Albo koty albo… wyprowadzka?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +
Sprawę kotów w bloku przy ul. Mieszka I opisywaliśmy już kilkakrotnie. Jak się okazuje, ma ona swój dalszy ciąg.

Jak pisze nasza czytelniczka, 31 lipca dostała odpowiedź na swoje pismo, w którym Płocka Spółdzielnia informuje, że:

  • planowany jest zakup nowego domku dla kotów i postawienie go w problematycznej okolicy,
  • wywiesiła na tablicach ogłoszeń informację o zakazie dokarmiania kotów oraz informację płockiego ratusza “Jak dbać o koty wolno żyjące”,
  • w okienka piwniczne zostaną wstawione siatki ochronne,
  • zostanie przeprowadzona dezynfekcja,
  • nie ponosi odpowiedzialności za szkody, wyrządzone przez koty wolno żyjące,
  • zgodnie z art. 11 ustawy o ochronie zwierząt, stworzenie systemu opieki i kontroli kotów należy do zadań własnych gminy,
  • wielokrotnie podejmowała próby współpracy z organami gminy, schroniskiem, TOZ-em, Strażą Miejską, jednak za każdym razem odmawiano współpracy.

Rzeczywiście, informacje zostały wywieszone, siatki zostały wstawione w całym bloku, dezynfekcja też była przeprowadzona. – Tylko co z tego, kiedy w piwnicy znów mieszkają koty, znów się tam załatwiają, znów jest ten sam smród, co przed dezynfekcją – twierdzi rozżalona czytelniczka. A stało się to, ponieważ ktoś regularnie wycina siatki ochronne, wstawione w okienka piwniczne. Ktoś uszkodził też okienko, przywłaszczając sobie klamkę, aby nie można było go zamknąć i aby koty miały swobodny dostęp do piwnicy. W żadnej innej klatce tego bloku coś takiego nie miało miejsca – pisze czytelniczka.

Piwnica miała zostać zbadana przez SANEPID tak się jednak nie stało, ponieważ nie leży to w zakresie kompetencji tej instytucji, również Powiatowy Lekarz Weterynarii nie może w tej sprawie pomóc.

Mieszkanka bloku przy Mieszka I postanowiła dopytać prezesa spółdzielni kiedy dokładnie zostanie postawiony domek dla kotów. Jak twierdzi, prezes nie daje jej konkretnych informacji twierdząc, że kiedyś taki domek był i ktoś go bardzo szybko skradł. Usłyszała również, że mieszkańcy, którzy prowadzili konflikt z karmicielką kotów… już dawno się wyprowadzili. Nasza czytelniczka odebrała to jak sugestię do postąpienia w ten sam sposób, ale zapowiada, że nie zamierza tego robić.

W całej sprawie zastanawia fakt, że instytucje, które teoretycznie powinny zająć się tym problemem, nie spotkały się, nie uzgodniły żadnego konkretnego planu, nie podjęły próby ułatwienia życia osobom, które w końcu kupiły mieszkanie i regularnie płacą za nie czynsz. Jak pisze czytelniczka, spółdzielnia cały czas podkreśla, że każde ich działanie jest odbierane jako zło wyrządzane tym kotom, zaraz pojawia się u nich Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami i inne organizacje chroniące praw tych zwierząt. Ona sama ma propozycję stworzenia odgrodzonego osiedla dla tych kotów, albo wydzielenia jakiegoś pomieszczenia gospodarczego, w którym koty wolno żyjące mogłyby zamieszkać, np. nieużytkowaną przez mieszkańców suszarnię, do której klucz dostałaby karmicielka.

Sprawę z drugiej strony przedstawiła w komentarzu do naszego poprzedniego artykułu pani Mariola, która jest karmicielką kotów.

Jestem karmicielką i jednocześnie członkiem Płockiej Spółdzielni Mieszkaniowej. To nieprawda, że współpracuje z karmicielami. Wielokrotnie chodziłyśmy do prezesa, pisałyśmy pisma. Ignorancja osób tam pracujących jest godna ubolewania. To za nasze pieniądze osoby te mają pracę. Ich obowiązkiem jest godzić jedno i drugie, ja zmuszona jestem zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa przez prezesa spółdzielni – właśnie za lekceważenie członków, podawanie nieprawdy lub unikanie odpowiedzi. Takich osób jak pani Kasia jest wiele, ale gdy ja proszę takie osoby (gdy mi ubliżają lub wyzywają) o pomoc w sterylizacji i kastracji, jeszcze nikt mi nie pomógł, chociaż wszyscy chcą dobrze dla tych zwierząt. Właśnie m.in. na Mieszka I przybyło kotów – bo przywożą je mieszkańcy z działek, z wieżowca pewna pani wyrzuciła niekastrowanego rocznego czy dwuletniego kota. Dlaczego pani nie pisze o tym, że trawniki brudne są nie od kotów. Każdego dnia leżą rzucane z okien puszki i pety, a rury wydechowe samochodów wchodzą do okien. Spółdzielnia kratuje okna, więc te kociny szukają nowych domostw i dlatego może się zdarzyć, że jest ich więcej na jakimś osiedlu. Jesteśmy osobami pracującymi, mamy swoje sprawy i życie, a pomoc kotom to dodatkowe zajęcie, z którego każda z nas jest dumna. Więc może całe osiedle Mieszka I zacznie sterylizować koty, a nie tylko żąda się od jednej osoby. Na tej ulicy więcej jest chuliganów. Dziwny to kraj, że nie ma współczucia i zrozumienia. Szkoda. Mariola L.

Problem nie jest prosty, ale jest i sam nie zniknie. Jeśli nie zostanie przygotowany realny program sterylizacji zwierząt wolno żyjących, jeśli ratusz nie zabezpieczy pieniędzy na ten cel w budżecie, już wkrótce możemy mieć do czynienia z prawdziwą plagą miauczących zwierzaków, które przeniosą się do kolejnych bloków…

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji