REKLAMA

Okiem Robaka – Trują nas, a państwo co na to?

REKLAMA

PowiązaneTematy

Tegoroczne święta wielkanocne przemknęły spowite zimowym nastrojem. Co komu kalorii w ich trakcie przybyło, to przybyło, pomyślałem więc sobie, że czas najwyższy, by powrócić do problemu, który dziwnie szybko zniknął z informacyjnych anten – czyżby na skutek poświątecznych porządków?

[dropcap]N[/dropcap]a kanwie tego problemu przypomniałem sobie, jak to w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, w czasach głębokiego kryzysu, ktoś sprzedał martwego oskubanego bociana, który udawał świąteczną, wyrośniętą nieco gęś. Oczywiście sprawcę tego potwornego czynu złapano i przykładnie ukarano.

Naiwnie wierzyłem, że po tylu latach nikomu w naszym kraju podobne pomysły nie przyjdą już do głowy. A tu, jak grom z jasnego nieba, kilka tygodni temu mediami wstrząsnęło od sensacyjnych doniesień na temat makabrycznych praktyk, stosowanych w ubojni pod Rawą Mazowiecką i ewentualnym czubku góry lodowej tego procederu. Można odnieść wrażenie, że problem został systemowo rozwiązany, ale – jak się okazuje – nic bardziej mylnego.

Właśnie ukazała się informacja, podana przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi, że w próbkach badanego mięsa wykryto niedopuszczalne stężenia antybiotyków. Jak do tej pory, bezskutecznie oczekujemy zdecydowanych działań w tej sprawie instytucji, które merytorycznie są powołane do sprawowania nadzoru nad jakością żywności.

Co prawda minister rolnictwa zarzeka się, że podjął już działania, które poprawią skuteczność kontroli artykułów i produktów spożywczych, jak i same kontrole jakości również podejmie, mnie jednak nurtuje natrętne pytanie – co się działo ze służbami weterynaryjnymi, placówkami sanepidu i innymi służbami, odpowiedzialnymi za jakość żywności do tej pory – przez wiele długich lat i podczas wielu setek tysięcy kontroli?

wedlina_m

A tymczasem po wybuchu afery, z zażenowaniem obserwowaliśmy wypowiedzi przedstawicieli tych instytucji, podrzucających sobie problem jak gorącego kartofla i zupełnie nie poczuwających się do odpowiedzialności za życie i zdrowie obywateli. Z punktu widzenia przeciętnego zjadacza wędliny pachnie to, a raczej śmierdzi, horrendalną niekompetencją, niedbalstwem, długoletnimi zaniedbaniami lub – gorzej – „kolesiostwem” i wszechobecną korupcją, a takie posądzenia pojawią się zawsze, jeżeli nie podejmuje się natychmiast systemowych i zdecydowanych działań zapobiegawczych.

Technika zamiatania śmieci pod dywan bywa skuteczna tylko na krótką metę – jeżeli lekceważy się kolejno następujące po sobie sygnały, że wspomnę niekonwencjonalne zastosowanie soli drogowej w artykułach spożywczych, która jak się okazało, zupełnie nie szkodzi zdrowiu ludzi, powszechną praktykę odświeżania wyrobów mięsnych i inne bulwersujące przypadki, to trudno się spodziewać, że hieny – bo tak trzeba nazwać tych „przedsiębiorczych” krętaczy, szafujących naszym życiem i zdrowiem – teraz nagle przestraszą się buńczucznej zapowiedzi ministra.

Na marginesie, aż strach pomyśleć, cóż jeszcze okaże się – w wyniku kontroli, zarządzonych w tej sprawie – suplementem żywności, nie szkodzącym ludzkiemu zdrowiu.