Mroczny spektakl Świetlików [ZDJĘCIA]

Google+ Pinterest LinkedIn Tumblr +

Zespół, który wystąpił w sobotni wieczór w sali widowiskowej Płockiego Ośrodka Kultury i Sztuki, zdążył przez lata swego istnienia obrosnąć w dziwne historie, legendy, a nawet w kult.

Świetliki, bo o nich mowa, powstały w październiku 1992 roku w Krakowie, gdy zadebiutowali na spotkaniu poetów “Na Głos”, a pierwszymi odbiorcami ich talentu okazali się być Czesław Miłosz i Wisława Szymborska. Rok później nagrali już swój pierwszy album pt. “Ogród Koncentracyjny”. Krążek wzbudził duże zainteresowanie zarówno mediów, jak i publiczności. Rezultatem tego było zaproszenie do wzięcia udziału w festiwalu opolskim, gdzie zagrali na żywo przed całą Polską.

– Tu jest tak ciemno i cicho, aż pomyśleliśmy, że chyba sala jest pusta! – tak przywitał płocką publiczność Tomek Radziszewski, gitarzysta Świetlików.

Rzeczywiście, warunki oświetleniowe sali były dość skąpe, jednak wypada się domyślać, że mogło się tak stać na wyraźne życzenie zespołu. Tlące się blado reflektory ledwie oświetlały twarze artystów, ale jak wiadomo, to w końcu Świetliki – one powinny emanować swoim własnym światłem. I choć atmosfera mrocznej, twardej poezji, przeplatała się z awangardowym brzmieniem instrumentów, Świetliki faktycznie zaświeciły. Wierna ich twórczości publiczność z zadowoleniem wsłuchiwała się w kolejne mocne teksty.

Lider zespołu, Marcin Świetlicki, kojarzony ostatnimi czasy z faktem, że odmówił przyjęcia od prezydenta Komorowskiego wysokiego odznaczenia państwowego, przyzwyczaił już swych fanów do pewnych ekstrawaganckich zachowań. Jednym z nich jest na pewno melorecytacyjna maniera z którą, pośród dźwiękowego supportu, poeta deklamował utwory, niegrane podobno na koncertach od wielu lat.

Jak wiadomo, dorobek artystyczny Świetlików do najłatwiejszych w odbiorze nie należy. Ale i tak sala POKiS-u wypełniła się lokalnymi entuzjastami awangardowych brzmień po same brzegi. I nie ma się co dziwić. Świetliki to nie jakaś kolejna kapela, generująca kakofonię łatwych dla ucha dźwięków i prostych rymów. To dość rzadkie na polskim ryku muzycznym zjawisko, przepełnione aurą mroczności, tajemniczości i dwuznaczności. Teatralna forma ponadczasowej treści, w której zamknięto przytłaczającą, brudną, ale prawdziwą rzeczywistość. Ich występów nie wypada nawet nazywać koncertami. To prawie jak spektakle, gdzie aktorzy misternie budują atmosferę i dramaturgię przekazu. Tak też było i w Płocku.

Podziel się:

Zostaw Komentarz

Ostatnie Informacje

Więcej Nowych Informacji