Ile Orlenu w Płocku?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Kampania wyborcza w Płocku skupiła się wokół Orlenu. Wiele pytań na przedwyborczych debatach dotyczyło spółki, a wczoraj doszło do otwartego spotkania związkowców z parlamentarzystami i kandydatami do parlamentu z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Pracownicy głośno mówili o patologii w koncernie.

Fot. Michał Wiśniewski

Fot. Michał Wiśniewski

Na spotkanie przybyło wielu związkowców i pracowników, którzy są mocno zaniepokojeni sytuacją w Orlenie. Zwracali uwagę na pogarszające się warunki pracy, zwolnienia i brak reakcji ze strony władz firmy czy rządu. – Od 8 lat toczyła się cicha restrukturyzacja, czy to na produkcji, czy w administracji. Na miejsce odchodzących osób tylko sporadycznie były zatrudniane nowe. Wiosną 2014 dowiedzieliśmy się, że pracodawca planuje przejście na tryb czterobrygadowy, co wiązało się ze zwolnieniem 150-200 osób. Zmiany rozszerzono także na działalność spółek, gdzie kolejne 150 etatów zostało zlikwidowanych. Daje to łącznie ponad 300 miejsc pracy w regionie – mówił Bogusław Pietrzak, przewodniczący związku zawodowego pracowników ruchu ciągłego PKN Orlen. Zmiana trybu pracy i zwolnienia przyniosły negatywne skutki także dla pozostałych pracowników.

– Naszym podstawowym postulatem jest przywrócenie tych etatów. Obecnie zwyczajnie brakuje pracowników. Mamy problem z odebraniem nadgodzin, urlopami czy szkoleniami BHP. Jest to oczywiście ukrywane. Restrukturyzacja miała przynieść oszczędności, tymczasem awansowano kolejnych 11 dyrektorów, których obecnie w Orlenie jest 121 – dodał poirytowany.

Kolejnym żądaniem związkowców jest przywrócenie zakładowego radia “Węzeł”, które docierało do wszystkich pracowników. – Związki zawodowe miały w nim swój czas antenowy i dlatego zostało zlikwidowane – mówili.

Zarząd musi wrócić do Płocka

Związkowcy mają dość obecnej sytuacji. Twierdzą, że komunikacja z pracownikami stoi na praktycznie zerowym poziomie, a struktura zarządzania jest tak skonstruowana, że Płocku można rozmawiać tylko z osobami niedecyzyjnymi. – Przez te 8 lat z prezesem Krawcem widzieliśmy się łącznie 3 razy i to tylko w sytuacjach sporu, pikiet. To jest absolutny brak komunikacji. Mamy piękny budynek na Chemików, całe drugie piętro stoi puste – zauważył Bogusław Pietrzak.

Wskazywał, że wynajem budynku w Warszawie generuje spore koszty. Powrót zarządu spółki do Płocka miałby przynieść szereg korzyści dla miasta. – Zarząd urzędujący tutaj będzie rozumiał Płock, znał jego potrzeby i przede wszystkim rozmawiał z władzami Płocka – podkreślał.

Fot. Michał Wiśniewski

Fot. Michał Wiśniewski

Przewodniczący poruszył także nieciekawą sytuację spółek. – To co się dzieje w spółkach grupy kapitałowej to ogromny skandal. Większość spółek poprzez dywidendę jest zwyczajnie okradana, brak jest inwestycji. Spółki się także sprzedaje, tak jak np. Orlen Medicę czy niemal Orlen Ochronę. Ostatnio słyszymy także o sprzedaży Orlen KolTrans.

Wtórował mu Henryk Kleczkowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Przemysłu Naftowego w NSZZ “Solidarność”. – Kiedyś na siłę wydzielano z Orlenu spółki, która zajmowała się poszczególną kwestią. Mówiono – ci się będą zajmować gazem, ci naftą. Dzisiaj te spółki na siłę się łączy. Wiadomo, że niektóre działy będą się dublowały, więc się je zwalnia – mówił. Poruszył także kwestię byłych pracowników, których przestała obowiązywać opieka zdrowotna w Orlen Medice.

– Przez 30 lat pracownik mógł korzystać z lekarzy, ale trzeba było sprzedać. Czy takiego zakładu nie stać na utrzymanie przychodni? Inny przykład to Orlen Administracja, w której postanowiono się pozbyć ekipy sprzątającej i gastronomicznej. Zdaniem zarządców, pracownicy generowali koszty, więc je zwolniono. Zatrudniono firmę zewnętrzną, a ile prywaciarz płaci? Warunki płacowe ludzi wciąż się pogarszają. Pracownik jest niczym. Kiedy dwa lata temu był spór zbiorowy, został mu ukręcony łeb. Zastraszono wszystkich, użyto metod ubeckich – wskazywał Kleczkowski.

Zwracał także uwagę na fakt, że pracownikom odbierane są różne świadczenia, takie jak trzynastki, pakiet socjalny czy opiekę zdrowotną. – Kiedyś to było normalne, dziś trzeba o to bardzo zabiegać. Wszystko się wycina – ubolewał Henryk Kleczkowski. – Orlen nie dba o to, że my tu jesteśmy. Pełna produkcja jest w Płocku, miasto ma nieprzyjemności z tego powodu, jak np. zatrucie środowiska. Chcemy też korzystać z pozytywnych aspektów. Pamiętacie państwo Dni Chemika? Dziś nie można używać tego sformułowania! Mamy Orlen Olimpiadę. Kiedyś całe miasto się bawiło, a dziś odgradzamy się płotem i udajemy kogoś lepszego – mówił zdenerwowany.

Przybyli na spotkanie pracownicy spółki poruszyli także sytuację nowo zatrudnianych pracowników oraz brak jakichkolwiek podwyżek dla obecnej załogi. – Zatrudniony chłopak dostaje 2070 zł, do tego 500 zł za system zmianowy i 10% premii, wszystko brutto. Średnia zarobków w Orlenie może i jest wysoka, ale pracownicy tego nie czują – zapewniali.

Współpraca, a raczej jej brak

Głos zabrał były szef “Solidarności” w Płocku, Wojciech Kępczyński. Wskazywał on, że problemy spółki zaczęły się już 10 lat temu, kiedy to coraz więcej “spadochroniarzy” pojawiało się w Płocku.

– Już 10 lat temu zorganizowaliśmy manifestację w obronie miejsc pracy. Już wtedy czuliśmy, że siedziba zostanie wyprowadzona do Warszawy. Już wtedy widzieliśmy, że związki zawodowe w całym kraju są niemile widziane. Najlepiej jakby świat pracy nie posiadał żadnych praw – mówił.

Podkreślał słabnącą pozycję Państwowej Inspekcji Pracy, która jego zdaniem częściej opowiada się po stronie pracodawców, a ci z kolei marginalizują związki. Walka ze związkami doprowadziła do utworzenia dwóch list. – Powstała biała lista spółek, które mogą pracować na terenie Orlenu, oraz czarna lista. Znalazły się na niej spółki, które nie mogą tu pracować, m.in. cała grupa “Petro”. Zwolnienie tak dużej liczby osób to dla Płocka katastrofa – podkreślał.

Fot. Michał Wiśniewski

Fot. Michał Wiśniewski

Były szef “Solidarności” również wskazywał na fatalną komunikację z zarządem spółki. Podobnie jak inni związkowcy, zwracał uwagę na niezwykle rzadkie spotkania z prezesem Krawcem. – Raz z ramienia wojewody byłem mediatorem, bo pracodawcy próbowali rozmawiać z pozycji siły. Odebranie radia “Węzeł” to na pewno demokracja? Nazwijmy to po imieniu – to zamordyzm. Kiedy rzekomo zakłóciliśmy Orlen Warsaw Marathon, stojąc 100 m od linii mety, odebrano nam premie – mówił.

Będzie normalnie?

Parlamentarzyści mówili, że niepokojące sygnały docierały do nich od dawna. Starali się interweniować poprzez pisanie interpelacji czy oświadczenia senatorskie, jednak zarząd Orlenu je ignorował. – Zorganizowaliśmy to spotkanie, aby wszystko było jawnie, żeby nie rozbijać się po kątach i dowiadywać jeden od drugiego – mówił senator Marek Martynowski.

Poseł Marek Opioła przedstawił ze swojej perspektywy sytuację z Orlen Ochroną. – Kiedy dowiedziałem się o sprzedaży spółki, udałem się do szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który był szczerze zdziwiony. Napisałem też do Ministra Skarbu i była cisza. Spotkałem się z Ministrem Skarbu i wytłumaczyłem mu, że to niedobre działanie. Na razie zatrzymaliśmy sprzedaż Orlen Ochrony, chociaż słyszy się teraz o wydzieleniu sekcji konwojentów – mówił poseł.

Jakie pomysły mają kandydaci PiS na rozwiązanie sytuacji?

– Bądźmy uczciwi – nie załatwimy tego za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To musi potrwać. Chcemy przywrócić normalność, żeby była możliwość dialogu. To niedopuszczalne, że kadra zarządzająca zarabia takie galaktyczne pieniądze – mówił poseł Opioła.

Zwracał on także uwagę na potrzebę przeprowadzenie audytu, aby sprawdzić czy osoby nie są zatrudniane fikcyjnie tylko dla uzyskania odprawy. – Mówimy stop takim działaniom – zapewniał Marek Opioła. Podobnego zdania był poseł Maciej Małecki, który przy nakreśleniu sytuacji posłużył się metaforą. – Jeśli obejmiemy władzę, to pamiętajcie, że to tak jakbyśmy wchodzili do zdewastowanego mieszkania. Wszystko się da wyremontować, ale potrzeba czasu – mówił.

Poseł przypomniał także, że Orlen był jednym z bohaterów afery taśmowej. – Pamiętacie państwo nagraną rozmowę prezesa Krawca? Chwalił się, że rozmawiał z Donaldem Tuskiem i powiedział że po wyborach może wprowadzić paliwo nawet po 7 złotych. Orlen stał się kartą przetargową w walce politycznej.

Posłowie odnieśli się także do coraz częściej podnoszonej kwestii negatywnego wpływu Orlenu na zachorowalność mieszkańców Płocka na nowotwory płuc i oskrzeli. – Interweniowałem u Ministra Zdrowia, zapytałem: dlaczego płocczanie częściej umierają na raka układu oddechowego? Wiecie co mi odpowiedział? Że palą za dużo papierosów, jest za dużo samochodów i piecyków węglowych. Nowy komin pracuje na 30%, co będzie jak będzie pracował na 100%? – pytał retorycznie poseł Opioła.

Głos zabrał także Albert Kołodziejski, który swoją kampanię oparł o hasło “Orlen musi wrócić do Płocka”.

– Zapytałem kiedyś prezesa, czy to prawda, że wynajem budynku w stolicy to koszt ok. 26 mln złotych rocznie? Czy to prawda, że w Warszawie zatrudnionych jest blisko 400 osób, których wynagrodzenia sięgają ok. 46 mln złotych rocznie? Czy to prawda, że budżet marketingu tylko jednego działu marketingu to w skali roku 180 mln złotych? Czy to prawda, że pracownicy na stacjach paliw muszą oddawać za niesprzedane hot dogi i przeterminowane produkty? Do tej pory nie otrzymałem żadnych odpowiedzi.

Fot. Michał Wiśniewski

Fot. Michał Wiśniewski

Kandydat na posła zwracał uwagę, że w 2014 roku pięciu członków zarządu zarobiło 12 mln złotych, a kadra menadżerska 170 mln złotych. – “Orlen musi wrócić do Płocka” to nie hasło wyborcze, a informacja drużyny Prawa i Sprawiedliwości. W mojej ocenie, operacja powrotu zarządu do Płocka jest wykonalna w 12 miesięcy. Zarząd musi oddychać tym samym powietrzem, tankować to samo paliwo. Jako drużyna Prawa i Sprawiedliwości chcemy pracować dla dobra Polaków – zapewniał Albert Kołodziejski.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji