REKLAMA

Tajemnicze zniknięcie płockiej lekarki i dziennikarz-morderca… [PODCAST]

REKLAMA

Michał Larek – polski pisarz, literaturoznawca i wykładowca akademicki, prowadzi podcast „Zabójcze opowieści”. Jeden z odcinków opowiada o tajemniczym zniknięciu płockiej lekarki. Ciała kobiety nigdy nie odnaleziono…

Odcinek 11 podcastu Michała Larka dotyczy Zygmunta Bielaja, dziennikarza i mordercy oraz zaginięcia lekarki – pediatry z Płocka, która to sprawa została okrzyknięta jedną z najtrudniejszych zagadek kryminalnych czasów PRL.

Sprawa zaczęła się 5 czerwca 1970 roku, kiedy szanowana płocka lekarka, Stefania Kamińska, wyszła z domu przy ul. Tumskiej 6 w towarzystwie tajemniczego mężczyzny i zniknęła…

W godzinach popołudniowych do gabinetu doktor Kamińskiej wszedł mężczyzna i poprosił o wizytę u chorego dziecka w Brwilnie. Jak ustalono, mężczyzna był średniego wzrostu, w okularach, nieco krępy, o kwadratowej twarzy, ubrany w ciemny garnitur. Jak określił podczas późniejszego przesłuchania mąż doktor Kamińskiej, mężczyzna miał ponure spojrzenie, które nie budziło zaufania. Mówił z obcym akcentem.

Kamienica przy ul. Tumskiej 6, źródło: Wikipedia

Mimo tego, doktor Kamińska opuściła mieszkanie w towarzystwie tego mężczyzny. Kiedy po kilku godzinach nie wracała, mąż zdecydował się zgłosić jej zaginięcie na milicji. Wszczęto dochodzenie. Po sprawdzeniu wszystkich małych dzieci w Brwilnie okazało się, że żadnemu z nich nie była potrzebna pomoc.

Ustalono, że mężczyzna przyjechał na ul. Tumską trabantem. 8 czerwca przyszedł list z pogróżkami i szantażem – porywacz żądał 300 tysięcy złotych za uwolnienie kobiety. Miał dokładnie opracowany plan, łącznie z zamieszczeniem ogłoszenia w lokalnej gazecie warszawskiej czy wyznaczeniem brata lekarki jako pełnomocnika. List był podpisany nazwiskiem Andrzejak. Dołączona była jeszcze karteczka napisana przez doktor Kamińską z prośbą o wzięcie zwolnienia lekarskiego na nią.

18 dni po zaginięciu, do męża dotarła kolejna instrukcja wraz z karteczką od żony. Jednak milicjanci zauważyli, że karteczki są stare, jakby napisane wcześniej. Podczas przekazania okupu, porywacz zauważył funkcjonariuszy i nie odebrał pieniędzy. Od tej pory nie odezwał się, a kobieta nigdy nie wróciła do domu.



Trzy miesiące później do pięciu zamożnych mieszkańców Konina przyszły listy, szantażujące adresatów. Biegli grafolodzy doszli do wniosku, że autorem tych listów mógł być… dziennikarz. Sprawdzono w Płocku 641 maszyn do pisania. Wszystkie były czyste. Prowadzący sprawę inspektor doszedł do wniosku, że szantażysta jest z Konina. Jednego bowiem z adresatów nie było w książce telefonicznej, co oznaczało, że szantażysta musiał znać go osobiście. Był to krawiec, który – zapytany o dziennikarza – wskazał od razu jednego, Zygmunta Bielaja, właściciela… beżowego trabanta.

W jaki sposób stwierdzono, że to on porwał płocką lekarkę? Na jego maszynie marki Mercedes były zdeformowane dwie czcionki. Ten defekt pojawiał się na listach do męża Kamińskiej, szantażowanych mieszkańców Konina, a także m.in. na zeznaniach podatkowych Bielaja.

Mąż doktor Kamińskiej rozpoznał w nim mężczyznę, który przyszedł do żony. W czerwcu 1971 roku Bielaj przyznał się do porwania, jednak twierdził, że zrobił to na polecenie „brodacza”, któremu przekazał lekarkę.

Co było dalej? Zachęcamy do przesłuchania podcastu, dodając, że tę mroczną sprawę opisał też w swojej książce płocki pisarz Jacek Ostrowski, autor kryminałów, thrillerów i książek z pogranicza opowieści gotyckich. W 2018 roku jego powieść oparta na historii porwania doktor Kamińskiej pt. „Ostatnia wizyta” była nominowana w plebiscycie Książka Roku 2017 Lubimyczytac.pl i Złoty Pocisk.

Zostań Patronem PetroNews.pl - Wspieraj swoje lokalne media KLIKNIJ!

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zgadzam się na warunki i ustalenia PolitykI Prywatności.

Reklama

Najchętniej dzisiaj czytane

Reklama


REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU