Nikt tak jak ona nie będzie wiedział co jeść, aby dobrze wyglądać. W dzisiejszej odsłonie Płockiej Kuchni stylistka. Czy jej menu jest równie stylowe jak ubrania, które zestawia dla swoich klientów? Jak wyszło jej pierwsze w życiu ciasto? I czy coś może równać się z naleśnikami? O tym dziś opowie nam Paulina Nosarzewska.

Nasz dzisiejszy gość, jak sama o sobie mówi, zawodowo ubiera ludzi. – Domyślam się, że jest to dość oryginalny pomysł na życie według większości społeczeństwa, ale lubię swoją pracę i nie zamieniłabym jej na nic innego – podkreśla. Praca stylistki daje jej ogromną satysfakcję, znacznie większą niż poprzednie zajęcia. A Paulina była już agentem ubezpieczeniowym i fotomodelką. Prywatnie jest szczęśliwą mamą 4-letniej Alicji. – To zdecydowanie największe wyzwanie, jakie do tej pory mnie spotkało – dodaje z uśmiechem.

Byłam niejadkiem

paulina_nosarzewska1Zapytana o smaki z dzieciństwa, nie ma zbyt wiele do powiedzenia. – W dzieciństwie byłam strasznym niejadkiem. Mama miała nie lada zmartwienie. Zupełnie nie wiedziała, jak mnie nakarmić. Większości rzeczy nawet nie chciałam spróbować, bo nie podobał mi się ich wygląd lub zapach – wyjaśnia.

Estetka od dzieciństwa? – Może tak było – uśmiecha się pani Paulina. – Mówią, że wszystko w życiu do nas wraca. Coś w tym jest, bo teraz mam podobny problem z własną córką i już wiem, co przeżywała moja mama, kiedy nie chciałam jeść – dodaje.

A jakie dania królowały w rodzinnym domu naszej rozmówczyni? – Zdecydowanie polska, tradycyjna kuchnia. Mama gotuje właściwie tak samo jak babcia. Te potrawy są zawsze bardzo podobne. Z zamkniętymi oczami pewnie trudno byłoby mi rozpoznać, który kotlet usmażyła babcia, a który mama – mówi stylistka. – Polską kuchnię od podszewki poznałam właśnie w domu – tłumaczy.

Musi być chyba jakieś danie, które jednak miło wspomina z dzieciństwa. Czy w życiu pani Pauliny była potrwa, którą mogłaby jeść stale? – To, do czego wracam z uśmiechem na twarzy, to zdecydowanie naleśniki mojej mamy. Do tej pory nigdzie indziej nie jadłam tak cienkich, a jednocześnie tak puszystych naleśników. Muszę przyznać, że mimo wielu prób, nigdy nie udało mi się takich zrobić. Z domem rodzinnym kojarzy mi się też schab pieczony ze śliwką i pierś z indyka z morelami. Moja mama zawsze genialnie gotowała, ale dopiero teraz, kiedy mam własne dziecko, potrafię docenić jej starania – przyznaje.

Nigdy nie zapomnę pierwszego ciasta

Każdy miał swój pierwszy kulinarny raz. Jaką potrawę przyrządziła nasza rozmówczyni po raz pierwszy całkowicie samodzielnie? Kiedy Paulina uśmiecha się szeroko, czuję, że to będzie jakaś zabawna historia.

– Kiedyś razem z bratem chcieliśmy upiec ciasto. To miała być niespodzianka dla rodziców. Wygrzebaliśmy jakiś przepis z zeszytu mamy i zabraliśmy się do pracy. Szybko okazało się, że nasza kreatywność i inwencja twórcza nie pozwoliły nam trzymać się przepisu. Każdy zaczął dodawać coś od siebie, żeby “ulepszyć” przepis mamy. Dodaliśmy więc: więcej jajek (bodajże 16), więcej cukru i więcej proszku do pieczenia. Samej masy wyszło nam tyle, że ledwo zmieściliśmy ją do tortownicy. A kiedy ciasto zaczęło rosnąć pod wpływem ciepła, szybko wyszło z blachy i sięgało góry piekarnika. W efekcie, z naszych kulinarnych podbojów wyszedł nie najgorszy biszkopt. Niestety, rodzice nie byli zachwyceni tak jak tego oczekiwaliśmy. A czyszczenie piekarnika na długo zapadło nam w pamięci i skutecznie, na długi czas zniechęciło nas do gotowania – wspomina stylistka.

Czy jako mama, nasza rozmówczyni też już miała okazję przeżyć coś podobnego? – Aż tak jeszcze nie, Alicja jest jeszcze za mała, ale wszystko przede mną, bo moja córka, podobnie jak mama, garnie się do pomocy w kuchni. Ostatnio, kiedy robiłyśmy pizzę, to podczas jedzenia pod serem znalazłam żelka. Moja córka chyba lubi eksperymentować – śmieje się pani Paulina.

Wszystko w jednym garnku

Kto miał wpływ na kształtowanie się smaków tej przebojowej stylistki? – Tu chyba nie ma jednej odpowiedzi – zastanawia się Paulina Nosarzewska.

– Na początku na pewno była to mama i babcia. Później wiele smaków odkryłam sama, podczas podróży. Z upodobaniami kulinarnymi jest trochę tak, jak z naszym charakterem, kształtują się przez lata i wpływ na nie mają wydarzenia, ludzie, których poznajemy i miejsca, które odwiedzamy. Kuchnia, jaką obecnie preferuję to chyba swoisty misz-masz. Zdarza się mi gotować zarówno tradycyjny rosół, jak i francuską zupę cebulową. Tak naprawdę lubię gotować i często eksperymentuję – dodaje.

A czy przy takim trybie życia, jaki prowadzi Paulina Nosarzewska, można znaleźć czas na gotowanie w domu? – Lubię próbować nowych rzeczy, często odwiedzamy restauracje, jednak kiedy tylko mam czas, zawsze coś gotuję. Najczęściej zupę serową, bo to ulubiona potrawa mojej córki, mogłaby ją jeść codziennie. Gotuję ją zawsze raz w tygodniu i podaję z grzankami, bo inaczej słyszę “mamo, tak dawno nie był już zupki serkowej” – mówi z uśmiechem pani Paulina.

– Staram się gotować zdrowo, co nie znaczy, że robię to zawsze. Moimi ulubionymi i szybkimi rozwiązaniami na kolację czy śniadania są sałatki, z szynką parmeńską lub łososiem. Te przepisy sprawdzają się też wtedy, gdy nieoczekiwanie odwiedzają nas znajomi. Poza tym, jestem strasznym łasuchem. Uwielbiam wszystko co słodkie. Często piekę babeczki i ciasta. W okresie letnim na naszym stole często goszczą tarty z owocami, musy z czekoladą i owoce w cieście francuskim – zdradza.

A jakim przepisem podzieli się stylistka z czytelnikami PetroNews? – Oczywiście będzie to zupa serowa mojej córki oraz szparagi w cieście francuskim. Może zainspiruję też inne mamy! – uśmiecha się Paulina Nosarzewska.

  • Zupa serowa Alicji

    • włoszczyzna na bulion
    • 2 ząbki czosnku
    • biały pieprz
    • zioła prowansalskie
    • 3 opakowania serków topionych w plasterkach (ja używam trzy różne)
    • pieczywo tostowe na grzanki
    • parmezan do utarcia

    Wykonanie

    • Włoszczyznę (marchewki, pietruszka, seler, por) gotujemy aż będzie miękka. Wyjmujemy z garnka i blendujemy.
    • Do bulionu dodajemy po kolei plasterki serka topionego i delikatnie mieszamy. Kiedy ser się roztopi dodajemy zblendowane warzywa. Gotujemy na wolnym ogniu.
    • Czosnek kroimy w drobną kostkę i szklimy na patelni, jak się zarumieni dodajemy do zupy.
    • Pieczywo czosnkowe kroimy w kostkę i wrzucamy na patelnie.
    • Zupę przed podaniem posypujemy ziołami, wrzucamy garść grzanek i posypujemy startym serem.

    Szparagi w cieście francuskim

    • 1 opakowanie ciasta francuskiego
    • 1 opakowanie szparagów
    • 1 cukinia
    • 1 papryka czerwona
    • 1 opakowanie szynki parmeńskiej lub serano
    • żółty ser w plasterkach
    • sos czosnkowy lub miodowo-musztardowy (nie jest konieczny, ale podkreśla smak)

    Wykonanie

    • piekarnik nagrzewamy do 180 stopni
    • ciasto kroimy w kwadraty
      Szparagi w cieście francuskim w wykonaniu pani Pauliny

      Szparagi w cieście francuskim w wykonaniu pani Pauliny

    • szparagi, cukinie, paprykę płuczemy w ciepłej wodzie
    • szparagom obcinamy zdrewniałą część
    • po 2-3 szparagi zawijamy szynką, na cieście kładziemy pół plasterka sera na to szparagi w szynce, dokładamy po trochu cukinii i papryki, zawijamy i wkładamy do piekarnika
    • Pieczemy aż ciasto się zarumieni
    • Przed podaniem można polać sosem.

    Smacznego!

Podziel się:

1 komentarz

  1. Haha. Cóż za wartościowy petronws! Plastikowa lala w bialej sukience gotuje! Ha ha ha. Cały płock pewnie zamarł z wrażenia gdy zbotoksowana cichodajka mieszała sałate. Żaden “redaktorek” nie sprawdził, że robi reklame usług towarzyskich ? Bo Paulinka częściej rozkłada nogi przed cudzymi mężami niż sztućce na stole dla swojego.

Zostaw Komentarz

Warto Przeczytać

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji