Anna Zołoteńko od kuchni: Robię mistrzowskie naleśniki

REKLAMA

Jak ważne jest zdrowe odżywianie? Dlaczego pączki w niebieskiej polewie budzą agresję? Jak zostać mistrzem naleśników? Odpowiedź na to i wiele innych pytań w kolejnej „Płockiej Kuchni”, w której rozmawiamy z projektantką, nauczycielką i dziennikarką, Anną Zołoteńko.

Dziś zaglądamy do kuchni Anny Zołoteńko, dekoratorki wnętrz, nauczycielki, właścicielki szkoły językowej, a od niedawna… dziennikarki w lokalnej telewizji. Prywatnie to żona Michała Zołoteńki, byłego rozgrywającego Orlen Wisły Płock.

– Moja praca jest zdecydowanie wielozadaniowa – mówi o sobie pani Ania. – Zajmuję się dekorowaniem wnętrz, pracuję głównie z tkaniną, projektuję wystrój okien, zasłony firany czy rolety. Poza tym, prowadzę szkołę językową – uczymy dzieci w wieku szkoły podstawowej języka angielskiego. Na tym skupiamy się w mojej szkole „Eurece” – śmieje się.

Jakby tego było mało, pani Ania od niedawna prowadzi program w lokalnej telewizji PTV. – W „Kilka pytań do…” staram się poruszać tematy ważne i aktualne – opowiada. – Rozmawiam z ludźmi ciekawymi i staram się zadawać pytania, które każdy z nas chciałby zadać – dodaje.

PowiązaneTematy

A co poza pracą? Przede wszystkim książki! – Jestem absolutną fanką Agathy Christie – wyznaje. – Muzycznie zaś lubię Kult i Kazika – jego wszechstronność, aktualne teksty i mądro-ironiczny stosunek do polityki. Poza tym Dżem, Kortez, Hey i Kaśkę Nosowską – wymienia.

Anna Zołoteńko to zatem osoba o wielu talentach i pasjach. A gdzie w tym wszystkim znajduje się kuchnia i gotowanie? Na coraz lepszej pozycji!

– Ostatnio coraz bardziej jestem zafiksowana na punkcie zdrowego odżywiania – przyznaje, pytana o kulinaria. – Jestem zdecydowaną przeciwniczką oleju palmowego i słabych produktów typu fast food, chips itp. Od niedawna uprawiam jogę, próbuję też innych sportów, aczkolwiek z lekko słomianym zapałem. Mój mąż to były sportowiec, więc wymagania ma duże i często czepia się moich treningów, ale się nie poddaję – śmieje się.

Gotuję… raczej bez szału

Fot. Archiwum prywatne Anny Zołoteńko

Choć sama nie określa się mianem szefa kuchni, to bez wątpienia nasza bohaterka z powodzeniem radzi sobie wśród patelni i garnków.

– Gotuję rzadko i bez szału, ale moim mistrzostwem są naleśniki – przyznała w rozmowie z nami. – Przygotowuję je na śniadanie w weekend. Wtedy mamy czas na to, żeby usiąść razem – dodaje po chwili.

Projektantka potrafi przygotować naleśniki w niemalże każdej odsłonie. – Jest na nich cukier puder, dla dzieci, są też owoce sezonowe: truskawki, maliny czy śliwki – wymienia. – Jeśli mamy ochotę na naleśniki na słodko, robię własny krem czekoladowy na bazie czekolady gorzkiej. Polecam serdecznie, ponieważ kremy czekoladowe dostępne na rynku mają okropny, „świecący w ciemności” skład – apeluje.

Generalnie Zołoteńko jest wrogiem gotowych dań i zdejmowanych ze sklepowych półek produktów. Jej zdaniem, w większości są po prostu niezdrowe. – Często jestem rozczarowana faktem, że w składach pełno jest chemii i cukru – mówi z żalem. – Kiedy widzę w dyskontach pączki z polewą w kolorze niebieskim, to budzi się we mnie agresja. Jak to może być dopuszczone do sprzedaży i co gorsza, kusić najmłodszych? – pyta.

Co zatem lubi Anna Zołoteńko najbardziej? – Wychodzę z założenia: im krótszy skład produktu, tym lepszy – śmieje się. – Dlatego lubię ziemniaki – bo w końcu w kraju ziemniaka i buraka żyjemy – do tego jakiś kalafior lub młoda, sezonowa kapusta. Poza tym? Kawałek kotleta z piersi kurczaka lub indyka i do przodu! – dodaje.

Staram się gotować porządnie

Jak przekonuje nasza rozmówczyni, kuchnia nie jest jej ulubionym miejscem w domu. Nie oznacza to jednak, że Anny Zołoteńko nie można zobaczyć przy kuchence. Wręcz przeciwnie.

– To nie moja pasja, nie mam wielkiego talentu kulinarnego, ale kiedy już gotuję, to staram się robić to dobrze – tłumaczy w rozmowie z nami. – Zawsze próbuję szukać lepszych, zdrowszych zamienników. Używam soli himalajskiej zamiast zwykłej, mąkę pszenną mieszam z żytnią robiąc ciasta czy naleśniki, cukier zamieniam na miód. Nie mówię o tym dzieciom i mężowi, często się udaje, że nie zauważą i jedzą ze smakiem – śmieje się.

Nasza rozmówczyni lubi wyraziste smaki. Przede wszystkim ostre rzeczy. Nie ma jednak ulubionych potraw. – Właściwie lubię wszystko – mówi szczerze. – Ja w ogóle lubię jeść. No, z jednym wyjątkiem – nie zjadłabym czarniny. Krew i cukier? Nie, nie dam rady – wyjaśnia. – Nie przepadam też za fasolką po bretońsku. Kiedyś lubiłam za to sushi. Dziś mi przeszło – uzupełnia Zołoteńko.

Zimą moje śniadanie, to…

Na codziennym stole pani Ani dominują smaki tradycyjne. Tak było zresztą od zawsze, choć dania te uzależnione są od pory roku. – Zimą moje śniadanie to kawa z mlekiem i pełnoziarnisty chleb z dżemem – wspomina. – Często mam jakieś dżemy własnej roboty od mamy lub mamy Michała. Jak się kończą, to kupuję takie nisko słodzone. W ogóle nie lubię mocno słodkich rzeczy – zdradza.

Zołoteńko jest też fanką kanapek – i to tych, zdawałoby się, najbardziej banalnych – z żółtym serem. – Do tego dużo warzyw, szczególnie w sezonie – mówi. – W ogóle nie ruszam wędlin. Zimą stawiam na kiszonki, są jednak wtedy dużo zdrowsze. Lubię i często robię kurczaka w curry i karkówkę w ziołach. Syn trochę się buntuje, ale moja córka chętnie zajada. A Michał? On taktownie zjada wszystko, co podam – śmieje się.

Podróże kulinarne? Bardzo chętnie!

Na co dzień Anna Zołoteńko stawia na proste potrawy. Kiedy jednak opuszcza granice kraju, to z wielką chęcią kosztuje potraw jej nieznanych. – Pamiętam pyszne, półkrwiste steki w Austrii – wspomina. – Michał przekonał mnie, że warto spróbować ich w takiej odsłonie i… miał rację! – dopowiada.

Barcelonę kojarzy zaś z pyszną paellą z warzywami, a Szwecję z krewetkami, które serwowane są w różnych postaciach.

– Są one w sałatce, omlecie czy po prostu z pietruszką na białym winie. No i tam jest prawdziwy, pyszny łosoś. Lubię go w każdej postaci – stwierdza na koniec.

Jednak to nie recepturą na łososia podzieliła się Anna Zołoteńko z naszymi czytelnikami. Zamiast tego, projektantka zdradziła przepis na przepyszne ciasto.

Ciasto Anny Zołoteńko

Składniki:

  • 150 g miękkiego masła i kawałek do natłuszczenia formy,
  • 6 jajek, białka oddzielone od żółtek,
  • 1 szczypta soli,
  • 200 g cukru,
  • 200 g czekolady gorzkiej, połamanej na kawałki,
  • 70 g mąki pszennej.

Przygotowanie:

Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 200 st. C (bez termoobiegu). Tortownicę o średnicy ok. 22 cm natłuszczamy i odstawiamy na później. Do wysokiego naczynia wlewamy białka, dodajemy szczyptę soli i 20 g cukru. Ubijamy do momentu, gdy białka zesztywnieją. Naczynie z pianą odstawiamy.

Do garnka dodajemy 180 g cukru, żółtka i masło. Wszystko mieszamy na małym ogniu. Następnie wrzucamy do rondelka czekoladę. Czekamy aż ta zmięknie, po czym wszystko dokładnie mieszamy. Zdejmujemy z ognia. Dorzucamy mąkę i ponownie starannie mieszamy. Dodajemy wcześniej ubite białka, mieszamy, by powstała gładka masa.

Teraz przekładamy ciasto do przygotowanej tortownicy. Pieczemy ok. 20 minut. Podajemy na ciepło lub zimno. Dodatkowo możemy polać upieczone ciasto ze zblendowanymi z naturalnym jogurtem truskawkami czy malinami. Pyszne do czarnej kawy.

Życzymy smacznego!