Paweł Lisicki: Nie miłuj bliźniego swego bardziej niż siebie samego

REKLAMA

Spotkanie z redaktorem naczelnym tygodnika „Do Rzeczy” zapełniło aulę Politechniki po same brzegi. Chętnych na spotkanie z redaktorem Lisickim było tak wielu, że organizatorzy musieli dostawiać krzesełek. – Aż tyle ludzi czyta „Do Rzeczy”? – dziwili się zgromadzeni. 

Paweł Lisicki przyjechał do Płocka na zaproszenie senatora PiS, Marka Martynowskiego. Początek spotkania poświęcony był omówieniu wydanej przez niego w czerwcu książki „Dżihad i samozagłada Europy”.

PowiązaneTematy

– Dziękuję płocczanom za tak mocną obecność. Kiedy w połowie czerwca wydawałem książkę, wydawało mi się, że perspektywa w niej ukazana jest dla Polski bardzo odległa. Nagle okazało się, że w ciągu ostatnich tygodni szybko się zaktualizowała – mówił na początku autor.

Dziennikarz pokrótce omówił najważniejsze tezy zawarte w swojej publikacji. – Staram się omówić różnicę pomiędzy uchodźcami a imigrantami, islamem a Jezusem, Allahem a chrześcijańskim Bogiem. Zachodnia poprawność polityczna doprowadza do fałszowania rzeczywistości, w wyniku czego o niektórych rzeczach się nie rozmawia. Szeroko omawiam także powody ekspansji islamu – zachęcał gość.

Po krótkim wstępie, przyszedł czas na otwartą dyskusję ze słuchaczami. Chętnych do zabrania głosu i zadania pytania redaktorowi Lisickiemu było bardzo wielu. Zebrani pytali gościa m.in. o to, jak powstrzymać kryzys migracyjny czy osoby sterujące przewrotami. – Nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Dużo łatwiej dyskutować na poziomie intelektualnym, trudniej jest znaleźć skuteczne, praktyczne rozwiązania. Co do istnienia rządu światowego, wiedzy nie mam i osobiście wątpię w jego istnienie – zapewniał redaktor.

– Zachęcam do przeczytania książki, żaden wykład nie zastąpi samodzielnej lektury. Doceńcie państwo wyjątkową wolność głoszenia poglądów w Polsce – we Francji takie spotkanie mogłoby się nie odbyć – dodał na koniec.

Po spotkaniu rozlosowano wśród uczestników rozlosowano pięć egzemplarzy książki, a pechowcy mogli ją również kupić w promocyjnej cenie. Paweł Lisicki chętnie podpisał wszystkie publikacje. Udało nam się również chwilę porozmawiać z autorem na temat kryzysu imigracyjnego.

PetroNews: Urząd do Spraw Cudzoziemców zorganizował akcję pod hasłem „Więcej wiedzy, mniej strachu. Uchodźcy w Polsce”, w której zachęca media do prowadzenia akcji informacyjnej o uchodźcach. Sondaże wskazują, że większość Polaków jest przeciwna przyjmowania uchodźców do kraju.

Paweł Lisicki: Po pierwsze, należy rozróżnić uchodźców od imigrantów. Moim zdaniem wśród tych, którzy przybywają do granic Unii Europejskiej jest nieporównywalnie więcej imigrantów niż uchodźców. Kto to jest uchodźca? Osoba, której grozi prześladowanie, a nawet śmierć, z różnych powodów. Większość przybywających do Grecji osób przez dłuższy czas przebywała w bezpiecznym kraju, jakim jest Turcja. Decydują się oni na dalszą podróż do Niemiec czy Szwecji z oczywistych względów – mają w tych krajach zapewnioną dużo lepszą pomoc socjalną. Pomoc socjalna jest w porządku, ale trzeba w takim razie rozróżnić uchodźców od imigrantów ekonomicznych. Ludziom, którym grozi śmierć, oczywiście trzeba pomóc. W mojej ocenie jednak, większość z nich to imigranci ekonomiczni.

PN: Zwolennicy przyjmowania uchodźców do Polski zwracają uwagę na chrześcijańską zasadę pomagania bliźniemu.

PL: Oczywiście, chrześcijanie mają obowiązek pomagać drugiemu człowiekowi, mówi o tym drugie, najważniejsze przykazanie miłości. Trzeba jednak pamiętać, że w chrześcijaństwie istnieje coś takiego jak porządek miłości. Możemy i powinniśmy pomagać bliźnim, ale nie ze szkodą dla samych siebie. Miłość chrześcijańska nie polega na tym, aby kosztem siebie czy swoich najbliższych nieść pomoc innym. Napisałem ostatnio tekst, którego tytuł wyraźnie o tym mówi: „Nie miłuj bliźniego swego bardziej niż siebie samego”. Działając w taki sposób, rujnujemy tę etykę. Matka czy ojciec w naturalny sposób kochają najpierw swoje dziecko, potem swoich bliskich, przyjaciół, sąsiadów, naród, a następnie mogą to przenieść dalej. Nie może się to odbywać taki sposób, że kosztem siebie czy swoich najbliższych niesiemy pomoc innym.

PN: Polacy wielokrotnie sami stawali się uchodźcami czy imigrantami, nawet dzisiaj wielu naszych rodaków wyjeżdża za granicę. Dlaczego w geście solidarności mielibyśmy nie przyjąć Syryjczyków?

PL: Polacy byli przyjmowani w krajach o podobnej kulturze – chrześcijańskiej, zachodniej. Tutaj mamy do czynienia z uchodźcami, wyznającymi zupełnie inne wartości. Przykład krajów, które mają liczne grupy muzułmańskie pokazuje, że ci ludzie się nie asymilują. Tworzą oddzielne getta, można nawet powiedzieć, że się gettuizują. Polacy, którzy emigrowali do Stanów Zjednoczonych, za wszelką cenę chcieli się wtopić w to społeczeństwo, walczyć jak równy z równym. W przypadku wspólnot muzułmańskich, taka postawa nie występuje, często mamy do czynienia wręcz z podejściem roszczeniowym. Często sądzą, że im się coś należy, z różnych powodów uważają, że powinni być lepiej traktowani. Jeśli ulegniemy presji tych zasad, obawiam się, że w dłuższej perspektywie skończy się równie negatywnie jak w krajach zachodnich – konfliktem, sporami.

PN: Wielu polityków i publicystów twierdzi, że Europa nie może się odgrodzić wysokim murem od problemów świata. Popiera pan to co robi Viktor Orban?

PL: A dlaczego nie? Można powiedzieć, że Amerykanie nie mają prawa się odgradzać od Meksyku, a jednak to robią. Zawsze, gdy mamy do czynienia z dużą nierównowagą poziomu życia, występuje jakiś element odgrodzenia. Jeśli Europa się nie odgrodzi, to bardzo szybko dorobek państw dobrobytu zostanie zrujnowany.Wyższa cywilizacja zawsze odgradzała się przed innymi. Chińczycy zbudowali Wielki Mur Chiński, a Cesarstwo Rzymskie się nie zabezpieczyło i upadło.

PN: Wydaje się zatem, że sposobu rozwiązania kryzysu imigracyjnego należy szukać u źródła. Uważa pan, że NATO powinno wysłać żołnierzy do Syrii i zneutralizować Państwo Islamskie?

PL: Samo zneutralizowanie Państwa Islamskiego jest najmniejszym problemem. Pytanie: co będzie dalej? Po zburzeniu jednego porządku, trzeba zbudować następny. Inaczej będzie taki sam problem, jak z Irakiem. Okazuje się, że po interwencji zbrojnej zagrożenie terrorystyczne zwiększyło się, a nie zmniejszyło. Popełniono błąd. W tym kontekście nie ma znaczenia czy zrobiono to umyślnie, manipulując opinią publiczną, czy nie. Ważne jest, że zburzono jeden porządek i pozostawiono chaos, ziemię niczyją. To jest niepoważne.