Okiem Robaka: Jak pokochać festiwale?

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Jesteśmy w samym środku sezonu na płockie festiwale. Reggaeland i Audioriver przeszły już do historii, ale przed nami już w najbliższy weekend Polish Hip-Hop Festiwal, potem Vistula Folk i Summer Fall. Lato więc w pełni – żar się leje z nieba, a w tych warunkach człowiek czasem staje się marudny. Tym razem również i ja postanowiłem sobie trochę ponarzekać „na łamach”, podsumowując to co zobaczyłem we wtorkowe przedpołudnie. 

Otóż, pomimo usilnych starań służb odpowiedzialnych za utrzymanie czystości, duma miasta, czyli płockie Tumy, dalej toną w śmieciach, szczególnie na schodach i w rejonie organizacji ostatniej imprezy. Podejrzewam, że trud oczyszczania jest mocno wątpliwy i daremny, bowiem za kilka dni ten sam teren pokryje kolejna warstwa nowych śmieci.

Jednakże jeszcze bardziej od śmieci irytujące są „zasieki” stworzone z metalowych płotów, których nikt do tej pory nie zdemontował, a zatem, jak rozumiem, pozostaną do kolejnej planowanej imprezy. A chcę tu wyraźnie podkreślić, uroku Tumskiemu Wzgórzu zupełnie nie przydają, szkaradnie szpecą okolicę, ma się wrażenie, jakby się nagle zabłądziło przez przypadek na wybieg, na który za chwilę wypadnie stado goryli. Ktoś jakby zapomniał w amoku przesadnej, niczemu nie służącej, pozornej oszczędności, że lato w Płocku to nie tylko czas masowych imprez, jest to również sam środek sezonu turystycznego. Poza tym, w tym letnim szaleństwie jesteśmy również my, płocczanie, czasami ze zgrozą patrzący na naszą unikalną okolicę, jak na krajobraz po kataklizmie.

Tymczasem na samej festiwalowej plaży robota wre w najlepsze, pełną parą idą przygotowania do kolejnej imprezy. Nieszczególne to warunki do relaksu, zabłąkani i wyjątkowo nieliczni fani biegania, nordic walking czy kolarstwa pospiesznie przemykają się przez ten plac budowy. Jakby tego nie opisywać, czują się tu jakby bez zezwolenia, chyłkiem przebiegali przez ogród złośliwego sąsiada.

Chciałbym w tym miejscu wyjaśnić, że nie próbuję tu narzekać „na siłę”. Mieszkając od wielu lat na Starym Mieście, zdążyłem już się przyzwyczaić do nocnej i zarazem mocnej muzyki, bez względu na to, czy ją lubię, czy też nie lub choćby do nie przebierających często w słowach mocno rozbawionych nastolatków tuż pod moimi oknami… Podchodzę do tego ze stoicką rezerwą uznając, że gdybym tak bezgranicznie kochał ciszę i spokój, mieszkałbym pewnie na wsi, wśród pagórków leśnych oraz łąk zielonych – Sorrry, po prostu taką mam miejscówkę!

Zdaję sobie również sprawę z tego, że tegoroczny, rekordowy pod względem frekwencji Audioriver, to niepowtarzalna okazja do promocji miasta. W końcu uczestnicy zjeżdżają się tu z całej Polski i Europy, jest szansa, że zapamiętają dokąd kupili bilet i co zobaczyli, może nawet zarekomendują nas swoim znajomym.

Fakt, że z wiedzą na temat naszego grodu nawet wśród mieszkańców ościennych miast nie najlepiej, udowodnił nasz niedawny redakcyjny sondaż. Nie mam tu zamiaru dochodzić, czy jest to wynik zbyt powierzchownej edukacji indagowanych, czy też niezbyt dotychczas skutecznej promocji miasta. Tak, czy siak – mamy w tej materii pewnie jeszcze wiele do zrobienia.
Uczestnicy festiwalu zostawili też na pewno niebagatelną ilość pieniędzy, którą dość swobodnie wyciągali ze swych kart i portfeli. Poniekąd jest to pośredni sposób na budowanie finansowej pomyślności dużej części płocczan. Czy zatem są jakiekolwiek podstawy do narzekań?

Jeżeli już, to chodzi o prawidłowe postrzeganie rzeczy. Nie jestem przeciwnikiem festiwali, szczególnie tych o ugruntowanej renomie i tradycji. Rozumiejąc sens organizacji imprez tego typu, jestem również w stanie znieść wynikające stąd okresowe niedogodności, choć wielu przy lepszej trosce o nasze wspólne dobro, jakim jest niepowtarzalny pejzaż Płocka, można by, moim zdaniem, uniknąć.

Tym niemniej, niewątpliwie należy zadbać o to, by mieszkańcy miasta poczuli się autentycznymi gospodarzami letnich wydarzeń kulturalnych. Trzeba jasno powiedzieć, że każdy z nas z własnego portfela dołożył również do Audioriver co najmniej raz! Po pierwsze, poprzez podatki wpływające do kasy miasta. Po drugie… Wróćmy chociażby do przykładu tych nieszczęsnych śmieci. Żeby posprzątać tereny przyległe, a często również klatki schodowe prywatnych posesji i wspólnot mieszkaniowych Starego Miasta oraz okolicznych dzielnic, trzeba było dodatkowo zapłacić firmom sprzątającym, a potem także pokryć koszty wywiezienia odpadów, oczywiście nie z kasy miasta, lecz z prywatnych pieniędzy mieszkańców. Oczywiście trzeba było również zapłacić za dodatkowe patrole policji i straży miejskiej, wysupłaliśmy pieniądze na wyższe w wielu miejscach ceny artykułów spożywczych, traciliśmy w kolejkach czas, a ten, jak wiemy, też da się przekuć na pieniądze.
Tymczasem organizacja niektórych imprez powoduje odczucie płocczan, że w coraz mniejszym stopniu są ich beneficjentami, stają się natomiast fundatorami cudzej zabawy.

Czy jest zatem jakieś panaceum na przywrócenie nie tylko dobrego samopoczucia mieszkańcom spod Tumskiego Wzgórza, ale również lokalnego poczucia więzi i wspólnoty?

Jednym z nich byłby pewnie, nazwijmy to roboczo – Paszport Płocczanina, czyli dokument uprawniający każdego mieszkańca Płocka do zniżek i udogodnień w zakresie korzystania ze środków komunikacji miejskiej, kin, muzeów, placówek kulturalnych, ośrodków i zespołów sportowych, a nawet klubów i restauracji czy aptek. Oczywiście, Paszport powinien bezwzględnie przewidywać również solidne zniżki biletowanych, płockich wydarzeń kulturalnych.

W naszym mieście od ponad dwóch lat funkcjonuje Karta Familijna 3+, skierowana do rodzin wielodzietnych. Choć na razie nieśmiały, jest to niewątpliwie krok poczyniony w dobrą stronę, pozwalający chociażby na zebranie logistycznych doświadczeń. Tym niemniej, ze względu na swój charakter, jej zasięg obejmuje znikomy procent naszej populacji.
Ktoś może się zapytać, jak nakłonić prywatne firmy do respektowania zniżek? Najpierw trzeba spróbować – doświadczenia wielu miast wskazują, że korzyści są jak najbardziej obopólne. W Warszawie z powodzeniem funkcjonuje Karta Warszawiaka, nikt tam nie ma już takich wątpliwości, lista partnerów projektu wciąż się wydłuża.

Skąd na takie „fanaberie” wziąć pieniądze? Jestem przekonany, że nie mamy najuboższego budżetu w kraju, tymczasem poczucie więzi, odpowiedzialności, a przede wszystkim współdecydowania o sprawach naszego miasta w świadomości każdego płocczanina jest nie do przecenienia…

Podziel się:

2 komentarze

  1. powód do dumy??? Autor: india | 10:01, 01.08.2014 | IP: 95.41.*.* [!]
    Miasto dało 1.2 miliona, bilety ok 3.5 mln, o opłatach za piwo itp nie wspominam. Podobno zabawa dla 25 tysięcy. Ile zostało organizatorom na ”promocję imprezy”? Duuża część miasta zirytowana całonocnym łomotem- sorry muzyką elektroniczną tego nie nazwę. Oldfidowi i pozostałym było by wstyd. Piknik lotniczy miasto dawało maksymalnie 0.65 mln. Widzów więcej każdego dnia niż na całym Audio. Impreza tylko w dzień, naćpanych w fąntannach i na ulicach nie było widać. Promocja w telewizji spora. Organizatorzy nie bardzo mieli co zaoszczędzić. Czy na pewno Ratusz dobrze wydaje NASZE pieniądze? Ja śmiem wątpić. Można być dumnym z imprezy gminnej lub z ogólnopolskiej, wybór należy do Ratusza i podobno do nas. Wybory blisko, może trafi się ktoś z wizją???

  2. Najśmieszniejsze jest to ciągłe tłumaczenie że mieszkańcy Płocka zarabiają…
    Moja mama pracuje w przedszkolu. Niestety nie zarabia. Tata jest budowlańcem. Nie ma nic z festiwalu. Ja pracuje w marketingu jednej z firm. I nic nie dostajemy od przybyszów. Zarabiają TYLKO knajpy w okolicy rynku i małe punkciki i oczywiście hotele. Czy wiecie że restauracjie i hotele są i tak zwolnione czesto z podatku lub dofinansowane? Nie? No to prosze ;)
    Ja i moje rodzina tylko dopłaca do festiwali i kompletnie nic z tego nie mam. Poza hałasem.
    Nie twierdze że festiwali nie powinno być ale dopłacanie do nich? Żałosne wydawanie kasy.
    Audioriver czy jakiś inny i tak podobno zawija się tam gdzie dadzą więcej i kto nam odda miliony? Miliony “na promocje”. Czy którykolwiek z tych festiwali promuje płock w nazwie? Żaden. Festiwal Sopot – wiadomo gdzie jest, Kołobrzeg? Również Mrągowo…Powinno się do sądu podać osoby wyrzucające pieniądze w błoto. Dosłownie.

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji