REKLAMA
REKLAMA

Andrzejkowe wróżby – zabawa czy wstęp do okultyzmu?

REKLAMA

W andrzejki, jak co roku, próbujemy trochę dla zabawy, a trochę serio uchylić rąbka tajemnicy o tym, co nas czeka. Wróżby to stary jak ludzkość sposób na oswojenie niepewnej przyszłości. Kiedyś wierzono, że są dni, kiedy duchy przodków wracają na ziemię i odsłaniają odrobinę nieznanego. Andrzejkowe wróżby przetrwały próbę czasu, choć dziś nie wierzymy w nie tak, jak dawniej. Współcześnie na andrzejki patrzymy jako dobry pretekst do spotkania z znajomymi i pobawienia się przed adwentem. A jak andrzejki obchodzono kiedyś i czy są tylko niewinną zabawą?

Henryk Siemiradzki - Noc św. Andrzeja - Wróżbita, 1867
Henryk Siemiradzki – Noc św. Andrzeja – Wróżbita, 1867

Święty Andrzej, który jest patronem Szkocji, Grecji, Rosji, Hiszpanii i Sycylii, w naszym kraju jest uznawany również za opiekuna dziewic i panieństwa. Dawniej wigilia świętego Andrzeja była zarezerwowana wyłącznie dla panien. 30 listopada spotykały się, zamykały w domach i wspólnie lub pojedynczo odprawiały wróżby. Było tak zwłaszcza na wsiach. Wierzono, że noc świętego Andrzeja miała moc magiczną, pozwalającą zerknąć w przyszłość. Dzień ten traktowano z należytą powagą, wróżby andrzejkowe miały charakter wyłącznie matrymonialny i przeznaczone były dla niezamężnych dziewcząt.

PowiązaneTematy

Dzisiaj andrzejki to przede wszystkim zabawa. Mało kto wierzy w moc wróżb, które współcześnie przybrały formę dodatku do tanecznych imprez. Są jednak tacy, dla których andrzejkowe wróżby to przede wszystkim tradycja.

Zabawy i wróżby andrzejkowe odbywają się niemal w całej Europie. Jedna z legend głosi, że zapoczątkowały je praktyki stosowane w starożytnej Grecji. Nie wiadomo jednak do końca dlaczego noc z 29 na 30 listopada uznano za dzień wróżb. Przeczytajcie, jak kiedyś wróżono w ten wyjątkowy wieczór.

Klucz i wosk
Dające najszersze pole interpretacji było lanie wosku, cyny lub ołowiu. Panny zebrane w domu lub w karczmie lały na wodę roztopioną substancję. Potem oglądało się cień, jaki stężały kształt rzucał na ścianę. Żeby wróżba była ważna, konieczny był klucz. Przez wieńczące go kółko przelewało się wosk, cynę lub ołów. W początkach upowszechniania się wróżby musiał być to klucz od poświęconych drzwi – zakrystii albo głównego wejścia do kościoła. Klucz pojawia się zresztą w ludowej tradycji zadziwiająco często. Symbolizuje przejście między światem żywych i duchów, bywa amuletem, ale może też przynosić pecha. Z cieni rzucanych na ścianę przez zgęstniały wosk czy ołów można było wiele wyczytać.

Zaręczyny czy zakon?
Dziewczęta mogły dowiedzieć się, co je czeka w przyszłości, dzięki wróżbie z kubkami. Rozkładały je na stoliku i ukrywały pod nimi przedmioty symbolizujące drogę życiową lub przyszły zawód. I tak: obrączka wróży małżeństwo, pierścionek – zaręczyny, różaniec – zakon, kwiatek lub liść – staropanieństwo, chleb lub klucze – dobrobyt, cukier – słodkie życie, liść bobkowy – sławę, pieniądze – bogactwo, serce przebite strzałą – nieszczęśliwą miłość.

Skąd nadejdzie ukochany?
Skąd nadejdzie „ten jedyny”? Żeby się tego dowiedzieć dziewczęta wychodziły przed dom i słuchały, z której strony szczeka pies. Sposób szczekania mógł przepowiedzieć wiek i kondycję przyszłego małżonka. Głośne i mocne szczekanie zapowiadało młodzieńca, skowyt – że mąż będzie chorowity, szczek chrapliwy – że narzeczony będzie stary. Dawniej w wigilię św. Andrzeja dziewczęta wymiatały śmieci z izby i obserwowały, w którą stronę poniesie je wiatr – z tej strony miał przybyć ukochany.

Poznaj jego imię…
Jak przepowiadano imię przyszłego męża? Jednym ze sposobów było przerzucanie z zamkniętymi oczami kartek kalendarza i zatrzymanie się w dowolnym miejscu. Można również wypisać na białych kartkach atramentem sympatycznym (octem lub rozpuszczonym kwaskiem cytrynowym) imiona. Dziewczyna losowała jedną karteczkę, ogrzewała ją nad płonącą świecą i mogła przeczytać imię mężczyzny, który był jej pisany.

Wycinano też serce z papieru, na którym wypisywano imiona chłopców. Panny przekłuwały serce igłą – imię, na które trafiły, należało do przyszłego męża. Jeśli igła przekłuła puste miejsce, na małżeństwo trzeba było jeszcze poczekać.

Panny, zanim poszły spać w noc andrzejkową, wypisywały 25 karteczek z męskimi imionami i wkładały pod poduszkę. Każdego ranka wyciągały po jednej karteczce, a ostatnia – odczytana w Wigilię – ujawniała imię wybranka.

Popularna była też kiedyś wróżba z obierzyn z jabłek. Dziewczyny rzucały taką obierkę za siebie, a kształt, w jaki się ułożyła, miał wskazać pierwszą literę imienia przyszłego małżonka.

W wieczór andrzejkowy dziewczęta ustawiały też miskę z wodą, a do jej brzegów przyczepiały karteczki z imionami chłopców. W skorupce orzecha włoskiego ustawiały płonącą świeczkę i puszczały na wodę. Przyszły mąż miał nosić imię zapisane na kartce, która pierwsza zaczęła płonąć. Podobną wróżbą było puszczanie na wodę dwóch papierowych łódeczek (albo dwóch świeczek na tekturowych podstawkach). Na jednej z nich wypisywano imię dziewczyny, a na drugiej chłopca, który był jej miły. Spotkanie się dwóch łódeczek wróżyło gorącą miłość tej parze, jeśli oddaliły się od siebie – to raczej nici z miłości.

Pies i bułki?
W andrzejkowy wieczór bardzo ważną rolę odgrywały zwierzęta domowe. Pies, kot, gąsior, byczek, kozioł, a nawet najzwyklejsza kura przepowiadały, która z panien pierwsza wyjdzie za mąż. Interpretacja wróżb z udziałem zwierząt bywała zazwyczaj bardziej jednoznaczna – pannie albo było pisane zamążpójście w ciągu najbliższego roku, albo nie. Procedury wróżenia były w różnych regionach rozmaite. Na południu i wschodzie Polski panny piekły tak zwane bałabuszki. Były to bułeczki przyrządzane z mąki ukradzionej kawalerowi. Zastępczo – jeśli panienka nie chciała ryzykować przyłapania na występku – można było je upiec z mąki zmielonej w żarnach kręconych „pod słońce” – czyli od prawa w lewo. Gdy każda z panien położyła swoją bałabuszkę na talerzu, do izby wprowadzano psa. Na wszelki wypadek przez cały dzień nie dawano mu nic do jedzenia, dzięki czemu przynajmniej jedna z panien miała zapewnioną szczęśliwą przepowiednię. By odegnać nieżyczliwe duchy, wiązano psu na ogonie czerwoną wstążkę i zaczynała się zasadnicza część wróżby. Puszczano psa w stronę bałabuszek. Ta, na której bułeczkę się połakomił, miała w najbliższym roku wyjść za mąż. Bułeczki można zastąpić kiełbasą. Dziewczęta stawały w kręgu, a każda z nich trzymała plasterek wędliny. Do której pies przybiegł po kiełbasę, ta najszybciej miała wyjść za mąż.



W innych regionach kraju do wróżby używano wiązek zboża, a kuszono nimi byczka lub koziołka.

Można też wykorzystać kota – dziewczęta stojące w kręgu wpuszczały do środka zwierzaka. Ta, o której nogi się otarł, próbując wydostać się na zewnątrz, miała pierwsza zagwarantowane małżeństwo.

Wróżył też gąsior z zawiązanymi oczami – do której panny podszedł, ta najszybciej miała wyjść za mąż. Nawet zwykły kogut mógł odkryć przyszłość. Dziewczęta wysypywały kupki ziarna na podłogę, i obserwowały, której panny ziarno kogut zacznie pierwszy dziobać.

„Podsłuchane”
Pożądaną wróżbą mogą być zasłyszane przypadkiem rozmowy. Należało podkraść się wieczorem pod drzwi lub okno sąsiadów i słuchać. Jeśli pierwszym usłyszanym słowem było „tak” – małżeństwo murowane, jeśli „nie” – trzeba było czekać przynajmniej rok.

Wróżba z butów
Popularne do dziś. Dziewczęta ustawiają po kolei swoje buty wzdłuż ściany. Której but pierwszy przekroczy próg, ta może być pewna, że wkrótce wyjdzie za mąż. Rzucano także butem przez lewe ramię, jeżeli spadł szpicem w stronę drzwi, oznaczało to „wyjście z domu”, czyli zamążpójście, jeżeli odwrotnie – że jeszcze nie pora myśleć o ślubie.

Wróżby andrzejkowe to nie zabawa?

Kiedyś andrzejki traktowano poważnie, a nawet próbowano połączyć z tradycją chrześcijańską. Dziś środowiska katolickie zdecydowanie potępiają „zabawy we wróżby”. Księża twierdzą, że pierwsze kontakty z okultyzmem i magią, które były zabawą, z czasem mogą stać się problemem. A wróżby i zabawy andrzejkowe można przecież spotkać nawet w szkołach.

– Traktowanie wróżbiarstwa jako zabawy jest bagatelizowaniem niebezpieczeństwa, jakie ono w sobie kryje. Wróżbiarstwo zakłada determinizm, jakby już wszystko zostało ułożone. Człowiek ma się tylko dostosować i czekać na określone rozwiązanie. Jest to też kwestionowanie ludzkiej wolności, a więc możliwości twórczego kształtowania swojej przyszłości. Wróżbiarstwo w szkole jest szerzeniem zachowań irracjonalnych, niedających się pogodzić z misją nauczyciela i niewątpliwie obniżających jego autorytet. Część uczniów w sumieniu się temu sprzeciwia, bo uznaje wróżbiarstwo za grzech, i dla nich nie jest ono żadną zabawą. Nauczyciel powinien proponować rzeczy pożyteczne, kształcące, wychowywać ku wartościom. Na pewno nie powinien publicznie przeprowadzać praktyk, które dla części uczniów są rozumiane jako grzech.

Znam przypadek, w którym uczeń nie poszedł do szkoły na wieczór andrzejkowy, gdyż planowano wróżenie. Mama interweniowała w tej sprawie. Rodzice, powierzając swoje dzieci opiece nauczycieli, mają prawo do uszanowania wyznawanych przez nich wartości, co gwarantuje Konstytucja RP: „Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje” (art. 31, u. 2). „Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami” (art. 53, u. 3). Widzimy więc, że wywieranie presji, aby ktoś wziął udział w czynnościach wróżbiarskich w szkole, może zrodzić problem natury prawnej… Sądzę, że jeżeli dorośli zrozumieją, na czym polega problem wróżb w szkole, to zjawisko powinno słabnąć. Księża i katecheci, którzy studiowali teologię, powinni życzliwie podać nauczycielom rzeczowe argumenty, wtedy unikniemy zbędnych problemów. Jesteśmy przecież ludźmi myślącymi racjonalnie – wypowiadał się dla tygodnika „Niedziela” psycholog, ks. Andrzej Sereda.

– Wróżby andrzejkowe od zawsze miały charakter zabawy, którą traktuje się z przymrużeniem oka. Oczywiście, nie zmienia to faktu, że próba poznania przyszłości – nawet w formie zabawy, ale za pomocą wróżenia – jest grzechem. Dlatego katolik, który chce być fair w stosunku do Pana Boga, powinien andrzejki nieco przereformować, tzn. zamienić to, co magiczne – wróżby nakierowane na poznawanie przyszłości, na to, co radosne, wychowawcze i ewangelizacyjne – gry, zabawy, konkursy czy pogadanki o św. Andrzeju. Główny problem nie tkwi bowiem w czynności lania wosku, tylko w tym, że nazywa się ją wróżbą. A skoro jest wróżbą, to znaczy, że za jej pośrednictwem można poznać przyszłość. Wystarczy zatem lanie wosku nazwać zabawą. Można np. zorganizować dzieciom konkurs na odlanie najbardziej wiarygodnego kształtu zwierzaka. Warto też opowiedzieć im o ostatkach, adwencie i krzyżu św. Andrzeja – mówi Andrzej Wronka, teolog.

Czy andrzejkowe wróżby to część tradycji, zabawa czy może wstęp do okultyzmu? Czekamy na Wasze opinie.