REKLAMA

Krzysztof Krakowski od kuchni: Lubię potrawy typowo płockie

REKLAMA

Jaką kuchnię preferuje dyrektor Orlen Areny? Jaki jest ulubiony smak Krzysztofa Krakowskiego i jaka potrawa kojarzy mu się z czasami młodości? Który przepis kojarzy się naszemu bohaterowi z Płockiem? Na te i wiele innych pytań odpowiadamy w kolejnej części naszego cyklu „Płocczanie od Kuchni”. 

Nie wszyscy gotują, ale za to z kuchnią każdy z nas ma coś wspólnego – wszyscy musimy przecież coś zjeść. Jakie potrawy lubią płocczanie? Jakie wspomnienia związane z kuchnią mają politycy? Co gotują aktorzy? Kto jest na diecie, a kto zajada się golonkami? Nasz cykl przybliży Wam znanych i nieznanych płocczan „od kuchni”. A może stanie się też inspiracją do kuchennych wojaży?

PowiązaneTematy

Kolejnym bohaterem naszego cyklu „Płocczanie od Kuchni” jest Krzysztof Krakowski – dyrektor płockiej Orlen Areny.

Lubię smaki polskie, choć niekonieczne zdrowe

W domu Krzysztofa Krakowskiego dominowały smaki tradycyjne. To kuchnia polska i potrawy przygotowywane przez babcię naszego bohatera. – Moje smaki dzieciństwa to kuchnia babci Heni – wspomina Krzysztof Krakowski. –  To potrawy dobre, choć niekoniecznie zdrowe – dodał. Kuchnia ta stanowi ważny element dzieciństwa dyrektora Orlen Areny. – Potrawy babci wspominam jako dania pachnące domem, a kuchnia ta budzi we mnie poczucie bezpieczeństwa – stwierdził nasz bohater. – Były to potrawy przygotowywane z namaszczeniem i poświęceniem – dodał.

Smaki te cały czas są obecne w codzienności Krzysztofa Krakowskiego. Babcia Henia, pomimo sędziwego wieku, nadal przyrządza swoje potrawy. – To 85-letnia nestorka rodu, która nadal gotuje – zdradził w rozmowie z nami. – Fenomenem babci jest to, że wszystkie jej magiczne receptury nigdy nie zostały spisane. Babcia pamięta wszystko. Ponadto przygotowuje genialne, świetnie przyprawione ryby i to pomimo tego, że sama ich na co dzień nie jada.

Kuchnia dzieciństwa Krzysztofa Krakowskiego to ogrom pysznych dań, spośród których ciężko wybrać to najwspanialsze. Do ulubionych nasz bohater zalicza czarną polewkę, a więc czerninę. – To jedna ze specjalności babci Heni – powiedział Krakowski. – Ujawniona przez Adama Mickiewicza jako czarna polewka zupa, to rosół z kaczki z krwią. Moja babcia osiągnęła tu mistrzostwo świata. Dodaje do zupy m.in. suszone owoce i ocet winny – dodał nasz bohater. – Przyszłym teściowym odradzam jednak tę zupę podczas pierwszych spotkań z przyszłą synową. Idąc za przykładem wieszcza, wstrzymajmy się z czerniną do czasu, aż zapadną życiowe decyzje i ważne deklaracje – śmieje się Krzysztof Krakowski.

Teraz o mój żołądek dba żona

Nasz bohater przyznaje, że nie należy do mistrzów patelni, dlatego też najczęściej w domu Krzysztofa Krakowskiego gotuje żona, która przygotowuje potrawy nie gorsze niż te babcine. – U mnie z gotowaniem jest jak z tańcem i śpiewaniem: nie bardzo umiem, ale bardzo lubię – śmieje się dyrektor Orlen Areny. – Gotuję kiedy zmuszają mnie do tego sytuacja i okoliczności. Teraz robię to częściej, bo gotowanie zamieniło się w rodzinną przygodę. To zabawy w kuchni, w której uczestniczą dzieci. Wspólne gotowanie to kolejna okazja do bycia razem – dodał Krakowski.

A co nasz bohater przyrządza podczas tych nietypowych okoliczności? – To, co próbuję robić, to kotlety schabowe w różnych marynatach – zdradza nasz bohater. – Czasem są to marynaty typu „co mi tylko wpadnie w ręce”, innym razem to starannie przygotowana mieszanina – dodaje. Takie kotlety są potem zapiekane z cukinią, która, zdaniem naszego bohatera, w nietypowy sposób przełamuje smak schabowego. – Generalnie lubię warzywa. Świetnie dopełniają one smak mięsa i ukrywają jego niedoskonałości – stwierdził dyrektor Orlen Areny.

Tradycyjna, płocka „psiocha”

Choć ulubione smaki Krzysztofa Krakowskiego są wyjątkowo polskie, to nasz gość gustuje także w potrawach bardziej egzotycznych. – Nie lubię eksperymentować w kuchni, co nie oznacza, że jadam tylko babciną kuchnię – powiedział Krzysztof Krakowski w rozmowie z nami. – Bardzo lubię owoce morza. W ogóle mało jest rzeczy, które mi nie smakują – dodał.

Nasz bohater lubi także potrawy typowo płockie. Jedną z nich jest jajecznica o swojsko brzmiącej nazwie „psiocha”. – To jajecznica, do której dodaje się mąkę i mleko – wyjaśnia Krakowski. – Kiedyś inna zaprzyjaźniona babcia, babcia Frania, podpowiedziała, że na każde jajko należy dodać łyżkę wody. Taką jajecznicę traktuję jako typowy smak dzieciństwa.

Kolejną z potraw, wywodzących się z Płocka, jest wspomniana już czarna polewka z kaczki, której przepis podany przez dyrektora Orlen Areny zamieszczamy poniżej.

[tabs]
[tab title=”Czernina babci Heni”]Składniki:
– jedna cała kaczka (ewentualnie jej część: grzbiet, udziec),
– włoszczyzna (seler, por, marchew, pietruszka)
– suszone owoce:
4 plastry jabłka, 5 śliwek, 5 goździków
– szczypta cynamonu,
– słoiczek krwi z kaczki,
– łyżka stołowa mąki pszennej,
– 0,5 szklanki octu ze śliwek,
– sól i pieprz do smaku.

Sposób przygotowania:
Wywar:
Ugotować wywar z kaczki w czterech litrach wody. Odszumować go i dodać włoszczyznę, suszone owoce, cynamon, sól i pieprz. Gotować od 40 min do godziny.

Zaczyn do zupy:
Rozrobić słoiczek krwi z czubatą łyżką stołową mąki i połową szklanki octu ze śliwek. Do tak przygotowanego zaczynu dodać dwie łyżki zimnej wody i łyżkę wazową wywaru.

Zaczyn należy przecedzić przez sitko w celu usunięcia grudek, a następnie przelać go do gorącego, ale nie gotującego się wywaru. To ważne. W przeciwnym wypadku zupa ulegnie zważeniu.

Smacznego![/tab]
[/tabs]