Płocki Piknik Lotniczy sukcesem, lecz nie obyło się bez wpadek

REKLAMA

Ryk silników nad Płockiem umilkł, emocje po Pikniku Lotniczym opadły. Organizatorzy już wzięli się za organizację przyszłorocznej edycji imprezy. Przyszedł więc czas na podsumowania i refleksje, co należy poprawić w przyszłości. A jest tego trochę…

W ten weekend do Płocka przyjechały tłumy gości z całego kraju. Tysiące ludzi zobaczyło piękne krajobrazy ze Wzgórza Tumskiego i obejrzało pokazy lotnicze. Wielu narzekało jednak na odwołanie niektórych punktów programu – zabrakło m.in. zagranicznych gwiazd oraz slalomu pomiędzy pylonami AirSnake.

PowiązaneTematy

Winowajcą była przede wszystkim pogoda, która sprawiła, że do naszego miasta nie dotarli: Peggy Krainz z Niemiec, prezentująca niezwykły spacer po skrzydle w czasie lotu (miała to być główna atrakcja pikniku), a także Peter Besenyei z Węgier – jeden z najlepszych pilotów świata, dwukrotny mistrz globu. Natomiast AirSnake zablokował Urząd Lotnictwa Cywilnego, który nie wyraził zgody na pokazy poniżej poziomu 50 metrów. Dla porównania – pylony, pomiędzy którymi mieli latać piloci z grupy Żelazny, sięgały dwunastu metrów.

Ale to wszystko można nazwać pechem. Organizatorzy nie mieli wpływu na pogodę, nie mogli też wpłynąć na decyzje ULC. Za to jest kilka kwestii, na które organizatorzy wpływ mieli…

Transport, parkingi i paraliż miasta

Przed VI Płockim Piknikiem Lotniczym komunikaty głosiły: goście przyjeżdżający z różnych stron kraju powinni pozostawić swoje auta na specjalnie przygotowanym, płatnym parkingu centralnym, który usytuowany jest na Lotnisku Aeroklubu przy ul. Bielskiej. Do miejsca pokazów – z lotniska na starówkę – zabierał specjalny autobus, który kursował co 20 minut.

Niestety, organizatorzy nie przewidzieli chyba takich tłumów, chcących skorzystać z komunikacji specjalnej. Ci, którzy chcieli wsiąść do autobusu L1 na przystanku „Lotnisko” zderzali się ze ścianą… tłumu, który dosłownie z autobusu się wysypywał. Już po godz. 10 ciężko było dostać się do centrum. Ludzie docierali pieszo na przystanek początkowy linii specjalnej pod Cmentarz Komunalny lub na następny przystanek na ul. Bielskiej przy stacji Statoil.

Przez tłumy w autobusach specjalnych doszło też do paru incydentów. Tuż po godz. 11 osoba niepełnosprawna wraz ze swoim opiekunem zmuszona była opuścić autobus, ponieważ napór tłumu był zbyt duży. Co więcej, podczas wysiadania kierowca zamknął za wcześnie drzwi, przytrzaskując wózek inwalidzki. Natomiast, jak poinformował nas Czytelnik, w trakcie jednego z kursów linii L1 z autobusu zepchnięta przez tłum została kobieta w zaawansowanej ciąży.

Zastanawia nas fakt, dlaczego – jeśli kierowcy autobusów widzieli takie tłumy – nikt nie podjął decyzji o wysłaniu dodatkowych pojazdów na trasę lub zamienienie ich autobusami przegubowymi.

Byliśmy również świadkami sytuacji, kiedy rodzina z dzieckiem na wózku inwalidzkim podjechała w pobliże schodów przy pomniku Broniewskiego, próbując stamtąd dojrzeć akrobacje pilotów. O zejściu długimi i stromymi schodami nie mieli co marzyć, o powrotnym wejściu tym bardziej.

Czytelnicy pytają nas, dlaczego centrum było całkowicie wyłączone z ruchu. Na przykład ul. Okrzei została zamknięta już przy skrzyżowaniu z ul. Nowowiejskiego, co uniemożliwiło zaparkowanie samochodów na tamtejszych parkingach (czemu nie można było zamknąć jej dopiero od skrzyżowania z ul. Zduńską?). Goście, którzy odwiedzili nasze miasto, także dziwili się, dlaczego nie mogą wjechać na starówkę. –  Początkowo plan miałem taki, że zaparkuję na lotnisku – pisze Bartek. – Jednak jadąc tam dowiedziałem się, jak rzadko jeżdżą autobusy i jak są zapchane, więc postanowiłem zaparkować na mieście. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, iż na większości ulic w okolicach starówki jest zakaz parkowania, a policja już po nich hasa – dodaje.

Tymczasem płocczanie, którzy nie brali udziału w imprezie przeżywali przez nią katorgi. Zamknięcie starego mostu spowodowało gigantyczne korki. Jak informowali nas Czytelnicy, na Podolszyce w weekend nie było sensu jechać, a korek na nowym moście sięgał aż do… Grabiny. I też nie ma co się w tym temacie rozpisywać, ale warto zastanowić się przy następnej edycji pikniku nad dobrymi rozwiązaniami, udrażniającymi miasto.

Oznakowanie

Pracownicy sklepów w centrum mogliby dzięki Płockiemu Piknikowi Lotniczemu wpisać w swoje CV dodatkową „fuchę”, jaką jest miejski przewodnik. Do naszego miasta zjechało mnóstwo turystów z każdego zakątka kraju. Większość z nich była zdezorientowana, ponieważ po tym jak z przygodami dotarli do centrum, nie wiedzieli nawet w którą stronę iść. – Żadnego oznakowania tu nie ma – mówiła pani Anna z Żyrardowa, która pytała nas o dojście na Wzgórze Tumskie. – W życiu bym się nie domyśliła, że za tymi kamienicami jest Wisła – dodawała.

Na brak oznakowania narzekali też kierowcy. Wielu z nich nie mogło znaleźć parkingu na lotnisku, a ci którzy jechali prosto na teren pokazów, musieli korzystać z nawigacji. – Jadąc z Warszawy w kierunku lotniska znalazłem 1 (słownie: jeden) znak wielkości A4, informujący gdzie skręcić w stronę parkingu – pisze Bartek. – Będąc już na starówce kompletnie nie wiadomo, gdzie jest centrum pokazów, gdzie trybuna honorowa, a gdzie stanowisko reporterów – dodaje.

Brak planu, brak informacji

Przez warunki atmosferyczne plan pokazów zmieniał się z godziny na godzinę, jednak nikt nie poinformował ludzi o zmianach w ramówce Pikniku Lotniczego. Wielu z nich było zdezorientowanych, dlaczego nie ma zapowiadanych gwiazd zagranicznych, a na nie przecież wszyscy czekali.

Trudno też było dostać rozpiski godzinowe, które rozeszły się już o poranku, pierwszego dnia imprezy. – Plany powinny być wywieszone w kilku punktach Wzgórza Tumskiego, wtedy wszyscy byliby zadowoleni – proponował pan Paweł z Płocka.

Uczestnicy skarżyli się jeszcze na długie kolejki w punktach gastronomicznych, których było za mało, czy też zbyt długie przerwy pomiędzy pokazami. Natomiast internauci na brak możliwości oglądania pokazów online – tu zawiniły serwery. Lecz, ile tych zarzutów by nie było, trzeba przyznać, że VI Płocki Piknik Lotniczy swój potencjał pokazał.

Wszystkim dogodzić się na pewno nie da, ale wiele można poprawić i doświadczenia z tegorocznej edycji imprezy przydadzą się organizatorom w przyszłości. Ci natomiast w swoim oświadczeniu na stronie internetowej pikniku przeprosili tych, których spotkały różne uciążliwości i zapewnili, że postarają się o to, aby podczas kolejnego pikniku takich kłopotów już nie było.