REKLAMA

Ojciec 9-latka: Nie uprowadziłem syna. Został porzucony

REKLAMA

Po naszym artykule na temat uprowadzenia rodzicielskiego 9-letniego Wojtka, zgłosił się do nas jego tata, który – według relacji mamy chłopca – miał się ukrywać. Opowiedział, jak z jego perspektywy wygląda sytuacja.

Przypomnijmy, pani Ludmiła zamieściła w sieci post, w którym apeluje o pomoc w odnalezieniu syna, uprowadzonego przez ojca chłopca. Tłumaczyła, że syn nie wrócił z widzenia z tatą, a ona nie wie, gdzie przebywa jej syn. Podkreślała, że jej były mąż jest osobą przemocową, a syn przestał chodzić do szkoły. Zaznaczała też, że ojciec dziecka ma ograniczone prawa rodzicielskie, a sąd nakazał przebywanie dzieci (9-letni Wojtek ma jeszcze brata i siostrę) wraz z nią.

Mama chłopca złożyła na policji w Płocku zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z art. 211 KK: uprowadzenie lub zatrzymanie małoletniego. Jak twierdzi, policja odmówiła przyjęcia zawiadomienia o zaginięciu, choć nikt nie zna adresu pobytu dziecka.

Płocka policja potwierdza, że takie zawiadomienie zostało złożone, ale ojciec nie ma ograniczonych praw rodzicielskich, jedynie więc sąd może wydać nakaz odebrania dziecka ojcu. Wyjaśnia też, że policjant skontaktował się z tatą chłopca, rozmawiał z dzieckiem, które było zadbane i zdrowe.

Matka prosi o pomoc: „Uprowadzono mi dziecko!”. Co na to policja?

Jak do zarzutów płocczanki odnosi się ojciec dziecka?

– Przede wszystkim, nie uprowadziłem syna. Został on porzucony przed blokiem, w którym mieszkam, przez byłą żonę i jej konkubenta – podkreśla.

Opowiada też historię, która wyłania się z informacji przekazanych mu przez syna.

– Po godzinie 21 w czwartek, 3 czerwca, zapłakanego i roztrzęsionego Wojtka spotkała przed blokiem moja mama. Zaprowadziła go na górę. Ja akurat szykowałem się do pracy na nocną zmianę, kiedy zapłakany Wojtek stanął w drzwiach mieszkania. Nikt mnie nie poinformował o tym, że dziecko będzie przywiezione, ani nikogo z mojej rodziny. Nikt nawet nie zadzwonił domofonem – tłumaczy.

Pan Radosław zadzwonił do pracy, że się spóźni i blisko 40 minut uspokajał syna. Zgodnie z relacją Wojtka, „wujek wyrzucił go z mieszkania, bo ma go dość” i przywiózł wraz z mamą przed blok, w którym mieszka nasz rozmówca. Do tej sytuacji miało dojść, kiedy chłopiec spóźnił się na kolację. Brama wejściowa i furtka do domu była już zamknięta. Przeskoczył więc przez bramę. Kiedy wszedł do domu, usłyszał „krzyk od wujka”, który powiedział mu, że ma już dość jego spóźniania się i nie będzie dłużej tego znosił. Wojtek poszedł do pokoju zdenerwowany, przebrał się w piżamę i położył się do łóżka.

– Syn opowiadał, że po chwili przyszedł do niego wujek, zaczął go szarpać za rękę, kazał mu się przebrać z powrotem w ubranie, w którym przyszedł i powiedział, że ma wracać do ojca. Wojtek zdążył porozmawiać z rodzeństwem, że chyba będzie mieszkać z tatą, bo wujek kazał mu się wynosić z domu. Mama natomiast nie pozwoliła mu zabrać ubrań i zabawek, mówiąc, że to ona kupiła mu ubrania, więc niech teraz „ojciec cię obkupi” – mówi pan Radosław.

Jak opowiada dalej, z relacji chłopca wynika, że został przez mamę i jego partnera podwieziony przez blok, kazano mu wysiąść. Opowiadał też o karach, których doznawał w domu, w tym brak posiłków za nawet najmniejsze spóźnienie czy brak porządku, ciągłe krzyki. Dzieci miały same sobie przygotowywać posiłki i sprzątać, segregować wyrzucone już śmieci. Za karę były też zamykane na klucz w pokoju.

– O tym dowiedziałem się przypadkiem. Na drugi dzień zapytałem Wojtka czy zrobić mu kolację, a on zdziwiony zapytał czy może zjeść, skoro jest już po 19 i on się spóźnił. Bo w tamtym domu nie mógł jeść, jeśli się spóźnił… Syn powiedział mi też, że boi się mamy, jeszcze bardziej boi się wujka i nie chce tam wracać. Obiecałem mu, że nie będzie musiał – wyjaśnia nasz rozmówca.

Według niego, była żona zablokowała go na messengerze i w telefonie, nie mógł się z nią skontaktować.

– Nie spytała nawet, czy Wojtuś dotarł. W sobotę miałem przyjechać po dzieci, zgodnie z postanowieniem sądu. Ale dzieci nie było. Dopiero po około 20 minutach córka szła do sklepu, powiedziała mi, że „dzisiaj mamie i wujkowi nie pasuje” i żebym przyjechał jutro. W niedzielę usłyszałem, że dzieci mogę odebrać tylko w obecności kuratora – relacjonuje pan Radosław.

Tłumaczy też, że kurator został zasądzony, ponieważ była żona nie wydawała mu dzieci w ustalonych terminach, widział je kilka razy do momentu wydania orzeczenia.



Twierdzi, że dopiero w niedzielę otrzymał informację od byłej żony, że syn nie ma plecaka z książkami do szkoły, więc może mu przywieźć lub zabrać Wojtka, a potem go odwieźć.

– Podjeżdżając pod blok z synem i mamą zobaczyłem, byłą żonę z jej konkubentem. Kiedy chciałem zaparkować, on zajeżdżał mi drogę. Była żona waliła pięściami w szybę, krzycząc „Oddaj mi dziecko”. Zadzwoniłem po policję i wyszedłem. Spytałem, dlaczego zostawiła tak Wojtka po godz. 21 w czwartek. Usłyszałem wtedy trzy różne wersje. Mama może to potwierdzić, podobnie jak sąsiedzi, bo głośno krzyczała – opowiada.

Po przyjeździe policji, rodzice chłopca opowiedzieli policjantom swoje wersje zdarzeń.

– Nie chciałem, żeby takie rzeczy działy się przy dziecku, dlatego zaproponowałem, żeby to policjant porozmawiał z Wojtkiem i wyciągnął sam wnioski. Rozmawiał z synem ponad 15 minut. Po rozmowie policjant powiedział byłej żonie, że syn boi się jej i konkubenta, więc dziecko nigdzie nie pojedzie. Jak się dowiedziałem, na podstawie rozmowy z synem założył konkubentowi mojej byłej żony Niebieską Kartę – mówi pan Radosław.

Podczas kolejnej interwencji policji, Wojtek powtórzył, że nie chce wracać do mamy.

– Nagle dowiaduję się, że była żona zamieściła jakieś wpisy o porwaniu. Przecież ja się nie ukrywam, dobrze wiedziała gdzie jestem. Jestem w stałym kontakcie z policją. Za każdym razem Wojtuś powtarza policji, że nie chce wracać do domu, że boi się wujka, ujawnił też dużo szczegółów o tym, co działo się w tamtym domu – tłumaczy ojciec dziecka.

Wyjaśnia też sytuację z nieobecnością syna w szkole. Według niego, Wojtek bał się, że wujek lub mama zabiorą go, gdy będzie wychodził ze szkoły, dlatego ustalił z dyrektorem szkoły prowadzenie nauki w systemie online.

– Wojtuś ma przesyłane lekcje, prace domowe, ja odsyłam wychowawczyni już odrobione. Nieobecności są, bo fizycznie syna w szkole nie ma, ale dyrektor mówił, że będą anulowane – zapewnia pan Radosław.

Dodaje, że wyciągnie konsekwencje wobec byłej żony w sprawie wpisu w internecie. Podkreśla, że nie ma ograniczonych praw rodzicielskich, a jedynie ograniczenie w zakresie decydowania np. o uczestnictwie w wycieczkach szkolnych czy wyjazdach zagranicznych do 14 dni. W pozostałych sprawach ma pełne prawa rodzicielskie.

Zaprzecza także, iż stosował przemoc wobec byłej żony czy dzieci. Twierdzi, że jest to manipulacja ze strony żony, która wie, że przemoc jest najłatwiej przypisać.

– Nigdy nie uderzyłem żony, nie krzyczałem na dzieci. Przy rozwodzie papier wszystko przyjmie. Żona mnie zdradzała przez ostatnie pół roku małżeństwa. Kiedy wyrzuciła mnie z domu, już na drugi dzień jej kochanek tam nocował. Dom, w którym mieszkają, wynajęli na trzy dni przed moją wyprowadzką. To o czymś świadczy – stwierdza.

Opisuje także sytuację, jaka miała miejsce w dniu naszej rozmowy.

– Jeszcze dzisiaj (w czwartek, 10 czerwca – przyp. red.) była żona wnioskowała, aby zobaczyć się z dzieckiem. W asyście policji doszło do tego spotkania. Wcześniej udowodniłem, że zostałem zablokowany przez żonę, więc to ja nie mam kontaktu z nią, a nie ona ze mną. Przyjechała na miejsce z konkubentem, który nagrywał wszystko i bardzo źle wypowiadał się na mój temat. Wojtuś nie chciał do niej podejść. Kiedy jego mama podeszła, powiedziała mu „Wojtuś, to były żarty. Nie chcieliśmy cię wywieźć na stałe, tylko na weekend, na trochę”. To już jest bezczelność. Syn wszedł mi na ręce i powiedział, że nie chce być z nią. Wtedy zaczęła ciągnąć syna, chcąc mi go wyrwać. Wtedy policjant powiedział, że dziecko nie pójdzie z nią – relacjonuje nasz rozmówca.

Zapewnia, że zrobi wszystko, żeby syn był szczęśliwy i bezpieczny. Ma też nadzieję, że uda mu się także sprawić, by pozostała dwójka dzieci zamieszkała z nim. Jak podsumował, policja podeszła do sprawy w sposób profesjonalny podczas prowadzenia interwencji, w pierwszej kolejności zajmując się dobrem dziecka.

Aktualizacja

Przed publikacją artykułu otrzymaliśmy informację, że Sąd Okręgowy w Płocku wydał dzisiaj, 11 czerwca postanowienie, zgodnie z którym nakazuje panu Radosławowi natychmiastowe wydanie Wojtka i odwiezienie go do matki. Jednocześnie sąd oddalił wniosek  pani Ludmiły o zakazanie kontaktów ojca z dziećmi.

Zostań Patronem PetroNews.pl - Wspieraj swoje lokalne media KLIKNIJ!

REKLAMA

PowiązaneArtykuły

Komentarze 8

  1. Georg says:

    Zbiera na wymioty, jak się to czyta! Co robi nasz Płocki sąd? Kurator dziecięcy? Czy oni pracują? Do jasnej cholery czas się wziąć za tą bandę nierobow!

  2. OpiekaNaprzemienna says:

    Patologia polskich sądów, zamiast opieki naprzemiennej dziecko trafia najczęściej do „madek patusiar” i konkubenta, gdzie przeżywa piekło.

  3. Anonim says:

    Ludzie czy w to wierzycie? Pan „ Radosław „ pierwszy zostawił żonę dla kochanki. Teraz taki dobry tatuś. To on miał już dawno założoną niebieską kartę. Ma zachowania prześladowcze i jest strasznym manipulantem.

    • Lito says:

      Chyba coś się pomyliło bo to wielka pani psycholog zdradzała ,a później jeszcze oczernia

  4. Opiekunka 🤔 says:

    Znowu sąd nakazuje oddać dziecko matce. Z matką mieszka konkubent który znęca się nad dziećmi. W tej rodzinie wydarzy się tragedia i znowu sąd umyje ręce, bo przecież gdy dziecku dzieje się krzywda, to sąd jest ślepy!!!!!

  5. Anonim says:

    Jak to dobrze, że mój były mąż nie daje znaku życia, bo takie przepychanki dzieckiem drodzy rodzice szkoda tylko jemu, co macie między sobą załatwiajcie poza dziećmi , gdyż najważniejsze jest ich dobro. Myślcie o dziecku

  6. Jjk says:

    Mam nadzieję, że ta sprawa ujrzy światło w telewizji i w towarzystwach psychologicznych, psychiatrycznych, gdzie zajmą się etyką zawodową i sprawą wykonywania przez nich zawodu!

  7. WAŻNE says:

    To jest matka chora psychopatka, jej były kochanek aktualnie konkubent to niebezpieczny człowiek, który powinien mieć zakaz wykonywania zawodu. Mam nadzieję, że konsekwencje z ich zachowania podejmą również miejsca w których pracują bo to strach i totalny dowód na to, że są to ludzie, którzy nie powinni zajmowac się absolutnie terapią rodzinną i czy terapią dzieci. Chociaż pewnie też nimi manipulują i żerują na słabościach osób potrzebujących pomocy. Żenada.

Reklama

Najchętniej dzisiaj czytane

Reklama


REKLAMA
  • Przejdź do REKLAMA W PŁOCKU