Oskarżona tym razem przyszła. Trwa proces w sprawie zagłodzonych psów

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Przed płockim sądem odbywa się rozprawa w sprawie kobiety, która zostawiła dwa psy w mieszkaniu na pewną śmierć. Na poprzedniej rozprawie oskarżona nie stawiła się. Tym razem było inaczej.

11 stycznia odbyła się druga rozprawa w procesie, który ruszył 11 października 2016 r. przeciwko Małgorzacie Sz. Rok temu w mieszkaniu płocczanki znaleziono zwłoki zagłodzonego psa Aresa oraz skrajnie wycieńczoną Sabę. Na pierwszą rozprawę oskarżona nie stawiła się. Tym razem było inaczej.

Zagłodziła dwa psy, jednego na śmierć. Rusza proces

Oskarżycielem w sprawie jest Lex Nova Fundacja na rzecz prawnej ochrony zwierząt i kontroli obywatelskiej i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, Oddział w Płocku.

11 stycznia w Sądzie Rejonowym w Płocku o godz. 11 odbyła się kolejna rozprawa, tym razem z udziałem oskarżonej. Odmówiła jednak zeznań i nie zgodziła się na zadawanie jej pytań podczas procesu. Podtrzymała zeznania złożone 27 października 2015 roku, w których przyznała się do winy. Powiedziała także, iż nie była leczona psychiatrycznie i jest zdrowa. Była karana 7 lat temu za najście mieszkania. Podczas rozprawy nie chciała składać wyjaśnień.

Zeznawali natomiast m.in. Maria Szygoska, prezes płockiego koła Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, będąca stroną oskarżenia w sprawie oraz dzielnicowy policji, będący na interwencji w domu oskarżonej.

– To jeden z najokrutniejszych przypadków, jaki widziałam w życiu – powiedziała Maria Szygoska. – 6 października 2015 roku, weszłam do mieszkania na prośbę policji. Sunia była w bardzo złym stanie fizycznym, przewracała się z głodu, mimo wszystko pies zachował wiarę w człowieka. Drugiego psa nie było, dopiero potem właścicielka się przyznała, że pies zdechł i ukryła go w wersalce pod kołdrą. Myślę, że zdechł niedawno i gdybyśmy podjęli wcześniej interwencję, można by było go uratować. Oskarżona nie była przejęta. Była zdenerwowana, ale nie przejmowała się zwierzętami. Mogła się zgłosić do nas, zrobilibyśmy zdjęcia, dalibyśmy ogłoszenie. To rzadkość, żeby człowiek doprowadził zwierzę do takiego stanu.To się bardzo, bardzo rzadko zdarza – podkreśliła z przejęciem.

W trakcie procesu ustalono, że psy głodowały od długiego czasu, około 2 miesięcy. Czasem właścicielka je karmiła, ale sporadycznie. Pies znaleziony w kanapie umierał powolną, długa śmiercią. Drugiego psa czekał podobny los, niewiele mu zostało do śmierci, kiedy przyszli policjanci… Oskarżona może odpowiedzieć za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem.

– Kilkakrotnie pojawialiśmy się pod wskazanym adresem, dostawaliśmy wezwanie, że przebywają tam psy – poinformował dzielnicowy policji w Płocku. – Słyszeliśmy szczekanie, ale nie mogliśmy wejść bez właścicielki. Sąsiedzi mówili, że kobieta pojawia się sporadycznie. Kiedy ustaliliśmy numer telefonu, pojechaliśmy tam z policjantem. W mieszkaniu był bardzo brzydki zapach, było celowo wietrzone. Podczas przeszukania, znaleźliśmy poniszczone rzeczy. Psy jadły wszystko z głodu. Kobieta początkowo kłamała, że drugi pies jej uciekł. Kiedy przedstawiliśmy jej, jakie grożą jej konsekwencje – rozpłakała się i powiedziała, że pies jest w wersalce – opowiadał. – Nie mogliśmy interweniować wcześniej, bo nie było w mieszkaniu właściciela. Trochę trwało zanim ustaliliśmy numer telefonu – tłumaczył dzielnicowy.

To jeszcze nie koniec procesu, będą przesłuchiwani kolejni świadkowie.

Podziel się:

Zostaw Komentarz