henryk V, pod pretekstem obrony praw wygnanego Zbigniewa, stanął z wojskiem na granicy zachodniej w momencie, gdy Bolesław Krzywousty był zaangażowany w kolejną batalię o Pomorze.

Ten szybko powrócił na Śląsk i rozpoczął przeciwko najeźdźcom wojnę podjazdową, nękając ich mniejsze oddziały niespodziewanymi atakami. Kiedy tylko jakiś mniej liczny, nieprzyjacielski hufiec, ufny w swą siłę oręża, zbytnio oddalił się od sił głównych, to niemal natychmiast spotykał się oko w oko z naszym płocczaninem, który na swój sposób ”odradzał” Niemcom zwiedzanie Śląska na własną rękę. Do zwycięstwa przyczyniła się walnie bohaterska postawa mieszczan, obrońców śląskich miast – Wrocławia, Głogowa i Bytomia Odrzańskiego. Legendarne zwycięstwo odniósł nasz książę pod Wrocławiem w miejscu, które odtąd nazywano Psim Polem, gęsto zasłanym po bitwie trupami pokonanych, które potem rozszarpywały dzikie psy.

Na mocy rozejmu z Henrykiem V do kraju z wygnania powrócił Zbigniew, jednakże uczynił to ze zbyt wielkimi fanfarami, z zastosowaniem królewskiego ceremoniału, co było kolejnym naruszeniem warunków umowy pomiędzy braćmi i nasz książę odebrał ten gest jako jawną potwarz. Tuż po tym incydencie, Bolesław wymierzył swemu przyrodniemu bratu karę, którą w średniowiecznej Europie stosowano wobec buntowniczych możnowładców – kazał go oślepić. Ten czyn spotkał się z ogólnym potępieniem, a arcybiskup gnieźnieński Marcin (stronnik Zbigniewa) objął naszego władcę ekskomuniką.

Następstwa klątwy były wyjątkowo dotkliwe, ponieważ mogła ona spowodować kryzys monarchii piastowskiej. Zwalniała ona poddanych z obowiązku posłuszeństwa. Aby zdjąć klątwę, Bolesław Krzywousty przez 40 dni podjął publiczną pokutę połączoną z postem, rozdawał jałmużnę, a potem udał się z pielgrzymką na Węgry. Po powrocie do kraju udał się do grobu św. Wojciecha w Gnieźnie, gdzie po dalszej pokucie (także pertraktacjach z kościelnymi dostojnikami, popartych „sowitymi” argumentami), ekskomunika została odwołana.

Okaleczony Zbigniew zmarł prawdopodobnie w 1113 roku i został pochowany w klasztorze w Tyńcu. Cóż… stosunki pomiędzy braćmi trudno byłoby określić mianem familijnych, ale w tych czasach w całej Europie toczyła się twarda, często niezwykle okrutna walka dynastyczna.

Jednakże zupełnie inaczej działo się w domowym ognisku Krzywoustego. Ze związku ze Zbysławą miał Bolesław jednego syna – Władysława II Wygnańca. Po śmierci pierwszej małżonki, Bolesław poślubił w 1115 roku niemiecką hrabiankę – Salomeę z Bergu, z którą miał aż sześciu synów i sześć córek. Spróbuję jednym tchem wszystkie książątka wymienić: Leszek, Ryksa, Kazimierz, Bolesław IV Kędzierzawy, Mieszko III Stary, Gertruda, Henryk Sandomierski, Dobroniega Ludgarda, Judyta, Agnieszka, Kazimierz II Sprawiedliwy… i jeszcze jedna córka o nieustalonym imieniu. Uff! Niestety kronikarze nie wspominają, czy przyznano książęcej rodzince Płocką Kartę Familijną, a przecież nasz władca „napracował się” okrutnie i powinien pewnie dostać ze cztery naraz…

Znane są powszechnie strategiczne i polityczne osiągnięcia naszego płocczanina. Przez cały okres swego panowania dążył do tego, aby Polska była państwem niezależnym, bronił jej zatem zarówno poprzez zabiegi polityczne, jak też wojenne kampanie; opierał się próbom podporządkowania kraju przez władców niemieckich, jak też nieustannym zakusom Czech, by inkorporować Śląsk, spokoju nie dostarczali także inni przygraniczni sąsiedzi.

Po wielu latach zbrojnych wypraw, występując przeciwko książętom pomorskim Warcisławowi I i Świętopełkowi – Bolesław przyłączył do Polski Pomorze Gdańskie i podporządkował jako lenno Pomorze Zachodnie. W tych czasach jeszcze zwyczajowo nie spędzano „długiego weekendu” nad morzem, ale w Gdańsku, Kołobrzegu i Szczecinie polscy wojowie zagościli na dobre. Najprawdopodobniej nie korzystali z kąpieli słonecznych, ani też nie degustowali smażonej rybki na nadmorskiej promenadzie, bo i czasy zupełnie nie nastrajały do kanikuły.

A tak już na marginesie – księcia Warcisława I nie powinniśmy darzyć jakąkolwiek estymą, bowiem w 1128 roku najechał i złupił nasz gród.

Dla nas płocczan chyba najistotniejszą zasługą Bolesława III Krzywoustego jest fakt, że w latach 1107-1138 za jego panowania Płock był stolicą Księstwa Polskiego.

Jak opisywali Bolesława III Krzywoustego kronikarze i historycy? Na dworze księcia w latach 1112-1116 pewien mnich benedyktyński z Wenecji, zwany przez nas Gallem Anonimem, mozolnie spisywał dzieje Piastów. Jednakże również wiele atramentu i słów podziwu poświęcają polskiemu władcy nasi późniejsi dziejopisarze: Wincenty Kadłubek i Jan Długosz oraz kronikarze z sąsiednich krajów. Nie ulega zatem wątpliwości, że nasz płocczanin był postacią wybitną, powszechnie znaną, budzącą respekt w całej Europie.

„Sława Bolesława stała się wszędzie tak głośna, że (zgoła) wszyscy nieprzyjaciele zdumiewali się nad jego bitnością i różni (ludzie) nazywali go wychowankiem Marsa, tygrysowym synem, lwem srogim, smokiem ziejącym ogniem, piorunowym grotem” – Wincenty Kadłubek, przekł. Brygida Kürbis.

Dzielny i silny fizycznie, wytrwały, hojny, pobożny, posiadający umiejętność zjednywania sobie ludzi, a jednocześnie w chwili gniewu porywczy i okrutny, znakomity strateg i polityk. Poszukajmy tych przymiotów wpatrując się w kamienne oblicze Bolesława otoczonego wierną drużyną, spoglądającego z cokołu na Placu Książęcym dumnie w horyzont…

Kim są patroni płockich ulic? Władysław I Herman